„Materiału przy pracy Wyczół nigdy nie żałował, całe stosy pudeł pasteli Lefranca i swego wyrobu gromadził w miejscu, gdzie mieszkał, aby je mieć pod ręką. Malował szybko, sam nie mógł nadążyć w poszukiwaniu odpowiednich kolorów, które stertami były ułożone. Dopomagali mu w tym Władek służący i Frania pokojówka. (…) Taka zbiorowa praca połączona z »jazdą« przeciągała się zwykle aż do zmroku bez wytchnienia. Gdy Wyczół po takiej długiej pracy uczył się zmęczony, wołał herbaty, zasiadał w fotelu, nogi zarzucał po amerykańsku na brzeg stołu, zapalał cygarko i z podniesioną dumnie głową obserwował krytycznym okiem swoje dzieło”1.
W pastelu Wyczółkowski był mistrzem. Technikę tę stosował przez prawie dwadzieścia lat, bowiem odnajdywał w niej siebie, swoją ekspresję i temperament. Tymi pojęciami możemy także określić autoportrety, których namalował wiele w czasie długiego życia. W każdym z nich przedstawiał swoją osobę bez upiększeń, często również w sposób zabawny, zawsze z ludzkim wyrazem twarzy i uważnym spojrzeniem.



Leon Wyczółkowski, Autoportret w chińskim kaftanie | 1911, Muzeum Narodowe w Warszawie
- T. Grott, Z listu trzynastego do Marcina Samlickiego, Kraków 1944. ↩
























































