Julien Tanguy był paryskim sklepikarzem, który sprzedawał nie najwyższej jakości farby i przybory malarskie. Nie dorobił się fortuny. Nie zrobił za życia kariery. Mimo to na stałe wpisał się w historię światowej sztuki.
Ojciec Tanguy, czyli Julien François Tanguy zyskał sławę głównie dzięki trzem portretom namalowanym przez van Gogha w latach 1886–1888. Zimą 1886/1887 van Gogh namalował swój pierwszy portret Tanguya. Jest on w tonacji brązowej, z domieszką czerwieni na ustach i zieleni na fartuchu.
W 1887 roku van Gogh zaczął eksperymentować z jaśniejszymi kolorami, takimi jak czerwony z zielonym i pomarańczowy z niebieskim. Pozostałe dwa obrazy przedstawiają ojca Tanguya siedzącego przed kolorową ścianą z japońskimi grafikami. Jeden z nich został namalowany przez van Gogha podczas zaledwie trzydziestominutowego posiedzenia.
Paryski sklepikarz
Sklep portretowanego mężczyzny mieścił się w Paryżu przy rue Clauzel 14. Tanguy nie był jednak zwykłym sklepikarzem. Na zapleczu prowadził klub oraz galerię, która była miejscem spotkań wielu artystów ówczesnej awangardy. Obrazy wieszał również w witrynie sklepowej. Artyści nazywali go poufale „ojcem”, ponieważ był od nich dużo starszy i pomagał wielu z nich. Zaopatrywał się u niego również van Gogh, który farby dostawał w zamian za swoje obrazy.
Tanguy zdawał sobie sprawę, że trudno będzie sprzedać obrazy holenderskiego artysty. Wydaje się jednak, że sklepikarz nie prowadził handlu wymiennego zarówno z van Goghiem, jak i z innymi artystami, licząc na duży zysk. On po prostu podziwiał impresjonistów i malarzy związanych z tą grupą. A bywali u niego między innymi: Monet, Pissarro, Renoir, Cézanne, Gauguin i Toulouse-Lautrec. Pomagał im z dobrego serca, a przy okazji swój sklep zamienił w galerię malarstwa. W porównaniu z mężem żona Tanguy była mniej chętna do współpracy z artystami i bardziej przejmowała się klientami, którzy nie spłacali zaległych należności. Była przeciwna temu, żeby artyści płacili w sklepie obrazami. Van Gogh w jednym z listów do brata nazwał ją starą wiedźmą-żoną.
Tanguy oprócz obrazów impresjonistycznych sprzedawał także grafiki japońskie. Van Gogh pod wpływem sklepikarza zaczął kolekcjonować dzieła japońskich mistrzów. Jego fascynacja sztuką Japonii jest widoczna właśnie w dwóch ostatnich portretach ojca Tanguya. Vincent tak lubił Tanguya, że wolał kupować od niego farby, mimo że ich jakość była gorsza od tych sprzedawanych przez Tasset et Lhôte, innego dostawcę akcesoriów malarskich, u którego van Gogh także bywał. Ze względu na różnice w jakości kiedy Vincent składał zamówienia, precyzował, jakich kolorów nie chciał kupić w sklepie Tanguya.
W 1889 roku, kiedy Theo przeprowadził się z Rue Lepic do mieszkania przy cité Pigalle, gdzie razem z Jo van Gogh-Bonger mieli mieszkać razem po ślubie, nie mógł zabrać ze sobą obrazów Vincenta. Dlatego wynajął przestrzeń magazynową od Tanguya. Dzieła pozostały tam do śmierci Theo w 1890 roku. Vincent w liście do Theo w kwietniu 1888 roku tak pisał o paryskim sprzedawcy farb:
„To taki zabawny gość i wciąż o nim często myślę. Nie zapomnij przywitać się z nim ode mnie, jeśli go zobaczysz, i powiedz mu, że jeśli będzie chciał jakieś obrazy do swojej witryny sklepowej, może je mieć”.
Po tym jak Vincent van Gogh zmarł w Auvers-sur-Oise w 1890 roku w wieku 37 lat, ojciec Tanguy był na jego pogrzebie. W liście do holenderskiego marszanda Andriesa Bongera, napisanym cztery lata po śmierci van Gogha, Tanguy wyrażał żal, iż nie udało mu się sprzedać żadnego obrazu holenderskiego artysty podczas jego pobytu w Paryżu. Udało mu się to dopiero w 1892 roku, kiedy sprzedał za 300 franków Irysy krytykowi sztuki Octave’owi Mirbeau.
Obraz ten w 1889 roku zdeponował u niego brat Vincenta. 100 lat później Irysy zostały sprzedane na aukcji w Nowym Jorku za 54 miliony dolarów. Julien Tanguy zmarł natomiast w 1894 roku w wieku 68 lat.
Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Joseph Beuys i martwy zając w Düsseldorfie - 22 stycznia 2021
- Michael Thonet i jego kultowy numer 14, czyli krzesło wszystkich krzeseł - 14 grudnia 2020
- Van Gogh w sklepowej witrynie - 12 listopada 2020
- Skroń Dostojewskiego - 3 listopada 2020