O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Nie tylko Huculi i Górale, czyli mniej znane oblicze Władysława Jarockiego



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas »

Oeuvre Władysława Jarockiego kryje wspaniałe, monumentalne dzieła – a mimo to dzisiaj powszechnie kojarzy się on nam ze słabymi późnymi wizerunkami góralek i hucułek, które pojawiają się na rynku antykwarycznym. On sam jako profesor Akademii i propagator sztuki polskiej, również odszedł w zapomnienie, a opowieść o nim można usłyszeć jedynie w Domu Jana Kasprowicza na Harendzie, który był również jego domem rodzinnym – poślubił bowiem jedną z córek poety…

Władysław Jarocki, Autoportret na nartach, zima, góry, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Autoportret na nartach | 1909, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Tuż po zakończeniu studiów w Instytucie Historii Sztuki UJ trafiłam do krakowskiego mieszkania Anny Kasprowicz-Jarockiej. Tak rozpoczęła się trwająca do dziś moja wspaniała i ciągle niemająca końca przygoda z twórczością tego wielkiego artysty.

Władysław Jarocki w swojej wczesnej twórczości szukał inspiracji na pograniczach ukraińsko-rosyjskich, w okolicach Charkowa i Krymu, a także dalej w Gruzji i na Kaukazie. Jego imponujący warsztat ukształtował się w czasie plenerów, które przez wiele lat organizował na Huculszczyźnie, głównie zimą. Od około 1911 roku wschodnie inspiracje zaczęły stopniowo przenikać się ze światem tatrzańskich górali. Artysta malował ich najpierw w Poroninie i okolicach, a później – aż do schyłku życia – na Harendzie w Zakopanem.

Malarstwo Jarockiego, związane z duchem epoki Młodej Polski, realizuje te postulaty, które były w opozycji do dekadenckiej i naznaczonej chorobliwością aury kończącego się XIX wieku. Jarocki stał wyraźnie po stronie afirmacji i heroizacji życia, podejmując próbę rekonstrukcji naszej narodowej tożsamości na podstawie autentyzmu i pierwotnej, nieunicestwionej cywilizacją oryginalności ludu. Jego obrazy, zwłaszcza te wcześniejsze, porywają siłą młodzieńczej fascynacji i całkowitym zapomnieniem się artysty w malarstwie,  a także uwodzą słonecznym blaskiem i wysmakowanymi tonacjami barwnymi.

Władysław Jarocki, Zakopane w zimie, góry, zima, malarstwo polskie, sztuka polska

Władysław Jarocki, Zakopane w zimie | niedatowany, Muzeum KUL, Lublin

Prawie cała wczesna, a tym samym najcenniejsza spuścizna artysty zaginęła w burzach dziejowych rozgrywających się na Kresach Wschodnich, zaś w okresie wielkich sukcesów międzynarodowych znakomite obrazy artysty rozeszły się do muzealnych kolekcji w Rzymie, Wiedniu, Paryżu, Berlinie, Pradze i w Stanach Zjednoczonych, trafiły również do kolekcji prywatnych. Stosunkowo niewielka część dzieł znajduje się dziś w polskich zbiorach muzealnych. Stajemy zatem w obliczu talentu artystycznego, który tuż po 1900 roku zaistniał na gruncie sztuki polskiej dziełami o niezwykłej sile wyrazu.

Władysław Jarocki urodził się w 1879 roku we wsi Podhajczyki, położonej na wschód od Lwowa. Ucząc się V Gimnazjum „bernardyńskim” we Lwowie i studiując później architekturę na Politechnice Lwowskiej, którą ukończył w 1902 roku, robił szybkie postępy w dziedzinie malarstwa.

Władysław Jarocki, fotografia, rodzina, archiwum, Niezła Sztuka

Rodzina Jarockich (Władysław stoi po prawej stronie) | ok. 1895, zbiory rodziny artysty

Pierwsze jego zauważalne osiągnięcia sygnalizowane były przez cieszącego się sławą malarza Stanisława Batowskiego, który w 1901 roku napisał do rodziny Jarockiego do Charkowa:

„Studyja i obrazy, które p. Władysław przywiózł [z Krymu], jakoż te, które tutaj maluje, przeważnie w szkole, gdzie jestem kierownikiem uprawniają do pięknych na przyszłość nadziei. Bezsprzecznie posiada talent malarski i wielką artystyczną inteligencję. Gdyby się rozwijał dalej tak jak dotychczas byłby bardzo dobrym malarzem. (…) Ja i moi koledzy zachwycamy się jego zdolnościami malarskimi”.

Władysław Jarocki, szkic, autoportret, sztuka polska, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, kartka ze szkicownika, po prawej Autoportret | ok. 1903, Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie, Zakopane

W 1902 roku Władysław Jarocki zapisał się do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, do pracowni Józefa Mehoffera, który widząc jego postępy, skierował go w kolejnym roku do najsilniejszej szkoły malarskiej Akademii prowadzonej przez Leona Wyczółkowskiego. Jarocki podziwiał obu profesorów, do grona tego dołączając jeszcze Jana Stanisławskiego. W pamiętnikach zanotował:

„Wspominam z moich lat akademickich studiów tych profesorów, których podziwiałem, adorowałem nawet, nie mając zresztą zamiaru ich naśladować. Chciałem iść własną drogą…”1.

Władysław Jarocki, artysta, malarz, fotografia, Niezła Sztuka

Młody Władysław Jarocki, fot. wikipedia

Mehoffer, Wyczółkowski, jak również Stanisławski, z jego umiłowaniem pejzażu polskiego i nostalgią za bezkresem pól ukraińskich, odcisnęli wyraźne piętno na kształtującej się postawie artystycznej Jarockiego. Mehoffer, prowadzący wówczas katedrę malarstwa dekoracyjnego i religijnego, uczył wyraźnej konstrukcji, mocnej linii i śmiałej, płaskiej plamy barwnej. Po bogatych doświadczeniach paryskich i wielkich sukcesach międzynarodowych otwierał swoim uczniom okno na świat, kierował ich zainteresowanie w kierunku sztuki francuskiej, sztuki najnowszej.

W 1906 roku Jarocki wyjechał do Paryża na kilkumiesięczne studia w Académie Julian (gdzie uczęszczał również Mehoffer) i chociaż trafił tam do profesora bardzo zachowawczego i akademickiego, jakim był Jean-Paul Laurens, to jednak w tym samym czasie miał także możliwość zetknięcia się z malarstwem postimpresjonistów: van Gogha, Cézanne’a, Gauguina. W ten świat wprowadził go wybitny krytyk o polskich korzeniach, Adolf Basler.

Władysław Jarocki, Krawiec, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Krawiec | niedatowane, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

„W jakiejś kawiarni zawarłem przypadkową znajomość z niepozornym z wyglądu, ale nader interesującym człowiekiem, Adolfem Baslerem – napisze we wspomnieniach. – (…) miał ogromne zainteresowanie do sztuki i stał się powoli jej dogłębnym znawcą. (…) Dzięki jemu poznałem dobrze prywatne kolekcje sztuki Gauguina, Van Gogha i Cézanne’a. Wspominam bardzo mile tego miłego, interesującego i wysoce kulturalnego człowieka. Sam odwiedzałem oczywiście salony i wszelkie malarskie wystawy, gdzie staczały walki z sobą rozmaite kierunki. Picasso przechodził wciąż przemiany, okresy „różowe”, „niebieskie”, to okres kubizmu, czy znowu próby rysowania na Ingresa itd. Impresjoniści święcili jeszcze tryumfy, ale już występowali, jako reakcja „fauviści”2.

Inspiracje twórczością Gauguina są rozpoznawalne już w pierwszych, znakomitych płótnach Jarockiego przywiezionych z Huculszczyzny, a Pogrzeb huculski, nasuwa nieodparte skojarzenia z gauguinowską Wizją po kazaniu.

Polscy malarze jechali do stolicy Francji po światło, po nową sztukę nasyconą barwami, nieskrępowaną zasadami dziewiętnastowiecznego malarstwa, niosąc na sobie jednak równocześnie piętno swojego narodu, historii, polskiego mglistego nieba. Nie bez przyczyny Wojciech Weiss pisał w 1900 roku z Paryża:

„Ciekawe, mogę obserwować rasę słowiańską w otoczeniu francuskim. Francuz jak dziecko byle czym się dobrze bawi, zawsze zadowolony, wesoły, że zazdrościć im można. Koledzy Polacy nigdy się tak nie śmieją, tak nie bawią, twarze zawsze podługowate, uśmiech natychmiast zakrzywia się w boleści. Tu można czuć naród wychowany w kajdanach, wykołysany na ruinach”3.

Jarocki, syn powstańca, który przeszedł katorgę na Syberii, takimi też jarzmem był naznaczony. Żył świadomością, iż jego przodkowie „wypełnili swój obowiązek wobec Polski, walczyli, cierpieli, ginęli, byli pełnowartościowymi ludźmi”4. Te korzenie zarówno dla niego, jak i dla całego pokolenia nie były do odcięcia, były fundamentem, ziemią żyzną i urodzajną, na której rozwinął się cały fenomen sztuki Młodej Polski.

Kiedy pierwsze obrazy Władysława Jarockiego zaczęły pojawiać się na międzynarodowych wystawach, m.in.  w Wiedniu w Secesji Wiedeńskiej oraz w Wenecji na Biennale, to krytyka europejska, a co istotne, prasa zaborców, z entuzjazmem pisała o naszej sztuce, świadomie podkreślając właśnie jej polskość. Zarówno niemiecki „Die Zeit” jak i „Wiener Allgemeine Zeitung” piórami krytyków o międzynarodowej renomie donosiły, iż w malarstwie polskim rozpoznawalny jest przede wszystkim duch „uciśnionego uczucia narodowego”, co przebija się w malowaniu:

„specyalnych motywów pejzażowych, bogatych w wypadki epokowe miejscowości, charakterystycznych postaci rodzinnych”.

Pisali również, o szczególnej wyrazowości Polaków, o tym:

„Co nadaje (w Polsce) prawie mistyczną świętość twórczości (…) – to ból o los Polski, to nadzieja”5.

W 1904 roku Władysław Jarocki wyjechał wraz z dwójką swoich przyjaciół, Fryderykiem Pautschem i Kazimierzem Sichulskim, do Tatarowa nad Prutem, by malować lud i krajobraz huculski. Huculszczyzna w malarstwie drugiej połowy XIX wieku przewija się bezustannie, mając rodowody bądź romantyczne, bądź pozytywistyczne.

Władysław Jarocki, Pejzaż zimowy z Tatarowa, zima, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Pejzaż zimowy z Tatarowa | ok. 1910, Muzeum Okręgowe, Leszno

Młoda Polska to dziedzictwo przejęła, łącząc ideę solidaryzmu społecznego z czysto malarską fascynacją wsią „bajecznie kolorową”. Na parnas sztuki polskiej zaczęli wtedy bowiem wkraczać góralscy bohaterowie homeryccy i bronowicki Piast Kołodziej i Panna Młoda z Wesela „wystrojona jak lalka z Sukiennic” (Wyspiański), i Huculi, których „serce kołysząc się w snach wyobraźni, budzi duszę do używania przyrody i podziwu jej tajemnic” (Kolberg).

Władysław Jarocki, Góralka, Hucułka, portret, sztuka polska, malarstwo polskie, folklor, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Góralka albo Hucułka | 1912, Muzeum Narodowe w Krakowie

Władysław Jarocki, Cerkiew i dzwonnica, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Cerkiew i dzwonnica | ok. 1909, Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie, Zakopane

Bezkresne przestrzenie połonin, piętrzące się szczyty i urwiska skalne, dzikie mroczne lasy i wzbierające wiosną wody Prutu i Czeremoszu, przysadziste sylwety trójwieżowych cerkwi ze złocącymi się na nich krzyżami, ciągnące się aż po horyzont ogrodzenia koszarów dla owiec i mocno posadowione w pejzażu kołyby stały się dla trójki młodych malarzy miejscem mistycznego nieomal odnowienia więzi z naturą, remedium dla atmosfery „konającego” stulecia. Rysująca się coraz wyraźniej od czasu Wesela Wyspiańskiego, a nieco wcześniej w Europie, od ucieczki Gauguina do Pont Aven, dychotomia pomiędzy szarością i chorobliwością życia miejskiego a odrodzeńczym działaniem nieskalanej cywilizacją natury, prowadziła artystów w takie właśnie krainy.

Forma malarska u Jarockiego stała się monumentalna, a postać ludzka masywna i hieratyczna; kształty zaczęły być spinane mocnym konturem, kolor stał się cięższy, a zarazem intensywniejszy. Już pierwsza wystawa przywieziona w czerwcu 1905 roku z Huculszczyzny święciła swój sukces w Krakowie, a trójka przyjaciół zyskała miano „huculistów”. W 1909 roku we wspomnieniach Jarocki napisał:

„(…) ośmieliłem się, choć z wielką tremą, wysłać do Wenecji (pierwszy raz zagranicę), na Biennale w Giardini Publici [VIII Biennale – 1909 r.], większe płótno o motywie pogrzebu huculskiego zatytułowane Contadini dei Carpaci. Wysłałem je na własną rękę, bo przecież nikt mnie wtedy zagranicą nie znał. Ku memu zdumieniu i radości, jury wystawy nie tylko obraz przyjęło, ale zawiesiło w jednej z głównych sal działu międzynarodowego, w doskonałym, centralnym miejscu”6.

Potem pojawiły się zaproszenia na kolejne zagraniczne wystawy, znakomity obraz Wnętrze cerkwi w Tatarowie z 1909 roku został zakupiony do Galleria Nazionale d’Arte Moderna w Rzymie, zaś obraz Cerkiew w Tatarowie w 1911 roku do Staatsgalerie w Wiedniu. Według prasy zagranicznej jego atrakcyjność leżała w szczególnym „połączeniu żywiołowej, pierwotnej, niezużytej siły, narodowych, ludowych tendencji z najbardziej współczesnymi zasadami sztuki”7.

W 1911 roku Władysław Jarocki, zaprzyjaźniony blisko z Janem Kasprowiczem, rozpoczął odkrywanie malowniczości Podhala, kolejnej po Huculszczyźnie enklawy dziewiczej przyrody i autentyczności mieszkającego tam ludu. Początkowo artysta przyjeżdżał do Poronina, malując też w Witowie i Białym Dunajcu, później, po 1923 roku, aż do końca swego życia, do Zakopanego na Harendę.

Dom Akademii Sztuk Pięknych na Harendzie, Władysław Jarocki, Jan Kasprowicz, Zakopane, sztuka polska, Niezła Sztuka

Dom Akademii Sztuk Pięknych na Harendzie | ok. 1930, Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie, Zakopane

W dwóch ostatnich dekadach XIX wieku wzrosła znacząco atrakcyjność miejscowości położonych u podnóża Tatr, przyciągających dzikością górskich krajobrazów, bogactwem folkloru i niemal mistyczną osobowością górali. Z  tradycji pejzaży tatrzańskich, malowanych jeszcze w konwencji realizmu monachijskiego, wyrastają z czasem wspaniałe pastele Leona Wyczółkowskiego, syntetyzujące obrazy Władysława Ślewińskiego. Z nią również związana jest bogata spuścizna uczniów Jana Stanisławskiego. Jednak w kształtowaniu się młodopolskiego spojrzenia na Tatry niepodważalną rolę odegrał Stanisław Witkiewicz, który widział je nie tylko jako fenomen przyrody, ale znacznie szerzej – jako bogate zjawisko kulturowe i fundament narodowej tożsamości. Jego powieść Na przełęczy (1891) była jedną z najchętniej czytanym książek w Rzeczpospolitej, dzięki niej polskie Tatry stały się dla społeczeństwa wielkim objawieniem i ostoją nadziei. Lud góralski, o którym Witkiewicz pisał, że przechował jeszcze „ślady jakiś odrębnych, szczególnych form piękna”, po norwidowsku był przez niego podnoszony do rangi symbolu narodowego.

Władysław Jarocki, Tatry w zimie, zima, góry, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Tatry w zimie | 1919, Muzeum KUL, Lublin

W odpowiedzi na to wołanie z gór do Zakopanego i okolic zaczęła przyjeżdżać inteligencja z terenu trzech zaborów, odnajdując tam poczucie wolności, swobody politycznej oraz możliwość nieskrępowanej niczym wymiany myśli. Niezwykły konglomerat kultur i tradycji, przywożony przez przybyszów z odległych stron, ulegał swoistej transformacji w konfrontacji z majestatem gór i autentyczną, głęboką religijnością górali. To właśnie tam Tadeusz Miciński napisał w 1910 roku: „Nadziemny Orle, unoś mię, abym wśród tych gór najeżonych tajemnicami, budował świątynię wielkiego przebudzenia – jaźni narodu polskiego”.

Władysław Jarocki, Modlący się mężczyźni, górale, kościół w Poroninie, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki, Modlący się mężczyźni | 1913, Muzeum Śląska Opolskiego, Opole

Pierwsze dłuższe i niezwykle intensywne zetknięcie się Władysława Jarockiego z folklorem góralskim zaowocowało szeregiem doskonałych portretów górali i góralek, jak również scen zbiorowych. Dla artysty, w porównaniu do mrocznej i nieprzeniknionej natury Hucułów, mieszkańcy Podhala odznaczali się większą otwartością i pogodą ducha, a ich stroje i zdobnictwo były bogatsze od huculskich. Jarocki dołączył w Poroninie do grona przyjaciół otaczających Jana Kasprowicza, wśród których, z jego lwowskich kolegów, pojawiał się również Leopold Staff. Nieco wcześniej Kasprowicza odwiedzał Stanisław Witkiewicz, a w domu nieopodal w 1907 zamieszkał Władysław Ślewiński, zwożąc ze sobą wszystkie pamiątki z Bretanii i wieszając na ścianie chałupy obraz Gauguina z Tahiti. Nasycenie skromnych góralskich domostw sztuką, literaturą, poezją i pełnymi nadziei rozmowami o Polsce stanowiło fenomen zupełnie niezwykły. Kiedy dodamy do tego jeszcze Japonię, która w postaci kolekcji drzeworytów, przywiezionych niegdyś przez Jarockiego z Paryża, zawisła „u powały” domu na Harendzie, i wizyty Japończyka, który w swoim tradycyjnym stroju wędrował po Tarach z Jarockim i tak jak wielki mistrz Hokusai przysiadał czasami na kamieniu, by namalować widok któregoś z tatrzańskich szczytów, łatwiej nam będzie zrozumieć niezwykłość atmosfery, w której dojrzewała twórczość artysty.

Władysław Jarocki, fotografia, góry, malarz, plener, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki malujący w plenerze | ok. 1930, Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie, Zakopane

Władysław Kozicki w 1914 roku pisał o postaciach z obrazów Jarockiego i szczególnej wyrazistości jego malarstwa:

„Spokojne bytowanie jest niezmąconym, trwałym kształtem ich życia. Podobnie natura nie przeżywa u niego żadnych skrajnych stanów podniecenia. Nie wyją wichry ani nie szaleją burze. Słońce nie zalewa ziemi palącym żarem, ani nie przesyca atmosfery dusznymi oparami drażniących tęsknot i pragnień. W naturze jego panuje spokój, drzewa proste i ciche, nie szarpane wiatrem, rysują się w jednolitem i równem świetle godzin popołudniowych, jak symbole nieskończonego trwania. (…) Wszystko trwa, nic się nie zmienia, nic nie jest przejściowe i chwilowe”8.

Kiedy czytamy o słynnym obrazie Ferdynanda Ruszczyca Ziemia z 1898 roku, przedstawiającym człowieka w obliczu dwóch wielkich, ścierających się żywiołów, powietrza i ziemi, że ziemia to potężny żywioł, a „człowiek, marna, drobna, na każdym kroku zależna od niej istota, uroczyście i pokornie sprawuje, niby jakiś mistyczny kult, swoją wieczną, znojną pracę skazańca, pod skłębionymi zwałami obłoków, groźnie piętrzących się nad jego głową”9, odnosimy wrażenie, iż u Władysława Jarockiego ta relacja wydaje się mieć przestawioną hierarchię, a człowiek, który jest cząstką tej ziemi, przysunięty na obrazach do pierwszego planu, nabiera hieratyczności, stając się jej dominantą. Równocześnie jest też w swoim bezruchu, w braku jakiejkolwiek akcji i gwałtownego gestu, jak inne rozrzucone kamienie milowe rodzimego krajobrazu, jak przydrożne kapliczki, zmurszałe krzyże, przysadziste drewniane kościółki i cerkwie. Powtarzając za Kozickim, w malarstwie Władysława Jarockiego „wszystko trwa, nic się nie zmienia, nic nie jest przejściowe i chwilowe”.

Pomimo tego znakomitego entourage, tego tła, którym przesycone było jego dzieło malarskie, my – mając wgląd w literaturę przedmiotu, jak również wsłuchując się w głos publiczny, możemy powiedzieć, iż Władysław Jarocki stał się artystą drugoplanowym i jakby nieco anachronicznym.

Dla większości – malarz ludu, folklorysta, może „chłopoman”, choć przecież określenie „chłopomanii” przynależało bardziej do Lucjana Rydla i kręgu bronowickiego. A do tego jego „wieś bajecznie kolorowa”, sceny ilustrujące obrzędy huculskie – wszystko to, kiedy poruszamy się jedynie po powierzchni znaczeń, wydaje się błahe i płytkie, naznaczone przeciętnością jak ilustracje etnograficzne. Dla dzisiejszego odbiorcy – po prostu passé. Passé – jak Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego Cepelia, jak wirujące pary zespołu Mazowsze. Mówiąc żargonem historyków sztuki – była potrzeba, żeby jakoś tego Jarockiego zaszufladkować – i rzeczywiście trafił do takiej szuflady, którą zatrzaśnięto z hukiem, nie patrząc nawet na genialną kompozycję i zestrojenie barw w Pogrzebie huculskim wiszącym na galerii malarstwa polskiego w Muzeum Narodowym w Poznaniu, na poruszający Powrót z Golgoty z Muzeum im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, na krajobrazy krymskie z Muzeum Okręgowego w Toruniu, na cudowny pastel Wenecja wiszący w zapomnieniu na Harendzie, na portret Kazimierza Brzozowskiego, obezwładniający śmiałością żółci i karminów, a będący ozdobą krakowskiego Pałacu Sztuki.

Cuda rysunku i akwareli kryją w sobie szkicowniki artysty, w których odnajdziemy notatki również z najdalszej i najbardziej tajemniczej jego podróży do Kazbeku na Kaukazie, wzdłuż Gruzińskiej Drogi Wojennej, gdzie malował Chewsurów, według tradycji – potomków tych, którzy z wypraw Krzyżowych nie dotarli już z powrotem do Europy.

Kto potrafi zobaczyć u Jarockiego schedę po Wyspiańskim, po Stanisławie Witkiewiczu, którzy jakby w odległym wspomnieniu Króla Ducha Słowackiego, rekonstruują narodowe dzieje, czerpiąc natchnienie z rodzimych wiejskich chałup i rozległych pól? Ich kreacja historiozoficzna, zbudowana na bazie tradycji romantycznej, pozwala dostrzec wśród barwnego ludu ukrytego ducha narodu polskiego, który oczekuje ponownego odrodzenia wraz z pojawieniem się nowej i bliżej nieokreślonej sprawczej mocy, objawienia się duchowego przywódcy, wezwania wieszcza.

Władysław Jarocki, Helenka z Poronina, górale, góralka, Młoda Polska, niezła sztuka

Władysław Jarocki, Helenka z Poronina | 1913, Muzeum Narodowe w Warszawie

Bycie dla sztuki, bycie dla Polski towarzyszyło Władysławowi Jarockiemu do końca życia. I jeśli późniejszą jego twórczość możemy poddać negatywnemu wartościowaniu, zauważając w niej wyraźny spadek formy artystycznej (uwarunkowany problemami zdrowotnymi), to jednak wówczas rozkwitła jego wielka aktywność, potrzeba służby społecznej jako promotora sztuki polskiej. Wtedy to powołał do życia znakomite czasopismo „Sztuki Piękne”, i został naczelnym jego redaktorem; pismo, które do dziś jest dla nas przewodnikiem po sztuce międzywojnia.

Jarocki działał wtedy również intensywnie w Towarzystwie Szerzenia Sztuki Polskiej Wśród Obcych, umożliwiając promocję naszych artystów zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Gdy jego siły artystyczne słabły, włożył ogromny trud w pozyskanie dla Akademii Sztuk Pięknych Domu Plenerowego na Harendzie, a jako blisko siedemdziesięciolatek, w ciężkich czasach powojennych sprowadził z Zakrzowa koło Kalwarii Zebrzydowskiej i zrekonstruował na Harendzie zabytkowy drewniany kościół. Wierny pamięci swojego przyjaciela, a później teścia Jana Kasprowicza, wbrew rozwadze i rozsądkowi wchodził na mensę harendziańskiego ołtarza, aby w samotności poprawiać malarskie błędy na wizerunku poety, którego w pozie oranta przedstawił zapatrzonego w świętego Jana Chrzciciela. Takim wielu go zapamiętało.

Wojciech Weiss, Władysław Jarocki, ASP, Akademia, sztuka polska, Niezła Sztuka

Władysław Jarocki i Wojciech Weiss w pracowni Akademii Sztuk Pięknych (w tle, na sztalugach obraz Weissa Akademia) | 1943, Archiwum Fundacji Muzeum Wojciecha Weissa

Tekst ten jest przeredagowaną i rozszerzoną formą wstępu do monografii Władysława Jarockiego oraz wykładu inauguracyjnego na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 2015.
Zofia Weiss, Władysław Jarocki, tekst i redakcja we współpracy z Katarzyną Łomnicką, Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie i Miejska Galeria Sztuki w Zakopanem, w ramach Roku Władysława Jarockiego na ASP w Krakowie, 2015, wersja PL i ENG.


  1. Władysław Jarocki, Moje drogi malarskie i inne wspomnienia, maszynopis, ok. 1960.
  2. Moje drogi malarskie …, op. cit.
  3. List Wojciecha Weissa z Paryża do rodziców, 6 stycznia 1900.
  4. Moje drogi malarskie …, op. cit.
  5. J. Kleczyński, Artyści „Sztuki” w Wiedniu, „Tygodnik Ilustrowany”, nr 12, 1908.
  6. Moje drogi malarskie …, op. cit.
  7. J. Kleczyński, op. cit.
  8. Władysław Kozicki, Władysław Jarocki, „Kłosy”, R. I, 1914, nr 7.
  9. S. Popowski, Krajobrazy Ruszczyca na wystawie Tow. Sztuk Pięknych, „Strumień”, 1900, nr 1.
Zofia Weiss

» Zofia Weiss

Historyk sztuki i krytyk, wnuczka artystów Wojciecha Weissa i jego żony Aneri Ireny Weissowej. Otoczona od dziecka sztuką, poświęciła jej całe swoje życie zawodowe. Absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, stypendystka Fundacji Lanckorońskich, Kierownik Galerii Polskiego Malarstwa i Rzeźby XIX wieku MNK w Sukiennicach, Fundatorka i Prezes Fundacji Muzeum Wojciecha Weissa. Od lat zajmuje się promocja sztuki współczesnej, prowadząc autorską galerię sztuki i czyniąc z niej rozpoznawalną markę pod nazwą Zofia Weiss Gallery. Jest kuratorem kilkuset wystaw, autorką tekstów krytycznych oraz opracowań monograficznych sztuki przełomu XIX i XX. Odznaczona dwukrotnie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Złotą Odznaką za Opiekę nad Zabytkami i odznaką honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Wszystkie publikacje finansowane są dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni. Nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »



One thought on “Nie tylko Huculi i Górale, czyli mniej znane oblicze Władysława Jarockiego

  1. Serdecznie dziękuję za artykuł pt.” Nie tylko Huculi i Górale, czyli mniej znane oblicze Władysława Jarockiego” Od kilku lat kolekcjonuję prace Prof. Jarockiego i każde uzupełnienie jego bogatej biografii jest dla niezwykle cenne. Z poważaniem, Andrzej Kalus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *




Niezła Sztuka?
Czytam. Lubię. Wspieram.
Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »