Myślimy: „Piet Mondrian”, widzimy hipnotyczne kratownice. Przed oczami przelatują nam widma płócien skomponowanych z białego tła, czarnych linii i tylko trzech kolorów: niebieskiego, żółtego i czerwonego. Dziesiątki rozmaitych wariantów geometrycznych schematów. Niezwykle uporządkowane, ascetyczne, wręcz surowe, a jednak przyciągające jak magnes. Dokładnie tak samo jak ich twórca – ujmujący mimo swojej chłodnej powierzchowności.
Neoplastycyzm – tak nazywa się styl Mondriana, którego obok Kandinsky’ego i Malewicza stawia się w pierwszej trójce pionierów abstrakcjonizmu. Jednak nie od początku Holender tworzył w tym nurcie. Ba! Droga do jego odkrycia zajęła mu ponad czterdzieści lat. Gdy inni artyści w tym wieku zwykle mają już na koncie przynajmniej jedno kluczowe dzieło, Piet Mondrian dopiero dochodzi do tego, jak wyglądać ma jego sztuka.