O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Giorgio Morandi – samotny eksperymentator i jego zakurzone butelki




Na niemal wszystkich zdjęciach patrzy gdzieś w bok. Zamyślony, z okularami na czole, często zwrócony w stronę okna lub obserwujący swoje obiekty malarskie. Tak widział go obiektyw aparatu. Tak również widział siebie on sam, gdy malował swój autoportret z nieobecnym spojrzeniem. Mówi się o nim, że był samotnikiem i odludkiem. Jest w tym szczypta prawdy, jednocześnie jednak jest to krzywdzące uogólnienie, które wpływa na postrzeganie całej jego twórczości.

Morandi urodził się 20 lipca 1890 roku w Bolonii; zmarł 18 czerwca 1964 roku w tym samym mieście. To nieprzypadkowa zbieżność miejsca, Bolonia stała się bowiem jego przystanią na całe życie. Rzadko podróżował, prawie nie zmieniał adresu. Za życia ojca cała rodzina mieszkała w wygodnym domu na obrzeżach miasta, po jego śmierci natomiast matka zdecydowała o przeprowadzce do mniejszego mieszkania w jego centrum. Giorgio i jego trzy siostry zamieszkali przy via Fondazza 38, nieopodal Porta Maggiore, kilka minut spacerem od monumentalnego kompleksu Santo Stefano. W 1933 roku rodzina przeniosła się kilka kroków dalej, na via Fondazza 36, i tam pozostała już na stałe. Giorgio mieszkał z niezamężnymi siostrami do końca swojego życia.

Giorgio Morandi, Martwa natura, sztuka włoska, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Martwa natura | 1920, Palazzo Citterio, Mediolan

Warunki mieli bardzo skromne i nie zmieniło się to nawet wówczas, gdy Giorgio zarobił już dość pieniędzy, by poprawić komfort życia. Pracownia mierzyła ledwie 10 metrów kwadratowych, na dodatek była też sypialnią malarza. Na zdjęciach widać łóżko, stół, szafkę z książkami i liczne półki, na których stały przedmioty wykorzystywane podczas malowania obrazów. Ściany pomalowane niedbale, niczym tła jego obrazów. Spore okno wychodzące na nieduże podwórko. I okno, i podwórko są ważne w tej opowieści, bo brały czynny udział w procesach twórczych Morandiego. Rzadko wychodzący z domu malarz chętnie portretował świat zewnętrzny przez okno, uwieczniając okoliczne domy i miejską przyrodę. Podobnie czynił w ostatnich latach życia w Grizzanie, gdzie rodzina miała letni dom. Do tego procesu jeszcze wrócimy – na razie rzućmy okiem na życie mistrza.

Od zachwytu do dystansu

Giorgio dość szybko odkrył w sobie zamiłowanie do rysunku i postanowił podążyć tą drogą w dorosłym życiu. W 1907 roku rozpoczął naukę na Akademii Sztuk Pięknych w Bolonii. Na początku otrzymywał doskonałe oceny, zbierał pochwały i wyróżnienia, potem jednak pojawiły się problemy. Nie chodziło o brak talentu czy umiejętności, a o rodzącą się niezgodę młodego malarza na nauczanie zamknięte na nowoczesność. To był czas, gdy na uczelniach królowało zamiłowanie do przeszłości, mimo że świat wypełniał się nowymi ideami, a artyści zaczynali patrzeć i malować zupełnie inaczej niż dotychczas. To nie znaczy, że Morandi był jednym z tych, którzy odrzucali dorobek minionych pokoleń. W późniejszych latach powtarzał, że wiele zawdzięcza takim malarzom jak Giotto, Masaccio, Piero della Francesca czy Paolo Uccello. Co ciekawe, wszyscy oni zaczynali jako eksperymentatorzy i odkrywcy nowych światów.

Giorgio Morandi, Martwa natura, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Martwa natura | 1953, © Fondazione Magnani-Rocca, Mamiano

Nie podróżował po świecie, wyjątkiem były krótkie wyjazdy do Szwajcarii pod koniec życia. Nie odwiedził Paryża ani Monachium, nie bywał na zagranicznych wystawach, a jednak jako dojrzały mężczyzna podkreślał w jednym z wywiadów, że w pierwszym dwudziestoleciu XX wieku był chyba jedyną osobą we Włoszech, która wiedziała, kim byli Cézanne, Monet czy Seurat. Dużo czytał, poznawał malarstwo z albumów i czarno-białych zdjęć w gazetach. Nawiasem biorąc, w tym kontekście nie dziwi jego zamiłowanie do niemal monochromatycznych obrazów, w których kolor ustępuje miejsca kompozycji i światłocieniowi. Oglądanie czarno-białych ilustracji nauczyło go dostrzegać to, co pozostaje na płótnie, gdy znika kolor.

