O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Muzeum Narodowe w Krakowie. 10 dzieł, które warto znać



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas »

Kto z nas nie kocha królewskiego Krakowa?  Kiedy tam jedziemy, obowiązkowo spacerujemy po Rynku, zaglądamy na stragany w Sukiennicach, odwiedzamy wzgórze wawelskie czy Bazylikę Mariacką. Oczywiście trudno byłoby w tych kultowych wręcz miejscach nie bywać. Po tych odwiedzinach namawiamy też jednak do wizyty w Muzeum Narodowym, aby nacieszyć oczy i nasycić duszę pięknem polskiego malarstwa. Można tu pośród wybitnych polskich dzieł sztuki odpocząć od zgiełku wielkiego turystycznego miasta. Proponujemy wizytę w Gmachu Głównym oraz Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku mieszczącej się w Sukiennicach. Przy tej okazji przypominamy, że niedziela to dzień wolnego wstępu na wszystkie wystawy stałe. Na zachętę postanowiłem przedstawić Państwu dziesięć obrazów polskich malarzy, które mnie osobiście urzekły.

muzeum narodowe w Krakowie, polskie malarstwo, sztuka polska, niezła sztuka
Od razu, na wszelki wypadek, zgadzam się ze wszystkimi osobami, które zechcą zarzucić nam, że pominęliśmy ten czy inny obraz. Gdybym chciał opisać wszystkie dzieła z Muzeum Narodowego w Krakowie, które darzę szczególną estymą, ten artykuł zmieniłby się w książkę.

GALERIA SZTUKI POLSKIEJ XIX WIEKU W SUKIENNICACH, RYNEK GŁÓWNY 3

1


Józef Chełmoński, Czwórka, 1881

olej, płótno, 275 × 660 cm

Józef Chełmoński, Czwórka, Muzeum Narodowe w Krakowie, sztuka polska, malarstwo polskie, Niezła sztuka

Józef Chełmoński Czwórka  |  1881
olej, płótno, 275 × 660 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Obraz Czwórka nie był malowany w plenerze, z natury, tylko w pracowni, i to w Paryżu. Rzecz ciekawa – ukraiński pejzaż z pędzącymi końmi powstał właśnie w stolicy Francji! Artysta przebywał tam dwanaście lat, do roku 1887. W tym czasie powtarzał niektóre tematy po kilka razy – szczególnie dotyczyło to wszelakich „trójek” i „czwórek”, czyli końskich zaprzęgów pędzących przez „bezkresne przestrzenie”.

Obrazy te chętnie kupowali Amerykanie. Zarzucano artyście, że zamiast tworzyć rzeczy nowe, robi „powtórki”. Cóż, był na takie obrazy popyt, a malarz doznał już dość biedy w swojej ojczyźnie. Jednak jeden taki obraz pozostawił w swojej paryskiej pracowni. Pia Górska, znajoma artysty z czasów jego zamieszkiwania w Kuklówce, w swoich Wspomnieniach o Chełmońskim podaje, że gdy po dwóch latach dowiedziała się, że Czwórka nadal tam się znajduje, powiadomiła o tym swojego brata, który akurat przebywał w Paryżu. Uruchomiono zaraz łańcuszek dobrych ludzi i płótno sprowadzono do Polski.

Zamiar kompozycyjny dzieła był prosty: ukazać w szaleńczym galopie zaprzęg czterech koni w ich naturalnej wielkości. Gdy wejdziemy do jednej z sal Galerii Sztuki Polskiej w krakowskich Sukiennicach, możemy odnieść wrażenie, że te konie pędzą wprost na nas. Czwórka to jedno z pozostających w polskich zbiorach najwybitniejszych dzieł, jakie wyszły spod pędzla Chełmońskiego.

2


Aleksander Gierymski, Wieczór nad Sekwaną, 1893

olej, płótno, 121 × 185 cm

Aleksander Gierymski, Wieczór nad Sekwaną, Muzeum Narodowe w Krakowie, Niezła sztuka

Aleksander Gierymski Wieczór nad Sekwaną  |  1893
olej, płótno, 121 × 185 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Dwa lata przed powstaniem tego dzieła artysta zaczął interesować się problematyką nokturnu. Przebywał wówczas w Monachium. Z Bawarskich Aten udał się wprost do Paryża. Tam stworzył kilka miejskich nokturnów, jednak najbardziej interesującym z nich wydaje się monumentalny Wieczór nad Sekwaną. Na płótnie artysta przedstawił fragment rzeki ukazany w ostatnich chwilach przed zachodem słońca. W głębi widzimy Pont du Carrousel oraz ledwo majaczący zarys budynków Luwru.

Uznaje się, iż w dorobku artysty właśnie to płótno jest w najwyższym stopniu impresjonistyczne. Dzieło to, jak wszystkie inne obrazy artysty, powstało w pracowni. Gierymski był malarzem konsekwentnym: w plenerze, w przeciwieństwie do impresjonistów, tworzyć nie lubił. Cóż jest w tym arcydziele takiego innego niż to, do czego nas Gierymski do tej pory przyzwyczaił, że tak bardzo porusza i wręcz nas zmusza, aby spojrzeć na to płótno z zachwytem? Znawczyni twórczości malarza Ewa Micke-Broniarek tak pisze o tym dziele:

„Na tle wcześniejszych prac artysty Wieczór nad Sekwaną wyróżnia się swobodą i pewną szkicowością techniki. Koloryt, chociaż przytłumiony porą zmierzchu, zbudowany jest tu w gamie barw jasnych i czystych, nakładanych śmiało, od jednego rzutu pędzla”.

To także realizm, ale rejestrowany przez artystę w sposób niezwykle wzruszający, z zachwytem zawartym na płótnie, który udziela się oglądającemu.

3


Jacek Malczewski, Introdukcja, 1890

olej, płótno, 332 × 232 cm

Jacek Malczewski, Introdukcja, symbolizm, scena rodzajowa, sztuka polska, Niezła Sztuka

Jacek Malczewski Introdukcja  |  1890
olej, płótno, 330 × 228 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Introdukcja (czyli wprowadzenie) to dzieło z 1890 roku, które rozpoczyna symbolistyczny okres twórczości Jacka Malczewskiego. Stanowi ono wstęp do kolejnych, symptomatycznych i także dużych rozmiarów obrazów takich jak Melancholia i Błędne koło, które razem tworzą swoistą triadę tematyczną, wyznaczając jednocześnie relacje najbardziej istotne dla polskiego symbolizmu.

Na pierwszy rzut oka możemy to dzieło uznać za zwykłą scenę rodzajową. Bo cóż tam widzimy? Siedzącego na ławce zadumanego chłopca umazanego farbami, a koło niego garnek z farbami i pędzlami. Otacza go bujna przyroda w parku. Jest on także częścią tej natury. Malarczyk zapatrzony jest gdzieś w dal. Obraz ten to również odbicie – jak zauważa Urszula Kozakowska-Zaucha:

„dylematów Jacka Malczewskiego i owych artystycznych rozterek, które przeżywał, poszukując potwierdzenia słuszności wybranego zawodu malarza. Nie bez znaczenia jest otaczająca Malarczyka przyroda. Może to właśnie ona pomaga ujawnić powołanie artystyczne bądź przynieść wyczekiwane natchnienie”.

To dzieło zachwyciło młodego, 21-letniego Stanisława Wyspiańskiego, który je zobaczył podczas swojej wizyty w pracowni Jacka Malczewskiego w Prądniku Białym pod Krakowem.

4


Józef Pankiewicz, Wóz z sianem, 1890

olej, płótno, 50,5 × 69,2 cm

Józef Pankiewicz, Wóz z sianem, pejzaż, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła sztuka

Józef Pankiewicz Wóz z sianem  |  1890
olej, płótno, 50,5 × 69,2 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Po niespełna rocznym pobycie w Paryżu i zapoznaniu się z impresjonizmem artysta wrócił do Polski. Zaraz też wyjechał do Kazimierza Dolnego, już wcześniej odkrytego przez innych artystów jako cudowne miejsce na plenery malarskie.

To, co odkrył w Paryżu, teraz zaczęło kiełkować w jego twórczości. Szczególnie zauroczyły go dzieła Moneta.  Latem 1890 roku w tym małym miasteczku nad Wisłą namalował obraz w całości konsekwentnie impresjonistyczny. Nie ma się co dziwić, jak mi kiedyś powiedział pewien współczesny malarz – Kazimierz jest impresjonistyczny.

Wóz z sianem to obraz ukazujący charakterystyczne dla impresjonistów „myślenie malarskie”, na którym artysta niezwykle mocno przedstawił wzajemne relacje światła i koloru. Stworzył w Kazimierzu w tym czasie jeszcze dwa obrazy, stosując tę samą technikę: Lato (Pejzaż z krzewami) oraz Drogę w Kazimierzu, które możemy obejrzeć w Muzeum Śląskim w Katowicach.

Jednak takie ukazywanie rzeczywistości, impresjonizm zaprezentowany także w kolejnych pracach Pankiewicza, nie znalazł uznania publiczności, a przez krytykę został praktycznie zmiażdżony. Bywały i takie złośliwe uwagi, które sugerowały „udanie się do okulisty”, skoro tak się widzi rzeczywistość. Pewnie dlatego dwa lata później, w 1892 roku Pankiewicz zakończył swój okres fascynacji tym kierunkiem.

5


Leon Wyczółkowski, Orka na Ukrainie, 1892

olej, płótno, 73 × 121,5 cm

Leon Wyczółkowski, Orka na Ukrainie, pejzaż, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła sztuka

Leon Wyczółkowski Orka na Ukrainie  |  1892
olej, płótno, 73 × 121,5 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

U kilkunastu polskich malarzy tworzących w końcu XIX wieku zauważamy występujący w ich twórczości epizod impresjonistyczny. Nie znaczy to oczywiście, że możemy nazywać ich impresjonistami. Jednym z takich artystów na pewno był Leon Wyczółkowski, a jego obraz Orka na Ukrainie uważa się za ten w jego twórczości, w którym najpełniej objawiają się założenia impresjonizmu. Kompozycje z tematem orki artysta stworzył trzy. Wśród nich ta, której zachęcamy się przyjrzeć, druga pastelem malowana jest w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, trzecia znajduje się w kolekcji prywatnej.

Wszystkie powstały w czasie, gdy Wyczółkowski przebywał na Ukrainie, a było to z przerwami kilkanaście lat. Wcześniejsze zapoznanie się przez artystę podczas pobytu w Paryżu z twórczością impresjonistów oraz przepiękne ukraińskie plenery pełne dynamicznych barw stały się dla niego wyzwaniem, wyzwaniem do zmagania się ze światłem i barwą. Jedna z biografek malarza, Małgorzata Twarowska, zwraca uwagę na te przymioty, pisząc:

„Szeroko, gładko malowane grzbiety wołów są w cieniu niebieskawoszare, w słońcu cytrynowożółte. Konsekwentne poddanie całości obrazu nasyconej barwą grze świateł i cieni potęguje jego sugestywność”.

GMACH GŁÓWNY, AL. 3 MAJA 1

6


Olga Boznańska, Dziewczynka z chryzantemami, 1894

olej, tektura, 88,5 × 69 cm

Olga Boznańska, Dziewczynka z chryzantemami, 1894, Muzeum Narodowe w Krakowie, portret, Niezła sztuka

Olga Boznańska Dziewczynka z chryzantemami  |  1894
olej, tektura, 88,5 × 69 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Zazwyczaj każdy z artystów stworzył jakieś dzieło, które w jednoznaczny sposób określa jego twórczą postawę, a już na pewno takie, które w osobistym dorobku powszechnie uznawane jest za dzieło najsłynniejsze. Takim zapewne w życiorysie artystycznym Olgi Boznańskiej jest obraz Dziewczynka z chryzantemami. Gdy kilka lat temu Muzeum Narodowe w Krakowie zorganizowało wielką wystawę prac artystki (ok. 170 dzieł), to obraz ten został wykorzystany na głównej stronie przygotowanego z tej okazji folderu. Gdy odwiedziłem tę wystawę, to, proszę mi wierzyć, przy żadnym innym obrazie nie gromadziło się tak wielu ludzi jak przy nim. Gdy i ja stałem w tej grupie osób, przypatrując się dziewczynce, czułem przede wszystkim, że patrzą na mnie te błyszczące smutne oczy, a tylko dodatkiem były splecione dłonie dzierżące perłowobiałe chryzantemy.

Widać, że wielką moc przyciągania widza ma to niewielkich wymiarów dzieło, malowane olejem na zwykłej tekturze. W czym tkwi jego sekret? Na pewno nie jest to zasługa bogatej kolorystyki, bowiem całe utrzymane jest w srebrzystoszarej tonacji, z wyjątkiem oczywiście rudozłotych włosów modelki. Ta stojąca samotnie smutna i jednocześnie zamyślona dziewczynka o bladej twarzy,  ubrana nadzwyczaj skromnie, o niezwykłych, świecących jak węgielki oczy, to portret w całkowicie innej konwencji niż ta, w której w końcu XIX wieku nawykło się malować dzieci. Modne było raczej przedstawianie ich w salonach czy innych pięknych kolorowych otoczeniach. Boznańska tym obrazem zerwała z tym zwyczajem. Czy przesadził współczesny artystce krytyk angielski, który widział na tym obrazie:

„dziecko zagadkowe, przyprawiające o szaleństwo tych, którzy patrzą na nie zbyt długo (…), dziewczynkę złowróżbną, jasnością swą i bielą wywołującą dreszcz”?

7


Władysław Podkowiński, Marsz żałobny (Marsz pogrzebowy), 1894

olej, płótno, 83,5 × 119,5 cm

Władysław Podkowiński, Marsz Żałobny Chopina, Sztuka Polska, Niezła Sztuka

Władysław Podkowiński Marsz żałobny Chopina  |  1894
olej, płótno, 83,5 × 119,5 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Gdy po śmierci artysty zajrzano do jego pracowni, ujrzano na sztaludze ostatni, malowany już w ciężkiej chorobie obraz, jeszcze niedokończony Marsz żałobny. Choć ta symboliczna kompozycja jest niedokończona, to zdecydowano się ją prezentować publicznie w Gmachu Głównym krakowskiego muzeum. I bardzo dobrze. Ktoś powiedział, że Podkowiński artysta przeżył Podkowińskiego człowieka. Główną inspiracją malarza do podjęcia pracy nad tym obrazem był utwór poetycki Kornela Ujejskiego Marsz pogrzebowy Chopina, który z kolei zainspirowany został fragmentem Sonaty b-moll, op. 35 Fryderyka Chopina. Podkowiński zaczął nad nim pracę pod koniec jesieni 1894 roku, będąc już krańcowo wyczerpany chorobą. Do końca nie przestał jednak tworzyć. Zmarł 5 stycznia 1895 roku, mając zaledwie 29 lat. Nie może dziwić więc, że w kompozycji tej wielu chciało widzieć testament artysty, tak jak choćby Gabriela Zapolska, która pisała:

„(…) mamy po nim wizję jego ostatniej tragedii. Mamy tę trumnę, za którą idzie on sam i krzyczy rozpaczliwie, tak jak on szedł może za swoim karawanem, w chwili, gdy cześć jego istoty wrzucano w dół grobowy”.

Jego osoby dopatrywano się bowiem w sylwetce widocznego na obrazie desperacko gestykulującego mężczyzny. Dlatego chyba też, choć obraz nieukończony, został obity czarnym kirem i znalazł się na honorowym miejscu podczas pośmiertnej wystawy dzieł artysty.

8


Władysław Ślewiński, Czesząca się, 1897

olej, płótno, 64 × 91 cm

Władysław Ślewiński, Czesząca się, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła Sztuka

Władysław Ślewiński Czesząca się  |  1897
olej, płótno, 64 × 91 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Artysta twierdził, że najlepszymi obiektami do malowania są kwiaty i ciała kobiet. Skupmy się teraz na jednym z jego aktów, czy raczej półaktów, przy którym wykazał nieprzeciętne umiejętności w tej właśnie dziedzinie. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kim była modelka uwieczniona na na tym obrazie. Wiadomo natomiast, że został namalowany podczas pobytu artysty w Paryżu. W tym czasie poznał on rosyjską malarkę Eugenię Szewcow, która później została jego żoną. Można zatem przypuszczać, że właśnie ta kobieta była osobą pozującą malarzowi do tego obrazu. Przyjrzyjmy się bliżej lusterku leżącemu przed modelką. Widzimy tam odbicie, jednak nie jest to – jak czytamy w katalogu MNK – „odbicie twarzy kobiety, lecz prawdopodobnie portretującego ją i natarczywie wpatrzonego w nią artysty”. Znawca sztuki, współczesny artyście Antoni Potocki zanotował:

„W momencie, kiedym po raz pierwszy przestąpił jej (pracowni) próg, stało tu na sztalugach spore płótno portretowego formatu: akt kobiety przed lustrem czeszącej wspaniałą falę rudoblond włosów. Padało na to charakterystyczne, ogrodowe światło. Syrena w akwarium! (…) Akt miedzianowłosej syreny stał w pracowni Ślewińskiego miesiącami. Ślewiński zmieniał, szukał linii w fali włosów”.

Niewątpliwie na takie widzenie aktu porannej toalety „syreny” szczególnie duży wpływ wywarł mentor i przyjaciel autora, Paul Gauguin, dzięki któremu przez lata kształtowała się estetyczna tożsamość Władysława Ślewińskiego. Dużo wcześniej bowiem w słynnych paryskich kawiarniach, gdzie spotykała się artystyczna cyganeria, poznał nasz rodak tego wybitnego malarza oraz prezentowane przez niego założenia postimpresjonistyczne. Potem przebywał w koloniach artystycznych stworzonych przez Gauguina w Pont-Aven i Pouldu w Bretanii. Ślewiński do końca życia pozostawał pod wpływem tego francuskiego malarza, który stał się dla niego „artystycznym autorytetem”.

9


Wojciech Weiss, Demon (W kawiarni), 1904

olej, płótno, 65 × 95 cm

Wojciech Weiss, Demon, W kawiarni, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła sztuka

Wojciech Weiss Demon  |  1904
olej, płótno, 65 × 95 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Zdecydowana większość środowiska artystycznego związanego z Krakowem przełomu XIX i XX wieku pozostawała pod ogromnym wpływem Stanisława Przybyszewskiego. Ten poeta, dramaturg, dekadent porwał większość artystyczno-literackiej bohemy miasta, która upatrywała w nim swego przywódcę. Szybko stał się legendą, zarówno z uwagi na swoją twórczość, jak i propagowany styl życia. Wojciech Weiss należał do ulubionych artystów owego „demona Młodej Polski”. Musimy tutaj wspomnieć, że pięć lat przed namalowaniem tego płótna artysta stworzył dzieło Kawiarnia paryska  (w zbiorach MNP). Przypominamy o nim, bowiem obydwa są tematycznie bliskie, gdyż widać na nich oddziaływanie Przybyszewskiego, z tym że Demon jest już właściwie pożegnaniem z „przybyszewszczyzną”. Kawiarnia paryska przedstawia tętniące życiem, wypełnione ludźmi pomieszczenie pełne dymu i gwaru, typowe miejsce spotkań cyganerii artystycznej. W Demonie natomiast kawiarniana sala jest pusta, z wyjątkiem przebywających w niej dwóch osób. Wydaje się, że bardzo trafnie zauważył powód, dla którego Weiss po kilku latach ponowił ten „kawiarniany” temat, malując Demona, Konrad Niciński. Krytyk zauważa, że:

„między obrazami są istotne różnice, pozwalające uchwycić przyczynę, dla której Weiss powrócił do tej sceny. Na obrazie paryskim kobieta w typie femme fatale jest partnerem lub równorzędnym przeciwnikiem mężczyzny. Widzimy nie jednego, lecz dwa demony. W późniejszym obrazie kobieta swym odzieniem (bo twarzy przecież nie widzimy) odpowiada raczej typowi córki z dobrego, mieszczańskiego domu. Stosunek demon–ofiara naznaczono aż nazbyt ostentacyjnie. Inaczej opracowana jest postać mężczyzny, groźny brodacz nie z tego świata z pierwszego obrazu staje się w drugim postacią karykaturalną i obleśną”.

Wacława Milewska dopatruje się w tym zapijaczonym mężczyźnie rysów twarzy właśnie Przybyszewskiego. Możemy tylko wyrazić smutek, że obydwu tych obrazów nie możemy zobaczyć wiszących obok siebie.

10


Stanisław Wyspiański, Autoportret z żoną, 1904

pastel, papier żeberkowy, 47,7 × 62,2 cm

Stanisław Wyspiański, Teodora Pytko, Teofila Pytko, Autoportret z żoną | 1904, Muzeum Narodowe w Krakowie, Niezła sztuka

Stanisław Wyspiański Autoportret z żoną  |  1904
pastel, papier, 47,7 × 62,2 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Krąży kilka wersji historii o tym, gdzie i jak Wyspiański poznał swoją żonę. My najbardziej uwielbiamy tę nad wyraz romantyczną, którą przedstawił Władysław Bodnicki w biograficznej powieści o Stanisławie Wyspiańskim pt. Z rodu tytanów. Artysta wracając pewnego razu z „nocnej rodaków rozmowy”, spotkał na moście wiślanym dziewczynę, która niechybnie chciała się utopić. Odwiódł ją od tego czynu, zaopiekował się nią, a kilka lat później, mimo sprzeciwu otoczenia, pojął za żonę. Tą kobietą była Teofila Teodora Pytko, chłopka z podkrakowskiej wsi, zwana przez artystę Teosią. Inna, bardziej ponoć prawdopodobna wersja poznania się tych dwojga mówi, słowami Dominiki Bartik-Osikowicz, że:

„Stanisław poznał swoją przyszłą żonę w domu Joanny Stankiewiczowej, gdzie mieszkał kilka lat przed wyjazdem do Paryża i po powrocie, do roku 1898. A zatem nie mógł jej poznać przypadkowo na moście wiślanym, chyba że odwiódłszy od zamiaru popełnienia samobójstwa (Teodora była w ciąży… Wyspiański usynowił jej syna Teodora Tadeusza), to właśnie on zaproponował jej służbę w domu swojej ciotki”.

Choć wiadomo było, że małżeństwo ich jest nadzwyczaj niedobrane, i to nie ze względu na mezalians, gdyż śluby inteligentów z chłopkami były wówczas w młodopolskiej modzie, ale z uwagi na całkowitą odmienność charakterów (on delikatny intelektualista, ona gburowata), to jednak we wszystkich „rodzinnych” portretach Wyspiańskiego widoczna jest wielka czułość i miłość, jaką darzył on najbliższych. Krewniak artysty Antoni Waśkowski zanotował: „Wyspiański bardzo kochał swoją żonę, rozmiłowany był w jej prymitywizmie i w śpiewkach pełnych prostoty ludowej; godzinami przesiadywał w kuchni i rysował ją”. Być może w tej „kuchni” powstał ten obraz będący jednocześnie autoportretem artysty malowanym na trzy lata przed śmiercią.

Stroje ludowe ubierała głównie na życzenie męża.  I tak właśnie odświętnie się tu prezentuje, po krakowsku, on w chłopskim baranim serdaku.

Trafnie zauważa pewien dysonans Kamila Podniesińska:

„Autor z właściwą sobie przenikliwością uchwycił psychologiczne aspekty swojego małżeństwa. Pospolite rysy Teofili i jej życiodajna krzepkość kontrastują z subtelnym, wychudzonym, naznaczonym śmiertelną chorobą ciałem Wyspiańskiego. Ale choć kruchy i delikatny, to właśnie on, ustawiając się bokiem do widza, zdaje się chronić żonę przed ingerencją świata zewnętrznego.”

Przypomnijmy, że artysta nauki w dziedzinie sztuk plastycznych pobierał u samego Jana Matejki. Nie był jednak osobą przyjmującą wypracowane już wzory. Owszem, ogólne zasady sztuki przyswoił sobie dobrze, równocześnie jednak tworząc swój własny styl. Gdy patrzymy na ten obraz, to nie mamy wątpliwości, że tak rzeczywiście było.

Leszek Lubicki

» Leszek Lubicki

Pasjo­nat sztuki, lecz zawo­dowo z nią nie zwią­zany. Nasz ese­ista, zain­te­re­so­wany malar­stwem pol­skim przełomu XIX/XX wieku, czyli tym okresem, który Maria Poprzęcka nazwała „Szczęśliwą godziną”. A pisze, bo lubi.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Wszystkie publikacje finansowane są dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni. Nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *




Niezła Sztuka?
Czytam. Lubię. Wspieram.
Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »