O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Wicehrabia Henri de Toulouse-Lautrec. Malarz z powołania, z wyboru i z temperamentu



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas na PATRONITE »

Mecenasem artykułu jest:
siedlisko blanki

Zmierzcha się. Nierównymi chodnikami przemykają ludzie. Młode kobiety, starsi panowie. W ciągnących się po obu stronach ulicy nocnych lokalach Montmartre’u „najwytworniejsze towarzystwo miesza się z najmniej wytwornym”1. Stali bywalcy doskonale znają drogę i nawet w ciemności odnajdują swoje ulubione lokale. Niektóre bardziej rzucają się w oczy, gdyż mają już elektryczne szyldy. Neony przywołują nazwami Tabarin, Rat-Mort, Moulin Rouge, Mirliton. Na razie przesiaduje w nich niewielu ludzi, zapełnią się dopiero za kilka godzin.

Henri de Toulouse-Lautrec, W Moulin Rouge, sztuka francuska, malarstwo francuskie, Art Institute of Chicago, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec W Moulin Rouge | 1892/95, Art Institute of Chicago, Chicago

Kiedy ktoś nowy otwiera drzwi i przestępuje próg, ze środka dobiega skoczna muzyka, która po chwili głuchnie. Na ulicy słychać stukot końskich podków uderzających o bruk. Pod jednym z lokali zatrzymuje się dorożka. Wysiada z niej bardzo niski, elegancko ubrany mężczyzna. Utykając i wspierając się na lasce wchodzi do baru. Zamawia szklaneczkę absyntu. Przygląda się trunkowi i — nie wiadomo czy do kogoś z otoczenia, czy do siebie samego — mówi coś w stylu: „Wiesz, co to znaczy być prześladowanym przez kolory? Dla mnie w kolorze zielonym jest coś z diabelskiej pokusy”.

Wyruszmy śladem tego legendarnego artysty, którego nazywano najwierniejszym kronikarzem Paryża. Sprawdźmy gdzie bywał ów ekstrawagancki modniś, arystokrata z pochodzenia, a przede wszystkim wybitny malarz. Przespacerujmy się po dzielnicy Montmartre okresu fin de siècle’u. Odwiedźmy kabarety i bary, w których bawiła się cyganeria artystyczna. Przyjrzyjmy się nietypowemu człowiekowi, który zdaje się nie pasować do tej scenerii… O kim mowa?

Wicehrabia Henri Marie Raymond Montfa de Toulouse-Lautrec

Maurice Guibert, Henri de Toulouse-Lautrec w kapeluszu boa, ok. 1892, © Musée Toulouse-Lautrec, Niezła sztuka

Maurice Guibert, Henri de Toulouse-Lautrec w kapeluszu boa, ok. 1892, © Musée Toulouse-Lautrec

Ten mężczyzna to wicehrabia Henri Marie Raymond Montfa de Toulouse-Lautrec. Malarz, alkoholik, ekshibicjonista, kobieciarz, buntownik, przebieraniec, człowiek z pogranicza, karzeł, geniusz o nieprzeciętnym umyśle i słabym, okaleczonym ciele. Artysta, który pragnął czerpać z życia garściami i zostać zapamiętanym przez przyszłe pokolenia. Żeby ukryć, jaki ból sprawia mu chodzenie, niby dla żartu i zabawy, objeżdżał na wózku inwalidzkim wystawy w Salon de Paris. „Obcinał” modelom nogi, by na obrazach i plakatach były poza kadrem. Z jednej strony wyrafinowany arystokrata, z drugiej mężczyzna, który nie umiał oprzeć się pokusom, używkom, nocnym klubom. Sam mówił, że „prowadzi podwójne życie” (J’ai deux vies).

Badacze sztuki są zgodni, Henri Toulouse-Lautrec był ofiarą własnej legendy. „Ocenę twórczości Lautreca zaciemniają natarczywie powtarzane przez biografów anegdoty na temat jego alkoholizmu i przygód erotycznych. W końcu ulegamy sugestywnym opisom towarzyskich skandali, (…) zamiast skupić całą uwagę na obrazach. A przecież tylko one mogą nam powiedzieć prawdę o Lautrecu, który był malarzem z powołania, z wyboru i z temperamentu”2.

Karykatura natury

Henri de Toulouse-Lautrec urodził się w rodzinie konserwatywnych francuskich arystokratów, która miała liczne posiadłości i utrzymywała się głównie z dzierżawy ziemi oraz winnic. Byli monarchistami, przeciwnikami rewolucji oraz demokracji, mimo jasno sprecyzowanych poglądów politycznych, musieli myśleć raczej w kategoriach konformistycznych. Kierował nimi snobizm i oportunizm, myśl by pomnażać rodowy majątek i nie stracić przywilejów klasowych.

Jeden z przyjaciół opisywał Lautreca następująco: „Miał tors normalnych rozmiarów, ale iksowate nogi były śmiesznie, krótkie, a grube, także krótkie, mocne ramiona kończyły się masywnymi dłońmi z palcami przypominającymi kiełbaski. Pod muskularnym ciałem o spadzistych ramionach kryły się kruche kości pełne zrostów po złamaniach (…) Od dzieciństwa utykał i powłóczył nogami, musiał więc używać krótkiej laski; nazywał ją swoim haczykiem do zapinania butów”3.

Henri był owocem związku Adèle i Alphonse’a, rodzeństwa ciotecznego. W tym „rodzie z tradycjami” małżeństwa pomiędzy spokrewnionymi ludźmi nie były rzadkością, dlatego też u potomstwa występowały genetyczne choroby i upośledzenia. Henri miał kilka deformacji: nienaturalnie duże nozdrza, przerośnięty język i bulwiaste wargi. Przez to seplenił, a także nie mógł zapanować nad ślinieniem się. W jednych wzbudzał obrzydzenie, w innych litość. Sam do własnego kalectwa podchodził z dużą dozą humoru i autoironii.

Charles Maurin Henri de Toulouse-Lautrec, ok. 1893, Niezła sztuka

Charles Maurin Henri de Toulouse-Lautrec, ok. 1893, prywatna kolekcja

Relacje rodzinne Lautreców nie należały do całkiem zwyczajnych. Matka Henriego, Adèle, była w stosunku do syna nadopiekuńcza, w ostatnich latach życia artysty zamieszkała nawet kilka przecznic od jego pracowni na Montmartrze, by być blisko syna. Alphonse opuścił rodzinę krótko po narodzinach Henriego. Miał w zwyczaju zaszywać się w domku myśliwskim, urządzać polowania, jeździć konno. Nie interesowało go banalne życie rodzinne. Rodzice Henriego formalnie cały czas byli małżeństwem, ale dzieliły ich długie okresy rozłąki. Niestały Alphonse przez lata pojawiał się i znikał, a jego żona to tolerowała. W czasie gdy Henri zaczynał naukę malarstwa, małżonkowie znów zaczęli pokazywać się razem. Biografka Lautreców — Julia Frey — spekuluje, że ojciec mógł cierpieć na psychozę maniakalno-depresyjną, wskazują na to zmienne nastroje i tendencja do eskapizmu (ucieczka od problemów).

Stany depresyjne nie były obce także jego synowi. Porzucenie we wczesnym dzieciństwie odcisnęło piętno na psychice przyszłego malarza. Wrażliwy Henri, nawet w dorosłym życiu, bardzo cierpiał przy dłuższej rozłące z matką. Matka była przy nim od zawsze, ojciec podjął próbę scalenia rodziny, kiedy Henri miał niecałe dwa lata. Zamieszkali razem, licząc, że dziecko scementuje ich związek, jednak stało się inaczej. Kiedy Henri miał trzy lata, na świat przyszedł jego brat Richard. Zmarł w noc poprzedzającą swoje pierwsze urodziny…

Mimo kłopotów z rozwojem fizycznym, Henri nadzwyczaj szybko rozwijał się intelektualnie, był nad wiek inteligentny i dojrzały. Aż trudno uwierzyć, że poniższy list4 wyszedł spod ręki dziewięciolatka:

„Najdroższa Maman, gdy prosiłem, żebyś nie wyjeżdżała, nie miałem pojęcia, jak boli rozdzielenie z matką. Jesteś mi potrzebna w każdej minucie, poczuję się dużo lepiej, kiedy znów Cię zobaczę (…).
Twój kochany Coco, H. de T. Lautrec ”

Podczas nieobecności ojca, Henri pomieszkiwał z matką u krewnych oraz w hotelach. Od wczesnego dzieciństwa miał kłopoty ze zdrowiem, jego kości nie rosły, były słabe, z każdym rokiem miał coraz większe problemy z poruszaniem się. Cierpiał z powodu bólu stawów i skurczów mięśni. Zdaniem rodziny i zaprzyjaźnionych lekarzy miały temu zaradzić regularne spacery i gimnastyka. Bardzo prawdopodobne, że zastosowano na nim też popularną wówczas metodę terapii — codzienne sesje na wyciągu, na którym przy użyciu ciężarków, usiłowano rozciągnąć jego kości. Jednak stan chłopca zamiast poprawiać, pogarszał się. Po dziesiątych urodzinach pojawiły się uporczywe bóle w łydkach, udach i kolanach. Miało to dramatyczne konsekwencje — Henri sięgnął po alkohol. Oficjalnie pił do kolacji wino na wzmocnienie i poprawę apetytu, w rzeczywistości był na prostej drodze do uzależnienia.

Wtedy też rozpoczął się wielomiesięczny okres pobytów w sanatoriach i uzdrowiskach. Ponieważ rodzice Henriego wypierali fakt, że jego niepełnosprawności nie da się wyleczyć, chłopiec był narażony na różnej maści szarlatanów, którzy wyłącznie dla finansowego zysku poddawali go najróżniejszym „terapiom”. Od leczniczych wód, poprzez nieprzyjemny mechaniczny masaż, po elektrowstrząsy, które miały pobudzić krążenie. Tymczasem Henri czuł się coraz gorzej i zaczął chodzić o lasce. Zabroniono mu rozrywek i aktywności, które mogłyby grozić kontuzjami.

„W kręgach medycznych często próbowano ustalić naturę tej choroby. W 1962 roku dwaj francuscy lekarze, Lamy i Maroteaux, zyskali spory rozgłos, gdy pewien rodzaj nanosomii, pycnodysostosis, nazwali »chorobą Toulouse-Lautreca«. Ponieważ jednak oparli swoją diagnozę przede wszystkim na autokarykaturach artysty, nie przeanalizowali zaś wielu jego wyraźnych zdjęć, które się zachowały, odkrycie to należy potraktować sceptycznie. (…) Henri najprawdopodobniej miał skazę genetyczną, która zahamowała rozwój zakończeń kości, uniemożliwiając normalny ich wzrost i powodując ból, deformację i słabość układu szkieletowego”5.

Wśród potomstwa ciotek i wujków Henriego było troje karłów. Mierzący sto czterdzieści centymetrów Henri i tak miał sporo szczęścia. Kiedy wszedł w okres dojrzewania, jego kości długie zaczęły zanikać w stawach. Ojciec chciał, by ćwiczył jazdę konną. Henri snuł marzenia o karierze dżokeja, bardzo chciał sprostać ambicjom ojca, zadowolić go i udowodnić, że jest silnym i godnym następcą rodowego tytułu.

Henri de Toulouse-Lautrec, plakaty, Niezła sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec, Dżokej, 1899, Philips Collection, Waszyngton

Na jednym z pierwszych portretów Henri uwiecznił siedzącego na koniu ojca. Właśnie z jazdą konną wiąże się jeden z największych mitów i najczęściej powtarzanych przekłamań na temat Henriego Toulouse-Lautreca. W wieku trzynastu lat Henri po raz pierwszy złamał nogę. Chłopiec wstał z fotela, żeby przywitać się z przybyłym do jego rodzinnego domu, lekarzem. Laska, na której się wspierał, poślizgnęła się na wywoskowanej podłodze. Konsekwencją gwałtownego upadku było złamanie kości udowej. Rodzina, dla której bardzo istotne było zachowanie pozorów w towarzystwie i utrzymanie iluzji, że Henri jest zdrowym, normalnie rozwijającym się nastolatkiem, utrzymywała, że do złamania doszło w wyniku upadku z konia.

Rok później podczas spaceru z matką Henri się przewrócił. Jego kruche kości tego nie wytrzymały. Złamał drugą nogę. Podczas leczenia poznał innych podobnych do siebie chłopców, niektóre z tych przyjaźni przetrwały do końca życia.

Oprócz poważnych problemów z nogami doskwierały mu także inne dolegliwości: kłopoty z oddychaniem, pękniecie błony bębenkowej ucha, deformacja zatok, krótkowzroczność, migreny. Nie był nastolatkiem takim, jak inne. Jego fizyczny i seksualny rozwój był spowolniony. Zaczęła zmieniać się jego twarz. Usta i nos stały się nieproporcjonalnie duże, spływająca ze zdeformowanej obwisłej dolnej wargi ślina, seplenienie — wszystko to sprawiało, że dla wielu ludzi był odpychający.

Fetyszysta brzydoty

Już jako siedemnastoletni początkujący malarz, Toulouse-Lautrec pisał w liście do przyjaciela, który poprosił go o zilustrowanie opowiadania: „Starałem się, by rysunki były realistyczne, nie zaś wyidealizowane. Może to ich mankament, ja jednak nie mam litości dla brodawek, lubię je przystroić kilkoma włoskami, by stały się okazalsze i bardziej rzucały się w oczy niż w rzeczywistości. Nie wiem, czy Ty panujesz nad swoim piórem, ale co do mnie, to gdy mój ołówek zacznie rysować, muszę mu się poddać, inaczej katastrofa!”6.

Ta skłonność do uwydatniania niedoskonałości to znak rozpoznawczy jego malarstwa i rysunku. Tak postrzegał ludzi, w lekko zakrzywionym zwierciadle. Miał też oko do wyłapywania ludzkich zachowań oraz sytuacji o dużym ładunku absurdu. Za pomocą kilku kresek utrwalał swoje obserwacje na anegdotycznych rysunkach. Zawsze miał przy sobie notatnik, w którym kreślił setki miniaturowych szkiców — zapis obserwacji ludzi. Potrafił zatem tworzyć spontaniczne rysunki, jednak później niestrudzenie je dopracowywał. „Henri był zdumiewająco pracowity i płodny. Każde dzieło przerabiał tak długo, póki nie był zupełnie zadowolony z rezultatów; nierzadko w trakcie takiej pracy powstawały całe cykle rysunków, obrazów i litografii, opartych na jednym, wciąż modyfikowanym szkicu”7.

Droga na Montmartre

Chory i przykuty do łóżka Henri czuł się jak w więzieniu. Przymusowe leżenie było dla niego torturą. Wyszukiwał więc sobie zajęcia. Coraz częściej rysował i malował akwarelami. Za pierwszego mentora Henriego można uznać jego stryja — Charlesa. Brat ojca uczył przyszłego artystę rysować z obserwacji, malować akwarelami, kopiować ryciny z książek i ilustracje z magazynów. Pierwszym nauczycielem Henriego został znajomy rodziny, niedosłyszący malarz o nazwisku Princeteau. Uczeń robił błyskawiczne postępy i wykazywał tak duży talent, że niebawem usłyszał od Princeteau, że powinien przenieść się do innego — bardziej doświadczonego — mistrza. Tym sposobem trafił do pracowni profesora École des Beaux Arts, Léona Bonnata, a następnie pod skrzydła Fernanda Cormona.

Pierwszy sukces Henriego

Cormon zaprosił go do współtworzenia ilustracji do specjalnej edycji dzieł Victora Hugo. Był to ogromny prestiż, ale też okazja do podreperowania budżetu, ponieważ honorarium za pracę było wyjątkowo wysokie.

Henri był pracowity i poważnie podchodził do doskonalenia warsztatu malarskiego. Początkowo nie przeszkadzał mu akademizm, konserwatywne podejście i zamknięcie na nowe artystyczne prądy. Z drugiej strony nie do końca umiał podporządkować się wymogom klasycznej edukacji. Jako nastolatek miał już własny niepowtarzalny styl. A jego znakiem rozpoznawczym stała się płynna rozedrgana kreska. Zdradzał też pierwsze oznaki zainteresowania impresjonizmem. Podziwiał prace Degasa i Moneta. Podczas wakacji starał się szlifować talent. Kiedy spędzał czas w jednym z rodzinnych majątków z upodobaniem malował ludzi z gminu. Uczciwie płacił siedemdziesiąt pięć centymów każdemu ze swoich modeli.

Po powrocie do Paryża zasmakował prawdziwej wolności. Rodzina wypłacała mu miesięczną pensję, z której (nie bez trudu, gdyż od dziecka był rozrzutny) musiał się utrzymać. Spędzał czas w pracowni, a później ze znajomymi, aspirującymi malarzami, przechadzał się po Paryżu, zaglądał do restauracji, kawiarni i barów. Odwiedzał wystawy. Poznawał uroki zakazanej dzielnicy Montmartre, która w niczym nie przypominała reszty Paryża. Dzielnica przez długi czas uchodziła za najbardziej niebezpieczne miejsce w stolicy. Chronili się tam ludzie wyjęci spod prawa. W najlepsze kwitł tam hazard, przestępczość i prostytucja. W XVIII wieku w jednej z tamtejszych spelunek na przestrzeni tygodnia zamordowano aż dziewięć osób. Jednak charakter Montmartre’u się zmieniał, pod koniec XIX wieku miejsce to stało się „bastionem cyganerii”. Początkujących literatów, malarzy, muzyków — wszystkich przyciągał niski czynsz, ale chyba jeszcze bardziej reputacja Montmartre’u jako rozpustnego miejsca, które zrywało z mieszczańską nudą i oferowało zakazane rozrywki.

Ówczesnych artystów inspirował z jednej strony egzotyzm, z drugiej jarmarczny wymiar codzienności. „Pozornej naturalności konwencjonalnego, ucywilizowanego świata przeciwstawiano ideały pierwotnych czy prymitywnych rajów albo półprawdziwe, skażone, jawnie nienaturalne życie teatru i cyrku, lunaparku i knajpy”8.

Moulin Rouge

Pod koniec 1889 roku otworzył swe podwoje legendarny lokal Moulin Rouge. Gości witało duże płótno autorstwa Lautreca (również bar Le Mirliton przez lata był ozdobiony pracami Henriego). Kabaret przyciągał jasno oświetloną rampą, holem, który był miniaturową galerią sztuki, czerwonymi draperiami z aksamitu, pomiędzy którymi wisiały fotografie, plakaty i obrazy.

Moulin Rouge, Philips Collection

Moulin Rouge ok. 1900, fot. Philips Collection

Krewni Henriego nie popierali jego planu na życie, uważali że najlepiej byłoby, gdyby zaszył się w którejś z rodzinnych rezydencji, malował wyłącznie hobbystycznie i nie rzucał się w oczy. On natomiast postanowił zostać zawodowym malarzem, w wieku szesnastu lat kupił sztalugi, przybory malarskie, wynajął pracownię. Zasmakował niezależności i zachowywał się coraz bardziej prowokująco, odsuwając się od arystokratycznych obyczajów. Do rodziny co chwilę docierały słuchy, że zachowywał się skandalicznie, gdyż lubił szokować, prowokować i zwracać na siebie uwagę. W końcu doszło do sytuacji, której Henri nie mógł przeboleć— Alphonse sprzedał posiadłość, którą miał zapisać synowi w spadku. Symbolicznie wydziedziczył Henriego, dodatkowo sugerując, że jako artysta powinien znaleźć jakiś zgrabny pseudonim, ponieważ nie wypada, żeby szargał rodowe nazwisko. Od tego czasu malarz rozmaicie podpisywał swoje obrazy. Tréclau, Tréclo, HTL, HTLautrec, etc.

Osobowość

Po ojcu odziedziczył pociąg do kobiet, nonkonformizm i autonomiczność, a także zamiłowanie do przebieranek i kolekcjonowania nietypowych kostiumów. Jako kilkulatek przebierał się w damskie stroje i twierdził, że jest swoją kuzynką, Madeleine. Później, jako dorosły mężczyzna, uwielbiał bale kostiumowe. Czasem wcielał się w rolę hiszpańskiej señority z ukrytym za wachlarzem wąsem, innym razem w cygańskiego tancerza czy ministranta… Jego zabawy ze zmienianiem tożsamości poszły dalej — kilkakrotnie wysyłał na wystawy i konkursy obrazy podając się za kogoś zupełnie innego. Na przykład za węgierskiego malarza o zmyślonym nazwisku, który nigdy nie istniał.

Maurice Guibert, Henri de Toulouse-Lautrec, Niezła sztuka

Maurice Guibert, Henri de Toulouse-Lautrec, fot. wikipedia

Niełatwo uchwycić sedno osobowości Lautreca, ponieważ było to paradoksalne połączenie afirmacji życia i autodestrukcyjnych instynktów. „Z tą samą gorączkowością, z jaką obnażał wulgarność i brzydotę, odsłania wyrafinowanie i osobliwe, trudne, dysharmonijne piękno”9.

Obsesje

Już jako kilkulatek późniejszy malarz miał liczne zainteresowania. Fascynował go teatr, w jednej z rodzinnych posiadłości zbudował teatrzyk kukiełkowy. Gdy był dorosły chodził na przedstawienia niemal codziennie, oglądał je nie dla historii, fabuły — ta czasem go nudziła — ale dla gestów, mimiki, gry aktorów imitującej życie.

Toulouse-Lautrec łatwo popadał w obsesje. Miał tendencję do zafiksowania się na jednym pozaartystycznym hobby, a w malarstwie na jednym motywie, temacie. Kiedy pasja stopniowo się wypalała, w jej miejsce pojawiała się nowa, kolekcjonowanie modeli powozów, zbieranie znaczków, odwiedzanie ogrodów zoologicznych, etc. Lautrec miał też obsesję czystości, ku rozpaczy swojej służącej, codziennie brał długie kąpiele, kilka razy dziennie zmieniał koszule.

Lubił rutynę. Być może dawała mu poczucie bezpieczeństwa, przez lata przestrzegał ściśle ustalonego porządku dnia. Rano malowanie, następnie obiad w restauracji z przyjaciółmi, potem znów malowanie, w pracowni któregoś ze studentów albo — gdy było ciepło — w plenerze. „Miał zwyczaj przez całe miesiące, a nawet lata, bywać w jednym lokalu, zjawiając się tam co wieczór mniej więcej o tej samej porze i utrzymując przyjacielskie stosunki z właścicielami i barmanami”10. Wieczorami wyruszał do baru na szklaneczkę czegoś mocniejszego albo przyjmował gości u siebie. Przynajmniej raz w tygodniu jego pracownia zamieniała się w salon towarzyski.

Lautrec i kobiety

Henri de Toulouse-Lautrec, Carmen Gaudin, malarstwo francuskie, sztuka francuska, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Carmen Gaudin | 1885, National Gallery of Art, Waszyngton

Za pewien rodzaj fiksacji można też uznać jego słabość do rudych kobiet. Wizerunki rudowłosych piękności to swoisty „znak firmowy” Lautreca. Najprawdopodobniej pierwszą taką kobietą, która mu pozowała, była Carmen Gaudin. Jej jasnopomarańczowe włosy i uroda przyciągały uwagę wśród bywalców Montmartre’u. Choć nie była zawodową modelką, poproszona, zgodziła się pozować kilku malarzom. Henri sportretował ją przynajmniej sześć razy.

Co do pozowania, był to w pewnym sensie rytuał, którego nic nie mogło zakłócić. Henri często aranżował sceny, które chciał utrwalić na płótnie. Modelki często się na niego skarżyły, kilka razy zerwały nawet współpracę, bo malarz wymagał od nich wielogodzinnego stania bez ruchu, tak by wszystko było co do milimetra jak zaplanował. Jedna z pozujących mu w plenerze kobiet doznała poważnych oparzeń słonecznych, bo nie pozwolił jej się ruszyć, użyć kapelusza ani parasolki. Podobnie było z modelami płci męskiej. Kiedyś porzucił pracę nad obrazem, bo model przyszedł bez kamizelki, którą miał na sobie podczas poprzedniej sesji. Musiał pozostawić wiele niedokończonych dzieł, ponieważ nie jest sekretem, że jeśli coś zakłóciło mu pracę nad obrazem, odwracał płótno do ściany i już do niego nie wracał.

Wracając natomiast do kobiet, Henri — jak wielu dorastających chłopców i młodych mężczyzn w tamtych czasach — inicjację seksualną zawdzięczał prostytutce. Jego kolega ze szkoły znał młodziutką dziewczynę, która była modelką, ale nie miała też oporów przed rozbieraniem się i sypianiem z malarzami. Domyślając się, że nieatrakcyjny Henri nie uczyni pierwszego kroku, zaaranżował jego spotkanie z Marie Charlet.

Henri de Toulouse-Lautrec, Salon na ulicy Roue des Moulins, sztuka francuska, malarstwo, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Salon na Rue des Moulins | 1894, Musée Toulouse-Lautrec

Od tego momentu młody malarz regularnie odwiedzał domy publiczne. Czy świadomy swojego kalectwa, nie miał złudzeń, że uda mu się nawiązać trwały związek z piękną kobietą ze swojej sfery społecznej, dlatego postanowił nie marzyć o miłości i skupić się na zaspokajaniu popędów?

Lautrec zdradzał objawy depresji, często był przygnębiony, rozdrażniony i zły. W towarzystwie tryskał humorem, ale kiedy zostawał sam pisał bardzo przygnębiające listy do matki. Początki kariery nie były łatwe, a w życiu prywatnym też mu się nie układało (biografka artysty uważa, że był zakochany w Suzanne Valadon, kobiecie która mu pozowała, a z czasem sama stała się sławną malarką).

Henri de Toulouse-Lautrec, Kac, Suzanne Valadon, sztuka francuska, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Kac (Suzanne Valadon), 1887-1889, Harvardmuseum

Odrzucano go na wystawach i konkursach artystycznych, czuł się nierozumiany i niedoceniany. Dziwnym zbiegiem okoliczności to właśnie kabarety i bary, które tak chętnie odwiedzał przyczyniły się do wybuchu jego popularności. Dużą rolę w życiu i karierze malarza odegrały jego trzy muzy: tancerki La Goulue i Jane Avril oraz piosenkarka Yvette Guilbert.

La Goulue

La Goulue, jedna z legend Montmartre’u, nazywała się w rzeczywistości Louise Weber. W wieku szesnastu lat opuściła rodzinną wieś i przybyła do Paryża. Opisywano ją jako nieco pulchniejszą od innych, dziewczynę o jasnych włosach w odcieniu rudości. Była zuchwała, niczego sobie nie odmawiała, wiodła hedonistyczny tryb życia. Mówili, że ma twarz drapieżnego ptaka, a jej taniec jest — taki jak ona cała — nieokiełznany i wyrazisty.

La Goulue, Henri de Toulouse-Lautrec, Moulin Rouge, Niezła sztuka

La Goulue, fot. vacheespagnole.files.wordpress.com

Zafascynowała Lautreca, stała się jego ogromną inspiracją. „Nie była to tancerka, ale coś zupełnie innego. Rodzaj nieświadomego zwierzęcia, schwytanego, jeśli można tak rzec, w lassa dźwięków, miar, rytmów, instrumentów dętych, które dawało susy, kąsało powietrze i wreszcie unosiło się w niebo, już nie nasze niebo.”11.

Za sprawą La Goulue, Lautrec z dnia na dzień stał się sławny. W 1891 roku przedstawił ją na plakacie, stworzonym na zamówienie właścicieli lokalu Moulin Rouge „jak podnosi nogę w pieniącym się wirze halek”12.

Henri de Toulouse-Lautrec, Moulin Rouge: La Goulue, Moulin Rouge, Niezła sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec, Moulin Rouge: La Goulue | 1891, MET Museum, Nowy Jork

Paryż ozdobiły tysiące kopii grafiki, na której przedstawił kobietę podwijającą sukienkę i wirującą na parkiecie. Od tego dnia, ojciec artysty nigdy już nie odezwał się do Henriego. Tymczasem kolekcjonerzy krążyli nocami po mieście i zdzierali z murów jeszcze wilgotne od kleju plakaty autorstwa człowieka, który już wkrótce miał stać się legendą.

Jane Avril

Jane Avril, bardzo szczupła i wysoka, o regularnych rysach twarzy i temperamencie modliszki, była kapryśna i targały nią silnie namiętności, może dlatego tak dobrze dogadywała się z Henrim. Uwielbiała zapach farb i z cierpliwością mu pozowała. Stworzył cykl jej portretów.

Yvette Guilbert

Znakiem rozpoznawczym Yvette Guilbert byłe długie obcisłe czarne rękawiczki. Arthur Symons pisał: „Tchną z niej niewinność i perwersja zarazem”. Choć była piękna, Lautrec portretował ją tak, że usłyszał: „Na miłość boską, proszę mnie nie przedstawiać tak potwornie brzydką! (…) Doprawdy Lautrec, jest pan geniuszem deformacji”13. Uwiecznił ją tyle razy, że po latach powstał album w całości poświęcony Guilbert.

Na przeciwnym biegunie pulsującego życiem i pożądaniem tańca był kolejny lejtmotyw w malarstwie Lautreca — wizerunek siedzącej samotnie przy stole, pogrążonej w melancholii kobiety. Sportretował ich w ten sposób wiele, także tę najważniejszą w swoim życiu, matkę.

Nadopiekuńczą, zaborczą i ekscentryczną (podobno nosiła na palcu wykonany na jej specjalne zamówienie, pierścień ozdobiony czterema mlecznymi zębami Henriego), ale kochającą i oddaną. Wielokrotnie ją malował. „Ze wszystkich jej portretów chyba najlepszy jest przedstawiający Adèle przy śniadaniu w Malromé. Nie ma na nim w sobie nic z hrabiny, pastelowe kolory rozcieńczonej farby olejnej uwydatniają starannie narysowane rysy zatroskanej twarzy, twarzy kobiety skromnej, łagodnej i smutnej, która spogląda bez uśmiechu w dół, na filiżankę kawy (…) Jej głowę otacza blada aureola”14.

Styl lautrekowski

Duże plamy płasko kładzionego koloru, płynna linia, ekspresja, subiektywizm i prowokacyjność — to znaki rozpoznawcze dzieł Toulouse-Lautreca. Malarz uważał, że w sztuce nie ma „niestosownych” tematów. Chciał przedstawiać rzeczywistość, jaką widzi i jakiej doświadcza. Czasem polegało to na ukazywaniu ledwie uchwytnego piękna ukrytego w tym, co z pozoru pospolite, nijakie, brzydkie, czasem odwrotnie obnażaniu zepsucia tego, co z wierzchu nieskazitelne. Eksplorował przysłowiowy margines społeczny. Uwieczniał — jak pisał Juszczak — zdeformowane, zdegradowane człowieczeństwo, ludzi nędznych, wzgardzonych. To sprawiało, że tak samo traktowana była jego sztuka, okres nobilitacji przyszedł nieco później, Lautrec dożył jednak momentu, kiedy jego „niska” sztuka stała się prawdziwą sztuką.

Henri zakończył studia akademickie w wieku dwudziestu trzech lat. Cormon zamknął pracownię, odtąd jego podopieczni mieli szukać własnej artystycznej drogi. Lautrec podziwiał Degasa, na kilku obrazach, jak chociażby Toaleta, złożył hołd mistrzowi.

Henri de Toulouse-Lautrec, Toaleta, sztuka francuska, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec, Toaleta | 1896, Musée d’Orsay

Sam Degas, który miał opinie mizantropa, nie interesował się Henrim ani jego pracą. Lautrecowi udało się za to zaprzyjaźnić z introwertycznym Vincentem van Goghiem, który w 1886 roku pojawił się w pracowni Cormona. Znajomość zaowocowała tym, że Theo van Gogh został pierwszym marszandem Lautreca.

Henri de Toulouse-Lautrec, Vincent van Gogh, sztuka francuska, malarstwo francuskie, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Vincent van Gogh  | 1887, Vincent van Gogh Museum, Amsterdam

Nieszczególnie interesowały go prądy i teorie artystyczne, czerpał inspiracje z tego, co go otaczało. Wykorzystywał dostępne środki, ale dużo eksperymentował, mieszał techniki i szukał własnych rozwiązań. Monotypia, kalkowanie, akwarele, rozrzedzone farby olejne. „Gorączkowo sięgał po wszelkie środki artystyczne: gwasze, tusze, ołówki, węgiel, kredki, pastele, rylce, techniki litograficzne”15. W sztuce, życiu i w ludziach fascynowała go inność. Dostrzegał przerysowanie pewnych sytuacji i postaci. Groteskową sztuczność, którą uwieczniał z chorobliwym upodobaniem. Nie oszczędzał też siebie, pozostawił nieliczne autoportrety, za to wiele autokarykatur.

Malował przenikliwe portrety kobiet i mężczyzn, a z drugiej strony stworzył legendarne już dziś plakaty, na których na przekór zasadom portretował ludzi odwróconych tyłem, poucinane fragmenty ciał, kończyny w ruchu, dynamiczne niewystudiowane pozy. Krytyk z czasopisma „L’Art. Moderne”, który notował: „Precyzyjne i wnikliwe jego studia, ukazujące profile i całe twarze, są czymś więcej niż jedynie studiami. Upór i złośliwość w wyrazie niektórych twarzy, władcze zmysłowe usta innych dowodzą dogłębnej analizy, pozwalającej odsłonić najskrytsze uczucia i myśli”.

Henri de Toulouse Lautrec, Ambassadeurs, malarstwo francuskie, sztuka francuska, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Ambassadeurs: Artistide Bruant, San Diego Museum of Art

Japonizm i inne inspiracje

Maurice Guibert, Henri de Toulouse-Lautrec, MoMA, Niezła sztuka

Maurice Guibert, Henri de Toulouse-Lautrec, 1894, MoMA, Nowy Jork

Lautreca zafascynowała sztuka japońska. Po obejrzeniu bardzo bogatej wystawy kultury orientalnej, zaczął kolekcjonować grafiki popularnych japońskich twórców oraz przedmioty rzemiosła artystycznego. Malarz lubił otaczać się oryginalnymi obiektami. Kolekcjonował nie tylko japońską sztukę, ale też kostiumy. Zachowało się kilka jego fotografii w stroju daimyō oraz w kimonie.

Wyszukiwał i kupował japońskie peruki, buty, nakrycia głowy. Zdarzało się, że pozbawiony środków finansowych, wymieniał własne obrazy na kolorowe drzeworyty Hokusaia i innych popularnych w tym okresie w Europie twórców z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Z upodobaniem odwiedzał Le Divan Japonais, urządzoną w orientalnym stylu tak zwaną café-concert, gdzie gości obsługiwały kelnerki w kimonach. Bywalców takich miejsc stanowili w większości artyści i literaci, którzy chłonęli (kontr)kulturę. We własnej twórczości także odwoływał się do coraz bardziej modnego wówczas japonizmu, ale nie czerpał z niego bezrefleksyjnie. Jak podkreślają historycy sztuki, u Lautreca i Van Gogha fascynacja ta nabrała innego wymiaru, dwaj malarze korespondowali z japońskimi klasykami, starali się spojrzeć na świat ich oczami, a nie ich kopiować.

Henri de Toulouse-Lautrec, Divan Japonais, malarstwo francuskie, sztuka francuska, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Divan Japonais | 1893, LACMA, Los Angeles

„Lautrec zamówił japoński kamień do rozrabiania tuszu, pałeczki sumi oraz pędzle prosto z Japonii i studiował kreślarstwo poprzez rysowanie małych szkiców. (…) Był zainspirowany formalnymi efektami japońskich drzeworytów (ich kolorem, linią i wzorem), odnalazł w nich graficzny charakter, bliski jego temperamentowi i doskonale pasujący do litograficznego medium. Analizując twórczość Toulouse-Lautreca, można bez wahania powiedzieć, iż żaden z innych zachodnich artystów tak doskonale nie zaadaptował japońskich drzeworytów do własnych potrzeb”.16

Omawiana „japońskość” w malarstwie Francuza to charakterystyczna ekspresja, upraszczanie i zniekształcanie ludzkich twarzy oraz ciał, ciążenie ku prostocie i płaskości, łączenie obrazu i kaligrafii. Wszystko to pozwoliło mu także dowieść, że jest bardzo sprawnym kreślarzem obdarzonym zmysłem dekoracyjnym.

Jako pierwszy namacalny dowód fascynacji Lautreca japońszczyzną wskazuje się malowidło, do którego pozowała mu prostytutka zwana Grubą Marią. Na drugim planie, za kobietą, ścianę zdobi japońska maska. Dosadniejszą stylizację można dostrzec na plakacie Reine de Joie, który jest wyraźnie inspirowany teatrem kabuki, odzwierciedla też japońskie zasady perspektywy.

Henri de Toulouse-Lautrec, Reine de Joie arctic, sztuka francuska, malarstwo francuskie, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec Reine de Joie | 1880, Musée Toulouse-Lautrec

Poczucie kresu

Malarz pił coraz więcej, często zasypiał w miejscach publicznych. Kiedyś pijany spadł ze schodów i złamał obojczyk. Według anegdoty miał nosić w specjalnie wydrążonej lasce porcję brandy, którą popijał, jeśli dłużyła mu się droga z baru do baru. Mimo to, nawet po nieprzespanej nocy pojawiał się rano w drukarni, by pracować nad kamieniami litograficznymi. Przyjaciele próbowali odciągnąć go od alkoholu, ale zawsze znalazł okazję, by się napić. Wkrótce pojawiły się objawy delirium tremens (majaczenia alkoholowego), a później halucynacje. Pewnego dnia zaczął strzelać w mieszkaniu z rewolweru do pająków, które go rzekomo zaatakowały. Mówił, że jest śledzony, bał się, że zostanie zaatakowany podczas snu. Nasilające się zaburzenia psychiczne, paranoja i stany lękowe mogły być także efektem choroby wenerycznej, która prawdopodobnie weszła w trzecie stadium. Stojący nad przepaścią Lautrec poprosił jedną z kuzynek, Aline, o rękę. Wylał z siebie całą gorycz i żal, powiedział, że marzy o rodzinie i dzieciach. Odmówiła. Henri zaczął niszczyć swoje niezagruntowane obrazy, nacierając je gliceryną i wazeliną, spowodował też pożar w mieszkaniu. Trafił do prywatnej kliniki dla umysłowo chorych. Czuł się jak w więzieniu, nie tworzył, schudł jeszcze bardziej. Jednak powoli jego stan się poprawiał, wrócił do malowania, do sił fizycznych i opuścił szpital.

Niestety znów zaczął pić, stopniowo powracając do wszystkich zgubnych nawyków. Wiosną 1900 dostał wylewu. W czerwcu 1901 roku zaczął malować swój ostatni, niepodobny do poprzednich malowideł, obraz Egzamin w Akademii Medycznej. W sierpniu miał drugi wylew. Nie wrócił już do formy. Był sparaliżowany, zapadał w śpiączkę. Oświadczył, że „diabelnie trudno się umiera”.

Niedługo przed śmiercią Lautreca, kiedy miał już ugruntowaną pozycję w świecie sztuki, doszło do dramatycznych scen. Na dziedzińcu przed domem, w którym mieszkali jego popadający w obłęd ojciec oraz stryj Charles, zapłonął stos. Do ognia wrzucono osiem dużych płócien Henriego, które przechowywał w rodzinnym majątku, a które konserwatywni krewni uznali za gorszące. Kiedy informacja ta trafiła do opinii publicznej, rodzina wszystkiego się wyparła. Podobnie jak zaprzeczała, że Henri podczas kontaktów z prostytutkami zachorował na — wówczas jeszcze nieuleczalny — syfilis, a lata wcześniej, wypierała myśl o jego kalectwie.

Epitafium

W ostatnich tygodniach przed śmiercią artyście towarzyszyła służąca Berthe Sarrazin. Pisane przez nią listy dają wstrząsający obraz tego, jak wyglądał koniec tego nieprzeciętnego artysty i zagubionego człowieka. Matka wyjechała i usunęła się z życia Henriego, co bezpośrednio przyczyniło się do jego upadku. Artysta pogrążył się w rozpaczy i paranoi.

Powiedział kiedyś, że jest świadomy, iż wypali się przed czterdziestką. Zmarł w wieku trzydziestu sześciu lat — 9 września 1901 roku. Ogromną rolę w uporządkowaniu jego spuścizny odegrał Maurice Joyant. Podjął on próbę skatalogowania dzieł malarza, napisał jego pierwszą biografię, starał się rozsławić jego nazwisko.

W oczach przyjaciół i znajomych Henri był zabawny, inteligentny, momentami frywolny. Wyróżniały go maniery hrabiego i poczucie humoru rozpustnika. Był szczodry, można było liczyć na jego dobrą radę i pomoc, ale miał też niepokojące cechy. Lubił dominować, a kiedy ktoś nie podporządkował się jego zachciankom (nazywano go nieznośnym, lecz uroczym zepsutym dzieckiem), stawał się despotyczny i zarozumiały. W dzieciństwie był nad wiek dojrzały, a w dorosłości ujawniły się pewne infantylne zachowania, teatralny sposób bycia, pragnienie zwracania na siebie uwagi, ostentacyjne buntowanie się przeciw regułom. Był niepospolity, ale też nieobliczalny.

Witraż dla Tiffany’ego

Henri de Toulouse-Lautrec pozostawił po sobie ogromną artystyczną spuściznę. Współpracował z wieloma czasopismami, wydawnictwami i pisarzami jako ilustrator. Nie dzielił cudzej twórczości na lepszą i gorszą, ilustrował nawet literaturę brukową. Wielu artystów programowo odrzucało komercyjny wymiar sztuki, Lautrec miał na to inny pogląd. Projektował okładki do zbiorów nut, książek i albumów, w tym okładkę do albumu Francisca Goi. Współpracował z teatrem eksperymentalnym, projektował programy teatralne i dekoracje do przedstawień, spróbował swoich sił w introligatorstwie, zaprojektował witraż dla Tiffany’ego.

henri de toulouse-lautrec witraż tiffany. Niezła sztuka

po lewej – Henri de Toulouse-Lautrec Tancerka w Nowym Cyrku – projekt witrażu, ok. 1892; po prawej –
Louis Comfort Tiffany, Witraż na podstawie kartonu Lautreca, ok. 1895

Jednak legendą został dzięki litografii i pionierskim plakatom. Zrewolucjonizował i podniósł plakat do rangi sztuki. Intuicyjnie wyczuł, że ta forma wyrazu powinna błyskawicznie przykuwać uwagę i wywierać na widzu silne wrażenie, a do tego być anegdotyczna i aluzyjna.

Za sprawą serii obrazów Elles (One), które przedstawiały prostytutki, otrzymał przydomek „socjologa prostytucji”. Bardzo głęboko wszedł w świat domów publicznych, były momenty, że praktycznie w nich mieszkał, wynajmując tygodniami pokój. Nawiązał koleżeńskie relacje z wieloma pracującymi tam kobietami. Bez cienia perwersji odmalowywał ich ułomności, ale też samotność i wyobcowanie.

Henri de Toulouse-Lautrec, Sofa, malarstwo francuskie, sztuka francuska, Niezła Sztuka

Henri de Toulouse-Lautrec,  Sofa | ok. 1894–96, MET Museum, Nowy Jork

Pośredniczył w kontaktach między zaprzyjaźnionymi artystami i marszandami, przybliżał francuskiej publiczności sztukę japońską, brytyjską i belgijską. Do tego był samozwańczym krytykiem sztuki. Wnikliwie analizował i recenzował wszystkie obejrzane wystawy. W jego korespondencji można znaleźć wiele wzmianek o charakterze krytyczno-artystycznym.

Mimo pogarszającego się stanu fizycznego i psychicznego, malował niemal do samego końca. 15 lipca opuszcza Paryż, udaje się do Landes. Żegnając się na dworcu z przyjaciółmi, żartuje, że już go więcej nie zobaczą. Matka przewozi go do zamku w Malromé na wpół sparaliżowanego, gdzie trzy tygodnie później umiera.

Henri urodził się i umarł w niespokojną burzową noc. „Jego życie było dramatem, krótką tragedia rozegraną aż do końca zupełnie świadomie, lecz z taką dyskrecją, z taką wzgardą dla litości — ten pokraczny karzeł był bowiem w całym znaczeniu tego słowa wielkim”17.

bibliografia, artykuły o sztuce, niezła sztuka
Bibliografia:
S. Bartolena, Toulouse-Lautrec, tłum. K. Brzeziński, Wydawnictwo Edipresse, Warszawa 2007.
J.P. Crespelle, Montmartre w czasach Picassa, przeł. M. Bibrowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987.
J. Frey, Toulouse-Lautrec. Biografia., przeł. J. Andrzejewska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004.
N. Harris, Lautrec. Życie i twórczość, Przeł. H. Mrozowska, Wydawnictwo Muza, Warszawa 1997.
Historia sztuki,  red. Stephen Farthing, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2019.
W. Juszczak, Toulouse-Lautrec. Moulin Rouge i kabarety, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1976.
A. Pawłowska, J. Niewiarowska-Kulesza, Japonizm w sztuce modernizmu. Obrazy przepływającego świata, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2017.
H. Perruchot, Toulouse-Lautrec, przeł. K. Dolatowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1960.
E. A. Seemann, Henri de Toulouse-Lautrec, przeł. A. Wojciechowski, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1974.


siedlisko blanki Agroturystyka Siedlisko Blanki to ekskluzywne i butikowe miejsce w stylu prowansalskiej posiadłości położone nad malowniczym jeziorem Blanki w okolicach Lidzbarka Warmińskiego oraz Olsztyna. 60 hektarowe certyfikowane gospodarstwo ekologiczne usytuowane jest w wyszukanym miejscu, które można określić jako perłę Mazur, spokojnej i malowniczej, z dala od miasta, w sercu mazurskiej przyrody. Duża ilość jezior, stawów, bujna roślinność i niewielka ilość mieszkańców przyciąga różnorodne ptactwo i dziką zwierzynę. Regularnie słychać klekot bocianów, rechot żab i śpiew żurawi. Bliskość natury działa bardzo kojąco na zmysły.

Siedlisko Blanki to także pasja poznawania świata, fascynacja sztuką, dobrą kuchnią, ideą Slow life oraz miłością do piękna i sportu. Siedlisko Blanki oferując jedynie 4 kameralne przestronne apartamenty z odrębnymi wejściami gwarantuje intymność, spokój i swobodę. Do dyspozycji gości są następujące apartamenty: Henri Matisse, Amedeo Modigliani, Pablo Picasso i …Henri de Toulouse-Lautrec!


  1. J.P. Crespelle, Montmartre w czasach Picassa, przeł. M. Bibrowski, Warszawa 1987, s. 24.
  2. E.A. Seemann, Henri de Toulouse-Lautrec, przeł. Wojciechowski A., Warszawa 1974.
  3. Cyt. za: J. Frey, Toulouse-Lautrec. Biografia, przeł. J. Andrzejewska, Warszawa 2004.
  4. Ibidem, s. 70.
  5. Ibidem, s. 88.
  6. Ibidem, s. 142, 153.
  7. Ibidem, s. 196.
  8. W. Juszczak, Toulouse-Lautrec. Moulin Rouge i kabarety, Warszawa 1976, s. 6.
  9. W. Juszczak o Lautrecu. Cyt. za: Toulouse-Lautrec. Moulin Rouge i kabarety, Warszawa 1976, s. 9.
  10. Ibidem, s. 195.
  11. Ibidem, s. 176-177.
  12. J.P. Crespelle, Montmartre w czasach Picassa, przeł. M. Bibrowski, Warszawa 1987, s. 174.
  13. J. Frey, op. cit., Warszawa 2004, s. 342.
  14. Ibidem, s. 178.
  15. Ibidem, s. 375.
  16. A. Pawłowska, J. Niewiarowska-Kulesza, Japonizm w sztuce modernizmu. Obrazy przepływającego świata, Łódź 2017, s. 91, 96.
  17. H. Perruchot, Toulouse-Lautrec, przeł. K. Dolatowska, Warszawa 1960, s. 5.
Karolina Nos-Cybelius

» Karolina Nos-Cybelius

Miłośniczka literatury, filmu i sztuk pięknych. Tropicielka motywu sobowtóra i bliźniąt w tekstach kultury. Autorka blogów ‘Czepiam się książek’ i ‘Doppelganger Universe’. Amatorka mocnej kawy i inspirujących widoków za oknem.

Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Wszystkie publikacje finansowane są dzięki darowiznom Czytelników. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni. Nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »