Kiedy w połowie XIX wieku pojawiły się pierwsze informacje o działalności nieco zagadkowego, przynajmniej na samym początku, ugrupowania twórców zwących się Bractwem Prerafaelitów, miłośnicy sztuki natychmiast stali się ciekawi proponowanej przez nich wizji artystycznej.



Dante Gabriel Rossetti, Regina Cordium | 1860, Johannesburg Art Gallery, Johannesburg
Ta zaś była ze wszech miar interesująca i nowatorska. Powodowana niezgodą młodych adeptów Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Londynie – Johna Everetta Millaisa, Williama Hunta oraz braci: Dantego Gabriela i Williama Michaela Rossettich – na akademizm, który zdominował sztuki plastyczne, zbudowana była na wierze w konieczność powrotu do źródeł wszelkiej działalności artystycznej. Te zaś miały wypływać z pamięci o osiągnięciach Rafaela Santiego i jego renesansowych oraz protorenesansowych poprzedników.
Nazwa Bractwa była więc manifestem, wyrazem wiary w inspirującą moc dawnej, raczej niedocenianej już w XIX wieku sztuki. A to w tej właśnie twórczości członkowie ugrupowania upatrywali życia, autentyzmu, szczerych emocji. Sądzili, że jest ona o wiele bliższa ludziom im współczesnym niż tematyczna i formalna konwencjonalność akademizmu. Malowali więc czystymi, wyraźnymi plamami, stroniąc od wszelkiego łamania koloru. Kompozycje organizowali wyraźnym konturem, ujmującym detalicznie oddane kształty nawet najmniejszych elementów, które niczym ornament obficie inkrustowały pole obrazowe. Ich płótna nieodmiennie opowiadały historie zainspirowane sztukami Szekspira, Biblią, legendami arturiańskimi i uduchowioną dziewiętnastowieczną poezją.




























































