Jacek Sempoliński – artysta, który uczynił z malarstwa narzędzie podróży w głąb siebie, przestrzeń eksperymentu i niezwykłej ekspresji, zapisując się na trwałe w historii powojennej sztuki polskiej. Poznaj historię twórcy „pociętych” obrazów.
Pamięci Bogny Gniazdowskiej (1964–2025)
Dwadzieścia lat temu Adam Brincken wspominał: „Obrazy Sempolińskiego zjawiły się przede mną jako coś niemożliwego. Zjawisko, do poznania którego zabrakło mi intelektualnego klucza”1. Wielokrotnie stawałem przed płótnami Jacka Sempolińskiego obojętny z bezradności, aż wreszcie, w najmniej spodziewanym momencie, przemówiły do mnie, a może właściwiej byłoby napisać – wykrzyczały za mnie to, czego nie potrafiłem ująć w słowa. Kluczem był więc nie intelekt, a emocje. Od tego krzyku zaczęła się moja fascynacja twórczością największego melomana wśród klasyków powojennego malarstwa – Jacka Sempolińskiego.



Jacek Sempoliński, Czaszka | 1985, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Nie ma to jak ojciec fotograf
27 marca 1927 roku wypadała akurat niedziela. Na pierwszej stronie świątecznej „Rzeczpospolitej”, między reklamą nowych modeli patefonów a anonsem sprzedaży sreber roboty niedoścignionych w swojej sztuce zakładów braci Hempel, pojawia się nota o szkole położnych2. O położnych z wdzięcznością myślą zapewne warszawski fotografik Leonard Sempoliński i Eugenia z domu Kozłowska, świętujący tego dnia narodziny syna. Chłopcu dano na imię Jacek.



Jacek Sempoliński w Warszawskim zoo | 1934, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Siedmioletni Jacek nosi prosto ściętą grzywkę i śmiało patrzy w obiektyw. Ma powody do dziecięcej dumy – na kolanach trzyma futrzastego mieszkańca warszawskiego ZOO. Zdjęcie wykonał ojciec, wykonał – dodajmy – w roku rozpoczęcia przez malca nauki w szkole powszechnej. Po upływie pięciu lat dorastający chłopiec uczyć się będzie w prywatnym gimnazjum handlowym im. Marii Berutowej przy ulicy Wierzbowej w Warszawie, a po lekcjach zapewne nieraz nadarzy się okazja podejrzeć, jak ojciec wywołuje sfotografowane przez siebie malownicze korony sosen, dynamicznie kadrowanych piaskarzy, w niczym nieprzypominających poświęconego tej samej grupie zawodowej płótna Gierymskiego sprzed półwiecza, czy wreszcie – powstające pod koniec lat 30. XX wieku – ponuro prorocze ludzkie czaszki. Jak pokaże przyszłość, motyw ten trwale zagnieździ się także w twórczej wyobraźni Jacka Sempolińskiego. Nie ma to jak ojciec fotograf.



Jacek Sempoliński z rodzicami w ich Warszawskim mieszkaniu | 1944, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Złamany, odcięty
W 1943 roku szesnastoletni syn fotografika regularnie zagląda do konspiracyjnej Szkoły Malarstwa i Rysunku im. Konrada Krzyżanowskiego ulokowanej na najwyższym piętrze śródmiejskiej kamienicy przy ulicy Poznańskiej 23. Rysuje i stawia pierwsze malarskie kroki pod okiem Adama Rychtarskiego. Po latach będzie wspominać nauczyciela, pisząc:
„Wszystko, co robił, naznaczone było piętnem konieczności wewnętrznej, wielkością, ale i znakomitością twórczości”3.
Mimo tak entuzjastycznej opinii byłego ucznia malarstwo Rychtarskiego raczej nie wytrzyma próby czasu.
Naukę Sempolińskiego przerwał wybuch powstania. Wysiedlony z Warszawy, „załamany, odcięty od domu”4 – jak wspominał – siedemnastolatek doczekał końca wojny w Podkowie Leśnej5. Po powrocie do Warszawy zapisał się do I Miejskiego Gimnazjum Handlowego, gdzie zdał tak zwaną małą maturę. Jednak bynajmniej nie transakcje handlowe były mu w głowie.
Od 1946 roku był już studentem stołecznej Akademii Sztuk Pięknych, zrazu ucząc się malarstwa sztalugowego i ściennego oraz rysunku u prof. Jana Seweryna Sokołowskiego, później – wspaniałego kolorysty Eugeniusza Eibischa6. W tym samym czasie ojciec przyszłego abstrakcjonisty z aparatem w dłoniach dokumentuje procesje kroczące między ruinami, gruzy getta7 i oczywiście – czaszki walające się między pogruchotanymi murami.



Leonard Sempoliński, Procesja Bożego Ciała | 1945, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
Powiedzieć o czymś prawdę. I już
Przełom lat 40. i 50. XX wieku zapisze się w pamięci Sempolińskiego jako „okres wielkiego zamętu w pojęciach, wielkich przewartościowań”8. W Warszawie systematycznie uprzątano gruzy i wytyczano nowe arterie, ale też coraz bezlitośniej rozprawiano się z dawnym porządkiem i wyznaczano „jedyne słuszne” ścieżki. Za chwilę artyści mieli podporządkować się doktrynie realizmu socjalistycznego. Nie tylko w akademickich salach, ale także prywatnych mieszkaniach studentów i przy kawiarnianych stolikach debatowano o nowej sztuce. Prędko nastąpiła jednak konfrontacja z artystyczną rzeczywistością. „Coś, co miało być wielkie, stało się przeciętne, by nie rzec mierne, czy wręcz – kiepskie”9 – wspominał po latach malarz.



Jacek Sempoliński, Bez tytułu | 1949, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Sztuczność narzuconej metody twórczej i przymusowy entuzjazm prędko zaczęły trącić nieznośnym fałszem. A przecież, jak pisał Jacek Sempoliński, artysta to przede wszystkim „taki człowiek, który ma powiedzieć o czymś prawdę. I już”10.
W czasie wielkich przemian w krajowej polityce – także kulturalnej – sporo zmienia się również w młodym malarzu. Pół wieku później przywoła w pamięci, jak to wówczas „łapczywie zagłębiał się w odmęt malarstwa”, po czym przyzna: „dość szybko miałem dobre wyniki […]. Namalowałem wtedy dobre obrazy: Cyganka, Martwa natura z bażantem, różne akty i martwe natury […] i nade wszystko pejzaże w Suffczynie”11. Jednym z tych pejzaży, malowanych podczas pleneru w 1948 roku, jest dość wąsko kadrowany widok pola ze snopami, zamknięty ścianą lasu. Niewielkie płótno dowodnie świadczy, jak mocno kapistowski kult wyszukanego – choć w tym przypadku może nieco zbyt spopielałego koloru – i postimpresjonistycznego gestu malarskiego zaważył na kształceniu młodego Sempolińskiego.



Jacek Sempoliński, Krajobraz z Suffczyna | 1948, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Ale już Martwa natura z 1953 roku przynosi zmianę. Z rysunkiem artysta poczyna sobie coraz śmielej, a „szlachetne szarości” zestawione są z głęboką czerwienią i nasyconą zielenią w bynajmniej nie kapistowski akord. Obraz nadal budowany jest harmonijnie, choć to już zupełnie inna harmonia – odważniejsza, bardziej wyrazista i – osobna.



Jacek Sempoliński, Martwa natura | 1953, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Co ciekawe, już podczas studiów młody malarz razem z Sokołowskim pracuje nad, niezachowanym do dziś, plafonem dla Teatru Narodowego, do społu z profesorem przygotowuje także konkursowe projekty plastycznej oprawy warszawskiego metra12. Niestety pozostały one wyłącznie w sferze artystycznych wizji. Z placem budowy Sempoliński zetknie się niebawem w nieco innych okolicznościach.
Artyści na rusztowaniu
Sempoliński maluje zacięcie, projektuje plafony i myśli nad dekoracją metra, a gdyby tego było mało – w latach 1951–1953 kształci się na Wydziale Scenografii pod kierunkiem prof. Władysława Daszewskiego13. „Daszewski uchodził za siekierę i żyletę, bałem się go i czciłem, był wielkim człowiekiem i artystą, był legendą”14 – wspomni artysta w 1999 roku. Współpraca przyniesie interesujące – i doceniane – rezultaty, jednak w pracowni scenograficznej Sempoliński nie zagrzeje miejsca na długo.
W kolejnych latach wespół z Janem Sewerynem Sokołowskim i Zofią Czarnocką-Kowalską zaprojektują, a także wykonają dekoracje sgraffitowe i polichromie podnoszonych z gruzów kamienic przy Rynku Starego Miasta 8 oraz 22/24, Rynku Nowego Miasta 4. Sempoliński samodzielnie ozdobi również kamienicę przy ulicy Nowomiejskiej 1715.
Wielki entuzjazm odbudowy nie jest obojętny także Leonardowi Sempolińskiemu, który w obiektywie utrwala tynkowanie odbudowanych staromiejskich kamienic, skupionych kamieniarzy przypatrujących się portalowi wskrzeszonego domu przy ulicy Piwnej czy wreszcie – stojącego na rusztowaniu własnego syna dopracowującego dekorację elewacji. Za pracę na rzecz odbudowy stołecznej starówki Jacek Sempoliński odznaczony zostanie Złotym Krzyżem Zasługi16.
Kultura obrazu, czyli murale i Arsenał
Można odnieść wrażenie, że młody Jacek Sempoliński żadnej artystycznej pracy się nie obawiał. Z pewnością scenograficzne doświadczenia przydały się mu, gdy latem 1955 roku razem z Jolantą Bieguszewską projektował uliczne dekoracje z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, któremu Muzeum Warszawy poświęciło niedawno bardzo interesującą wystawę.
Na ślepej ścianie jednej z kamienic przy ulicy Marszałkowskiej artysta wykonał monumentalną dekorację malarską z hasłem „Nous sommes joyeux”17. W tym samym 1955 roku podczas słynnej wystawy w warszawskim Arsenale namalowana przez Sempolińskiego Martwa natura z zegarem została wyróżniona nagrodą. Notabene, mam wrażenie, że zegar jest metaforą wielokrotnie powtarzaną w kontekście tego czasu. Jan Błoński, komentując sytuację sztuki krótko po 1955 roku, napisze: „skoczył […] zegar: przesunął się o jedno pokolenie”18. Na arenę wkraczają wówczas twórcy tacy jak Zdzisław Beksiński, Tadeusz Dominik, Jan Lebenstein czy Rajmund Ziemski.
Wydaje się, że dla Sempolińskiego wystawa miała istotne znaczenie, choć jeden z najciekawszych krytyków tamtego czasu, Aleksander Wojciechowski, pisał, że samo wydarzenie „nie otwierało nowego etapu, lecz zamykało stary”19, a Julian Przyboś widział w niej większy bodziec do zmian krytyki artystycznej niż rzeczywisty przełom malarski20.
Znawczyni twórczości Sempolińskiego Maryla Sitkowska stoi jednak na stanowisku, że „o ile szkoła kapistowska nasyciła jego malarstwo tym, co określamy mianem «kultury obrazu», o tyle doświadczenie Arsenału dodało mu dramatyzmu i sprawiło, że wartości moralno-etyczne zajęły w nim pozycję równorzędną z formalnymi”21. Z tego arsenału Sempoliński będzie odtąd korzystał coraz śmielej.
Podróże po Europie i w głąb siebie
Już z dniem 1 stycznia 1956 roku Jacek Sempoliński podejmuje pracę na macierzystej uczelni. W kolejnym roku przebywa z Jackiem Sienickim i Markiem Oberländerem we Włoszech na stypendium Ministerstwa Kultury, później – tym razem na zaproszenie swojej ciotki – odwiedza również Paryż, a tam czeka na niego najnowsza malarska moda: informel.
„Przeraziło mnie to i odrzuciło. Błąkałem się po paryskich ulicach, samotny, wściekły i zupełnie zagubiony”22 – napisze po wielu latach. W odróżnieniu od chociażby Tadeusza Kantora nigdy nie stanie się piewcą informelu. Daleki od artystycznego koniunkturalizmu, Sempoliński szuka własnej twórczej drogi, jednocześnie uważnie przyglądając się tradycji. „Malarstwo włoskie to była moja ojczyzna – ale przecież nie można być współczesnym malarzem, którego fascynuje Cimabue, Giotto, Tycjan. Bo co niby z tym robić?”23 – stwierdza.
Na początku lat 70. artysta przywiezie z Hiszpanii kolejne zachwyty dawnymi mistrzami, przede wszystkim Francisco de Zurbaránem24, a na kartach prowadzonych przez niego dzienników regularnie pojawiać się będą nazwiska największych twórców minionych epok, nieodmiennie okraszone osobistym komentarzem.



Jacek Sempoliński | lata 50., dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Równolegle z zachwytami nad malarstwem minionych epok Sempoliński kształtuje swój gust muzyczny. Już pod koniec lat 40. XX wieku, jak pisał, „pojawił się w mym życiu Beethoven. Jak piorun – byłem dumny, że ten legendarny geniusz stał się moją własnością. I to naprawdę; wiedziałem o tym i nadal jest najgłębszą treścią mojego życia”25.
Do dawnych mistrzów wracać będzie często. Niemal w przededniu swoich osiemdziesiątych urodzin przyzna, że „szperanie w dawnych wiekach jest fascynujące”26.
Malować to nie rejestrować
Pod koniec lat 50. XX wieku Jacek Sempoliński zadebiutuje jako krytyk artystyczny. Będzie pisał dla „Przeglądu Kulturalnego” i „Współczesności”, zaś na początku lat 70. XX wieku jego teksty ukazywać się będą na łamach „Nowych Książek”. Oczywiście nie poniecha prac nad kolejnymi obrazami. W czerwcu 1960 roku w salach Zachęty odbywa się pierwsza wystawa indywidualna Jacka Sempolińskiego, a dalej posypią się kolejne sukcesy. Jesienią 1961 roku obok m.in. Tadeusza Dominika, Jacka Sienickiego i Jerzego Tchórzewskiego będzie reprezentował Polskę na II Biennale Młodych w Paryżu, dwa lata później w wiedeńskiej Galerie in der Biberstrasse odbędzie się zaś pierwsza zagraniczna wystawa indywidualna artysty.
Malowana w 1964 roku Martwa natura z koszem pokazuje, że teraz przedmiot jest dla Sempolińskiego już nie bohaterem, a pretekstem do coraz bardziej nieskrępowanych rzeczywistością poszukiwań kolorystycznych. Odchodzenie od przedmiotu oznacza zmianę artystycznej orientacji – od teraz, jak pisał Tadeusz Dobrowolski, twórca czerpać będzie z „wnętrza psychicznego”27.



Jacek Sempoliński, Martwa natura z koszem | 1964, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
We wstępie do katalogu wystawy odbywającej się w Galerii ZPAP przy warszawskiej ulicy Marszałkowskiej w 1966 roku Mieczysław Porębski pisał: „O Jacku Sempolińskim można by powiedzieć, że patrzy na pejzaż póty, póki nie dopatrzy się w nim plamy”, po czym przezornie zaznaczał: „maluje, to nie znaczy jednak – rejestruje: detalicznie, wrażeniowo, impresjonistycznie, postimpresjonistycznie czy w jakikolwiek inny sposób. W pejzażu bowiem […] odnajduje plamę, a więc malarstwo takie, jakim może być dopiero dzisiaj”28.
W tym samym czasie Tadeusz Dominik także patrzy na naturę, dopóki nie zobaczy w niej barwnej plamy. I choć artystyczny modus operandi obu artystów wydawać się może podobny, punkty malarskiego dojścia są od siebie najzupełniej odległe.
Klasyk współczesności



Jacek Sempoliński, Św. Jan / Anioł Stróż | 2001, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
W drugiej połowie lat 60. XX wieku Sempoliński ponownie uda się w podróż do Francji, odwiedzi Holandię, służbowo pojawi się również w Monako i Florencji. Na przełomie 1970 i 1971 roku w salach warszawskiego Muzeum Narodowego na retrospektywnej wystawie Malarstwo w Polsce Ludowej po raz pierwszy wystąpi jako „klasyk współczesności”29. W lutym 1971 roku wystawa dobiegnie końca, a już w Zachęcie otwarta zostanie duża indywidualna wystawa Sempolińskiego. Tym razem tekst do katalogu napisze wieloletni partner artysty, wybitny historyk sztuki Wiesław Juszczak.
Fakturalne eksperymenty początku lat 70. XX wieku widzimy chociażby w nietytułowanej abstrakcji. Z czasem kompozycje stają się coraz bardziej złożone, czego przykładem jest obraz z połowy dekady, w którym wielokierunkowy dukt malarskich narzędzi ujawnia spodnie warstwy koloru, będącego jednocześnie nośnikiem najzupełniej nieoczywistego światła.



Jacek Sempoliński, Bez tytułu | 1972, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Pod koniec 1977 roku Sempoliński został laureatem prestiżowej Nagrody im. Jana Cybisa przyznawanej przez Związek Polskich Artystów Plastyków. Dwa lata później tym samym laurem uwieńczony zostanie Rajmund Ziemski, a następnie m.in. Stefan Gierowski (1980), Jacek Sienicki (1981) i Jerzy Tchórzewski (1984)30. Grono, jak widać, wielce szacowne.
Męćmierz, Kazimierz, abstrakcje



Jacek Sempoliński, Wisła, Męćmierz | 1990, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
W 1979 roku po raz pierwszy Sempoliński spędził wakacje w Męćmierzu, nieopodal znanego z dziecięcych podróży i ojcowskich fotografii Kazimierza nad Wisłą. Do Męćmierza będzie odtąd wracał rokrocznie31. Sielska miejscowość stanie się bohaterem wielu znakomitych obrazów, niekiedy aluzyjnie nawiązujących do pejzażu z bielącym się obłokiem i jego odbiciem w wiślanym nurcie, niekiedy nasyconych liryczną ekspresją, ale zawsze wysmakowanych w barwie, toteż nie bez kozery Sempoliński zaklasyfikowany zostanie przez Aleksandra Wojciechowskiego do przedstawicieli „drugiej młodości polskiego koloryzmu”32.
I choć jego malarstwo z tamtego czasu wydaje się doskonale obojętne na sprawy społeczne, sam artysta nie stroni od zaangażowania. Już na początku 1976 roku Jacek Sempoliński angażuje się w protest przeciwko zmianom w konstytucji PRL, w listopadzie 1980 roku przekazuje Związkowi Polskich Artystów Plastyków prace na aukcję na rzecz „Solidarności”, a z początkiem 1986 roku podpisuje list w obronie więźniów politycznych. Po trudach pracy dydaktycznej, społecznego zaangażowania i intensywnym życiu towarzyskim to właśnie w sielskim Męćmierzu, u boku Wiesława Juszczaka, znajdować będzie wytchnienie.



Wiesław Juszczak i Jacek Sempoliński przed swoim domem w Męćmierzu | lata 90., dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Miejsce zwane czaszką



Jacek Sempoliński, Czaszka | 1974, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Pierwszego kwietnia 1988 roku Sempoliński odbiera nominację na profesora nadzwyczajnego sztuk plastycznych, a jesienią tego samego roku – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski33. Jest twórcą o ugruntowanej pozycji; docenianym i wystawianym. Jesienią 1990 roku w salach Muzeum Akademii Sztuk Pięknych otwarto dużą wystawę Jacek Sempoliński. Miejsce zwane czaszką. Motyw czaszki towarzyszył mu już od wielu lat, czego przykładem jest obraz z lat 70. XX wieku.
Te przeważnie programowo antyestetyczne obrazy nigdy nie stawiały sobie za zadanie werystycznego oddawania formy ludzkiej głowy, nie były studiami z anatomii, a raczej – portretem tego, co dzieje się pod kośćcem. To kolor i dukt malarskich narzędzi, a nie rysunek miały przywołać istotę malowanej rzeczy. Największą ekspresją obdarzone są czaszki z lat 80. XX wieku, wiele Czaszek to płótna zmęczone, wielokrotnie przemalowywane, nadpisywane na poprzednich obrazach, jakby walczące o utrzymanie się na powierzchni w najbardziej dramatyczny sposób mimo, niekiedy całkiem dosłownych, ran.
Gdybym miał taką możliwość, zorganizowałbym wystawę zestawiającą prace Sempolińskiego i Lucio Fontany. Włosko-argentyński „spacjalista” – podobnie jak nasz rodak – wiele uwagi poświęcał związkom dźwięku i obrazu, ale przede wszystkim zasłynął jako twórca „pociętych” obrazów. Rana ranie jednak nierówna.
U Fontany rozdarcia płótna mają charakter wybitnie estetyczny, krzywizny nacięć budują niekiedy wręcz dekoracyjne rytmy, podczas gdy u Sempolińskiego są one efektem niewytrzymywania materiału, naturalnego zmęczenia, fizycznej konieczności. W dziennikach Sempolińskiego nie znalazłem śladu spotkania z malarstwem Fontany. Być może nasz rodak widział jego prace w 1996 roku, kiedy wyjechał w pierwszą od wielu lat podróż do Włoch, odwiedził Wenecję i okolice34. Odtąd wojażował częściej, odwiedzając m.in. Sycylię, Antwerpię, Brugię, Gandawę, Brukselę, Hagę, Haarlem, Amsterdam, Utrecht, Langwedocję i Burgundię.
Jesienią 2002 roku Zachęta przygotowała obszerną wystawę malarstwa Jacka Sempolińskiego, której towarzyszył katalog. Wydawało się, że artysta jest u szczytu sławy, tymczasem najlepsze miało dopiero nadejść.
Autoportret wielokrotny
Ostatnia dekada życia artysty zmarłego 30 sierpnia 2012 roku pełna jest wystaw indywidualnych i zbiorowych35. Jego sztuka bynajmniej nie ma w sobie nic dekadencko schyłkowego. Nie znajdziemy w niej śladu znużenia, a wprost przeciwnie – zaskakującą bujność, młodzieńczą żywotność.
Artysta tworzył liczne autoportrety. Czasem głównym formalnym problemem był zmienny rytm rozbiegających się linii, innym razem skomplikowane trajektorie duktu pędzla, zdarzają się jednak wizerunki własne, aluzyjnie nawiązujące do kształtu głowy, choć przede wszystkim przemawiają wielką kulturą koloru, jak znakomity Autoportret z 2004 roku.
Równolegle do autoportretów powstają kolejne redakcje ukrzyżowań. Wizerunek Chrystusa na krzyżu nabiera u Sempolińskiego ponadchrześcijańskiego wymiaru, odnosi się do „odwiecznych” problemów i podstawowych, niedezaktualizujących się przecież, pytań. Jak pisał sam artysta:
„Jest cecha, która sztukę naszych dni czyni zagadkową, sprzeczną w sobie, a nawet dodaje jej waloru dramatycznego. To nieustająca, niedająca się opanować dezaktualizacja”36.



Jacek Sempoliński, Bez tytułu | 2010, kolekcja prywatna, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Jeszcze za życia malarza krytycy zapewniali, że artystyczna formuła Sempolińskiego nie przeminie prędko. Dariusz Bugalski deklarował: „To malarstwo jest heroiczne, nie trzeba szukać tego słowa. Przychodzi samotnie. To malarstwo nie przechodzi z czasem”37.
Wśród licznych ukrzyżowań znajdziemy sceny sprawiające wrażenie wirtuozowskiego popisu lekkości i malarskiej maestrii, innym razem płótna przesycone cierpieniem. Sempoliński bynajmniej nie popadał w rutynę. W 2006 roku, pracując nad kolejną redakcją ukrzyżowania, przyznawał na kartach dziennika:
„Muszę panować nad tym i jednak tę głowę artykułować. Choć właściwie nie potrzebuję już dbać o cokolwiek – wystawy nowej nie planuję, miałem ich dość ostatnio, a poza tym już późno, niczego nikt nie musi oglądać. Ale mam nawyk własnych potrzeb, własnego sumienia artystycznego i czy kto spojrzy, czy nie, ma być wszystko prawidłowe”38.
Jeden z uczniów Sempolińskiego, Janusz Michalik, przyznawał, że profesor był „odporny na mody i konieczność szokowania tworzy sztukę niepowtarzalną”39. Pozostał wierny własnej sztuce. Jeśli zaskakiwał, to antyestetyzmem, bezpretensjonalną szczerością lub emocjonalnym natężeniem. Jeśli poddawał się nastrojom, to tylko wewnętrznym.
Stara willa, nowy dom
Od 2021 roku w pięknej modernistycznej willi zaprojektowanej w 1937 roku przez słynny tandem Bohdan Lachert – Józef Szanajca działa Fundacja Jacka Sempolińskiego. Fundatorem i inicjatorem jej powstania był prof. Wiesław Juszczak.



Jacek Sempoliński i Wiesław Juszczak podczas wakacji w Chmielnie | 1959, dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Sempolińskiego
Sempoliński napisał kiedyś: „mądry to wolny”40. Jego malarstwo jest mądre, bo nieskrępowane. Co więcej – mówi własnym językiem, którego jako odbiorcy możemy się przy odrobinie otwartości nauczyć. Kwestia malarskiego języka była dla artysty niezwykle istotna, często stawał przed pytaniem: „czy język, który umie tylko opisać stary dom, jest wystarczający?”41. A przecież doskonale wiedział, że przez lata zbudował dom zupełnie nowy – miejsce zwane malarstwem.


Bibliografia:
1. Biografia Jacka Sempolińskiego, witryna Jacek Sempoliński, https://jaceksempolinski.pl/biografia-jacka-sempolinskiego.
2. Brincken A., Świadectwo istnienia nadziei. Prywatne słowo o obrazach Jacka Sempolińskiego, w: Jacek Sempoliński, Kraków 2006.
3. Bugalski D., Dlatego żyjemy, w: Jacek Sempoliński. Malarstwo, rysunek, Warszawa 1995.
4. Dobrowolski T., Nowoczesne malarstwo polskie, Wrocław 1964, t. 3.
5. Onoszko H., Dekoracje festiwalowe, „Przegląd Artystyczny” nr 3–4, 1955.
6. Porębski M., nietytułowany wstęp do katalogu wystawy Jacek Sempoliński, Warszawa 1966.
7. Sempoliński J., A me stesso. Drogi i rozstaje twórczości. Wypisy z dzienników 1999–2008, Warszawa 2016.
8. Sempoliński J., Czym dla artysty jest sztuka?, w: Jacek Sempoliński. Malarstwo, rysunek, Warszawa 1995.
9. Sempoliński J., Po co i jak, w: Jacek Sempoliński, Kraków 2006.
10. Sempoliński J., rozm. Marcin Bugalski, Profesory powiedzieli. Po co malarstwo?, „AsSPe” nr 1, 1996.
11. Sempoliński J., Wspominam to tak…, „Podkowiański Magazyn Kulturalny” nr 1 (16), 1997.
12. Sempoliński J., wstęp do katalogu w: Adam Rychtarski. Malarstwo, Warszawa 1981.
13. Sempoliński J., wywiad udzielony w ramach ankiety Artyści-plastycy ’84–85, rozm. Ewa Korulska, maszynopis w zbiorach Muzeum ASP w Warszawie.
14. Sitkowska M., Kalendarium, w: A me stesso. Katalog wystawy, Warszawa 2002.
15. Urbanowicz B., Dwie polichromie Starego Rynku, „Ochrona Zabytków” nr 2–3, 1953.
16. Wojciechowski A., Młode malarstwo polskie 1944–1974, Wrocław 1975.
- A. Brincken, Świadectwo istnienia nadziei. Prywatne słowo o obrazach Jacka Sempolińskiego, w: Jacek Sempoliński, Kraków 2006, strony nienumerowane. ↩
- „Rzeczpospolita”, 27.03.1927, s. 1. ↩
- J. Sempoliński, wstęp do katalogu w: Adam Rychtarski. Malarstwo, Warszawa 1981, strony nienumerowane. ↩
- J. Sempoliński, Wspominam to tak…, „Podkowiański Magazyn Kulturalny” nr 1 (16), 1997. ↩
- Biografia Jacka Sempolińskiego, witryna JacekSempolinski.pl, https://jaceksempolinski.pl/biografia-jacka-sempolinskiego (dostęp: 15.12.2025). ↩
- M. Sitkowska, Kalendarium, w: A me stesso. Katalog wystawy, Warszawa 2002, s. 90. ↩
- Wrażliwość na piękno fotografii Sempoliński zachowa do końca. W 2007 roku obejrzy w warszawskim Muzeum Narodowym wystawę Jana Bułhaka. W dzienniku zanotuje: „Ten Bułhak to wielka sprawa, muszę tu coś o nim napisać, jak dojdę do siebie”. I wielka szkoda, że jednak nie napisał. ↩
- Zob. M. Sitkowska, op. cit., s. 94. ↩
- Zob. ibidem, s. 95. ↩
- J. Sempoliński, rozm. M. Bugalski, Profesory powiedzieli. Po co malarstwo?, „AsSPe” nr 1, 1996, s. 6. ↩
- J. Sempoliński, A me stesso. Drogi i rozstaje twórczości. Wypisy z dzienników 1999–2008, Warszawa 2016, s. 35. ↩
- Biografia Jacka Sempolińskiego, witryna JacekSempolinski.pl, op. cit. ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 91. ↩
- J. Sempoliński, A me stesso…, op. cit., s. 29. ↩
- B. Urbanowicz, Dwie polichromie Starego Rynku, „Ochrona Zabytków” nr 2–3, 1953, s. 150. ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 93. ↩
- H. Onoszko, Dekoracje festiwalowe, „Przegląd Artystyczny” nr 3–4, 1955, s. 72–77. ↩
- Zob. A. Wojciechowski, Młode malarstwo polskie 1944–1974, Wrocław 1975, s. 57. ↩
- Ibidem, s. 61. ↩
- Ibidem, s. 60. ↩
- Jacek Sempoliński – Życie i twórczość, portal Culture.pl, https://culture.pl/pl/tworca/jacek-sempolinski (dostęp: 16.12.2025). ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 100. ↩
- Ibidem, s. 100–101. ↩
- Jacek Sempoliński, Wywiad udzielony w ramach ankiety „Artyści-plastycy ’84–85”, rozm. E. Korulska, maszynopis w zbiorach Muzeum ASP w Warszawie. ↩
- J. Sempoliński, A me stesso…, op. cit., s. 35. ↩
- Ibidem, s. 434. ↩
- T. Dobrowolski, Nowoczesne malarstwo polskie, Wrocław 1964, t. 3, s. 442. ↩
- M. Porębski, nietytułowany wstęp do katalogu wystawy Jacek Sempoliński, Galeria Sztuki Związku Polskich Artystów Plastyków – Okręg Warszawski, Warszawa 1966, strony nienumerowane. ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 105. ↩
- Laureaci Nagrody im. Jana Cybisa – Okręg Warszawski Związku Polskich Artystów Plastyków, witryna Okręgu Warszawskiego Związku Polskich Artystów Plastyków, https://owzpap.pl/laureaci-nagrody-im-jana-cybisa (dostęp: 28.12.2025). ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 109. ↩
- A. Wojciechowski, op. cit., s. 91. ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 117. ↩
- M. Sitkowska, op. cit., s. 121. ↩
- Biografia Jacka Sempolińskiego, witryna JacekSempolinski.pl, op. cit. ↩
- A. Wojciechowski, op. cit., s. 119. ↩
- D. Bugalski, Dlatego żyjemy, w: Jacek Sempoliński. Malarstwo, rysunek, Warszawa 1995, s. 4. ↩
- J. Sempoliński, A me stesso…, op. cit., s. 426. ↩
- Zob. „Ręka farbiarza”. Wernisaż wystawy malarstwa i rysunku Jacka Sempolińskiego, https://web.archive.org/web/20120925073302/http://pl.4kultury.pl/2011/moje-pismo-wystawa-malarstwa-i-rysunkow-jacka-sempolinskiego (dostęp: 16.12.2025). ↩
- J. Sempoliński, Czym dla artysty jest sztuka?, w: Jacek Sempoliński. Malarstwo, rysunek, Warszawa 1995, s. 12. ↩
- J. Sempoliński, Po co i jak, w: Jacek Sempoliński, Kraków 2006, strony nienumerowane. ↩


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Jacek Sempoliński. Miejsce zwane malarstwem - 26 marca 2026
- Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) „Portret Leona Reynela” - 11 stycznia 2026
- Co słychać w pracowniach? O muzycznym guście malarek i malarzy - 22 maja 2025
- Jean-Étienne Liotard „Śniadanie rodziny Lavergne” - 19 lipca 2024
- Alfons Karpiński „Portret malarzy w Jamie Michalikowej” - 31 maja 2024
- Carmen jak malowana - 23 maja 2024
- Witold Wojtkiewicz „Portret Lizy Pareńskiej” - 15 marca 2024
- Stanisław Masłowski „Wschód księżyca” - 1 marca 2024
- Deszcz nad Como. Lombardzkie wojaże - 8 grudnia 2023
- Księżniczka na Parnasie. Bożki słowiańskie Zofii Stryjeńskiej - 17 września 2023















