Giorgio Morandi, Martwa natura, sztuka włoska, sztuka współczesna, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Martwa natura | 1942, © Fondazione Magnani-Rocca, Mamiano

Morandi pragnął czegoś więcej niż tylko przemalowywania świata na płótno. Zrozumienie znalazł w kręgu twórców czasopism „La Voce” i „Valori Plastici”. Każde z nich działało zaledwie parę lat, ale dało młodemu malarzowi kontakty, podbudowę teoretyczną i znajomość nowej sztuki. Czerpał z niej pełnymi garściami, jednocześnie poszukując własnej drogi. Za pierwszy jego obraz uważany jest Pejzaż z 1911 roku.

Giorgio Morandi, Pejzaż, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Pejzaż | 1911, Palazzo Citterio, Mediolan

I choć w przyszłości artysta wiele jeszcze udoskonali i zmieni, to już na tym pierwszym obrazie widać wyraźne cechy jego stylu – zdecydowane, szorstkie pociągnięcia pędzlem, mocne wykreślanie przestrzeni, monochromatyczność, uważną obserwację światła. Morandi uległ fascynacji futuryzmem, odpowiadała mu też dynamiczna energia rodzącego się faszyzmu. Nie opowiedział się jednoznacznie po stronie dyktatury Mussoliniego, a jego sztuka okazała się zbyt kameralna dla nowych ideologów, przez pewien czas jednak pozostawał pod ich wpływem i patronatem. Z czasem natomiast odsunął się od swoich protektorów i ograniczył aktywne życie artystyczne.

Po wojnie objął stanowisko profesora w Akademii Sztuk Pięknych w Bolonii i uczył grawerunku. Akwaforta towarzyszyła mu przez prawie całe życie, zrezygnował z niej dopiero kilka lat przed śmiercią z powodu coraz słabszego wzroku. Pracę akademicką łączył z twórczością własną. Malował coraz bardziej świadomie i niezależnie od panujących trendów. Choć nie podróżował, budował swoją karierę głównie poza granicami Włoch, wystawiał prace na różnych kontynentach, udzielał też wywiadów, przez co stawał się uczestnikiem międzynarodowej debaty o współczesnej sztuce. Ceny jego obrazów konsekwentnie rosły, a on sam cieszył się coraz większym uznaniem. Czasami skarżył się w listach do przyjaciół, że męczy go to ciągłe zainteresowanie jego osobą. Wspominał, że przyjmowanie gości, prowadzenie rozległej korespondencji i reagowanie na zaproszenia odciąga go od pracy.

Jak to więc było z tym jego pustelniczym życiem? Zachowały się wspomnienia z okresu międzywojennego opisujące Giorgia jako młodzieńca całkiem skorego do zabawy. Był pogodnym człowiekiem, który z przyjemnością spotykał się z przyjaciółmi i spędzał wieczory na mieście. Zapamiętano go jako dowcipnego rozmówcę, osobę radosną i koleżeńską. Być może niefortunny flirt z faszyzmem zdecydował o tym, że z czasem Morandi odsunął się od świata, a z jego biografii zniknęły odwołania do kontaktów z ludźmi, o których próbowano zapomnieć. A może było zupełnie inaczej. Może Morandi długo przed narodzinami sztuki mindfullness zrozumiał, że twórczość potrzebuje ciszy. A może postępujące problemy ze słuchem sprawiały, że wolał pracować sam. Bezsprzecznym faktem jest jednak, że nie odcinał się od ludzi. Wpuszczał do swojej pracowni wybranych gości, odwiedzali go zagraniczni dziennikarze i kolekcjonerzy sztuki. Potrzebował spokoju, ale nie odrzucał świata.

Giorgio Morandi, Pejzaż, sztuka włoska, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Szczyt wzgórza wieczorem | 1928, Tate Gallery, Londyn

Mikrokosmos malarza

W tej maleńkiej pracowni przy via Fondazza działy się rzeczy najważniejsze. To właśnie tu malarz w ciszy i w skupieniu budował swoje naczyniowe kompozycje. Głównymi bohaterami jego obrazów były butelki, wazony, dzbanki, miski, przedmioty o nieokreślonej funkcji, ale interesującym kształcie. Wybierane starannie na targowiskach, pyszniły się na półkach po wygranym castingu na pierwszy plan na obrazie. A potem pozowały długo i cierpliwie. O ile sam akt malowania przebiegał podobno szybko, o tyle układanie kompozycji ciągnęło się całymi dniami.

Giorgio Morandi, studio, zdjęcie, fotografia, niezła sztuka

Studio Giorgia Morandiego, fot. Robert Serra, źródło: Casa Morandi, Bolonia

Coś, co wyglądało jak zapis przypadku, w rzeczywistości było efektem studiów nad światłem i kompozycją. Morandi obserwował światło wpadające do wnętrza, przesłaniał je, modulował, wykorzystując do tego różne kurtyny. Szukał przestrzeni, odpowiednich odległości między obiektami. Po wielokroć przestawiał naczynia i obserwował relacje poszczególnych brył ze sobą i ze światłem. Czas poprzedzający malowanie, studia nad bezruchem bryły i ruchem światła były częścią procesu, swego rodzaju osadzaniem się w malarskiej uważności. Najlepiej to widać, gdy ogląda się obrazy z tymi samymi naczyniami. Rozpoznajemy je na kolejnych płótnach: niby wciąż te same, a jednak na każdym obrazie inne, w innej relacji z sąsiadami i z oknem, z którego pada światło. Pojedynczy obraz nie zdradza procesu, ale wystarczy kilka wiszących obok siebie martwych natur, by się okazało, że one wcale takie martwe nie są, toczy się w nich życie pełne powolnej kontemplacji i skupionego zachwytu.

Blisko, daleko

Giorgio Morandi, portret, zdjęcie, fotografia, niezła szuka

Giorgio Morandi | przed 1965, nieznany autor / Imagno, Public domain, źródło: Wikipedia.org

Są obrazy, które należy oglądać z daleka, tylko wtedy pokazują swoje mistrzostwo w komponowaniu form czy budowaniu atmosfery. Podejście bliżej zabiera rozmach i zaskakuje nieprecyzyjnym detalem. Są też obrazy, które z daleka wydają się malarskimi szarymi myszkami, za to z bliska oczarowują pociągnięciami pędzla i wysmakowaną delikatnością przejść tonalnych. Płótna Morandiego mają dwa oblicza, różne w zależności od pozycji widza, oba jednak są w pełni satysfakcjonujące.

Z daleka jego niewielkie obrazki wyróżniają się niezwykłym zmysłem architektonicznym. Szare, białe, beżowe naczynia układają się w ciągi dobrze zbudowanych i ustawionych brył, niczym kamienice na starym mieście czy wieżowce w nowoczesnym city. Współcześni mu krytycy mówili o jego butelkach, że są jak iglice gotyckich budowli bądź jak wieże wyłaniające się z panoramy miasta. Jako krótkowidz lubię patrzeć na obrazy bez okularów. Nie rozpraszają mnie wówczas detale, bo ich po prostu nie widzę. Za to znacznie lepiej czuję wtedy kompozycję, wyrażoną w kształcie, kolorze, wzajemnej relacji poszczególnych elementów. Morandi zawsze przechodzi tę próbę fenomenalnie, przypominając, że jest świetnym konstruktorem przestrzeni.

Giorgio Morandi, Martwa natura metafizyczna, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Martwa natura metafizyczna | 1918, © Fondazione Magnani-Rocca, Mamiano

Czas założyć okulary i podejść bliżej, najbliżej, jak pozwolą czujniki w muzealnych wnętrzach. To, co jeszcze kilka kroków temu było jednolitą szarością pudełka, teraz okazuje się malarskim wielogłosem. Nie ma dwóch takich samych pociągnięć pędzlem, każdy włos wykreśla własną ścieżkę. Grube pociągnięcia farby, stanowcze gesty nieukrywające swej obecności, niedoskonałość smugi jako pełnoprawny środek wyrazu. Tło przypomina szaleństwo początkującego malarza pokojowego. Wszystkie kierunki dozwolone – pozornie. W tym zdecydowanym sposobie prowadzenia pędzla kryje się prawda o malarskiej naturze wszechrzeczy. W przyrodzie nie ma idealnej gładkości, niewidoczność procesu nie istnieje. Widzimy strukturę, widzimy okruchy, widzimy wszystko, co buduje świat. Kiedy patrzę na obrazy Morandiego, mam poczucie, jakby dane mi było widzieć podszewkę świata, tę strukturę, która zwykle chowa się za wdzięcznym decorum. U Morandiego widzę świat zatrzymany chwilę przed tym, jak pokryją go różyczki i złocenia, które tak lubią widzowie. Jego obrazy nie sprawiają jednak wrażenia niedokończonych. Paradoksalnie jest w nich wszystko, co potrzebne, i nie ma nic, co niekonieczne. Proces upraszczania zatrzymany w idealnym momencie.

Giorgio Morandi, Martwa natura, sztuka włoska, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Martwa natura | 1938, Museum of Modern Art, Nowy Jork

Metodę patrzenia na obraz z bliska i z daleka stosował zresztą sam Morandi podczas malowania. Jego pejzaże z okna, czy to w Bolonii, czy w Grizzanie, pokazują świat z daleka, jakby oglądany bez okularów, czysty taniec formy i koloru. A jednocześnie wiemy, że podczas malowania używał lunety, przez którą oglądał detale. Nie umieszczał ich na obrazach, ale wiedział, że istnieją. Nadawał im rangę, nawet jeśli ukrywał je potem w barwnej plamie czy dyskretnym światłocieniu. Potrzebował znać strukturę otaczającego świata, by potem przepuścić go przez swój filtr i uogólnić.

Ciasne kadry wypatrzone przez okno pracowni, wypreparowane z rozpraszaczy bryły budynków, podobnie jak bryły jego ulubionych butelek i wazonów, opowiadają historię relacji ze sobą nawzajem i z otoczeniem, z przyrodą zaklętą w mieniące się zielenią plamy. Nie chodzi o naturalizm – chodzi o przemyślenie świata.

Giorgio Morandi, Dziedziniec via fondazza, sztuka włoska, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Dziedziniec via Fondazza | 1958, Museo Morandi, Bolonia

Hipnotyczna szarość

Wbrew pozorom Morandi nie jest łatwy w odbiorze. Choć na jego obrazach nie ma symboli do rozszyfrowania ani historii do zrozumienia, często w ich obliczu rodzi się bezradność. Szare butelki w szarym pokoju, z szaro-szarym światłocieniem. O co tu chodzi? Morandi to eksperymentator i wizjoner. Jeden z tych, którzy przeszli góry i doliny, by dotrzeć do prawd najprostszych. Za każdym pociągnięciem pędzla kryje się próba pokazania na nowo tego, co doskonale znane. Wyzwanie dla naszego widzenia świata.

Giorgio Morandi, Martwa natura, sztuka włoska, sztuka współczesna, niezła sztuka

Giorgio Morandi, Martwa natura | 1960, Mattia De Luca Gallery, Rzym

Ale ta niemal monochromatyczna opowieść o świecie ma też moc uwodzenia. Uległ jej przed laty chociażby Józef Czapski, który pisał o mistrzu m.in. tak:

„Muszę wyznać, że od paru już lat żyję pod obsesją malarstwa Morandiego, całkowicie polegającego na najprostszych zestawieniach. Jego obrazy podziwiam jako najwyższe ze znanych mi płócien współczesnych. Różnica polega na tym, że Morandi uzyskuje te same efekty za pomocą zestawienia paru pudełek, paru butelek czy nawet konewek. Zdaje mi się, że nie znam dziś malarza, który by w dziedzinie wrażliwości na grę kolorów i form osiągnął tak subtelną i najprostszą gamę połączoną z takim śpiewem. Czy przesadzę, że myśląc o nim, myślę o fudze Bacha?”

bibliografia, artykuły o sztuce, niezła sztuka

Bibliografia:
1. Bandera M. C., Giorgio Morandi. Una vita per l’arte, Milano 2023.
2. Czapski J., Patrząc, Kraków 2004.
3. Fergonzi F., Giorgio Morandi, Dizionario Biografico degli Italiani, t. 76, 2012.
4. Kiepuszewski Ł., Modalność obrazowego czasu. Morandi i fotografia, „Biuletyn Historii Sztuki” nr 4, 2023.
5. Kiepuszewski Ł., Morandi i Chardin. Obraz jako metafora procesu twórczego, „Rocznik Historii Sztuki”, t. 44, 2019.
6. Kiepuszewski Ł., Słodkie życie i martwa natura. Milczenie jako aspekt dzieła sztuki, „Kwartalnik Filmowy” nr 65, 2009.


fleuron niezła sztuka pipsztok

Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka

» Magdalena Giedrojć

Pisarka, redaktorka, fotografka. Absolwentka filologii polskiej i wiedzy o kulturze. Wielbicielka słońca, kawy i Włoch. Sztukę włoską zgłębia od dwudziestu lat, przemierzając włoskie galerie i kościoły, czytając biografie, kartkując albumy, ulegając zbiorowym uniesieniom i odkrywając swoje własne cuda. Do krainy opowieści o Italii zaprasza na swojej facebookowej stronie pisarskiej: Magdalena Giedrojć.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »