O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Wytrwały humanista. Życie i twórczość Tadeusza Kulisiewicza



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas »

„Podlecioł do mnie i pyta: którędy tu do Ślembarku? Spojrzalem i pomyśłałem se – czegoś ty chudzioku chcesz na tym naszym Ślembarku szukoć? Ale nic nie powiedział, tylko wskazał drogę. A była to ta sama «Zocyrna» – tak nazywali stromą ścieżkę, «za czarna», za ciężka nawet dla ich górskich koni… ale widać znalazł tu, co mu było potrzebne, bo już z nami pozostał. Co roku przyjeżdża. On już nasz”1

Tadeusz Kulisiewicz, absolwent ASP w Warszawie, artysta polski, sztuka polska, niezła sztuka

Tadeusz Kulisiewicz, student Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie | 1926, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej w Kaliszu

Tak po latach gazda Pietrek Tomala wspomniał swoje pierwsze spotkanie z grafikiem Tadeuszem Kulisiewiczem. A było to latem 1926 roku w małej, biednej wsi Szlembark w Gorcach, położonej nieopodal Dębna i Harklowej, już wówczas słynących z gotyckich kościołów drewnianych. Kulisiewicz był wtedy studentem drugiego roku stołecznej Szkoły Sztuk Pięknych, gdzie uczył się m.in. pod kierunkiem Władysława Skoczylasa. Miał już za sobą naukę w Szkole Sztuk Dekoracyjnych w Poznaniu. Urodził się zaś w Kaliszu 13 listopada 1899 roku.

Przyjazd do Szlembarka okazał się dla artysty brzemienny w skutki. Nie tylko pozostał wierny tej wiosce przez czterdzieści kolejnych lat, ale poświęcił jej także słynną tekę drzeworytów Szlembark wydaną w 1931 roku. To dzięki niej znalazł się na językach polskiej i światowej krytyki artystycznej. Nad tymi wyjątkowymi rycinami pracował już w końcu lat 20. Połączył w nich monumentalną, nasyconą ekspresją formę z subtelnym detalem.

Uwagę przyciągają zarówno ekspresyjne, rozległe płaszczyzny czerni i bieli, jak i drobiazgowo opracowane szczegóły przedmiotów, surowych twarzy oraz spracowanych rąk postaci. Wszędzie czai się silnie odczuwalne napięcie. Jak pisała w 1937 roku Maria Twarowska:

„Świat uczuć Kulisiewicza rozrósł się wszerz i w głąb i nabrał mocy w obliczu gór i rojącego się u ich stóp szarego biednego życia ludzkiego, nieświadomego swojego bohaterstwa. Artysta głęboko przeżywa wielkość i potęgę teatru świata. Ogarnięty urokiem wielkości będzie odtąd stale temu urokowi dawał wyraz w sztuce. Równorzędnie jednak rośnie w jego duszy fala współczucia — i oto osią jego twórczości staje się obraz szarego człowieka. Ale na przekór swej nędzy oracze i pastusi wyrastają na kapłanów «obrzędu codziennej pracy». I poprzez cierpliwe wytrwanie tych biedaków i poprzez wciąż odradzającą się wśród nich wolę życia artysta ujrzał i pokazał w swej sztuce wielki dramat istnienia, byt uparty i jego przemijanie i odradzanie się, bohaterstwo trwania i siłę wiecznej przemiany. […] Współczucie walczące z tragizmem losu spływa od Boga ku ludziom, od ludzi ku zwierzętom i roślinom, wiąże ludzi między sobą, łączy zwierzęta w zgodną społeczność. Przeradza się wreszcie w miłość wszystkiego, co jest, w optymistyczne przyświadczenie życiu mimo wszelkiego bólu i trudu. […] Kulisiewicz nie stara się czegokolwiek w swej sztuce dowieść, urabiać w widzu jakieś przekonania, nawet apostołować jakiś gatunek uczuć. Sztuka jego nie jest tendencyjna. Sztuka ta również bardzo mało opowiada, wielokrotnie kompozycja obywa się bez akcji, akcja zaś przybiera najczęściej formę czynności odosobnionej, nie przenoszącej się na innych ludzi, jak np. czynność chodzenia, zajęcie domowe i w polu”2.

Unikając anegdotyczności i rodzajowego rozgadania, Kulisiewicz skondensował w tece szlembarskiej poszczególne, dramatyczne niekiedy sytuacje w pełne liryzmu migawki nasycone głębią ludzkiego odczuwania. Choć zwracał uwagę nie tylko na ubóstwo, trud pracy i walki z górskim klimatem, ale również na skrzywdzenie i odtrącenie jednostki, nie tworzył sztuki politycznie zaangażowanej. W swoim uniwersalnym przekazie unosił się ponad podziały i klasowe uprzedzenia. Postawie artysty nie towarzyszyła niestety bezstronność krytyków. Obok głosów tak jednoznacznie pozytywnych jak cytowane wypowiedzi Twarowskiej w prawicowej prasie pojawiały się także komentarze pełne zaślepienia, wynikające z niezrozumienia twórczości artysty.

Tadeusz Kulisiewicz, Kutry, Niezła Sztuka

Tadeusz Kulisiewicz, Kutry | niedatowane, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej w Kaliszu

Stanisław Pieńkowski widział w tece szlembarskiej „dziwne upodobanie w chorowitości, niedorozwoju, spotworniałości, wynaturzeniu, bierności, znieruchomieniu, tępości, surowości”, konstatując, że „smutna to sztuka – tak pokraczna, pomarszczona, ślepa i nieartykułowana, jak ludzki noworodek”3. Czytelnikom pozostawiam ocenę tych zdumiewająco nietrafnych sformułowań oraz ich ewentualne odniesienie do retoryki dwudziestowiecznych państw totalitarnych.

Na szczęście przeważały komentarze entuzjastyczne, których autorzy dostrzegali wyjątkowość, nowatorstwo i emocjonalną głębię drzeworytów Kulisiewicza. Odłóżmy więc na bok kontrowersyjne wypowiedzi Pieńkowskiego, przekazując głos koledze Kulisiewicza po fachu – Tadeuszowi Cieślewskiemu synowi. Tak wzruszająco pisał on o bohaterach teki szlembarskiej:

„zmagają się z dolą, trzymając w zgrabiałych od trudu najcięższej pracy dłoniach drewniane kształty swej tęsknoty ku Niebu. Żyjąc na padole ziemi czarnej, łakną istnienia innej – białej, która by pachniała jak miód i była łatwa do krajania w kromki pożywne, jak chleb na promiennym obrusie z gwiazd, który trzymają skrzydlaci tęczami anieli”4.

Kulisiewicz nie poprzestał jednak na tym jednym szlembarskim sukcesie. W latach 1932–1933 powstał kolejny cykl rycin zatytułowany Bacówka. Grafik wciąż poszukiwał nowych form wyrazu, coraz chętniej czerpiąc z romańskiej rzeźby architektonicznej. Swojej nowej fascynacji dał najlepszy wyraz w zachwycającej rycinie Mędrzec z Arles, zainspirowanej rzeźbą z portalu katedry w tytułowym francuskim mieście. Oddajmy ponownie głos Marii Twarowskiej, która tak pięknie pisała o kolejnym cyklu Metody:

„monumentalizm przybiera formy szczególnie surowe. Razem z planszą z tegoż roku (1934) Karolą stanowi ten cykl pięciu drzeworytów najtragiczniejsze karty w dotychczasowej twórczości Kulisiewicza. W wizerunkach Metodego i Metoduli, wyrażających bohaterstwo cierpliwej męki i we wstrząsających obrazach dzieci – najbiedniejszych robaków ludzkich – artysta osiągnął szczególną ekspresję przez swoisty sposób umonumentalnienia nędzy i smutku, zaklęcia ich w bezruch i trwanie”5.

Tadeusz Kulisiewicz, Portret kobiety, Niezła Sztuka

Tadeusz Kulisiewicz, Portret kobiety | XX wiek, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej w Kaliszu

W kolejnych latach Kulisiewicz stopniowo odchodził od indywidualnie pojmowanego ekspresjonizmu, powoli zwracając się ku równie osobiście interpretowanemu klasycyzmowi. Nie porzucając monumentalizmu i statuaryczności form, odrzucił chropowatość faktury ludowych świątków i francuskich rzeźb portalowych. Coraz częściej tworzył enigmatyczne w nastroju rysunki kredką, w których sfinksowemu liryzmowi nastroju towarzyszyło zmiękczenie konturu i głębia wewnętrznego spokoju portretowanych postaci. Tendencje te nasiliły się jeszcze po ośmiomiesięcznej podróży po Europie odbytej w 1937 roku.

Tadeusz Kulisiewicz, Brazylia, Niezła Sztuka

Tadeusz Kulisiewicz w Brazylii | 1962, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej w Kaliszu

Trasa prowadząca przez Austrię, Włochy, Francję i Wielką Brytanię ułożyła się w klasyczną Grand Tour, czyli peregrynację podejmowaną przez nowożytnych Europejczyków dla poszerzenia horyzontów. Jej dokładny przebieg poznajemy dzięki dziesiątkom pocztówek wysyłanych do ukochanej żony Barbary, poślubionej 14 lutego 1933 roku.

Kulisiewicz podróżował głównie pociągami. W Wenecji narzekał na nadmiar turystów oraz ogólny brak zieleni. W Padwie zachwyciły go freski Giotta w Cappella degli Scrovegni. Choć z uznaniem wyrażał się o dziełach Leonarda da Vinci, Domenica Ghirlandaia, Pinturicchia, Jacopa Tintoretta i Paola Uccella, to najwięcej czasu i uwagi poświęcił na studiowanie i kopiowanie dzieł Giotta, Masaccia i Piera della Francesca. Prace tego ostatniego tropił także w mniej uczęszczanych przez turystów miastach takich jak Arezzo. Kilka dekad później podobnym szlakiem będzie podążał kolejny polski miłośnik autora Zmartwychwstania – Zbigniew Herbert. Dotrze on do jeszcze mniejszych miasteczek takich jak urzekające Sansepolcro.

Lektura „listów” Kulisiewicza pisanych do żony na rewersach pocztówek przepełnia czytelnika wzruszeniem. Słowa artysty niezmiennie urzekają, świadcząc o jego szczerości i prostolinijności. Głębokie umiłowanie sztuki łączył z humorem i wielkim dystansem do siebie. Relacjonując żonie wizytę w toskańskim miasteczku wież – słynnym San Gimignano – napisał o nim, że to „małe miasteczko z licznymi kominami. Wolę śląskie kominy, bo mają większy sens”6. Ciepłą autoironią są natomiast zabarwione zapiski poczynione w sierpniu we Florencji: „wieczorem przyjechałem do Florencji, trochę zmachany, trochę brudny. I niebieskie spodnie, jakoś nie niebieskie i koszula spłowiała. Ale w oczach i sercu jest pełno słońca i wielkich zdarzeń przeszłości”7. Przez Galerię Uffizi przebiegł. Wolał ciche boczne kaplice florenckich kościołów Santa Maria Novella i Santa Maria del Carmine pokryte czternastowiecznymi oraz piętnastowiecznymi freskami.

Po Florencji przyszła kolej na Rzym. Artysta dotarł następnie na Capri i na Sycylię. Nie pominął nawet antycznych świątyń Agrygentu i Paestum. Ale to nie antyk grecko-rzymski odcisnął największe piętno na jego twórczości. O wiele ważniejsza wydaje się lekcja Giotta i Masaccia.

Zarówno we Włoszech, jak i później we Francji grafika interesowały także – poza wielką sztuką odkrywaną głównie w kościołach – małe miasteczka o krętych uliczkach i wiekowej zabudowie. W kilkudziesięciu rysunkach ołówkiem z Asyżu utrwalił większość zabytkowych średniowiecznych kościołów tego urzekającego umbryjskiego miasta. Nie były to jednak realistyczne widokówki, lecz rozhuśtane i rozfalowane plastyczne wizje. Stylizując detale podpatrzone w naturze, wysmuklał wieże i pochylał ku sobie kamienne ściany. Później, w czasie II wojny światowej, powtórzył ołówkowe szkice przywiezione z Włoch w formie dopracowanych rysunków tuszem. Miękkość konturu zastąpiły mgławice drobnych kresek, zaś śródziemnomorski spokój zakłóciły echa trwającej wojny.

Ten tragiczny wojenny czas artysta spędził w Krakowie i ukochanym Szlembarku. W 1945 roku przyjechał do zmasakrowanej, niemal unicestwionej Warszawy. Poświęcił jej dziesiątki ascetycznych szkiców. Zgodnie ze swoim zwyczajem rysunki ołówkiem przetransponował następnie na kompozycje tworzone tuszem.

Swoją brutalną wymową i niepokojąco oniryczną formą kontrastują one z barwnymi, silnie osadzonymi w przedwojennej tradycji malarskiej wizjami Antoniego Suchanka, Eugeniusza Arcta czy Władysława Chmielińskiego. Po raz kolejny Kulisiewicz patrzył na świat oczami własnej, oryginalnej duszy.

W późnych latach 40. powrócił – już po raz ostatni – do medium grafiki. W suchorytach z 1948 roku takich jak Kury czy Cielątko wypracowywał lapidarną formę linearnej wypowiedzi, która w latach 60.i 70. stała się jego znakiem rozpoznawczym.

W dobie socrealizmu stworzył dwa cykle rysunkowe: Żołnierze rewolucji i pokoju oraz Bojownicy o wolność i demokrację poświęcone dziejom walk komunizmu z kapitalizmem. Nie obyło się bez obowiązkowych – skądinąd znakomitych artystycznie – rysunkowych portretów Włodzimierza Lenina i Bolesława Bieruta.

Dzięki poparciu władz komunistycznych Kulisiewicz korzystał w następnych dekadach z niecodziennej wówczas możliwości stosunkowo swobodnego podróżowania po świecie. Artysta odwiedzał kolejno: Chiny (1952), Indie (1956), Meksyk (1957, 1959), Brazylię (1962) i Kubę (1977). Ponownie zwiedzał także Włochy i Francję.

Wiemy jednak, że w reżimowych Chinach mógł oglądać tylko to, co miejscowa partia uznała za godne umieszczenia w planie podróży, oraz odwiedzać tylko tych artystów, których ona rekomendowała. Jak słusznie zauważyła Anna Tabaka, w rysunkach z tego czasu na próżno poszukiwalibyśmy jakichkolwiek śladów krytyki realiów życia proletariatu8. Choć w powojennych pracach dostrzegamy tę samą miłość do człowieka i ciekawość niezwykłości tego świata co w tece Szlembark, to w rysunkach z Chin, Indii, Meksyku czy Brazylii brakuje niekiedy typowego dla przedwojennych rycin szerszego spojrzenia na rzeczywistość oraz wrażliwości społecznej.

Po śmierci Józefa Stalina zarówno w życiu, jak i w swojej sztuce Kulisiewicz unikał już wypowiedzi o charakterze jawnie politycznym czy agitacyjnym. Pasjonowała go m.in. twórczość Bertolda Brechta, z którym żywo korespondował. Z wielkim przejęciem oglądał w Niemczech wystawienia jego dramatów, utrwalając następnie poszczególne sceny w mistrzowskich rysunkach tuszem.

Począwszy od końca lat 50. tworzył równolegle dzieła utrzymane w dwóch skrajnie różnych konwencjach. Lapidarnym rysunkom tuszem, w których kilkoma zaledwie liniami kreował przenikliwe i ujmujące portrety ludzi, towarzyszyły barwne akwarele powstające przez nałożenie na rysunek delikatnej faktury odciśniętych fragmentów kolorowej gazy.

Ekspresja czerni i bieli kontra subtelna mowa zróżnicowanego koloru. Odrębną grupę stanowiły najbardziej niepokojące, mroczne kompozycje, których tło stanowiła aksamitna czerń tuszu. Nie po raz pierwszy stylizując przedmioty podpatrzone w naturze, artysta przekształcał szlembarskie strachy na wróble w surrealne zestawienia form. W dziełach takich jak Strach to, co znane i codzienne, napełnia się nieswojską grozą. Anonimowy strażnik pola przemienia się w metaforę jednego z najbardziej wyniszczających ludzkich stanów emocjonalnych. Granicę abstrakcji artysta przekroczył w inspirujących Krajobrazach spalonych, tworzonych w góralskim domu położonym nieopodal wylotu Doliny Kościeliskiej na przełomie lat 70. i 80.

Ale nim w Szlembarku zakrólowały cegła, cement, blacha i szkło, a Kulisiewicz zdecydował się wyruszać co roku do Kir, spędził jeszcze w Gorcach wiele pięknych dni. Szymon Kobyliński z wielką pasją opisywał powojenne realia życia w tej góralskiej wiosce: „w odróżnieniu od Kazimierza Dolnego Szlembark trwał w ciszy, z daleka od szlaków zarówno oficjalnej turystyki, jak i artystycznych snobizmów. Jeśli ktoś tam już zjechał, musiał to być osobisty, dobry znajomy Kulisa, jeśli nie zgoła przyjaciel; ekskluzywność artystyczna wsi zachowywana była skrupulatnie.

Owszem, dwojgu (którzy notabene wykłócali się latami z Tadeuszem, kto pierwszy odkrył Szlembark), dwojgu Gardowskim, Bognie i Ludwikowi wolno było nawet i chałupę sobie tu wystawić. Luteczek, obok przesławnego profesora Lenarta najtęższy chyba po Półtawskim polski liternik, oraz jego drobna, zawsze ładna na przekór dowolnej ilości lat, Bogna z Krasnodębskich – ci mogli gazdować na uboczu wioski w prześlicznym, oknami ku rzece zwróconym domu. Prześliczny, bo choć przystosowany do innego niż tutejsze życia, zachował lokalny wdzięk drewnianego autentyku, proporcje nie witkiewiczowsko pretensjonalne – jak zakopiańskie laubzegowe pomysły – ale stawiany przez miejscowych cieśli, miał miejscowy nastrój. […] Kulis, acz obok Gardowskich senior przybyszów z dołu, nie budował sobie domu, ale mieszkał u stałych gazdów, jak i inni «panowie». Trzeba bo rozróżniać «panów» i «gości»: ci pierwsi to gromada wokół Tadeusza, a drudzy to dużo gorsza sorta, jacyś przypadkowi letnicy, jacyś dalsi kuzyni «dolscy», nie stykający się nawet z «panami» i samymi gazdami. Ot, przyjadą, poopalają się na lęgach, dudki się z nich wyciśnie i tyle”9.

Kobyliński wspominał także własne, jakże sympatyczne przygody wiążące się ze szkicowaniem w Szlembarku: „co tyczy rysowania (jego efektów nie pokazywałem Kulisowi, taka była milcząca umowa), Tadeusz powiedział mi na wstępie tylko jedno: Nie wychodź nigdy w plener w niedzielę, bo tu wiedzą, że rysowanie jest pracą. Lutkowie (Gardowscy) sobie z tego wystawili chałupę, więc można być tęgim gazdą, rysując! Głupio mi było nawet w dzień powszedni, jeśli polazłem sobie kędyś ze szkicownikiem, a wokoło po stokach brzękały kosy żniwiarzy, skrzypiały wozy zwożące owies albo ciągnące z gnojem na pola. […] A więc kryłem się raczej ze swoimi graficznymi zajęciami po wykrotach, lecz pewnego dnia i tam zaszedł mnie jakiś leciwy gazda, kroczący typowym elastycznym krokiem – identycznie pod górę, jak z góry – i niosący kosę na ramieniu. Zobaczył, co robię i nim się odezwałem, uchylił kapelusza, pozdrawiając pierwszy: Szczęść Boże, panie! – zupełnie jak gdybym orał czy siał lub gnój rozrzucał! Kulis przyjął relację o tym jak najnaturalniej: Mówiłem ci, że tak tu jest”10.

Tadeusz Kulisiewicz, Mężczyzna przy pracy, sztuka polska, szkic, rysunek, Niezła Sztuka

Tadeusz Kulisiewicz, Mężczyzna przy pracy | XX wiek, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej w Kaliszu

Tadeusz Kulisiewicz, Kiry, Niezła Sztuka

Tadeusz Kulisiewicz w oknie swojego domu w Kirach, Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej w Kaliszu

Tadeusz Kulisiewicz był więc nie tylko wybitnym grafikiem i rysownikiem, ale także charyzmatycznym człowiekiem, ciepło wspominanym przez dziesiątki osób, które miały szczęście go poznać. Zarówno w swoim mieszkaniu przy ulicy Mazowieckiej 7 w Warszawie, jak i w letnich domach w Szlembarku (a następnie w Kirach pod Kościeliskiem) niezależnie od pory dnia witał gości fasolą „głupi Jaś” gotowaną z czosnkiem i wódeczką albo whisky. Barbara Kowalska zapamiętała także niezdrowy nałóg Barbary i Tadeusza – palenie papierosa za papierosem. Mistrz najbardziej lubił przywożone z zagranicy gitany i gauloisy. Nie zatrzymywał ich wszystkich jednak dla siebie, a chętnie obdarowywał nimi kolegów muzealników11. Zmarł 18 sierpnia 1988 roku w Warszawie.

Dla Tadeusza Kulisiewicza największym źródłem inspiracji był zawsze człowiek. Ten wytrwały i niezmordowany humanista podkreślał to nie jeden raz. Czy były to przedwojenne cykle drzeworytów, rysunki z podróży, czy też przepiękny teatr Brechta – zawsze z empatią zwracał się w kierunku człowieka…

bibliografia, artykuły o sztuce, niezła sztuka

Bibliografia:
1. Cieślewski T., Ludzie szlembarscy. Posłowie do wystawy drzeworytów Tadeusza Kulisiewicza, nr 9, „Ziemia” 1930, s. 173–175.
2. Grońska M., Nowoczesny drzeworyt polski (do 1945 roku), Wrocław 1971, s. 148–157.
3. Hommage à Tadeusz Kulisiewicz. 10-lecie Centrum Rysunku i Grafiki im. Tadeusza Kulisiewicza, Kalisz 2004.
4. Kobyliński S., Zbrojny pies, czyli zestaw plotek, Kraków 1982.
5. Kulisiewicz: 120 na 120, tekst i wybór ilustracji H. Jaworowicz, Kalisz 2019.
6. Tabaka A., Tadeusz Kulisiewicz (1899–1988). Rysownik, grafik, kaliszanin, Kalisz 2019.
7. Tabaka A., Tadeusz Kulisiewicz: szkicownik z podróży. Włochy 1937, Kalisz 2018.
8. Tadeusz Kulisiewicz, wystawa prac, wstęp M. Porębski, katalog wystawy w Zachęcie marzec 1964, Warszawa 1964.
9. Tadeusz Kulisiewicz, wstęp M. Porębski, katalog wystawy w Muzeum Sztuki w Łodzi 19 kwietnia – 20 maja 1973, Łódź 1973.
10. Twarowska M., Tadeusz Kulisiewicz. Charakterystyka stylu, „Nike” nr 1, 1937, s. 162–183.
11. Warszawa 1945 w rysunkach Tadeusza Kulisiewicza, katalog wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie, Warszawa 1947.
12. Zbiorowa wystawa grafiki i rysunków Tadeusza Kulisiewicza, katalog wystawy w Zachęcie w marcu 1952 roku, Warszawa 1952.


  1. Cyt. za: notatki Tadeusza Kulisiewicza ze zbiorów Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej.
  2. M. Twarowska, Tadeusz Kulisiewicz. Charakterystyka stylu, „Nike” nr 1, 1937, s. 164.
  3. S. Pieńkowski, Sine ira, „Myśl Narodowa” nr 14, 1930, s. 221.
  4. T. Cieślewski syn, Ludzie szlembarscy. Posłowie do wystawy drzeworytów Tadeusza Kulisiewicza, „Ziemia” nr 9, 1930, s. 175.
  5. M. Twarowska, op. cit., s. 167.
  6. Cyt za: list do żony Barbary pisany na rewersie pocztówki ze zbiorów Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej w Kaliszu, nr inw. MOZK/AK/K/551.
  7. Na temat podróży Kulisiewicza do Włoch zob. A. Tabaka, Tadeusz Kulisiewicz: szkicownik z podróży. Włochy 1937, Kalisz 2018.
  8. Na ten temat zob. eadem, Tadeusz Kulisiewicz (1899–1988). Rysownik, grafik, kaliszanin, Kalisz 2019.
  9. S. Kobyliński, Zbrojny pies, czyli zestaw plotek, Kraków 1982, s. 29–30.
  10. Ibidem, s. 32.
  11. Zob. Hommage à Tadeusz Kulisiewicz. 10-lecie Centrum Rysunku i Grafiki im. Tadeusza Kulisiewicza, Kalisz 2004.

Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka

» Piotr Cyniak

Absolwent historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Publikował m.in. w „Quarcie” i „Spotkaniach z Zabytkami”. Interesuje się głównie sztuką polską 1. połowy XX stulecia, w szczególności grafiką artystyczną i ikonografią małych miasteczek. Pasjonat podróży, muzyki dawnej i jazzu.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Wszystkie publikacje finansowane są dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *