Piekielnie zdolna, pracowita, prowokująca. Niezależna. Nie znosiła, gdy nazywano ją „tkaczką”, uważała się za rzeźbiarkę. Większość krytyków sztuki pozostawała przy określeniu „wybitna artystka”. Jedna z jej monumentalnych prac – 112 żeliwnych figur, każda wysoka na 220 centymetrów i ważąca od 272 do 281 kilogramów – nosi tytuł Nierozpoznani. Czy Magdalena Abakanowicz jest dziś artystką w pełni rozpoznaną?



Magdalena Abakanowicz w swojej warszawskiej pracowni | 1960, fot. Marek Holzman
Abakany
Ni to tkanina – choć spleciona z wełny, bawełny, końskiego włosia, a głównie z włókien sizalu, z którego można tworzyć sznury, dywany, maty czy inne ozdoby; ni to rzeźba – jednak forma przestrzenna, miękka. „Do niczego się nie nadaje” – stwierdziła Abakanowicz w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” w 2008 roku, ani na ścianę, ani do dekoracji. I wcale nie przemawiała przez nią skromność, lecz przekonanie o wyjątkowości swojej instalacji. Na początku nie wiedziano nawet, jak nazwać to niepodobne do niczego, co tworzono wcześniej, dzieło. Prawdopodobnie jako pierwsza z propozycją wystąpiła Elżbieta Żmudzka na łamach czasopisma „Zwierciadło” w 1964 roku: „abakany”1. Do upowszechnienia tej nazwy przyznaje się też warszawska galeria sztuki Zachęta, która rok później zorganizowała wystawę gobelinów artystki2. Ona sama mówiła, że określenie powstało tuż po wernisażu w jednej ze stołecznych kawiarni. Z kolei historyk i krytyk sztuki Karol Sienkiewicz przekonuje, że słowo to zwyciężyło w konkursie prasowym3. Autor biografii Abakanowicz, Paweł Kowal przyjmuje, że termin ten pojawił się podczas prezentacji dzieł powstałych po 1962 roku4.
Tak czy inaczej, określenie przyjęło się w środowisku i przypadło do gustu samej twórczyni. W „Kontekstach” pisała: „Abakany drażniły ludzi. Były nie w porę. W tkactwie: gobelin francuski, w sztuce: pop-art i sztuka konceptualna, a tu magiczne, ogromne… Obcy język”5.
Termin „abakany”, który można przypisać już wczesnym dziełom o tytułach Helena (od imienia matki) czy Teresa (imię o rok starszej siostry), pochodzi od nazwiska artystki utrzymującej, że ród Abakanowiczów ma tatarskie korzenie, a jednym z jej przodków był Czyngis-chan. Urodziła się 20 czerwca 1930 roku jako Marta Magdalena Abakanowicz. Nie lubiła swojego imienia, więc w życiu dorosłym używała drugiego. Ojciec, Konstanty, po którym odziedziczyła upór, zarządzał majątkiem w Falentach niedaleko Warszawy; matka, Helena, pochodziła ze szlacheckiej rodziny Domaszewskich. Choć Magdalena Abakanowicz nie lubiła biżuterii, na znak przywiązania do korzeni nosiła herbowy sygnet.
Buty
Towarzyszem jej zabaw był kozik – mały składany nóż, dzięki któremu nadawała kształty i tylko sobie znane funkcje znalezionym patykom, kawałkom kory, skorupom. Twarze rzeźbiła z ziemniaków. Ludzkie cienie pojawiały się w oświetlonych lampami naftowymi wnętrzach rodzinnego majątku w Krępie, gdzie Abakanowicze przenieśli się w 1932 roku. Z zabobonnej wsi artystka zapamiętała południce, konne przejażdżki, polowania. W czasie wojny ojciec nauczył ją posługiwać się bronią. Najbardziej traumatycznym przeżyciem był dla dziewczynki wypadek matki – partyzanci lub zwykli bandyci postrzelili kobietę, w wyniku czego ta straciła lewą rękę. Obiekty pozbawione naturalnego środowiska, sylwetki i fragmenty ludzkiego ciała będą stałymi motywami prac Abakanowicz; wykonana z juty, żywicy, drewna i metalu ręka pojawi się w Anatomach z 2009 roku.
Naukę w gimnazjum rozpoczęła w Milanówku, a ukończyła w Tczewie. Pisała wiersze, biegała. Lekkoatletykę trenowała w Harcerskim Klubie Sportowym, a sportową pasję kontynuowała w klubach trójmiejskich. Z sukcesami: zdobyła złoty i dwa srebrne medale mistrzostw Polski w biegach sztafetowych, stanęła na podium na zimowych mistrzostwach kraju. Z koleżankami dzieliła nie tylko zwycięstwa, lecz także jasnobrązowe buty, które zawodniczki musiały pożyczać sobie wzajemnie, nie zważając na rozmiar stopy6.
Akademia
Nie najlepiej wspominała gdyńskie liceum plastyczne, mówiła, że przetrwała tylko dzięki tubie czerwonej farby wykorzystywanej przy każdej możliwej okazji. Na maturze z rysunku i malarstwa otrzymała notę bardzo dobrą, ale już rzeźbę zaliczyła na ocenę dostateczną. W październiku 1949 roku rozpoczęła studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych w Sopocie, ale kilkanaście miesięcy później, po zamknięciu jej wydziału, była już studentką warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ceniła artystyczną wolność, lubiła mieć wszystko pod kontrolą, dlatego też wybrała tkaninę – dziedzinę wyjętą spod stałej kurateli PRL-owskiej władzy. Nie była pewna tej decyzji, ale trafiła pod opiekę Eleonory Plutyńskiej. Rewolucjonistka polskiej tkaniny wyznawała zasadę tworzenia „z głowy”, czyli spontanicznie, bez wcześniej przygotowanych na kartonie projektów – to była najważniejsza lekcja dla Abakanowicz. W znajdującym się w Instytucie Sztuki PAN maszynopisie datowanym na 23 października 1969 roku można przeczytać:
„Z pewną niechęcią, przyznam, postanowiłam udać się na akademię do pracowni Profesor Plutyńskiej. Nie lubiłam szkolnego rygoru ani atmosfery pracowni, gdzie każdy ruch ręki może być obserwowany i wywoływać słowa pouczenia. […] W rozmowach z Profesor Plutyńską poznałam urodę i tajemnice włókna, ich możliwości ekspresji. Uczyłam się przeczuwać siłę działania wielkiej powierzchni tkanej. […] Poznałam, jak szeroko można widzieć problemy twórczości i włókna”7.
Korale



Magdalena Abakanowicz | lata 80., zdjęcie z archiwum artystki
Biżuterii nie nosiła, poza wspomnianym sygnetem, za to ją sprzedawała: wykonane własnoręcznie korale z makaronu i fasoli, broszki z metaloplastyki. Utrzymywała się także z korepetycji z francuskiego (choć nie władała biegle tym językiem), treningów lekkoatletycznych, oddawania krwi oraz – przez krótki czas – z pracy fizycznej na budowie akademika. Sama podczas studiów zamieszkała w Dziekance, a pokój w domu studenckim dzieliła z piętnastoma innymi artystkami.
Po obronie dyplomu w 1954 roku starała się o członkostwo w Związku Polskich Artystów Plastyków, bo dzięki legitymacji mogła sprzedawać swoje dzieła i brać udział w wystawach. Udało się w 1957 roku. Pierwsza praca w zawodzie: dekoratorka tkanin w spółdzielni „Ład”. Później przez jakiś czas malowała chusty i projektowała wzory na krawatach w milanowskich Zakładach Jedwabiu Naturalnego. Pierwszą nagrodę zdobyła w konkursie „Ładu” na projekty mebli i tkanin, na których zagościł wzór w rybki, ptaki, motyle. Abakanowicz zaistnieje na scenie międzynarodowej ponad sześciometrową Kompozycją białych form pokazywaną na Biennale Tkaniny w Lozannie w 1962 roku, jednak to najbardziej znaczące wyróżnienie nastąpi w 1965 roku, gdy zdobędzie złoty medal na VIII Biennale Sztuki w São Paulo.
Autokreacja
Jej pierwszą wystawę indywidualną zamknięto, zanim ją otworzono. Był rok 1960, początek kwietnia. Cztery tkaniny i kilkanaście projektów w technice gwaszu i olejnej wypełniły niewielką przestrzeń Kordegardy w Warszawie, tuż pod okiem ministerstwa kultury urzędującego w tym samym gmachu na Krakowskim Przedmieściu. Przybyli na wernisaż goście, w tym sama artystka, zastali zamknięte drzwi.
„Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że władze uznały wystawę za «formalistyczną», czyli niezaangażowaną w budowę socjalizmu, a więc za nieakceptowaną w sztuce tendencję. […] Zdaliśmy sobie sprawę, że «odwilż», która nastała po śmierci Stalina, skończyła się”8
– żaliła się po latach w liście do amerykańskiego krytyka sztuki Michaela Brensona.
Jednak dzięki wstawiennictwu Henryka Stażewskiego wystawa się odbyła. To było pierwsze i właściwie jedyne starcie Abakanowicz z cenzurą. Nigdy nie zapisała się do partii, nie angażowała się w działania opozycji. Uparcie robiła swoje.
Prezentacja w Kordegardzie była pierwszym krokiem poczynionym w celu awansu Abakanowicz z pozycji twórczyni sztuki użytkowej, za jaką uważano tkaninę, do rangi artystki. Kolejne pokazy za granicą, poczynając od Lozanny (biennale) i Paryża (pierwsza indywidualna wystawa poza Polską – w Galerie Dautzenberg), potwierdziły zarówno jej status, jak i umiejętność autokreacji. Wiedziała, gdzie bywać i z kim rozmawiać. Kontrolowała sposób, w jaki jej dzieła miały być prezentowane w przestrzeni, a gdy nie mogła tego uczynić, prosiła zaprzyjaźnione osoby o relację. Nie tylko tworzyła, lecz także opowiadała o swojej sztuce, sytuując ją na mapie sztuki współczesnej. Narracją tą, obfitującą w konkretne nazwiska światowych artystów – między innymi Pierre’a Soulages’a – niejako narzucała recenzentom i odbiorcom interpretację, konsekwentnie budowała swoją markę.
Narty
Korki do biegania zamieniła na narty. Konsekwencją jednego takiego wyjazdu w Tatry był ślub Abakanowicz z inżynierem Janem Kosmowskim w 1956 roku. Mówiono, że to małżeństwo z rozsądku. Jan był świadkiem pierwszych sukcesów żony, nadzorował domowe finanse, prowadził biuro artystki. Nie mieli dzieci. Podczas wyjazdów często towarzyszył im Artur Starewicz, dyplomata, który wyspecjalizował się w fotografowaniu twórczych działań Abakanowicz. Nie ukrywali swojego związku, a artystka nie czuła potrzeby tłumaczenia się komukolwiek ze swoich decyzji. W życiu prywatnym była równie niezależna co w zawodowym.
Osobna
Kolejne lata to pasmo niekończących się sukcesów: nagrody i odznaczenia, wystawy od Stanów Zjednoczonych po Koreę Południową i Japonię, oryginalne dzieła tworzone na własnych zasadach. Abakanowicz podkreślała, że mówiąc o sobie, tak naprawdę mówi się o całym świecie. Wspominając dzieciństwo, powtarzała słowa „nieśmiałość” i „samotność”. Aby sobie z nimi poradzić, budowała przedmioty, które traktowała jako pomosty między sobą a skomplikowaną rzeczywistością. „Gdy nadchodzili goście, uciekałam. Pozostawione przedmioty miały mnie zastąpić”9 – przyznała. Uważała, że jej potrzebę tworzenia wieloznacznych obiektów mylono ze sztuką, i namówiono ją na studia artystyczne:
„Nauka sztuki była strasznym rozczarowaniem. Okazało się od razu, że moja wyobraźnia nie daje się nagiąć do obowiązujących reguł i przepisów, że moja skóra jeży się wobec uprawianej estetyki, że wreszcie modne filozofie nie dają się pogodzić z moją własną. […] Chciałam czym prędzej skończyć studia i uciec jak najdalej od tych wszystkich ustabilizowanych kierunków, od ludzi, którzy wydają recepty, z góry wiedząc, jaką sztuka być powinna, i bezbłędnie odróżniając, co dobre, a co niedobre. Uciec można tylko w siebie, w jedyność własnej świadomości, w konkret własnej egzystencji”10.
Włókno
Nici to żyły, a człowiek jest strukturą z włókien – wpajała swoim uczniom. Upodobała sobie sizal, niezwykle trwałe, sprężyste, ciężkie i szorstkie w dotyku włókno roślinne, które można zabarwić na dowolny kolor. Do tej pory używano go głównie do wyrabiania lin okrętowych – artystka zaś tworzyła z nich abakany albo rozciągała między wieżami katedry w Edynburgu. Przekonywała: „Za pomocą tkanin i liny tworzę różne kreacje w różnych miejscach, w zależności od przestrzeni. Używam przestrzeni galerii, a także krajobrazu… każda sytuacja inspiruje mnie w trakcie pracy w niej…”11. Materiał uzyskiwała też ze starych worków jutowych pranych własnoręcznie w Wiśle. Tłumaczyła, że tylko za ich pomocą – a nie marmuru czy brązu – mogła mówić o otaczającej ją rzeczywistości.



Magdalena Abakanowicz, Biennale w Wenecji, Pawilon Polski | 1980, zdjęcie z archiwum artystki
Indywidualistka
Pytania dziennikarzy o sławę sprowadzała do ciężkiej pracy, dbałości o szczegóły. Na początku pracowała samodzielnie, z czasem potrzebowała pomocników. Musieli być gotowi do działania o ósmej rano, przerwa obiadowa rozpoczynała się o trzynastej i trwała do pół godziny, potem powrót do pracy. Posiłki jadano wspólnie, Abakanowicz też czasem gotowała. Nie wyobrażała sobie świąt bożonarodzeniowych bez pieczenia pierników. W kuchni i swojej pracowni była królową.
Trudno o bardziej symboliczne miejsce niż Wawel, którego mury były świadkiem koronacji królów Polski. To właśnie tu, w Sali Senatorskiej, największej komnacie zamku goszczącej uczestników balów, widowisk teatralnych czy posiedzeń senatu, jesienią 2025 roku odbyła się wystawa Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu. Aby przyjrzeć się z bliska roślinnym i zwierzęcym motywom starannie utkanym z wełnianej i jedwabnej przędzy z dodatkiem srebrnych i złoconych nici, należało pokonać slalom czterech monumentalnych, zawieszonych pod sufitem rzeźb przestrzennych. Szesnastowieczny arras z kolekcji Zygmunta Augusta Dwa lamparty osadzony między dwoma abakanami, wykonanymi w połowie lat 60., o tytułach Anita i Dorota, wydobywał z tych jeszcze płaskich form dzikość, tajemnicę.
Maria Poprzęcka w eseju zamieszczonym w katalogu towarzyszącemu wawelskiej wystawie zwraca uwagę, że o ile prezentowane arrasy odwołujące się do biblijnego motywu arki Noego opowiadają o „bezwzględności natury, w której życie toczy się niezależnie od wielkich, boskich i ludzkich spraw”, o tyle abakany „opowiadają przede wszystkim o sobie”.
„Ujawniają niekonwencjonalne sposoby tkania, które doprowadziły Magdalenę Abakanowicz do zrewolucjonizowania tkaniny. Są w tym całkowitym przeciwieństwem arrasów, które symulując malarstwo, kamuflują swoją postać tkaniny. Abakany […] snują opowieści o mozolnym przeplataniu sztywnych nici sizalowych, ich pogrubianiu, plątaniu, splataniu, zawęźlaniu. O zamierzonych pęknięciach, mierzwieniu nici, wypuszczaniu długich pasm przędzy, ich kołtunieniu, motaniu i rozczesywaniu. […] Takie są opowieści o Dorocie, Anicie, o przestrzennych Ladies i Queens. Oczywiście kobiece tytuły uprawniają do kobiecych asocjacji i interpretacji. To nie są portrety, lecz kobiece postacie – piękne, niezależne, dominujące”12.
Są takie jak ich autorka.
Ciało
Gdy Abakanowicz przygotowywała się do wystawy w Lozannie, jej prace powstawały w użyczonej przez tkaczkę Marię Łaszkiewicz piwnicznej pracowni. Po sukcesie w São Paulo artystka wraz z mężem kupiła trzydziestosześciometrowe mieszkanie na Saskiej Kępie, a jej pięćdziesięciometrowe królestwo znajdowało się nieopodal, przy alei Waszyngtona. W nowej pracowni zamieszkał człowiek – gipsowy odlew anonimowego ciała, służący jako wzór czy inspiracja dla następnych rzeźb: Głów, Postaci siedzących, Pleców, kojarzonej z rozwojem organizmów żywych i macierzyństwem Embriologii, kolejnych odsłon Tłumu. Wątki biologiczne zaczęły być zastępowane przez społeczne, osobiste, nawiązujące do wojennej traumy z dzieciństwa.
Skonstruowane z surowego drewna i obandażowane metalowymi obręczami obiekty z Gier wojennych przypominają okaleczone ciała lub wojskowe maszyny. Rzeźba dla Hiroszimy upamiętniająca atak atomowy z 6 sierpnia 1945 roku miała być wieżą w kształcie ręki, stanęło jednak na czterdziestu obiektach z brązu, ustawionych na dziedzińcu Muzeum Sztuki Współczesnej, zwróconych w kierunku miasta plecami.
Zmiana
Monumentalne rzeźby, emanujące siłą i trwałością, można odczytać jako antidotum na zmianę. Zarówno życie, jak i sztuka Abakanowicz ciągle podlegały ewolucji. W dzieciństwie lubiła rysować patykiem po ziemi, a gdy dorosła, używała tuszu na papierze. Rysowała twarze, oczy, maski. Z rzeźbiarki zapragnęła przebranżowić się na urbanistkę: wzięła udział w konkursie architektonicznym na przebudowanie dzielnicy Paryża. I choć jej projekt „architektury arborealnej” był jednym z czterech nagrodzonych, nigdy nie został zrealizowany.



Magdalena Abakanowicz w pracowni w Warszawie | 1968, zdjęcie z archiwum artystki
Nowym wyzwaniem było też stworzenie w Japonii choreografii tanecznej będącej interpretacją Pleców. Instalacje artystki opuściły galerie i stanęły w przestrzeni miejskiej, parkach czy na pustyni. Jej ostatni adres to ulica Bzowa 1 w Warszawie – tu mieścił się dom, który wyposażyła w meble własnego projektu, i pracownia. Abakanowicz zmarła 20 kwietnia 2017 roku.
„Nim zauważyłam, że każdy człowiek, a więc i ja, wytwarza swoją własną rzeczywistość, w której odbywa podróż przez życie – sprawdzałam, czy to, co wiem z taką pewnością, jest prawdziwe. Zwiedziłam laboratoria naukowe, prosektoria, zaglądałam w mikroskopy, jeździłam na posiedzenia konferencji Klubu Rzymskiego. Jeździłam na pustynię Arizona dyskutować z Paulem Soleri i do Nowej Gwinei uczestniczyć w ceremonii inicjacyjnej. Badając człowieka, badam właściwie siebie, ulegając ciekawości, nie żądam racjonalnych wytłumaczeń. W gruncie rzeczy nie naruszam obrazu, który noszę w sobie”13.


Bibliografia:
1. Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu, katalog wystawy, Kraków 2025.
2. Abakanowicz M., Abakany, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” nr 3–4, 2006.
3. Hermansdorfer M., Magdalena Abakanowicz, Wrocław 2011.
4. Kowal P., Abakanowicz. Trauma i sława, Warszawa 2023.
5. Magdalena Abakanowicz. Muzeum Narodowe w Krakowie, red. Kuryłek D., Dziadkiewicz R., Kraków 2010.
6. Magdalena Abakanowicz. Synteza sztuk, Warszawa 2023.
7. Magdalena Abakanowicz, red. Coxon A., Jacob M.J., Poznań 2022.
8. Stopa M., Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny, Warszawa 2025.
9. Witryna „Dwutygodnik”, dwutygodnik.com (dostęp: 29.11.2025).
10. Witryna magazynu „Sculpture”, sculpturemagazine.art (dostęp: 29.11.2025).
11. Witryna Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, zacheta.art.pl (dostęp: 29.11.2025).
- P. Kowal, Abakanowicz. Trauma i sława, Warszawa 2023, s. 189. ↩
- Magdalena Abakanowicz. Gobeliny, strona internetowa Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, https://zacheta.art.pl/pl/wystawy/magdalena-abakanowicz (dostęp: 29.11.2025). ↩
- K. Sienkiewicz, Wątki i osnowy, witryna „Dwutygodnik”, https://www.dwutygodnik.com/artykul/4408-watki-i-osnowy.html (dostęp: 29.11.2025). ↩
- P. Kowal, op. cit., s. 189. ↩
- M. Abakanowicz, Abakany, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” nr 3–4, 2006, s. 45. ↩
- M. Abakanowicz, Confession, witryna magazynu „Sculpture”, https://sculpturemagazine.art/magdalena-abakanowicz-confession (dostęp: 29.11.2025). ↩
- Cyt. za: M. Stopa, Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny, Warszawa 2025, s. 162. ↩
- Zob. Magdalena Abakanowicz. Synteza sztuk, Warszawa 2023, s. 23–24. ↩
- Magdalena Abakanowicz, Orońsko 2013, s. 25. ↩
- Ibidem. ↩
- Zob. Magdalena Abakanowicz. Synteza sztuk, op. cit., s. 29. ↩
- Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu, katalog wystawy, Kraków 2025, s. 28. ↩
- Magdalena Abakanowicz. Synteza sztuk, op. cit., s. 51. ↩


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Alina Szapocznikow: między marzeniem a codziennością - 26 lutego 2026
- Kolor a ewolucja fotografii - 9 października 2025
- „Olimpia” Katarzyny Kozyry - 5 czerwca 2025
- Magdalena Abakanowicz – obraz, który nosiła w sobie - 12 kwietnia 2025
- Miłość i obsesja. W świecie uczuć i wyobraźni Zofii Rydet - 6 grudnia 2024
- „Przed kamerą – artyści”. Za kamerą – Adam Karaś - 8 lutego 2024
- Edward Steichen – uczynić z „Vogue’a” Luwr - 3 listopada 2023
- Wyrzeźbić naturę. Fotografie Karla Blossfeldta - 29 czerwca 2023
- Wojciech Plewiński: czarno-białe notatki fotografa - 3 lutego 2023
- Fotografika, czyli na styku sztuk - 22 stycznia 2023






























