O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

„Szopen naszego krajobrazu” – o jakim malarzu mowa?



Określano go również różnymi innymi epitetami: „największy w Polsce malarz chłopa i drobnej szlachty”1 czy „malarz ludu naszego i przyrody”2. Warto jednak podkreślić, że nie wszyscy od razu poznali się na twórczości tego artysty, a jego dzieła przez długi czas były niedoceniane. Proszę Państwa, przed Państwem…

Leon Wyczólkowski <em>Portret Józefa Chełmońskiego</em> | 1903, litografia, papier, Muzeum Narodowe w Warszawie

Leon Wyczólkowski Portret Józefa Chełmońskiego | 1903, litografia, papier, Muzeum Narodowe w Warszawie

Ziunieczek

W przypadku biografii malarza opowieść zazwyczaj rozpoczyna się od daty jego narodzin. Jednak z Józefem Chełmońskim już na samym początku robi się problematycznie – w literaturze funkcjonują trzy różne daty jego urodzin. Pojawia się 7 listopada 1849 roku, 6 listopada 1849 roku, a także 6 listopada 1850 roku. I bądź tu człowieku mądry! Jednak dzięki Tadeuszowi Matuszczakowi, badaczowi życia i twórczości Józefa Chełmońskiego, wiadomo, że prawdziwa data urodzenia malarza to 6 listopada 1849. Przemawia za tym fakt, że taką datę przez całe życie podawał sam artysta, a różne przekazy ustne świadczą o tym, że w rodzinie i wśród przyjaciół urodziny Józia obchodzono zawsze 6 listopada3.

Józef Marian Chełmoński urodził się w zubożałej rodzinie szlacheckiej we wsi Boczki niedaleko Łowicza. Ojciec malarza, Adam Józef (choć używał imienia Józef Adam) także był uzdolniony artystycznie. Malował, rysował i muzykował dla własnej przyjemności. Maria Łoskowska, tak wspominała dziadka: „(…) grywał na skrzypcach włoskich z pasją całymi godzinami. Miał w kącie pająka, którego otaczał opieką, lubił, jak ten zasłyszawszy muzykę schodził ze swej siatki, opuszczając się na nitce kawałek w powietrze, bujał się jakby upajając się muzyką”4. Ta działająca na wyobraźnię, ale nieco przerysowana opowiastka oddaje atmosferę i klimat domu, w którym wychowywał się młody Chełmoński. Jeszcze cieplej Maria Łoskowska wspominała swoją babkę, o której pisała, że: „słodycz jej charakteru nie miała granic, nie było dla niej złych ludzi na świecie (…) ona to nauczyła ojca i nas tej pogody i równości ducha w najcięższych opresjach”5. Dzieciństwo Chełmońskiego, choć naznaczone biedą, z pewnością było szczęśliwe i na zawsze silnie związało artystę z ziemią, na której się wychował. Ilekroć przebywał poza rodzinnymi stronami, z utęsknieniem wspominał łowickie krajobrazy i ludzi. Jak wielu znanych malarzy, także mały Józef, przez rodzinę zwany Ziuńkiem i Ziunieczkiem, od najmłodszych lat dużo rysował i malował.

Dłonie Mona Lizy

W wieku 16 lat doznał olśnienia oglądając obraz Śmierć Barbary Radziwiłówny Józefa Simmlera, który go absolutnie zachwycił. Według wspomnień Pii Górskiej, malarki, poetki i uczennicy Chełmońskiego, miał wykrzyknąć wtedy: „Niech będzie co chce! Furda6 nauki! Ja zostanę malarzem!”7.

Józef Simmler Śmierć Barbary Radziwiłłówny, 1860

Józef Simmler Śmierć Barbary Radziwiłłówny  |  1860
olej, płótno, 205 × 234 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Od tej pory młody Józef podobno tworzył jak oszalały, a w 1867 wyjechał do Warszawy i zapisał się do Klasy Rysunkowej oraz prywatnej pracowni Wojciecha Gersona. Do pracowni mistrza dostać się było niełatwo – Chełmońskiemu kazał kopiować Giocondę. Początkujący malarz co rusz przynosił mistrzowi rysunek, aby ponownie zostać odesłanym do wykonania poprawek. Podobno największą trudność sprawiły Chełmońskiemu dłonie Mona Lizy – poprawiał je tyle razy wycierając ołówek, że papier stał się przezroczysty i pozdzierany…8 Oczywiście, Gerson w końcu przyjął Chełmońskiego do swojej pracowni. W Warszawie młody malarz uczył się pilnie. „Nie obchodziło nas absolutnie nic, prócz rysunku. Ani jedzenie, ani teatr, ani polityka, ani kobiety, ani nawet, co prawda czysta bielizna” – pisał kolega Chełmońskiego ze studiów, Antoni Piotrowski.

Warto nakreślić trochę szerszy obraz czasów, w których przyszło Chełmońskiemu studiować. Kształcenie artystyczne w ówczesnej Polsce koncentrowało się w dwóch ośrodkach – krakowskim i warszawskim. Temu pierwszemu przewodził Jan Matejko (od 1873 r. dyrektor krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych), drugiemu natomiast Wojciech Gerson, reprezentant akademizmu i realizmu w sztuce (od 1871 r. profesor w warszawskiej Klasie Rysunkowej). Ten drugi, wykształcony w akademii petersburskiej, najsurowszej szkole artystycznej w Europie, cenił malarstwo historyczne i pejzaż, a w sztuce rywalizował z Matejką w tworzeniu malarstwa misyjnego, które jak najlepiej będzie budowało morale narodu. Gerson był doskonałym malarzem, ale przede wszystkim świetnym pedagogiem i organizatorem życia artystycznego Warszawy. Był współzałożycielem Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, do swojej pracowni przyjmował także kobiety i amatorów, a jako nauczyciel wykształcił wybitnych twórców: poza Chełmońskim także Wyczółkowskiego, Podkowińskiego i Pankiewicza. W czasach, gdy Gerson rozpoczynał swoją twórczość, pejzaż był niedoceniany, a w akademickiej hierarchii tematów malarskich stał bardzo nisko. To właśnie Gersonowi zawdzięcza XIX-wieczna sztuka polska podniesienie statusu pejzażu. Jako malarz-realista stawiał na pierwszym miejscu rysunek i studiowanie natury.

Wszystkie te nauki przejął od mistrza Józef Chełmoński. O jego metodach nauczania tak pisał: „(…) dla Gersona natura była najlepszym nauczycielem, najwyższym wzorem. Kazał też nam od początku rysować wszystko bez wyjątku: ziemię, kamienie, niebo, trawy, drzewa, wszelkie zwierzęta, nawet drobne, jak żaby, owady itp. (…) nie mistrzów więc kazał Gerson naśladować, lecz tylko samą naturę (…)”9 i dodawał, że: „Przy studiowaniu przyrody, nie wolno jej powtarzać bezmyślnie, lecz jak nauczał Gerson, należy badać naturę rzeczy, to znaczy: nie wolno zadowalać się namalowaniem chwilowego wrażenia, lecz trzeba zrozumieć dane zjawisko”10. Gerson nauczył Chełmońskiego dogłębnego rozumienia gatunku, jakim jest pejzaż.

Podziw czy postrach ulic Monachium?

W XIX wieku na początku dziennym były wyjazdy artystów na kształcenie za granicę, w szczególności do Monachium lub Paryża. Nie był wyjątkiem Chełmoński. W 1871 roku wyjeżdża, aby studiować w monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po części udaje mu się to dzięki protekcji Maksymiliana Gierymskiego, który sprzedał jeden ze swoich obrazów, aby otrzymane za niego pieniądze przesłać Chełmońskiego w celu sfinansowania wyjazdu. Artysta dołączył do tzw. szkoły monachijskiej, bardzo dystynktywnego środowiska artystów polskich, którzy już od lat 30. XIX wieku studiowali w akademii monachijskiej. Prym wiedli Józef Brandt i Maksymilian Gierymski, ale studiowała tam także Boznańska, Siemiradzki, Simmler, Fałat i wielu innych. Początkowo członkowie szkoły monachijskiej podejmowali tematy patriotyczne, historyczne i romantyczne, aby w późniejszym okresie zająć się studiowaniem realizmu.

Prawdopodobnie Chełmoński przestudiował w Akademii łącznie niecałe dwa semestry.11 Wynajmuje mieszkanie razem ze Stanisławem Witkiewiczem, który Józefa nazywa „podziwem i strachem ulic Monachium”12.

Józef Chełmoński

Józef Chełmoński, fot. POLONA

W tym czasie Chełmoński dużo malował, wystawiał także w Kunstverein, a nawet sprzedawał swoje obrazy, dzięki czemu w 1873 roku warunki materialne biedującego artysty poprawiły się. W Kunstverein wielkim echem odbił się obraz Chełmońskiego Powrót z balu, o którym Witkiewicz pisał: „«Za dużo życia!» – wołała publiczność niemiecka, jedyna zapewne na świecie, dla której może być za dużo światła, barwy, ruchu – za dużo życia w obrazie!”13.

Pomimo względnych sukcesów i powodzenia, Józef Chełmoński bardzo źle znosił pobyt w obcym mieście. Nie imponowały mu ogromne zbiory Starej Pinakoteki, a Niemców krytykował nawet za plewienie chwastów i przycinanie gałęzi drzewom w ogrodzie angielskim.14 Ogromnie tęsknił za krajem, co doprowadziło do jego wyjazdu z Monachium w 1874 roku.

Józef Chełmoński Powrót z balu

Józef Chełmoński Powrót z balu (Sanna)  |  1879
olej, płótno, 80 × 160 cm, Muzeum Śląskie w Katowicach

Wiosną Józef Chełmoński wyjeżdża na Ukrainę, a stamtąd wraca prosto do Warszawy. Już na zawsze pokochał tamte strony – wielokrotnie przez całe swoje życie jeździł na Ukrainę, Podole, Wołyń czy Polesie. „Gdzież ten człowiek swobody mógł czuć się lepiej, niż wśród bezkresnych stepów (…)?15” – pyta Tadeusz Matuszczak i ciężko mu nie przytaknąć. Dzięki pobytowi malarza na Ukrainie powstają jego najlepsze dzieła, jak Babie lato (1885) czy Zjazd na polowanie (1884).

Józef Chełmoński, Babie lato, 1875, MNW

Józef Chełmoński Babie lato  |  1875
olej, płótno, 119,7 × 156,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Obrazy „ukraińskie” wystawia Chełmoński w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Opinie krytyków, którzy nie doceniają pejzażu, są jednak bezlitosne. Twórczość Chełmońskiego nie zyskała również uznania u polskiej publiczności. Obrazom zarzucano brak podniosłych scen, a także „zabijający realizm”. Obrazy uważano też za niewykończone, niedopracowane, jednak niektórzy krytycy przyznawali Chełmońskiemu oryginalność.16 Niepowodzenie w kraju doprowadziło, że Chełmoński zaczął myśleć o ponownym wyjeździe. Widać porażka była dla malarza znacznie bardziej dotkliwa niż wspomnienie przejmującej tęsknoty za Polską w Monachium.

Monsieur Szelmonski17

Sprzedaż obrazów przyjaciołom, rzeźbiarzowi Cyprianowi Godebskiemu oraz aktorce Helenie Modrzejewskiej, umożliwiła Chełmońskiemu zebranie budżetu na wyjazd do Paryża w 1875 roku. Względnie szybko los uśmiecha się do biednego malarza. Na paryskim Salonie 1876 roku jego obrazy wzbudziły duże zainteresowanie – dwa sprzedał za 18 tysięcy franków, a Adolphe Goupil, właściciel znanej galerii, podpisał z Chełmońskim umowę o współpracy. Sprzedane zostały Roztopy, a Goupil kupił obraz, nad którym artysta dopiero pracował.18 Była to Noc księżycowa (1877), która po sprzedaży jednemu z klientów Goupila, zaginęła na 140 lat.

Józef Chełmoński Noc księżycowa Pałac w Radziejowicach

Józef Chełmoński Noc księżycowa  |  1876
olej, płótno, 132 × 186,5 cm, Pałac w Radziejowicach

Obraz, który nigdy nie był pokazywany publicznie, odnalazł się w tym roku. W kwietniu Pałac w Radziejowicach (gdzie znajduje się największa monograficzna wystawa prac Chełmońskiego) udostępnił dzieło szerszej publiczności19Możecie o nim więcej przeczytać tu »

Te pierwsze sukcesy nie były przypadkiem – dobra passa Chełmońskiego w Paryżu utrzymuje się przez następne kilka lat. W 1878 roku Czwórkę kupuje amerykański milioner, a ceny za obrazy Chełmońskiego sięgają już 40 tysięcy franków20.

Ogromną ilość obrazów sprzedawał malarz do Stanów Zjednoczonych. Według wszelkich standardów można by stwierdzić, że w Paryżu Chełmoński odniósł prawdziwy sukces – nie brakowało mu pieniędzy, mógł pozwolić sobie na luksusy i brylować na paryskich salonach. Jego twórczość z tego okresu jest bardzo obfita, bo, co oczywiste, rosła wraz ze sławą artysty.

W większości są to sceny konne, jarmarki i polowania, które fascynowały paryską publiczność swoją egzotyką. Ilość niestety nie równa się jakości i z czasem Chełmoński zaczął popadać w rutynę. Przestaje malować z natury, maluje z fotografii, najczęściej jednak z wyobraźni, co sprawia, że jego malarstwo nabiera maniery, staje się wtórne i brak mu autentyczności. Krytykowali go za to jego przyjaciele i krytycy.

Antoni Sygietyński pisał, że „Chełmoński obserwacje, twórczość i technikę zredukował do łatwości w malowaniu i w tej łatwości zaprzepaszcza talent”21, Witkiewicz natomiast lamentował w liście do Chełmońskiego: „(…) jak patrzę na Twoją robotę, to mi się smutno robi. Więc już nic natury – tylko pamięć i maniera!”22. Pomimo popadnięcia w malarską rutynę, w okresie paryskim powstaje kilka doskonałych dzieł malarza, jak chociażby wisząca obecnie w Sukiennicach Czwórka (1881).

Józef Chełmoński Czwórka | 1881 rok, Muzeum Narodowe w Krakowie

Józef Chełmoński Czwórka | 1881 rok, Muzeum Narodowe w Krakowie

W Paryżu Chełmoński zapoznaje się także z twórczością pejzażystów francuskich. Wysoko cenił twórczość barbizończyków – Camille’a Corota i Théodore’a Rousseau. To zetknięcie się ze sztuką czystego pejzażu zapoczątkuje w malarzu przemianę artystyczną. Od tematów dynamicznych – galopujących koni, groźnych wilków, tłumów na folwarku, przejdzie do sennych, refleksyjnych pejzaży. Ponownie jednak dotkliwa tęsknota za krajem skłania Chełmońskiego do powrotu do Polski. W 1887 roku wraca do Warszawy.

Józef Chełmoński Mgły poranne

Józef Chełmoński Mgły poranne  |  1890-1892
olej, sklejka, Muzeum Narodowe w Warszawie

Komar na ramieniu

Musimy cofnąć się jednak parę lat wcześniej, aby opowiedzieć nieco o życiu prywatnym Chełmońskiego. Na początku roku 1878 do domu państwa Szymanowskich wpada Stanisław Witkiewicz. Przez godzinę rozmawia z panią domu Elżbietą. Gdy artysta wychodzi, pani Elżbieta pyta swoją córkę Marię: „Czy wiesz, po co był u nas Witkiewicz? (…) przyszedł z listem Chełmońskiego z Paryża obligującym Witkiewicza, aby zaraz poszedł do nas i zapytał się, czy jesteś już z kimś zaręczona”23. Cała ta sytuacja wprawia zarówno matkę, jak i córkę w zdumienie. Chełmoński wraca do Polski, aby nakłonić Marię Szymanowską do przyjęcia jego oświadczyn. Widzi się z nią na Wielkanoc, a 30 kwietnia udają się na spacer do parku z matką w roli przyzwoitki. Chełmoński ujmuje pannę Marię pod ramię i prowadzi ją nad staw. Zachód słońca odbijający się w wodzie rozbudza w malarzu romantyzm: „Cudny świat, cudna dziewczyna” – mówi do Marii i nagle uderza ją w ramię. Zapłakana Maria ucieka, a następnego dnia w teatrze Chełmoński tłumaczy jej, że na ramieniu miała… komara. Józef i Maria wzięli ślub w czerwcu 1878 roku. Małżonkowie wspólnie zamieszkują w Paryżu. Chełmońscy mieli siódemkę dzieci: córki Jadwigę, Marię, Zofię, Hannę i Wandę oraz dwóch synów: Józefa i Tadeusza.

„Takie to piękne, takie oryginalne, takie nasze”24

W 1889 roku Chełmoński razem z rodziną zamieszkał w Kuklówce niedaleko Radziejowic, gdzie kupił dworek i prowadził gospodarstwo. Kuklówka to spełnienie marzeń malarza, upragniona stabilizacja na polskiej, ukochanej ziemi, to „związanie się z krajem na zawsze”25.

Początki jednak są trudne. W 1888 roku zmarła córka Chełmońskich, Hanna, a rok po niej syn Tadeusz. W 1894 roku Józef i Maria rozstają się – trzy najstarsze córki zostają z ojcem w Kuklówce, najmłodsza zaś Wanda wyjeżdża z matką do Warszawy. Przyczyny tej separacji pozostaną dla nas niejasne. Maciej Masłowski, biograf artysty, winą obarczał Marię, stwierdzając że „zaszło coś, czego Chełmoński nigdy żonie pomimo jej usilnych starań nie przebaczył”26.

Czas spędzony w Kuklówce to dla artysty okres intensywnego tworzenia. Ma wreszcie Chełmoński dostęp do natury, tworzy więc na powietrzu, w plenerze, pośród mazowieckich pól i lasów. Ta bliskość natury sprawia, że Chełmoński całkowicie poświęca się tworzeniu czystego pejzażu. W tym okresie powstają słynne Kuropatwy (1891) i Bociany (1900).

Józef Chełmoński Bociany

Józef Chełmoński Bociany  |  1900
olej, płótno, 150 × 198 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

W Kuklówce Józef Chełmoński spędził ostatnie 25 lat swojego życia. Nie robił zbyt wiele poza malowaniem. „Znakomity twórca »Babiego lata« siedzi sobie, jak jaki gazda, w swojej chałupie, od świata blisko, od ludzi z daleka, i nic go nie obchodzi, co o nim Europa myśli (…)”27 – pisał Marian Gawalewicz do „Tygodnika Ilustrowanego”.

Józef Chełmoński. Wola Pękoszewska, ok. 1898 r.

Józef Chełmoński. Wola Pękoszewska, ok. 1898 r., fot. palacradziejowice.pl

Ci, którzy z Józefem Chełmońskim byli do końca wspominają, że pod koniec życia zdziwaczał i stał się bardzo nieufny. Nie szukał towarzystwa, a kiedy odwiedzali go przyjaciele, w swoich urojeniach bał się, że przyjechali go okraść. Do końca była z nim Pia Górska, którą uczył pod koniec życia malarstwa.

Kazimierz Alchimowicz <em>Portret J. Chełmońskiego</em> | 1913

Kazimierz Alchimowicz Portret J. Chełmońskiego | 1913, Muzeum Sztuki w Łodzi

Józef Chełmoński umiera 6 kwietnia 1914. Zostaje pochowany na cmentarzu w Ojrzanowie.


  1. K. Czarnocka, Józef Chełmoński, Warszawa 1957, s. 60.
  2. Ibid., s. 58.
  3. T. Matuszczak, Józef Chełmoński, Kraków 1996, s. 9-10.
  4. M. Masłowski, Malarski żywot Józefa Chełmońskiego, Warszawa 2014, s. 13, za: M. Łoskowska, Dla mych dzieci wspomnienia o Józefie Chełmońskim. Rękopis w zbiorach rodziny malarza.
  5. Ibidem, s. 13-14.
  6. To archaizm, przestarzałe słowo. Tak się mówi o rzeczy nieistotnej, błahostce; o rzeczy, którą chce się zlekceważyć. Synonimy słowa „furda” to na przykład „do diabła” czy „pal sześć”.
  7. P. Górska, O Chełmońskim. Wspomnienia, Warszawa 1932, s. 24.
  8. Ibidem, s. 24-25.
  9. T. Matuszczak, op. cit., s. 11.
  10. Ibidem
  11. Ibidem, s. 14.
  12. Józef Chełmoński na fotografiach i we wspomnieniach, red. Z. Kucówna, Radziejowice 2014, s. 23.
  13. Ibidem, s. 29.
  14. T. Matuszczak, op. cit., s. 15.
  15. Ibidem, s. 17.
  16. K. Czarnocka, op. cit., s. 29.
  17. M. Masłowski, op. cit., s. 316.
  18. T. Matuszczak, op. cit., s. 20.
  19. Noc księżycowa w Radziejowicach, w: <http://palacradziejowice.pl/noc-ksiezycowa-w-radziejowicach/>, dostęp: 27.10.2017.
  20. K. Czarnocka, op. cit., s. 42.
  21. Ibidem, s. 46.
  22. Ibidem
  23. Józef Chełmoński we wspomnieniach…, op. cit., s. 45. Ze wspomnień Marii z Szymanowskich Chełmińskiej.
  24. K. Czarnocka, op. cit., s. 58.
  25. M. Masłowski, op. cit., s. 292.
  26. Ibidem, s. 316.
  27. Ibidem, za: Quis (M. Gawalewicz), Z tygodnia na tydzień, w: „Tygodnik Ilustrowany” 1893, nr 170.
Michalina Peruga

» Michalina Peruga

Studentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się malarstwem, historią ubioru oraz dziełami utraconymi przez Polskę w wyniku II wojny światowej. W sztuce fascynuje ją ikonografia, komizm, brzydota i obscena. Uwielbia malarstwo średniowieczne, sztukę włoskiego renesansu oraz symbolizm. Fascynuje ją faktura obrazu – dlatego wszystkie dzieła ogląda z nosem przy podobraziu (stresując tym pracowników muzeów).

One thought on “„Szopen naszego krajobrazu” – o jakim malarzu mowa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »