O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Tadeusz Makowski o sobie samym



Lubisz nas czytać? Wesprzyj nas na PATRONITE »

Bartłomiej Topa czyta Niezła Sztuka Muzeum w Liceum

„Nie lubię dużo czasu poświęcać drugim” i jestem zdania, że „artyści powinni unikać ludzi”. Być może dla wielu z Was moje usposobienie wyda się dość osobliwym, ale jestem samotnikiem i czuję się najlepiej, spędzając czas w mojej pracowni. Jeśli chcecie poznać mnie lepiej, posłuchajcie mojej opowieści w ciszy i skupieniu, a później nie zadawajcie, proszę, pytań, bym nie czuł się speszony koniecznością odpowiadania na nie.

Tadeusz Makowski Autoportret

Tadeusz Makowski Autoportret  |  ok. 1919
olej, płótno, 64 × 50 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Nazywam się Józef Tadeusz Makowski, ale już chyba nikt nie pamięta mojego pierwszego imienia. Od lat używam drugiego, a tutaj, we Francji, wielu znany jestem jako Tadé.

Pracownia przy rue Vercingétorix stanowi cały mój świat – i choć jest skromna, a brak wygód często daje dotkliwie o sobie znać, nie zamieniłbym jej na żadną inną. Uwielbiam świetlik w dachu, bo dzięki niemu na moje płótna pada snop naturalnego światła. To nic, że zimą towarzyszy mi wielki ziąb, a latem skwar nie pozwala zaczerpnąć tchu. Najważniejsze, że dzięki światłu mogę malować, a tylko wtedy czuję się naprawdę szczęśliwy.

Tadeusz Makowski w swojej paryskiej pracowni

Tadeusz Makowski w swojej paryskiej pracowni, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sztuka daje mi radość i zapomnienie, zresztą tak było od samego początku. Jako mały chłopiec uległem przykremu wypadkowi, a czas powrotu do zdrowia, spędzany w domu, umilało mi rysowanie. I choć byłem jeszcze dzieckiem, już wtedy zrozumiałem, że tworzenie jest procesem magicznym. Gdy dziś wspominam swoje młodzieńcze lata, muszę przyznać, że był to dla mnie naprawdę szczęśliwy czas.

Urodziłem się w Oświęcimiu, ale w 1893 roku, gdy miałem jedenaście lat, moi rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce do Krakowa. Raptem moje życie skupiło się w centrum miasta, u zbiegu ulicy Grodzkiej i placu Dominikańskiego, gdzie mój tata otworzył niewielką kawiarnię. Uwielbiałem atmosferę tego miejsca, jak również krakowskich ulic, po których potrafiłem spacerować godzinami. Stare kamienice przemawiały do mnie tajemniczymi historiami sprzed lat, zajmując moją wyobraźnię na poły ze spektaklami teatralnymi, na które wymykałem się wieczorami. Świat sztuki fascynował mnie i przywoływał każdego dnia, dlatego wybierając kierunek studiów, nie mogłem przystać na propozycję mojego taty, który chciał, żebym został matematykiem. Wybrałem filozofię i filologię, a po kilku miesiącach zdecydowałem się połączyć moje uniwersyteckie studia z zajęciami w Akademii Sztuk Pięknych.

Bardzo ceniłem zajęcia z rysunku u profesora Józefa Mehoffera i lekcje malarstwa, których udzielał mi profesor Jan Stanisławski. Zresztą wówczas wszyscy byliśmy pod wielkim wpływem Stanisławskiego, a jego zajęcia plenerowe uczyły nas nowego, otwartego postrzegania sztuki i rzeczywistości. W dzień doskonaliłem swój warsztat, wieczory zaś upływały mi w gronie znajomych tworzących literacki kabaret „Zielony Balonik”. Zawsze lubiłem pisać, przygotowywałem więc dla kabaretu krótkie skecze, a także kukiełki do spektakli. Szybko jednak gwarna atmosfera kabaretu zaczęła mnie przytłaczać i zrezygnowałem z udziału w nim.

Tadeusz Makowski Gra w karty

Tadeusz Makowski Gra w karty  |  1931
olej, płótno, 65,5 × 81 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Zawsze wolałem nie posiadać wielu przyjaciół, ale jedynie kilku tych prawdziwych i o słuszności tej zasady przekonywałem się w swoim życiu wielokrotnie. O mojej przyjaciółce, jeszcze z czasów studiów w Akademii Sztuk Pięknych, Wandzie Popławskiej, nie potrafię opowiadać inaczej niż z wielką wdzięcznością. Pomogła mi powrócić do zdrowia, opłacając lekarza, gdy zmagałem się z ciężkim zapaleniem płuc. Dzięki szczodrości Wandy i jej męża mogłem im towarzyszyć w dwóch podróżach do Włoch, co było dla mnie wielkim przeżyciem. Po raz pierwszy stanął przede mną otworem świat wielkiej sztuki, pod której wpływem pozostałem na długo. Wówczas doszedłem do wniosku, że by rozwijać się jako artysta, muszę znaleźć się w miejscu, które dostarczy mi nowych inspiracji.

Tadeusz Makowski, Portret damy w różowej sukni Wanda Popławska

Tadeusz Makowski Portret damy w różowej sukni (Wanda Popławska)  |  ok. 1908
olej, płótno, 168,5 × 133 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

W 1909 roku wybrałem Paryż, a moja droga do niego wiodła przez Monachium. Pobyt w Niemczech był jednak krótkim przystankiem w podróży i w przeciwieństwie do wielu polskich artystów, nie skorzystałem na nim w swojej twórczej pracy.

Paryż… ach… istny zawrót głowy! Tak o nim myślałem, gdy dotarłem na miejsce. Na początku jednak wszystkie wystawy tworzone podług aktualnych mód i manier budziły moje rozczarowanie. Gdzie w tym prawda i autentyczność? Brakowało mi jej. Chadzałem często do Luwru, by odnaleźć spokój wśród dzieł starych mistrzów. Pomostem między sztuką dawną a współczesną stał się dla mnie Puvis de Chavannes. W jego malarstwie ujęły mnie „powaga, piękny koloryt i prawda uczucia”. Doskonaląc swój warsztat, namalowałem kilka obrazów korespondujących ze sztuką francuskiego mistrza. Chrzest w Jordanie i Święty Jerzy przebijający smoka były dla mnie kolejnym krokiem w drodze do odnalezienia siebie.

Tadeusz Makowski, Chrzest w Jordanie, Muzeum Narodowe w Warszawie

Tadeusz Makowski Chrzest w Jordanie  |  ok. 1909
olej, płótno, 156 × 129 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wkrótce moją uwagę przyciągnęło grono artystów, w którego kręgi wprowadził mnie mój nowy paryski znajomy, Henri Le Fauconnier. Co sobotę w jego mieszkaniu spotykali się nie tylko artyści malarze, ale też rzeźbiarze, poeci i literaci. Z zafascynowaniem przyglądałem się temu, jak na moich oczach rozwija się kubizm, wyrażany nie tylko za pomocą obrazów, ale też słów, na które zawsze byłem szczególnie czuły. Przez dwa lata namalowałem dziewiętnaście prac, wśród których znalazły się pejzaże i kompozycje figuratywne. Nigdy jednak nie czułem się w pełni kubistą. „Kubizowałem, ażeby rozszerzyć formę. Ale kubizm przerodził się w sztukę bardzo dekoracyjną, a poza tym zrównywał wszelkie indywidualności”. Mnie zaś „więcej pociągał człowiek [a od] kubistów oddalało mnie również to, że nie mieli wyczucia światła.” Mimo to dałem się namówić na prezentację kubistycznych obrazów podczas Salonu Niezależnych w 1913 roku. Był to jednocześnie ostatni raz, gdy tę grupę prac mogła oglądać publiczność. Po zakończeniu wystawy moje kubistyczne eksperymenty – wraz z ostatnim z obrazów utrzymanych w tym duchu, Kobietą z wiadrami – ukryłem głęboko w pracowni i aby uniknąć pytań ze strony ciekawskich, poinformowałem wszystkich o ich zniszczeniu.

Tadeusz Makowski Kobieta z wiadrami Akt kubistyczny

Tadeusz Makowski Kobieta z wiadrami (Akt kubistyczny)  |  ok. 1913
olej, płótno, 149,5 × 103,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Nadszedł rok 1914, a wraz z nim zmiany. Przeprowadziłem się do mojej obecnej pracowni i wziąłem udział w wystawie w paryskim Towarzystwie Artystów Polskich. Znów stałem się częstym gościem galerii w Luwrze, gdzie długie godziny mijały mi na studiowaniu dzieł dawnych mistrzów. Kto wie, jak wówczas potoczyłyby się moje losy, gdyby nie wybuch wojny. Jako krakowianin zgodnie z prawem byłem obywatelem monarchii austro-węgierskiej i ze względów politycznych nie wolno mi było przebywać w Paryżu. Mimo licznych prób uzyskania zgody na pobyt w mieście, musiałem je w końcu opuścić. Schronienie znalazłem w życzliwym mi domu Władysława Ślewińskiego w bretońskim miasteczku Doëlan.

Z mistrzem Ślewińskim poznałem się jeszcze w 1906 roku podczas zimowego pleneru w Tatrach, organizowanego przez profesora Stanisławskiego. Ucieszyłem się, gdy sześć lat później nasze drogi ponownie przecięły się w Paryżu. Państwo Ślewińscy spędzali zimowe miesiące z dala od wietrznej Bretanii, mieliśmy więc wiele okazji do spotkań. Wizyty artysty w mojej pracowni onieśmielały mnie. Wszak był już legendą, a ja darzyłem go podwójną estymą również ze względu na dzielące nas blisko trzydzieści lat.

Jan Stanisławski z uczniami podczas pleneru w Zakopanym, ok. 1906, Muzeum Narodowe w Krakowie

Jan Stanisławski z uczniami podczas pleneru w Zakopanym, ok. 1906, Muzeum Narodowe w Krakowie

Gdy przyjechałem więc do Doëlan, czułem się wzruszony, ale też skrępowany. Ślewiński opowiadał mi wiele o swojej młodości i artystycznych przyjaźniach, przez co mój szacunek do niego wzrastał jeszcze bardziej. Bolał mnie jednak jego lekceważący stosunek do mojej sztuki, której jawnie nie rozumiał i nie lubił. Po roku gościny u Ślewińskich poczułem, że trzeba mi niezależności. Przeniosłem się więc do pobliskiej wsi Le Pouldu. Wciąż borykałem się z brakiem pieniędzy, a skromne środki pozwoliły mi na wynajem niewielkiego kąta u rodziny rybaków nazwiskiem Kerheul.

Tadeusz Makowski Pejzaż z Le Pouldu

Tadeusz Makowski Pejzaż z Le Pouldu  |  1917
olej, płótno, 33 × 46 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Tu znów poczułem się w pełni wolny. Dni spędzałem na długich spacerach i szkicowaniu, wieczorami zaś jadałem wspólnie z moimi gospodarzami. Ujęła mnie ich życzliwość i prostolinijność, potwierdzająca, że o dobroci człowieka nie świadczy jego status, ale czystość serca. Odkrywałem na nowo bogactwa natury, jej dzikość i prawdziwość. Mimo to tęskniłem za Paryżem. Do miasta udało mi się wrócić jesienią dzięki pomocy Władysława Mickiewicza.

Tadeusz Makowski Pejzaż bretoński ze studnią | 1913, Muzeum Narodowe w Warszawie

Tadeusz Makowski Pejzaż bretoński ze studnią | 1913, Muzeum Narodowe w Warszawie

Mickiewicz i jego córka Maria zawsze byli mi drogimi przyjaciółmi, wyrozumiałymi dla mojej sztuki i sposobu postrzegania świata. Ich dom był tętniącym żywo sercem polonijnej kultury w Paryżu, ale także miejscem, w którym zawsze starano się pomagać innym. Skutki wojny w różnych przejawach dotknęły jednak wszystkich. Najpowszechniejszym z nich była bieda, która w dwójnasób doświadczyła również mnie. W podobnej sytuacji znalazło się wielu polskich artystów mieszkających w Paryżu. Źródłem niewielkiego zarobku dla blisko siedemdziesięciu osób, w tym i dla mnie, stała się lalkarska pracownia artystyczna założona przez malarkę Stefanię Kreutler-Łazowską. Piękne, wykonane z dbałością o szczegóły lalki zyskiwały uznanie i duże zainteresowanie wśród nabywców, zresztą pierwszą z nich zakupiła sama Olga Boznańska, czyniąc z małej figurki swoją modelkę.

Tadeusz Makowski Rybak z fajką

Tadeusz Makowski Rybak z fajką  |  ok. 1924
olej, płótno, 55 × 37 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Paryż i jego mieszkańcy starali zmagać się z ciężkimi czasami, ale codzienność niejednokrotnie przytłaczała swoją surowością. Latem 1917 roku poczułem, że pora zaczerpnąć tchu w bretońskim Le Pouldu. Wśród rodziny Kerheul znów poczułem się lepiej. Szkicowałem bez końca okoliczne krajobrazy, zafascynowany ich rozległością. Szczególnie ważną pamiątką tamtego lata stał się dla mnie portret mojego gospodarza, któremu nadałem prosty tytuł Rybak z fajką. Przez wiele kolejnych lat nie zdejmowałem go ze ściany mojej paryskiej pracowni, bo nie potrafiłem się z nim rozstać. W końcu podarowałem go jednemu z moich przyjaciół, bo zapewne nigdy nie mógłbym go sprzedać. Zresztą zazwyczaj moment rozstania z moimi płótnami był dla mnie trudny. Musiałem jednak zdobywać środki na życie, dlatego gdy po powrocie do Paryża w 1918 roku moimi pracami zainteresował się krytyk sztuki Adolf Basler, byłem szczęśliwy.

Basler poznał mnie z żoną poety Charlesa Vildraca, która prowadziła modną galerię sztuki. Zaciekawiło ją moje malarstwo, dzięki czemu udało mi się sprzedać kilka prac. Nabrałem nadziei na lepsze jutro. Niestety jednak niewiele się zmieniło. Nie czułem się w pełni sił i nie udało mi się uzyskać rządowej zgody na wyjazd do Bretanii. Wówczas Maria Mickiewiczówna zaproponowała mi, bym wyjechał do Owernii, gdzie jej ojciec pomagał w obozie dla polskich jeńców wojennych.

Zamieszkałem w pobliskiej wiosce Espaly, którą odkrywałem, tworząc liczne szkice. Intrygowała mnie odmienność lokalnego krajobrazu, jego dzikość, górzystość. Stopniowo uczyłem się go i wprowadzałem do swojej sztuki. W moich pejzażach zagościło wiele postaci, bo lubiłem przyglądać się codziennej egzystencji mieszkańców wioski. Najczęściej jednak z dużej odległości, by móc uchwycić specyfikę krajobrazu. Tak później powstał m.in. Widok mostu w Espaly.

Tadeusz Makowski Widok z mostu w Espaly

Tadeusz Makowski Tadeusz Makowski Widok z mostu w Espaly  |  ok. 1920
olej, płótno, 65,5 × 107 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Gdy nie malowałem, często odwiedzałem niewielkie muzeum w Le Puy, w zbiorach którego zauroczyły mnie prace dawnych niderlandzkich i flamandzkich mistrzów. Na myśl przywodzili mi prace Bruegla, które tak lubiłem i traktowałem jako lekcję dla rozwoju mojego malarstwa. Zresztą nie tylko jego twórczość była w tamtym czasie dla mnie ważna.

tadeusz makowski zima

Tadeusz Makowski Makowski  |  ok. 1918
olej, płótno, 80,5 × 100 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Na równi z dziełami dawnych mistrzów fascynował mnie lokalny folklor, jego prostota i szczerość. Tych cech poszukiwałem też u moich modeli i dlatego to właśnie dzieci stały się od tej pory bohaterami moich obrazów. Byłem jednak daleki od tworzenia idealizowanych kompozycji o dekoracyjnym walorze. Zawsze interesowała mnie przede wszystkim prawda i emocje człowieka, a tych dzieci nigdy nie ukrywały. Co więcej, uważałem, że młody wiek nigdy nie ujmował moim modelom inteligencji, jak też nie czynił ich niedojrzałymi. Ci z pozoru nieistotni obserwatorzy rzeczywistości potrafili dostrzec więcej niż otaczający ich dorośli i to zawsze chciałem pokazać na moich obrazach.

Tadeusz Makowski Chłopczyk

Tadeusz Makowski Chłopczyk  |  1930
olej, płótno, 61 × 46,5 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Jednocześnie dziecięcy modele wiedzieli, czym jest wyobraźnia, a ja zawsze uwielbiałem ten pierwiastek fantastyczności i odrealnienia, które stale były obecne w moim malarstwie.

W 1924 roku na Salonie Niezależnych zaprezentowałem obraz Kaskada, który był rezultatem moich długich studiów nad kolorem, a jednocześnie głosem w dialogu o pierwiastkach egzotycznych w sztuce francuskiej. Niestety nie spodobał się publiczności, co bardzo mnie zabolało. Nie ustawałem jednak w swoich poszukiwaniach. Bo choć dla postronnego obserwatora moja sztuka może wydawać się bardzo różnorodna, dla mnie stanowi spójną konsekwencję w poszukiwaniu własnego stylu i jest szczerym głosem moich aktualnych emocji.

Tadeusz Makowski Kaskada

Tadeusz Makowski Kaskada  |  1924
olej, płótno, 151 × 104 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Od początku mojej artystycznej drogi, obok malarstwa, fascynowałem się także grafiką – szczególnie przypadła mi do gustu technika drzeworytu. Inspirowały mnie zarówno ludowe wycinanki, podhalańskie malarstwo na szkle, jak i „ryciny z Epinalu”.

Na zawsze zostaną mi w pamięci chwile z 1927 roku, kiedy w Galerii Berty Weill zorganizowana została moja pierwsza wystawa indywidualna. Trwała przez dwa tygodnie i zaprezentowano na niej trzydzieści jeden obrazów z ostatnich dziesięciu lat mojej pracy. Był to moment niezwykle uroczysty, ale też wzruszający. Usłyszałem wiele pochlebnych opinii od moich znajomych artystów, ale też od krytyków. Byłem rozemocjonowany, że moje portrety małych modeli – „moje dzieci – są między ludźmi, [i] pozostawione [zostały] własnemu losowi.” Czekałem na ich powrót niczym na członków rodziny, bo z taką atencją je traktowałem. Na zawsze pozostały dla mnie ważne, ale wtedy już czułem, że nadchodzi czas zmian. Moja sztuka stawała się właśnie tak osobistą, jak nigdy dotąd, co zaprezentowałem na mojej drugiej wystawie indywidualnej w Galerii Berty Weill, otwartej rok później w listopadzie.

Tadeusz Makowski, Kapela dziecięca, Muzeum Narodowe w Warszawie

Tadeusz Makowski Kapela dziecięca, Muzeum Narodowe w Warszawie

Czternaście prac, które wybrałem, pokazywało jak konsekwentnie pracowałem nad formą, czyniąc ją prostszą. „Obrazy stały się bardziej moje, bardziej bliskie. Praca twórcza zaczęła wchodzić w życie i z nim się ściśle kojarzyć.” Deformowałem, zbliżając się coraz bardziej do geometrycznych brył, czyniąc postaci na obrazach bliskimi teatralnym marionetkom. Ich twarze zatracały swoją indywidualność, ukryte pod maskami. „Maski, maski! – widzi się je wszędzie w moich obrazach. Dla mnie są to osoby prawdziwe i ta ludzka prawda mnie pasjonuje.” Bo choć malując, często myślałem o teatrze, szczególnie tym Molierowskim, to u podstawy każdego z obrazów znajdowała się dla mnie rzeczywistość, im bardziej osadzona w kostiumie kreacji – tym prawdziwsza.

Tadeusz Makowski, Maskarada,

Tadeusz Makowski Maskarada, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Maskarada w mroku, Mali pierroci, i wreszcie Teatr dziecięcy – wszystkie te obrazy stanowiły esencję moich odczuć i przemyśleń. Konsekwentnie podążając tym tropem, zbliżyłem się do groteskowego świata, w którym pojawili się dorośli. Jednak nie towarzyszyli moim małym modelom. Na płótnach występowali sami lub w niewielkich grupach. Ich bryłowate sylwetki, jak w Skąpcu czy w Grze w karty, często stawały się uosobieniem złych cech i przywar. Geometryczne formy pomagały mi też w przedstawieniu żmudnych, powtarzanych rytmicznie bez końca zajęć, jak w wycinającym saboty Szewcu.

Tadeusz Makowski, Skąpiec, 1932

Tadeusz Makowski Skąpiec  |  1932
olej, płótno, 117,5 × 89 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Stopniowo moją sztuką zbliżałem się do tego, co ciekawi mnie najbardziej. Bo „zagadnieniem malarskim wiecznym jest forma, światłocień, barwa i jej harmonia, układ formy, czyli kompozycja, rytm linii i kształtów, płaszczyzny i ich stosunek do siebie, materia malarska i jej bogactwo, i inne z tym związane wartości.”

A gdybym mógł powiedzieć coś artystom, którzy przyjdą po mnie to rzekłbym:

„Nie bójcie się wszelkich tajemnic. Życie malarza jest życiem męczącym. Nie oczekujcie lekkich przyjemności. Poświęćcie wasze życie. Tam gdzie nie sięga wiedza innych – tam malarz staje się twórcą.”

Tadeusz Makowski, Szewc, 1930

Tadeusz Makowski Szewc  |  1930
olej, płótno, 100,5 × 81 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

fleuron niezła sztuka pipsztok
Tadeusz Makowski zmarł w Paryżu 1 listopada 1932 roku na wylew krwi do mózgu. Pochowany został na polskim cmentarzu w Montmorency. Choć wielokrotnie snuł plany o powrocie do Krakowa, nigdy ich nie zrealizował, zarówno ze względów finansowych, jak i z lęku przed odrzuceniem i niezrozumieniem jego sztuki w Polsce. W istocie jego twórczość jeszcze przez blisko trzy dekady pozostawała niemal całkowicie nieznana w ojczyźnie, czekając na upowszechnienie dzięki doskonałej monografii profesor Władysławy Jaworskiej, plasującej Makowskiego w kręgu najważniejszych artystów polskich początku XX wieku.


Redakcja: Anna Skurska

Maria Milanowska

» Maria Milanowska

Absolwentka historii sztuki, zawodowo muzealnik. Uwielbia sztukę epoki średniowiecza oraz sztukę polską drugiej połowy XIX wieku. Zakochana we Włoszech pod każdą postacią.

Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Jeśli chciałbyś/chciałabyś wesprzeć nas w tworzeniu miejsca w polskim internecie na temat sztuki, które nie ma reklam możesz przekazać nam darowiznę, nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »