O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Ferdynand Ruszczyc „Nec Mergitur”



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas »

Ferdynand Ruszczyc, Nec mergitur, 1904-1905,
olej, płótno, 219 × 203 cm, Litewskie Muzeum Sztuki w Wilnie

Ferdynand Ruszczyc, Nec mergitur | 1904-5, Litewskie Muzeum Sztuki w Wilnie, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła sztuka

Ferdynand Ruszczyc, Nec mergitur | 1904-05, olej, płótno, 219 x 203 cm, Litewskie Muzeum Sztuki w Wilnie

17 lutego 1904 roku Ferdynand Ruszczyc zanotował w swoim dzienniku „Dziś przyszła na świat moja Legenda żeglarska – narzuciłem węglem na płótnie”1. W ten sposób zaczął powstawać jeden z najbardziej niezwykłych obrazów artysty, znany dziś pod tytułem Nec Mergitur. Dzieło to może zaskakiwać na tle twórczości Ruszczyca: jest pogrążone w atmosferze baśni, pełne rozmachu, a przede wszystkim zrodzone wyłącznie z wyobraźni artysty.

ferdynand ruszczyc Niezła sztuka

Narodziny Legendy

Na szczęście dla nas, Ruszczyc był w swoich zapiskach skrupulatny, dzięki czemu możemy dość dokładnie prześledzić kolejne etapy jego pracy. W lutym 1904 roku, gdy zaczęła się historia obrazu, przebywał w rodzinnym domu w Bohdanowie. Pierwszą wzmiankę o powstającym dziele zamieścił 9 lutego, kiedy zajęty był wykonywaniem wstępnych szkiców. Różne warianty rysowanej ołówkiem kompozycji znajdują się w szkicowniku artysty, obecnie przechowywanym w Muzeum Narodowym w Warszawie. Na wielu z nich okręt ukazany jest w podobnym ujęciu jak na ostatecznej wersji obrazu: tyłem, wzniesiony wysoko na fali. Wśród rysunków pojawiają się także zbliżenia na planowane detale czy ujęcie od dziobu.

Zabierając się do pracy Ruszczyc pisał:

„Wydobyłem dawne notatki i jak w recydywie odżył we mnie dawny nałóg. Ciągnie mnie do morza”2.

Być może niektórych zdziwi ta notatka, ponieważ Ruszczyc nie jest raczej kojarzony z tematyką marynistyczną. Na ogół malował swoje najbliższe otoczenie, a nade wszystko ukochany Bohdanów: rodzinny dom, jego wnętrza, a także okolicę. Te zwyczajne widoki zyskiwały pod jego pędzlem mniej dosłowny, symbolistyczny wymiar. Artysta kochał jednak morze i uwielbiał je malować. Jeszcze w czasie studiów podróżował na Krym oraz na Rugię, do Szwecji i na Bornholm. O swoim zachwycie zmiennym krajobrazem pisał następująco: „To morze, które u stóp moich wiecznie, jak zdawało się, coś tajemniczego opowiadało, które dzień i noc, od tylu tysięcy lat spokoju nie ma”3. Swoje wrażenia próbował oddać za pomocą środków malarskich, na przykład studiując fale rozbijające się o przybrzeżne kamienie (Krym – brzeg morza). Takie malarskie doświadczenia bardzo przydały mu się w czasie pracy nad Nec Mergitur.

Ferdynand Ruszczyc, Krym brzeg morza, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła Sztuka

Ferdynand Ruszczyc, Krym – brzeg morza | [1895], Muzeum Pałac Herbsta (Oddział Muzeum Sztuki w Łodzi)

Dni spokojnego malowania w domowym zaciszu nie trwały wiecznie. Wkrótce Ruszczyc wyjechał do Warszawy, gdzie współorganizował powstającą Warszawską Szkołę Sztuk Pięknych działająca pod patronatem Komitetu Opiekuńczego. Nowe obowiązki nie sprzyjały tworzeniu. Co gorsza Warszawa okazała się wielkim rozczarowaniem. Intrygi i spory w środowisku artystycznym (jeden z nich zakończył się zastrzeleniem Wacława Pawliszaka przez Xawerego Dunikowskiego!), źle wpływały na wrażliwego Ruszczyca. Aby pracować nad obrazem potrzebował atmosfery swojego Bohdanowa: zawsze najwięcej i najlepiej tworzył w rodzinnym domu.

W dzienniku artysty kolejne wzmianki o Nec Mergitur pojawiają się latem 1905 r. W swoich notatkach artysta wyrażał często niezadowolenie z nowego obrazu, który w świetle dziennym wydawał mu się „twardem, ceratowatym, ubogim”4, a zyskiwał wyłącznie po zmroku w blasku świec. Tak też najchętniej prezentował go swoim gościom. Czytając o niedoskonałościach obrazu należy jednak pamiętać, że skłonny do samokrytyki Ruszczyc pisał podobnie o większości swoich dzieł. Na szczęście w Bohdanowie miał do dyspozycji doradcę, któremu ufał bezgranicznie… swoją matkę. Alwina Ruszczyc chętnie wypowiadała się na temat kompozycji obrazów, a syn zwykle stosował się do jej uwag. To za jej sugestią w sierpniu 1905 r. dokonał zmian w niemal gotowym już obrazie:

„Maluję fale. […] Radzę się mamy. Wraca jeszcze raz i radzi koniecznie usunąć zbyt jasną i rozpraszającą uwagę pianę. Ma słuszność”5.

Kaskada brylantów

Swój obraz Ruszczyc chciał „utrzymać nierealnie, jak kaskadę brylantów”6. Ostateczna wersja kompozycji przedstawia płynący po wzburzonym morzu żaglowiec widziany od strony rufy. Za nim ciągnie się pas białej piany. Okręt ma czerwone żagle, jest rozświetlony, rzuca na wodę czerwone odblaski. Nad nim mocno rozgwieżdżone niebo, które również odbija się w wodzie. Rzeczywiście: całość przypomina migoczące klejnoty. Kadłub statku jest rozrzeźbiony, wręcz organiczny w swoich formach i bliżej mu do widmowych okrętów z morskich legend niż realnych korabów.

Interesująca jest kompozycja: żaglowiec oglądamy z żabiej perspektywy, wznosi się on wysoko prawej części obrazu, wychodząc częściowo poza kadr. Taki zabieg w jakiś sposób pogłębia wrażenie nierealności, a zarazem dodaje monumentalizmu – zwłaszcza jeśli dodać do tego duży format dzieła. Ruszczyc bardzo chętnie stosował podobne chwyty: wykorzystywał nietypowe punkty widzenia oraz nieoczywiste kadrowanie, co pomagało mu uzyskiwać tajemniczą, symbolistyczną aurę. Żabią perspektywę wykorzystał na przykład na swoim słynnym obrazie Ziemia, nadając zwykłej scenie wyraz niemal pomnikowy. Jednym ze źródeł inspiracji dla takich rozwiązań kompozycyjnych była zapewne sztuka japońska, którą – podobnie jak niemal wszyscy artyści jego pokolenia – Ruszczyc się fascynował.

Bardziej bezpośrednim wzorem mogła być jedna z ilustracji do Rymów o starym marynarzu autorstwa Gustave’a Doré.

Gustave Dore, Ilustracja do Rymów o starym marynarzu, grafika, Niezła Sztuka

Gustave Doré, Ilustracja do Rymów o starym marynarzu | 1925

Na niej również widzimy na poły baśniowy okręt ukazany od tyłu wznoszony przez wysoką falę, aż do krawędzi kompozycji. Publikacja była bardzo popularna w tym okresie, a Ruszczyc jako namiętny czytelnik mógł znać jej rosyjskie wydanie7.

„Symbolizujący Polskę wrak korwety dryfuje na grzbiecie spienionej fali. Groźny żywioł morski traktować tu trzeba jako upostaciowienie żywiołu historii. niosącego w swym nurcie statek – Polskę, samotny, heroiczny, mimo przebytych burz i klęsk zmierzający do macierzystego portu. A ponad nim rozciąga się obszar kosmicznego, sypiącego gwiazdami nieba, które jeszcze raz odsyła nas w sferę mistyki.”8

Statek, który nie utonie

6 lutego 1904 r. artysta pisał: „[…] wionęło na mnie wspomnienie z lat dziecinnych, ze świata bajek, które ze wszystkich opowieści słyszanych w życiu pozostają dla nas zawsze najbardziej drogiemi […] Tak samo ciągnie mnie do tych combat de Bantry i Combat de la Hogone i od dawna podobny motyw nie daje mi spokoju. Purpura9. Purpura to imię statku z noweli Henryka Sienkiewicza Legenda żeglarska – przypomnijmy, że ten sam tytuł nosiło początkowo dzieło Ruszczyca. Z całą pewnością można więc uznać, że właśnie ta lektura stanowiła pierwotne źródło pomysłu na obraz z żaglowcem.

Sienkiewiczowski okręt był tak „wielki i silny, że się nie bał wichrów ani bałwanów, choćby najstraszniejszych”10, ale przez beztroskę i brawurę załogi wpadł w tarapaty. Gdy nadwątlony przez zaniedbania statek wpadł w sztorm i zaczął tonąć, załoga bezskutecznie próbowała go ratować strzelając do napierających fal. W końcu nieodpowiedzialni marynarze usłyszeli głos, który podsunął im właściwe rozwiązanie:

„O, zaślepieni! Nie z dział wam bić do burzy, nie fale chłostać, ale statek naprawiać! Zstąpcie na dno. Tam pracujcie. Purpura jeszcze nie zginęła”11.

Budowana przez Sienkiewicza alegoria jest dość jasna: wspaniały okręt to Polska, doprowadzona do upadku przez ślepotę rządzących. Nie umarła jednak jeszcze nadzieja: tkwi w pozytywistycznej pracy u podstaw, która może uratować rozdartą pomiędzy zaborców ojczyznę. Sienkiewicz nie był pierwszym, który zastosował takie porównanie. Topos okrętu okrętu jako ojczyzny znany jest od starożytności, w Polsce pojawiał się już w kazaniach Piotra Skargi.

Choć Ruszczyc szybko porzucił sienkiewiczowski tytuł obrazu, to taka interpretacja przylgnęła do jego dzieła na stałe. To w dużej mierze znak czasów, zwłaszcza, że lata 1904-05 obfitowały w ważne wydarzenia polityczne. Rosja właśnie przegrywała wojnę z Japonią, w powietrzu czuć było nadchodzącą rewolucję, a Polacy zyskali wreszcie nową nadzieję na odzyskanie niepodległości. Sam artysta w dzienniku regularnie wspominał o aktualnych sprawach. Przełomowa, jak się wówczas wydawało, sytuacja polityczna znajdowała wyraz w twórczości innych symbolistów, wiązany z nią jest na przykład pastel Rycerz wśród kwiatów Leona Wyczółkowskiego. Nic dziwnego, że nastrój narodowowyzwoleńczy zdominował odbiór dzieła Ruszczyca. Gdy obraz został zaprezentowany na wystawie „Sztuki” w salonie wiedeńskiej „Secesji”, Tadeusz Ritter bez wahania w swojej recenzji utożsamił zwycięsko pokonujący sztorm okręt z Polską12.

Do tej interpretacji pasował też tytuł, jaki ostatecznie otrzymał obraz. Jak już wspomniano, Ruszczyc dość szybko porzucił określenie Legenda żeglarska i chyba długo nie wiedział jak nazwać dzieło. W dzienniku opisywał je po prostu jako swój obraz, a 20 sierpnia 1905 r. odnotował, że goszcząca w Bohdanowie aktorka Wanda Siemaszkowa próbowała wymyślić odpowiedni tytuł. Żaden z jej pomysłów (m.in. Legenda, Królewski Wygnaniec, Statek tęsknot) nie przyjął się. Stosowany do dziś tytuł Nec mergitur miał – wedle słów Karola Tichego – wymyślić pisarz Tadeusz Żuk-Skarszewski jeszcze w 1904 r. Fluctuat nec mergitur („rzuca nim fala, lecz nie tonie”), to dewiza Paryża.

herb Paryża, Paryż

herb Paryża, fot. wikipedia

Jej fragment nie dość, że zgrabnie opisuje zobrazowaną scenę, to jeszcze wzmacnia patriotyczną wymowę i zawartą w niej dobrą wróżbę dla Polski.

Okręt ze snów

Agnieszka Morawińska uważa tę jednoznaczną, powtarzaną przez lata interpretację za przykład kryzysowego syndromu skojarzeniowego. Jak pisze: „Kryzys, czy sytuacja odczuwana jako kryzysowa, zawłada wyobraźnią i prowadzi do zubożenia jej skali. […] Obraz Ruszczyca był szczególnie na tego rodzaju operację podatny. Wystarczyło mu odebrać wieloznaczność marzenia i dodać łaciński tytuł brzmiący jak dewiza, by statek ze snów malarza upodobnił się do barokowego Argo sarmatica – emblematu ojczyzny opierającej się przeciwnościom”13. A przecież w swoich zapiskach Ruszczyc wyrażał pragnienie baśniowości, nierealności. Szybko zrezygnował z sugerującego patriotyczny odbiór sienkiewiczowskiego tytułu. Ostatecznie nie nadał też statkowi żadnych narodowych oznaczeń, chociaż na jednym z wczesnych szkiców na dziobie umieścił symbol orła.

W notatce poczynionej na kilka dni przed przystąpieniem do pracy artysta przywoływał swoje dziecięce fascynacje, może więc Nec Mergitur to po prostu wielka, morska przygoda, o której marzył jako chłopiec? Warto choć na chwilę odrzucić próbę jednoznacznego odczytania treści obrazu i dać się porwać tej wspaniałej, kipiącej barwami i żywiołem, niebywale ekspresyjnej wizji. Popłynąć tajemniczym korabem na poszukiwanie przygód…

bibliografia, artykuły o sztuce, niezła sztuka

Bibliografia:
1. Kossowska I., Kossowski Ł., Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska, Warszawa 2010.
2. Krzysztofowicz-Kozakowska S., Ferdynand Ruszczyc, Kraków 2007.
3. Morawińska A., Nec mergitur, w: Kryzysy w sztuce. Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, red. E. Karwowska, Warszawa 1988.
4. Ruszczyc F., Dziennik, cz. 1. Ku Wilnu, oprac. E. Ruszczyc, Warszawa 1994.
5. Sienkiewicz H., Legenda żeglarska, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sienkiewicz-legenda-zeglarska.html [dostęp: 02.08.2020].

 


  1. F. Ruszczyc, Dziennik, cz. 1. Ku Wilnu, oprac. E. Ruszczyc, Warszawa 1994, s. 151.
  2. Ibidem, s. 150.
  3. Ibidem, s. 33.
  4. A. Morawińska, Nec mergitur, w: Kryzysy w sztuce. Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, red. E. Karwowska, Warszawa 1988, s. 147.
  5. F. Ruszczyc, op. cit., s. 162.
  6. Ibidem, s. 161.
  7. A. Morawińska, op. cit., s. 153.
  8. ze wstępu katalogu Koniec wieku. Sztuka polskiego modernizmu 1890-1914, pod red. Ł. Kossowskiego i E. Charazińskiej, Warszawa 1996.
  9. F. Ruszczyc, op. cit., s. 150.
  10. H. Sienkiewicz, Legenda żeglarska, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sienkiewicz-legenda-zeglarska.html, (dostęp: 02.08.2020).
  11. Ibidem.
  12. A. Morawińska, op. cit., s. 156.
  13. Ibidem, s. 157.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Wszystkie publikacje finansowane są dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni. Nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »



One thought on “Ferdynand Ruszczyc „Nec Mergitur”

  1. Intrygujący obraz i dobry artykuł. Chciałbym zwrócić uwagę, że „e” w nazwisku „Doré” jest dźwięczne, nie potrzebujemy zatem apostrofu i końcówki fleksyjnej „-a”. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *




Niezła Sztuka?
Czytam. Lubię. Wspieram.
Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »