„Rola kobiety w rozwoju malarstwa polskiego do niedawna jeszcze była bardzo nikła. Za Stanisława Augusta kilka kobiet-malarek zaznaczyło swoją działalność, malując minjatury lub też minjaturowo wykonane kwiaty. (…) Pewien ruch ogólniejszy uwidocznia się dopiero po 1870 r. Szkoła prywatna prof. Wojciecha Gersona, a także założone przez dr. Baranieckiego w Krakowie kursa stają się rozsadnikiem poważniejszego już pocztu artystek, które naukę malarstwa traktowały na serjo, specjalnie się sztuce poświęciwszy. (…) Z gronem tem łączy się pierwocinami swej pracy artystycznej zmarła w dniu 13 b.m., śp. Maria z Nostitz-Jackowskich Wasilkowska”.
Tak polską malarkę i artystyczne środowisko kobiet wspominał Henryk Piątkowski, malarz, grafik i krytyk sztuki w wieczornym wydaniu „Kuriera Warszawskiego” z dnia 17 listopada 1922 roku.
Niewiele wiemy o polskich artystkach dawnych czasów. Odkąd Linda Nochlin zadała pytanie „dlaczego nie było wielkich artystek”, inaczej postrzegamy świat sztuki, także w Polsce. W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej nazwisk malarek, nie tylko zajmujących się sztuką współczesną, ale też dawnych, odkrywanych dzięki starym dokumentom, archiwom miejskim czy klasztornym. Od ubiegłego roku Advancing Women Artists Foundation prowadzi we Florencji akcję odkrywania dawnych artystek, przybliża ich twórczość, zajmuje się konserwacją zapomnianych dzieł sztuki.
Warto podjąć wysiłek przywrócenia pamięci o polskich artystkach, o których zapomniano na przestrzeni dziejów. Niewiele było kobiet-artystek w polskiej historii sztuki. Ale te, o których dzisiaj zacznę Wam opowiadać, są troszkę znane. Żyły w naszym kraju dość niedawno – sto, a nawet kilkadziesiąt lat temu. Ich historie są więc dość bliskie naszemu rozumieniu świata. Jeszcze pamiętamy nasze babcie, prababcie, rozumiemy mentalność polskiego domu, nawet tego sprzed wieku. Dlatego odkrywajmy polskie artystki, przypominajmy o nich. A zaczniemy od opowieści o Marii Nostitz-Wasilkowskiej.
W mieszkaniu Mieczysławy Ćwiklińskiej wisiał obraz namalowany pastelami. Portret kobiety w niebieskiej sukni i modnym kapeluszu o pięknej, melancholijnej twarzy przyciągał wzrok subtelnością wykonania, kolorystyką, światłocieniem. Przedstawiał Teklę Trapszo, aktorkę. Podobno kochał się w niej Tadeusz Boy-Żeleński. Na scenie Tekla bywała promienna, a swoim wesołym usposobieniem podbijała serca publiczności. Obraz namalowała jedna z wybitniejszych ówczesnych artystek krakowskich – Maria Wasilkowska. Jej kariera była o tyle zdumiewająca, że rozpoczęła się w Rosji, gdzie wówczas żyło wielu malarzy. A Maria portretowała nawet rodzinę cara, jednocześnie podkreślając swoją przynależność do Polski i krytykując stosunki w Królestwie Polskim, często przy tym narażając się elitom. Jej talent był jednak tak wielki i tak pożądano portretów jej pędzla, że wybaczano Marii każdą kontrowersyjną wypowiedź. Z pewnością pomogła jej uroda, bo na Autoportrecie ze zbiorów w Muzeum Narodowego w Warszawie widać szczupłą kobietę o jasnych włosach i smukłych dłoniach. Uroda jest niezaprzeczalna, ale warto przyjrzeć się także znakomitej technice wykonania obrazu.
Maria Wasilkowska, z domu Nostitz-Jackowska urodziła się w Chalinie niedaleko Płocka w 1858 roku. W Krakowie, na kursach doktora Baranieckiego, studiowała malarstwo, a kiedy zdała sobie sprawę z umiejętności, jakie posiada, wyjechała na „poważniejsze” studia do Petersburga. Zdobyła uznanie jako doskonała kolorystka, a jej ulubioną techniką stał się pastel. Kiedy w 1885 roku ukończyła z wyróżnieniem Akademię Petersburską, natychmiast zaczęła pracować jako malarka, głównie portrecistka.
Zdobyła nie tylko uznanie społeczne, ale także oczarowała krytyków sztuki, którzy dopatrywali się w jej dziełach związków z malarstwem XVIII-wiecznym, szczególnie porównując ją do Francuzki Elisabeth Vigee-Lebrun. To wystarczyło, aby osiągnąć sukces. O jej powodzeniu przesądził portret księcia Sergiusza Aleksandrowicza, który wykonała już wówczas, gdy obrazy malowane jej ręką należało mieć w mieszkaniu, jako niezwykle modne i pożądane. Portrety malowane ręką Nositz-Jackowskiej charakteryzują się doskonałym rysunkiem i czystością barw podkreśloną światłocieniem oraz śmiałymi pociągnięciami pędzla, czy kredki. Rozmach malarski miała wielki, dość niekobieca cecha, jak mogłoby się wówczas wydawać. Posiadła także umiejętność wydobywania z twarzy cech charakteru. Poza niezwykłością barw w jej malarstwie, które zasługują na uznanie i przypomnienie, warto także wspomnieć o jej życiu prywatnym. Już jako uznana malarka poznała swojego przyszłego męża, Kazimierza Wasilkowskiego, który także studiował w Petersburgu.
Był niewątpliwie utalentowanym malarzem, ale jego sukcesy w żadnym wypadku nie mogły równać się z sukcesami żony. To ona była silniejszą osobowością artystyczną i to ona walczyła o ich byt. Po ślubie w 1891 roku małżonkowie wyjechali do Warszawy. Maria nie zerwała jednak stosunków z Rosją, bo kilkakrotnie wyjeżdżała z Polski po to, aby wykonać portrety arystokratów petersburskich. Wzmianki o jej twórczości dla Rosjan pojawiały się w „Tygodniku Ilustrowanym”. W Polsce zamówień na portrety było znacznie mniej. Maria malowała aktorki (wspomnianą Teklę Trapszo) lub tancerki (Felicję Kochównę). Wraz z mężem wystawiała w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w 1893 roku. Maria zaprezentowała sześć obrazów: dwa pastelowe Portrety damy oraz Główkę kobiety i olejne Portret Himensa, Główkę kobiecą i Portret pana W.
Jej mąż wystawił tylko jeden obraz – Głowa kobiety. Maria wystawiała od tej pory dużo, ale dopiero w 1894 roku w prasie pojawiła się recenzja jej twórczości. Dwa pastelowe portrety recenzent „Biesiady Literackiej” ocenił jako „dobrze rysowane” i „odznaczające się niepospolitą siłą”. Od tego czasu w różnych pismach pojawiały się wzmianki o malarstwie Wasilkowskiej, a także o jej podróżach, na przykład do Paryża, czy Petersburga.
Ogromny sukces w Polsce przyniósł jej obraz Rozmowa przyjaciółek, za który sędziowie konkursu Zachęty przyznali jej list pochwalny. Prasa zaczęła śledzić karierę Wasilkowskiej, a wszystkie recenzje były pochlebne. W małżeństwie, pomimo tego, że to Maria grała pierwsze skrzypce, układało się dobrze. Często razem z mężem wyjeżdżali. W podwarszawskim Świdrze zbudowali dwie drewniane pracownie, w których lubili malować. Być może w jednej z tych pracowni Maria namalowała Kobietę w altanie, która przywodzi na myśl słynną Altanę Aleksandra Gierymskiego. Niestety tego obrazu Wasilkowskiej nie udało się odnaleźć, a znamy go jedynie z jednej z recenzji, zresztą ogólnie niepochlebnej. Cezary Jellenta napisał, że:
„Zupełnie smacznym jest tylko jeden szkic, przedstawiający kobietę w lekkim, powiewnym stroju, jak gdyby w altanie oblanej słońcem. Praca to ładna, pełna silnego światła, koloru, wdzięczna i naturalna”.
W Mińsku, na wystawie w 1898 roku, portrety Marii zaprezentowano obok obrazów Aleksandra Gierymskiego oraz dzieł starych mistrzów. Do 1919 roku malarka wystawiała niemal bez przerwy i wciąż cieszyła się powodzeniem.
Zmarła nagle 13 listopada 1922 roku w wieku 64 lat. Pięknie wspominał ją Henryk Piątkowski w „Kurierze”:
„(Maria) Od chwili przybycia swego do Warszawy zasila tutejsze wystawy swymi utworami. Wystawia przeważnie portrety olejne lub pastelowe i także studia głów kobiecych. Cechą charakterystyczną jej talentu był wrodzony dar odczucia harmonii barwnej. Wyrobiona wirtuozka pędzla, zaznaczała plastyczną wizję wdzięku kobiecego z artystycznym umiarem (…). Zmarła nagle, z jej śmiercią ubywa jedna z poważniejszych pionierek ruchu niewieściego w dziejach sztuki, artystka o dużej kulturze i niepoślednim talencie”.
Maria Nostitz-Wasilkowska malowała z rozmachem. Używała dużych formatów, soczystych barw, chwytała podobieństwo i psychologię modeli. O jej sukcesie tak w Rosji, jak później w Polsce stanowiło jednak coś innego. Otóż każdy portret jej pędzla był odrębnym zagadnieniem malarskim traktującym o związku koloru i światła, podkreślającym indywidualne cechy psychologiczne i uwydatniającym to, co w danej postaci było najbardziej urokliwe.
Bibliografia:
1. Portal Polona.pl https://polona.pl/item/kurjer-warszawski-r102-nr-316-17-listopada-1922-wyd-poranne,NDg4NjY3NTU/3/#item.
2. Okońska A., Malarki polskie, Warszawa 1976.
Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Tycjan „Magdalena pokutująca” - 4 października 2024
- Caravaggio „Chłopiec z koszem owoców” - 28 czerwca 2024
- Guido Reni „Atalanta i Hippomenes” - 6 czerwca 2024
- Hic habitat felicitas, czyli tu mieszka szczęście. O erotycznych Pompejach - 24 kwietnia 2024
- Fresk „Wiosna”, Pompeje - 22 marca 2024
- Antonio Canova „Paolina Borghese jako Wenus Zwycięska” - 16 marca 2023
- Rafael Santi „Portret papieża Juliusza II” - 14 czerwca 2020
- Trzy Gracje — piękno od Antyku do Klasycyzmu - 28 grudnia 2019
- Piero della Francesca „Zmartwychwstanie” - 8 sierpnia 2019
- Simone Martini „Maestà” - 2 czerwca 2019
Bardzo dziękuję, podziwiam piękne portrety tej wspaniałej malarki, dziękuję za tekst
Jedyna uwaga, Chalin, nie Halin, chrzest odbył się w Mokowie, zachowane metryki. Jej dziadkiem był właściciel Chalina, Chełmicki.
Dzięki za trafną bardzo uwagę. 🙂 Poprawione.
Bardzo ciekawy artykuł, który po raz kolejny udowadnia, że kobieta może być wspaniałą artystką, niezwykle zdolną i wrażliwą. Fakt, że obecnie odkrywa się prace kobiet z różnych epok zasługuje na uznanie. Nie od czego byłyśmy, jesteśmy i będziemy tą piękniejszą częścią świata dopóki Niebo i Ziemia istnieć będą… Pozdrawiam!
Bardzo ciekawy artykuł.Wspaniałe malarstwo artystki której nie znałam.Pozdrawiam.