O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Anna Bilińska o sobie samej



Joanna Trzepiecińska czyta, Anna Bilińska biografia, sztuka polska, historia sztuki

Urodziłam się w 1857 roku w Złotopolu na Ukrainie, a dzieciństwo i wczesną młodość spędziłam w okolicach Kijowa i w Wiatce. Często się przeprowadzaliśmy, ponieważ mój ojciec był lekarzem i w kolejnych latach przydzielano mu coraz to nowe rejony. Miałam troje rodzeństwa: braci, Zygmunta i Władysława, oraz siostrę Jadwigę. Muszę zaznaczyć, że w czasach mojego dzieciństwa większość rodziców nie dbała o edukację swoich córek. Przeznaczeniem kobiety było wyjść za mąż, a do tego wystarczała zaledwie podstawowa wiedza. Na szczęście moi rodzice byli wyjątkiem i zadbali o moje wykształcenie tak samo, jak o edukację moich braci.

Jak większość dziewcząt w XIX wieku, pobierałam lekcje muzyki, tańca i rysunku. Tego ostatniego uczył mnie słynny ilustrator Michał Elwiro Andriolli, który przebywał w Wiatce na zesłaniu za działalność patriotyczną. Trafiłam pod jego skrzydła przede wszystkim dlatego, że przyjaźnił się z moim ojcem, który sam był rysownikiem-amatorem. Możliwości uczenia się na prowincji były jednak zbyt ograniczone, więc gdy miałam mniej więcej 18 lat, razem z mamą i braćmi przenieśliśmy się do Warszawy i tu rozpoczęła się nasza nauka w szkole muzycznej. Podobno wszyscy byliśmy dość zdolni. Zygmunt został nawet znanym kompozytorem.

anna bilińska autoportret

Anna Bilińska Autoportret z paletą, detal| 1887, Muzeum Narodowe w Krakowie

Ja nie potrafiłam całkiem poświęcić się muzyce. Chociaż uwielbiałam grę na fortepianie, cały czas pociągały mnie sztalugi i pędzle. Wynajęłam nawet małą pracownię, na której opłacenie zarabiałam, dając korepetycje. W końcu jednak musiałam wybrać jakąś ścieżkę i po dwóch latach ostatecznie zdecydowałam się na naukę w prywatnej szkole sławnego malarza Wojciecha Gersona. Było to jedno z niewielu miejsc, w których kobiety mogły uczyć się rysunku i malarstwa, ponieważ do państwowych Akademii Sztuk Pięknych przyjmowano wówczas tylko mężczyzn. Nauka nie stała tu na tak wysokim poziomie, jak na męskich uczelniach. Zaczęłam wtedy marzyć o stworzeniu dla kobiet szkoły artystycznej z prawdziwego zdarzenia.

Anna Bilińska Autoportret

Anna Bilińska Autoportret  |  1884
węgiel, papier, 50,5 × 41,5 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Sam Wojciech Gerson był dla mnie dużym autorytetem. To w jego pracowni poznałam moje serdeczne przyjaciółki – Zofię Stankiewiczównę i Marię Gażycz, ale najserdeczniejsza więź łączyła mnie z Klementyną Krassowską, którą nazywałam Klimcią. Dzięki niej po raz pierwszy mogłam wyjechać w dłuższą podróż. Klimcia była zamożna, lecz także bardzo schorowana. Ponieważ lekarze zalecili jej zagraniczne konsultacje i kurację w przyjaźniejszym klimacie, poprosiła mnie, abym jej towarzyszyła. W ciągu ośmiu miesięcy w 1882 roku odwiedziłyśmy Prusy, Austrię i Włochy, gdzie – przy okazji leczenia – zwiedzałyśmy muzea, oglądałyśmy słynne zabytki i malownicze krajobrazy. Nowych wrażeń było co niemiara! Nie chciałam, żeby cokolwiek umknęło mojej pamięci, więc zabrany ze sobą szkicownik zapełniałam scenkami rodzajowymi i widokami. Zaczęłam też prowadzić dziennik, w którym zapisywałam wszystko, co widziałam.

Anna Bilińska Wieśniaczka z dzieckiem

Anna Bilińska Wieśniaczka z dzieckiem  |  1891
pastel, płótno, 160 × 95 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Sporo czasu spędziłyśmy w Monachium i w Wiedniu, gdzie miałam okazję poznać wielu artystów – przede wszystkim młodych Polaków studiujących w tamtejszych akademiach. Największe wrażenie wywarł na mnie Wojciech Grabowski, skromny malarz i rysownik ze Lwowa, przebywający akurat w austriackiej stolicy. Poznaliśmy się przypadkiem, w niezbyt fortunnych okolicznościach, gdy w tłumie ktoś ukradł mi portfel, a Wojtek zaoferował swoją pomoc. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Jako starszy kolega po fachu był dla mnie autorytetem w sprawach artystycznych. Był też moją pierwszą, największą miłością. Otrzymany od niego polny dzwonek postanowiłam już zawsze przechowywać w swoim dzienniku. Niestety czekało nas długie rozstanie – w kolejnych latach wymienialiśmy tylko listy, a spotkaliśmy się zaledwie na kilka dni latem 1883 roku, gdy przejazdem byłam we Lwowie.

Skąd ta nieznośna rozłąka? Otóż zaraz po moim powrocie z podróży Zosia Stankiewiczówna zaproponowała mi wyjazd do Paryża, gdzie wspólnie mogłybyśmy się uczyć w słynnej Académie Julian. Była to nie lada okazja, ponieważ szkoła ta powszechnie uważana była za najlepszą placówkę kształcącą kobiety. Nareszcie szansa poważnego studiowania! Do tego Paryż był prawdziwą stolicą artystyczną. Jak mogłabym odrzucić taką możliwość?

Anna Bilińska Peonie

Anna Bilińska Peonie  |  1886
olej, płótno, 59 × 56 cm, Muzeum Podlaskie w Białymstoku

W ten sposób w listopadzie 1882 roku znalazłam się we Francji, gdzie od razu podjęłam intensywną naukę. Przez kilka pierwszych lat nie było mi łatwo. Rodzice wspierali mnie jak mogli, choć sami mieli duże problemy finansowe. Zdana byłam więc na własne siły i, choć żyłam bardzo skromnie, nieźle sobie radziłam. Po kilku miesiącach wynajęłam nawet własną pracownię, która służyła mi także za mieszkanie. Pokoik był malutki – miał zaledwie 5 m2 – i trudno było się w nim pomieścić z malowanymi obrazami, jednak byłam z siebie bardzo dumna. Co za swoboda, mieszkać samej!

W mieszkaniu nie przebywałam zresztą zbyt często – w końcu moim głównym celem była nauka. To szkoła stała się moim drugim domem, spędzałam tam nawet kilkanaście godzin dziennie, wykonując zadania powierzone przez profesorów. Muszę przyznać, że trafiłam na świetnych nauczycieli. Założyciel szkoły, Rodolphe Julian, był dla mnie niezwykle życzliwy. Również Tony Robert-Fleury, znany malarz scen historycznych, udzielał doskonałych porad. W szkolnej pracowni wiele czasu poświęcałyśmy na malowanie żywych modeli. Profesorowie starali się zatrudniać jak najbardziej różnorodne postacie – mężczyzn, kobiety, a nawet dzieci – wszystko po to, żebyśmy nauczyły się oddawać podobieństwo twarzy i całej sylwetki.

Anna Bilińska Półakt męski - studium

Anna Bilińska Półakt męski - studium  |  1885
olej, płótno, 95 × 67 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Na przykład do jednego z moich najlepszych studiów, które zatytułowałam Murzynka, pozowała nam ciemnoskóra dziewczyna ubrana w egzotyczną, złotą biżuterię. Poza tym przygotowywałyśmy olejne szkice na zadane przez nauczycieli tematy – najczęściej związane z historią albo religią. Miało nas to nauczyć dobrego komponowania dużych obrazów z wieloma postaciami. Profesorowie regularnie sprawdzali nasze postępy i udzielali wskazówek, które skrupulatnie zapisywałam w swoim notatniku, a nawet z tyłu prac.

Anna Bilińska Murzynka

Anna Bilińska Murzynka  |  1884
olej, płótno, 64 × 50 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Ponieważ nie chciałam tracić cennego czasu, próbowałam przenieść się do męskiej pracowni, gdzie uczono się znacznie intensywniej, a korekty nauczycieli odbywały się aż dwa razy w tygodniu. Niestety nie uzyskałam na to zgody. Zdarzało mi się za to korzystać z dodatkowych, wieczornych lekcji w prywatnych pracowniach innych malarzy.

Anna Bilińska Bohdanowiczowa

Wojciech Piechowski, Portret malarki Anny Bilińskiej (1857-1893) | 1882, Muzeum Narodowe w Warszawie

Okazją do wykazania się były konkursy dla uczniów, które Académie Julian organizowała regularnie. Od początku marzyłam o wygranej – obiecałam sobie nawet, że bez medalu nie wyjadę z Paryża. Ze wstydem przyznaję, że byłam zazdrosna, kiedy na samym początku naszej paryskiej edukacji nagrodę otrzymała Zosia Stankiewiczówna. Nie zraziło mnie to jednak i już w kwietniu 1883 roku sama zdobyłam medal. Rok później spróbowałam swoich sił na najważniejszej z paryskich, a może nawet światowych wystaw, czyli na słynnym Salonie. Wystawiłam tam jedną ze szkolnych prac – studium głowy, do którego dorobiłam jakieś ubranie, aby mogło być przyjęte jako portret. Z czasem takich drobnych sukcesów było coraz więcej. Zdarzało się też, że przychylnie wspominano o mnie w gazetach. W końcu założyłam nawet album, w którym gromadziłam wycinki na swój temat.

Pochłonięta pracą nie miałam wiele czasu na poznawanie Paryża, chociaż oczywiście interesowało mnie toczące się w nim życie artystyczne. Swoimi wrażeniami z wystaw dzieliłam się przede wszystkim z Wojtkiem, do którego pisałam regularnie. Szczególnie podobały mi się obrazy utrzymane w konwencji realistycznej, często o tematyce historycznej. Najwyżej ceniłam dobry warsztat i solidne wykonanie.

Anna Bilińska Portret młodej kobiety z różą w ręku

Anna Bilińska Portret młodej kobiety z różą w ręku  |  1892
olej, płótno, 147 × 98 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Trudno natomiast było mi zaakceptować błędy i niedbalstwo. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam najnowszą paryską modę, czyli prace impresjonistów, wydały mi się one pozbawione rysunku i kolorytu, a nawet dziecinne i niedołężne!

Niestety lata 1884 i 1885 nie były dla mnie szczęśliwe. Najpierw zmarł mój ukochany tatuś. Kilka miesięcy później odeszła moja najdroższa przyjaciółka Klimcia Krassowska. Ostatecznym ciosem była śmierć Wojtka w czerwcu 1885 roku. Od dawna miał problemy zdrowotne, więc każda dłuższa przerwa w naszej korespondencji bardzo mnie niepokoiła. Na wieść o jego pogarszającym się stanie zdrowia natychmiast pojechałam do Lwowa, jednak poza pożegnaniem się, niewiele mogłam już zrobić.

Trudno było mi sobie z tym wszystkim poradzić. Czułam się bardzo samotna, a jeszcze bardziej bezsilna. Na szczęście mogłam liczyć na bliskich: brata Władka i przyjaciółkę Marię Gażycz, którzy nie opuszczali mnie w najgorszym okresie. W ich towarzystwie wyjechałam do Normandii, której plaże miały ukoić moje nerwy. W kolejnych dwóch latach nie malowałam wiele, a w moich obrazach z tego okresu, takich jak Nad brzegiem morza, dużo było melancholii. Jak mogłabym malować inaczej, będąc tak nieszczęśliwą?

Anna Bilińska, Nad brzegiem morza

Anna Bilińska Nad brzegiem morza  |  1886
olej, tektura, 60 × 50 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Paradoksalnie, właśnie w tak trudnym czasie, moja sytuacja życiowa bardzo się poprawiła. Nie dość, że Klimcia pozostawiła mi spadek, to jeszcze zostałam przyjęta do Académie Julian jako opiekunka pracowni. Udało mi się przenieść do większego mieszkania i nareszcie mogłam regularnie wysyłać pieniądze rodzinie.

Tak naprawdę wszystko zmieniło się jednak w 1887 roku, kiedy na paryskim Salonie wystawiłam swój Autoportret. Namalowałam na nim siebie bez cienia kokieterii – w stroju roboczym, z rozczochranymi włosami i z brudnymi pędzlami w ręku. Nie zamierzałam przykuwać uwagi pięknym strojem i harmonijnymi rysami twarzy. Przeciwnie, chciałam pokazać siebie jako malarkę, rzetelną profesjonalistkę. Właśnie taki wizerunek zwrócił uwagę publiczności bardziej niż wszystkie wyidealizowane portrety arystokratek, jakich sporo pokazywano wówczas na wystawach.

Anna Bilińska Autoportret z paletą

Anna Bilińska Autoportret z paletą  |  1887
olej, płótno, 117 × 90 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Po raz pierwszy mój obraz cieszył się takim powodzeniem – wycinki z gazet na jego temat zajęły w moim „Albumie” aż kilkanaście stron! W dodatku zostałam nagrodzona złotym medalem, co było nie lada wyróżnieniem, zwłaszcza dla kobiety. Wkrótce Autoportret objechał kilka różnych krajów, wszędzie zbierając dobre recenzje, a nawet zdobywając kolejne nagrody, w tym medal na paryskiej Wystawie Powszechnej w 1889 roku. Chciałam jednak, aby ostatecznie trafił do mojej ojczyzny, podarowałam go więc krakowskim Sukiennicom.

Wymarzony przez tyle lat sukces dał mi nową energię. W kolejnych latach dużo malowałam, a moje prace pokazywane były nie tylko we Francji i w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii, w Niemczech, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim dostawałam bardzo wiele nowych zamówień na portrety. Malowałam zamożnych mieszczan, arystokratów, a także artystów. Portrety bardzo często wysyłałam na wystawy, gdzie zwykle zdobywały uznanie krytyków. W gazetach pisano przede wszystkim, że maluję śmiało i że umiem dobrze oddawać charakter przedstawianych osób.

Anna Bilińska Portret damy z lornetką

Anna Bilińska Portret damy z lornetką  |  1884
olej, płótno, 91 × 72 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Poza portretami do moich najpopularniejszych prac należały te związane z folklorem moich rodzinnych stron. Seria pasteli wyobrażających polskie typy ludowe bardzo podobała się w Londynie, gdzie została wystawiona i sprzedana w 1888 roku. Na jednym z nich sportretowałam zresztą samą siebie w ukraińskim stroju, który kupiłam kilka lat wcześniej, podczas wakacji spędzonych w rodzinnym majątku Klimci. Przypuszczam, że postaci w ubiorach polskich chłopów wydawały się Francuzom czy Anglikom bardzo barwne, a może nawet egzotyczne. Ja tymczasem przede wszystkim lubiłam obserwować ludzi, tęskniłam też za znanymi z dzieciństwa miejscami.

Anna Bilińska Autoportret w stroju ukraińskim

Anna Bilińska Autoportret w stroju ukraińskim, w: „Memorial”, źródło: Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa

Oprócz wizerunków polskich chłopów nieraz malowałam na przykład mieszkańców Bretanii, dokąd często wyjeżdżałam na wakacje.

Anna Bilińska Bretonka na progu domu

Anna Bilińska Bretonka na progu domu  |  1889
olej, płótno, 55 × 38 cm, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Podczas podróży tworzyłam oczywiście pejzaże. Co może być piękniejszego niż morskie widoki? Uwielbiałam ich melancholijny nastrój i niesamowite światło, które starałam się jak najlepiej odtworzyć.

Anna Bilińska, Fort Boyard; Widok morski ze statkiem

Anna Bilińska Fort Boyard; Widok morski ze statkiem  |  1889
olej, płótno, 20,7 × 31,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Z podobnych względów zainteresował mnie widok zamglonej ulicy Unter den Linden, który namalowałam podczas podróży do Berlina w 1890 r.

Anna Bilińska, Ulica Unter den Linden w Berlinie

Anna Bilińska Ulica Unter den Linden w Berlinie  |  1890
olej, płótno, 82 × 60 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Dzięki przeprowadzce do wygodniejszego mieszkania mogłam wreszcie zapraszać do siebie gości. Mimo skupienia na pracy, zawsze byłam towarzyska, lubiłam muzykę i tańce. Od początku pobytu w Paryżu utrzymywałam kontakty z mieszkającymi tu Polakami: rodzinami Władysława Mickiewicza (syna słynnego poety) czy malarza Józefa Chełmońskiego. Chętnie angażowałam się w inicjatywy podejmowane przez paryską Polonię. Oczywiście z czasem znalazłam też francuskich przyjaciół, a w Académie Julian poznałam wielu artystów z innych krajów. Właśnie takie międzynarodowe towarzystwo bywało na „środach” w mojej pracowni.

Jednym z najczęstszych gości był młody polski lekarz Antoni Bohdanowicz. W 1890 roku poprosił mnie o rękę. Nie byłam jeszcze gotowa na małżeństwo, wciąż opłakiwałam Wojtka, jednak Antoni okazał się bardzo cierpliwym adoratorem i po dwóch latach wreszcie zdecydowałam się wyjść za niego za mąż.

Nasz ślub odbył się w czerwcu 1892 roku. W planach mieliśmy powrót na stałe do Warszawy. Chciałam spróbować swoich sił w malarstwie historycznym, które było cenione znacznie wyżej niż portrety czy pejzaże. Antoni bardzo mocno wspierał mnie w tym postanowieniu. Wydawało się, że moment jest dobry, ponieważ zyskałam już pewną sławę – także w Polsce. Wreszcie wszystko w moim życiu zaczęło się układać tak, jak marzyłam!

Anna Bilińska, Studium portretowe młodej kobiety

Anna Bilińska Studium portretowe młodej kobiety; Portret kobiecy – studium  |  1884
olej, płótno, 40 × 32 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Niestety właśnie ze względu na moje zawodowe powodzenie musieliśmy przełożyć wyjazd. Koniecznie musiałam najpierw dokończyć zlecenie dla hrabiego Ignacego Korwin-Milewskiego, który zamówił mój autoportret. Sprawa miała niebagatelne znaczenie, ponieważ hrabia tworzył kolekcję autoportretów najlepszych – jego zdaniem – polskich malarzy. Znalezienie się w towarzystwie Jana Matejki czy Jacka Malczewskiego było wielkim wyróżnieniem, zwłaszcza że byłam jedyną zaproszoną do współpracy kobietą. Zabrałam się więc do malowania ze zdwojoną siłą!

fleuron niezła sztuka pipsztok

Niestety Autoportret Anny Bilińskiej nigdy nie został dokończony. Artystka zdążyła namalować tylko ogólny zarys postaci, fragment stroju i twarz.

Anna Bilińska Portret własny (niedokończony)

Anna Bilińska Portret własny (niedokończony)  |  1892
olej, płótno, 163 × 113,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Prawdopodobnie wzmożony wysiłek w rozgrzanej przez lipcowe upały pracowni, przerywany odpoczynkiem w chłodnym mieszkaniu, sprawił, że odezwała się choroba reumatyczna oraz, ukryta dotąd, wada serca. Brak możliwości malowania tylko pogarszał stan nerwów artystki, czemu zaradzić miał wyjazd do Warszawy pod opieką męża. Tak się jednak nie stało – malarka zmarła 8 kwietnia 1893 roku, w wieku 36 lat, będąc u progu kariery zawodowej. Jej realistyczne, dość tradycyjne malarstwo, choć bardzo cenione przez współczesnych, w kolejnych latach zaczęło popadać w zapomnienie, przyćmione nowymi prądami artystycznymi. Dopiero w ostatnich latach odkrywane jest na nowo i wciąż coraz lepiej poznawane.


Redakcja: Anna Skurska

Joanna Jaśkiewicz

» Joanna Jaśkiewicz

Absolwentka historii sztuki i pedagogiki, zawodowo zajmuje się edukacją muzealną. Zafascynowana polskim malarstwem XIX w., a zwłaszcza twórczością kobiet w tym okresie. Miłośniczka autoportretów.

Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Jeśli chciałbyś/chciałabyś wesprzeć nas w tworzeniu miejsca w polskim internecie na temat sztuki, które nie ma reklam możesz przekazać nam darowiznę, nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »