Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela, 1927
papier, pastel, 150,5 × 100,5 cm
Muzeum Narodowe w Warszawie

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1927, Muzeum Narodowe w Warszawie
Gdybyśmy przenieśli się w czasie do soboty 17 stycznia 1932 roku i zwyczajem wielu obywateli II Rzeczypospolitej sięgnęli po „Gazetę Handlową”, między reklamą „stempli metalowych do mięsa” bydgoskiej fabryki Blocha a raportem o sytuacji rynku mydlarskiego w kraju znaleźlibyśmy nekrolog Leona Reynela, którego śmierć – jak pisano – „wywołała głęboki i szczery żal w szerokich kołach towarzyskich i gospodarczych stolicy”1. W tym czasie Stanisław Ignacy Witkiewicz przygotowywał się do zaplanowanego na 21 stycznia odczytu O znaczeniu intelektualizmu w literaturze. Wbrew przypuszczeniom wystąpienie Witkacego w Związku Zawodowym Literatów i Dziennikarzy nie wywołało dyskusji, wydarzenie przeszło niemal bez echa2. Nie zachowały się szczegółowe relacje, jak artysta zareagował na śmierć niegdysiejszego przyjaciela3, na szczęście zachowały się portrety, na których Witkacy uwiecznił Leona Reynela.
Wątły zwykle organizm

Rafał Malczewski, Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1924, Muzeum Narodowe w Warszawie
Z treści nekrologu drukowanego na łamach poczytnej „Gazety Handlowej” czytelnicy dowiedzieć się mogli, że urodzony w Warszawie Leon Reynel już będąc uczniem, wsławił się jako działacz niepodległościowy. Nie wspomniano co prawda o jego nauce w Szkole Technicznej Wawelberga i Rotwanda4, za to podkreślono, że za swoją aktywność patriotyczną został uwięziony w okrytym ponurą sławą X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej, z której wydobyły go usilne zabiegi rodziny i przyjaciół. A tych – jak pisano – zawsze miał wielu5.
Zmuszony do emigracji Reynel osiada w Paryżu, gdzie „chlubnie ukończy”6 ekonomię na École de Sciences Politiques, ale kiedy zamyka księgi buchalteryjne i żegna się z liczydłami, sięga po papier, na którym „tworzy pokaźną wiązankę piosenek polskich, przejętych smętkiem i nutą patriotyzmu”7.
W roku wybuchu I wojny światowej trafia do Petersburga, gdzie działa m.in. jako literat i bynajmniej nie porzuca swojego społecznikowskiego poczucia patriotycznej misji. Tam razem ze Stefanem Kiedrzyńskim tworzy libretto rewii Warszawka i Krakusik8, tam też poznaje Stanisława Ignacego Witkiewicza. Panów łączy nie tylko przyjaźń, ale i powinowactwo – Leon, nie bez aprobaty samego artysty, zostanie niebawem mężem ciotki Witkacego – Władysławy z Jagminów, zwanej czule Dziunią9. Po pierwszych latach przyjaźni pozostaje wspaniała artystyczna pamiątka – znajdujący się dziś w kolekcji prywatnej ekslibris Leona Reynela wykonany przez Witkiewicza w ekspresjonistycznej manierze. Panów połączy zażyłość na tyle głęboka, że pod koniec I wojny światowej zostaną nawet współlokatorami10.

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1926, Muzeum Narodowe w Warszawie
Kiedy tylko stanie się to możliwe, Reynel wróci do odradzającej się Polski, a jego „głębokość umysłu i prawość charakteru”11 zawiodą go aż do fotela wiceministra skarbu. Ostatecznie jednak teki nie obejmie. Anonimowy autor nekrologu twierdzi, że jedynie przez skromność. Charyzma utalentowanego urzędnika i międzynarodowe koneksje okazały się nieocenione podczas zawierania kontaktów handlowych m.in. z Włochami i Francją, to właśnie on w 1931 roku wystarał się o francuską pożyczkę na budowę kolejowej magistrali łączącej Śląsk z nowiutką Gdynią. Niestety nadmiar pracy sprawił, że „jego wątły zwykle organizm”12 odmówił posłuszeństwa. Tak przynajmniej głosiła wersja oficjalna.
Nieoficjalnie mówiło się jednak o możliwości otrucia. Fakt, że umarł młodo i najzupełniej nagle, co więcej – podczas partii karcianej rozrywki z wysokimi rangą wojskowymi, wobec jego zaangażowania w podpisywanie milionowych kontraktów na uzbrojenie armii wydawał się bliskim co najmniej podejrzany13. Sprawy nigdy jednak nie udało się wyjaśnić.
Flaki się prują

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1924, Muzeum Narodowe w Warszawie
Leon Reynel odszedł, mając zaledwie czterdzieści cztery lata. Zostawił po sobie godny szacunku dorobek zawodowy oraz niebłahą kolekcję dzieł sztuki, w której znalazło się aż trzydzieści pięć portretów wykonanych dla niego przez Witkacego14. W większości dzieła stanowiły formę spłaty zaciąganych u zamożnego ekonomisty długów. Jeden z listów do Reynelów artysta kończył zapewnieniem: „Wierzcie oboje w moją sympatię, która tylko w obrazach niestety wyrazić się może”15. Jednym z takich „wyrazów sympatii” była wręczona małżonkom Kompozycja z grabarzami. Prezent, choć tematycznie dość ponury, chyba przypadł małżonkom do gustu, Reynelowa rozstała się z kompozycją dopiero w 1962 roku.
Władysławie zwanej Dziunią i Leonowi Witkiewicz zawdzięczał sporo, szczególnie w kwestiach finansowych. W grę wchodziły nie tylko kolejne pożyczki, ale także pomoc w sprzedaży obrazów. Już wiosną 1920 roku artysta pisał do Władysławy: „Jestem przerażony sumami, które zdobyłaś dla mnie za obrazy. Jestem Ci nieskończenie wdzięczny”16. W podobnym tonie utrzymana jest reszta ich wzajemnej korespondencji. Leon Reynel prędko stanie się witkacowskim agentem do zadań specjalnych. Co więcej – zadań najróżniejszego autoramentu. Pomaga w spłacie długu Witkiewicza zaciągniętego u Karola Szymanowskiego17, wspiera artystę w obracaniu giełdowymi akcjami, w które ten w przypływie fantazji zainwestował18, odbiera z redakcji nieopublikowane rękopisy lub tropi zaginione obrazy19. Słowem – robi to, do czego Witkiewicz nie ma głowy, tłumacząc w jednym z listów: „Tyle mam na głowie, że mi się flaki prują”20.

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1924, Muzeum Narodowe w Warszawie
Pisząc do Reynelów, Witkiewicz żali się na lumbago, utyskuje na poziom artystycznej krytyki, informuje o twórczych planach i z właściwą sobie otwartością przyznaje, że „zawiodła go szalona erotomania”21. Kiedy w grudniu 1927 roku w małżeństwie artysty dochodzi do kryzysu, zrozpaczony prosi Reynelową, by wpłynęła na Jadwigę, odwodząc ją od pomysłu rzucenia Witkiewicza22. Małżeństwo przetrwa, a artysta odwdzięcza się pracami. Poza ofiarowywaniem własnych kompozycji i portretowaniem obojga małżonków zdarza się, że w podzięce za gościnę w warszawskim mieszkaniu Reynelów przesyła rysunki swojego ojca23 lub swój portret narysowany przez Zofię Stryjeńską, który, jak deklarował w liście, jest „duży b.[ardzo] zabawny”24. Niestety to jedyna wzmianka o zaginionej pracy.
Jak to często w przypadku Witkacego było, relacja z Leonem i Dziunią bywała bardzo burzliwa. Jesienią 1924 roku artysta wytknął przyjacielowi: „jesteś b.[ardzo] perwersyjne stworzonko, ale za to b.[ardzo] zmyślne i sympatyczne”25, a kilka miesięcy później stworzył, zdaje się, na poły żartobliwą kompozycję pod wymownym tytułem Precz z Reynelem w ogóle.
Pod koniec 1927 roku stosunki zostały już poważnie nadszarpnięte, a sam Witkiewicz deklarował, że „do dobrych stosunków z Leonem trzeba, aby takowy nie poruszał humorystycznie spraw z przeszłości, aby był dyskretnym (w ogóle żeby był dżentelmenem)”26. O co dokładnie poszło – nie sposób dziś zrekonstruować. Niemniej chyba nie była to sprawa bardzo poważna, skoro w ostatnim znanym nam liście Witkacego do zaprzyjaźnionych małżonków, pisanym w sierpniu 1930 roku, artysta przesłał Leonowi przepis na maść. Topór wojenny został zakopany. Nikt nie przypuszczał, że za kilkanaście miesięcy ukaże się w prasie nekrolog Reynela.
Tysiąc dolarów w złocie

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1928, Muzeum Narodowe w Warszawie
Kiedy na początku czerwca 1934 roku Stanisław Ignacy Witkiewicz wypoczywa w domu rybaka Leonarda Budzisza w Kuźnicy na Helu27, wdowa po Leonie partiami przekazuje warszawskiemu Muzeum Narodowemu kolekcję rysunków Jeana Pierre’a Norblina de la Gourdaine gromadzoną przed laty z mężem. Niebawem muzeum otrzyma także należące do niej rysunki Aleksandra Gierymskiego, Władysława Podkowińskiego, a nawet akwarele Stanisława Wyspiańskiego oraz Wybuch gazu w kopalni autorstwa Cypriana Kamila Norwida.
Pierwszego grudnia 1934 roku z kolei wdowa podaruje stołecznemu muzeum tondo florenckiego mistrza Benedetta Buglioniego. Cenna renesansowa głowa Chrystusa zakupiona była przez małżonków u znanego antykwariusza Szymona Szwarca „za tysiąc dolarów w złocie” i bynajmniej nie straciła na wartości. Tylko z portretami zmarłego męża Reynelowa nie rozstanie się tak prędko. Dopiero w 1962 roku Władysława, wówczas nosząca już po drugim mężu nazwisko Woytkiewiczowa, przekaże Muzeum Narodowemu największy i bodaj najsłynniejszy portret Leona wykonany w lutym 1927 roku.
Energia pełciowa
Ostatnie miesiące były dla Stanisława Ignacego Witkiewicza bardzo pracowite. W sierpniu 1926 roku w lwowskim Teatrze Małym odbyła się prapremiera W małym dworku, w której wystąpić miała Irena Solska, ale jak zwierzał się żonie Witkacy: „Irenka jest świnia. Uciekła do W[arszawy] aeroplanem, zostawiając rolę rekwizytorce, która zresztą gra tak samo, a może lepiej”28. Jesienią zdążył udzielić wywiadu, w którym zwierzył się, że „społeczeństwo zobojętniało na poezję, jak i na całą sztukę. To jest prawdziwe, chociaż smutne”29. Na szczęście on sam nie zobojętnieje i w kolejnych miesiącach „całą energię pełciową”30 poświęcać będzie kończeniu Pożegnania jesieni. Powieść odda do druku 3 stycznia 1927 roku, a już pięć dni później będzie brylował w stołecznej Zachęcie na retrospektywnej wystawie dziewięćdziesięciu czterech swoich prac. A przecież musi jeszcze znaleźć czas na tworzenie ogromnego Fałszu kobiety, czyli portretu Maryli Grossmanowej, żony właściciela fabryki guzików, który obiecał horrendalnie wysokie honorarium31!

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Fałsz kobiety. Autoportret z portretem Maryli Grossmanowej | 1927, Muzeum Narodowe w Warszawie
Z kolei 11 lutego wraca z Warszawy do Zakopanego, gdzie czekają go korekty Pożegnania jesieni. Jedenaście dni później, zwabiona namowami stęsknionego męża, pod Tatry przyjeżdża Jadwiga Witkiewiczowa. Będą razem do maja32. W tym czasie Witkacy pracować będzie nad portretami Leona Reynela, w tym – najsłynniejszym i największym jego wizerunkiem.
Osiem dni tworzenia
Na pierwszy rzut oka nic nie budzi naszego niepokoju. Stateczny inteligent w trzyczęściowym tabaczkowym garniturze, patrząc nam prosto w oczy ze spokojną pewnością siebie, dopala trzymany między smukłymi palcami papieros. Na małym palcu lewej dłoni połyskuje sygnecik, w malinowym krawacie błyska szpila z perłą. Bielutkie mankiety, spodnie w kancik. I wszystko byłoby zwyczajnie, z mieszczańska solidnie, gdyby nie tajemnicza aparatura do destylacji zdająca się jakby „zasilać” modela. Nie wykluczałbym, że jest to rodzaj dowcipnej aluzji, zważywszy, że kilka lat wcześniej Witkacy zaklinał Reynela w jednym z listów: „Miej serce i patrz w okolice pępka […]. Bój się boga i nie pij tak strasznie”33. Modela – dodajmy – w dość surrealistycznym położeniu, bo przecież Leon Reynel siedzi jak gdyby nigdy nic na jakiejś szybującej konstrukcji.

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela, detal | 1927, Muzeum Narodowe w Warszawie
Ramy portretu skrywają, do czego przymocowane są wytwornie gięte podpórki, które, jakkolwiek bardzo eleganckie, nie wydają się najstabilniejsze. Żeby jednak unoszenie się nad morskim brzegiem uczynić Reynelowi wygodniejszym, przezorny Witkacy dodaje mu kubiczny podnóżek. Tą samą różową kredką kładzie światło na siedzisku i krawacie modela. Ale na tym niespodzianek nie koniec, bo o ile pod modelem rozciąga się w miarę wiarygodny pejzaż, o tyle niebo za jego plecami i nad głową ekonomisty-społecznika o kolekcjonerskim zacięciu pojawia się coś, co z równym powodzeniem może być podejrzanie organicznym ornamentem lub zastanawiająco ornamentalnym organizmem.
Sam autor zaklasyfikował portret jako typ B, czyli – cytując Regulamin Firmy Portretowej – „rodzaj bardziej charakterystyczny, jednak bez cienia karykatury. Robota bardziej kreskowa niż typu A z pewnym odcieniem cech charakterystycznych, co nie wyklucza ładności w portretach kobiecych. Stosunek do modela obiektywny”34. I rzeczywiście, w portrecie Reynela z lutego 1927 roku nie znajdziemy cech karykatury. Okoliczności powstania konterfektu – jak zwykło się dziać w przypadku Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz – zdradza rozbudowana sygnatura. Na jej podstawie możemy wnioskować, że praca nad dziełem zajęła około ośmiu dni.

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1928, Muzeum Narodowe w Warszawie
Pierwszego dnia Witkacy nie palił tytoniu. Od razu do portretu typu B wprowadził elementy Czystej Formy – mowa zapewne o fantazyjnej partii tła. Elementy swobodnej kreacji sprawiały, że portret – nieuznawany przez artystę za dzieło sztuki – mógł zbliżyć się do statusu dzieła „istotnego”35. Następne dwa dni mistrz spędził w towarzystwie papierosów, kolejne dwa powstrzymywał się od nikotyny, później połowicznie wprowadzał elementy Czystej Formy, by dalej znów nie palić i na koniec ponownie ulec nałogowi36, choć pamiętajmy, że w oficjalnych pismach Witkiewicz jednoznacznie potępiał nikotynizm, twierdząc, jakoby „zasadniczem działaniem papierosów w tej epoce jest przytłumienie bezprzedmiotowej rozpaczy”37.
Choć zachowały się ślady, że w 1927 roku Witkacy sporadycznie eksperymentował z haszyszem oraz przeciwbólowym i przeciwgorączkowym środkiem – cryogeniną38, nic nie wskazuje na to, by posiłkował się nimi podczas prac nad tym portretem. Czy Witkacy był z efektu swojej pracy zadowolony – nie wiemy, podobnie jak trudno powiedzieć, czy przypadła ona do gustu Reynelowi. Jest jednak pewne, że było to zlecenie wyjątkowe. W całej działalności Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz konterfekty pełnopostaciowe należały do rzadkości, niemniej można wskazać kilka analogii.
Latający z potworami
Najbliższym krewnym portretu Reynela jest wizerunek Marii Nawrockiej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie – malowana na przełomie marca i kwietnia 1929 roku modelka najzupełniej spokojnie, może nawet z pewną nieśmiałością, przycupnęła na szybującej nad morską zatoką poduszce. Na okrągłym blacie czekają pudełeczka, na błękitnym niebie kłębią się fantasmagoryczne stworzenia.
Po raz trzeci ten sam pomysł kompozycyjny powrócił w zaginionym portrecie Marii Gałyńskiej. Znana z czarno-białej fotografii praca wykonana w sierpniu 1929 roku stanowiła efektowne powtórzenie motywu szybowania w potwornym towarzystwie nad realistycznie oddaną zatoką morską, tym razem jednak Witkacy posiłkował się kawą, „pyfkiem” i meskaliną cenionej przez niego marki Merck. Innowacyjność koncepcji Witkiewicza możemy w pełni docenić, zestawiając portret Reynela z lutego 1927 roku ze starszym o trzy lata wizerunkiem finansisty wykonanym przez Antoniego Kamieńskiego. Witkacy z dowcipną nonszalancją prześlizguje się między realistycznym portretem a surrealistyczną wizją, między salonową elegancją reprezentacyjnego wizerunku a uszczypliwie aluzyjnym rekwizytem w postaci aparatury do destylacji.

Antoni Kamieński, Portret Leona Reynela | 1924, Muzeum Narodowe w Warszawie
Napa, czyli ostatni Reynel
Anna Żakiewicz wyliczyła, że Witkiewicz portretował Reynela trzydzieści pięć razy39. Znacząca większość wizerunków zamożnego powinowatego przetrwała, głównie w kolekcji warszawskiego Muzeum Narodowego, gdzie trafiły jako dary wdowy po modelu. Jest wśród nich kilka wizerunków stanowiących zapis eksperymentów z najrozmaitszymi substancjami, skrzących się kolorystyczną inwencją lub Witkacowskim humorem, kiedy w czerwcu 1928 roku Reynel staje się kardynałem, co więcej – odznaczonym przez artystę „gwiazdą czarnego węża”.

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Leona Reynela | 1932, Muzeum Narodowe w Warszawie
Latem 1932 roku Witkiewicz odda hołd zmarłemu przyjacielowi po raz ostatni. Powstanie wtedy niemal monochromatyczny portret Leona Reynela; z gmatwaniny czarnych szrafowań przebłyskiwać będą zaznaczone białą kredką bliki światła oraz podrysowane czerwienią usta. Tą samą czerwienią artysta podkreśli tęczówki przyjaciela.
Portret powstanie w typie E, czyli – jak czytamy w Regulaminie Firmy – zakładającym „dowolną interpretację psychologiczną według intencji firmy. Efekt osiągnięty może być zupełnie równy wynikowi typów A i B – droga, którą się do niego dochodzi, jest inna, jako też sam sposób wykonania, który może być rozmaity, ale nie przekroczy nigdy granicy (d)”40. Witkacy zaznaczy przy tym, że nie pił alkoholu, nie palił także papierosów. Musiał być skupiony, znów bowiem przyszło mu wykonać zadanie nietuzinkowe. Obok podpisu zamieści informację, że rysował „Napafot”, czyli na pamięć, posiłkując się fotografią zmarłego przyjaciela.
Nie był to jedyny w działalności Firmy Portretowej przykład portretu malowanego nie z żywego modela, a zdjęcia – latem 1938 roku na podstawie fotografii, również w typie E, Witkacy narysował Urszulę Kołaczkowską. Porównując te wizerunki z innymi wychodzącymi spod jego ręki, trudno oprzeć się wrażeniu, że bezpośredni kontakt z modelem był niezbędny. Charakterologiczna przenikliwość właściciela jednoosobowej firmy nie była w stanie przedrzeć się przez papier fotograficzny, chyba że spust migawki nacisnął sam Witkacy – ale to już zupełnie odrębna opowieść.

Bibliografia:
1. Blum H., Stanisław Ignacy Witkiewicz. Twórczość plastyczna, Kraków 1966.
2. Degler J., Micińska A., Okołowicz S., Pawlak T., Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, Warszawa 2017.
3. „Gazeta Handlowa” nr 13, 1932, portal CRISPA, https://crispa.uw.edu.pl/object/files/403106/display/Default.
4. Jakimowicz I., Witkacy. Malarz, Warszawa 1985.
5. Pawlak P., Witkacy. Biografia, Warszawa 2025.
6. Regulamin Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz, portal Witkacy.hg.pl, http://www.witkacy.hg.pl/firma/regul.htm.
7. Siedlecka J., Mahatma Witkac, Warszawa 2005.
8. Witkiewicz S.I. , Listy, t. 1, oprac. T. Pawlak, Warszawa 2013.
9. Witkiewicz S.I., Narkotyki. Nikotyna, alkohol, kokaina, peyotl, morfina, eter + appendix, Warszawa 1932.
10. Żakiewicz A., Portret Leona Reynela, w: Mistrzowie pastelu. Od Marteau do Witkacego, Warszawa 2015.
- „Gazeta Handlowa” nr 13, 1932, portal CRISPA, https://crispa.uw.edu.pl/object/files/403106/display/Default (dostęp: 15.09.2025). ↩
- J. Degler, A. Micińska, S. Okołowicz, T. Pawlak, Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, Warszawa 2017, s. 440. ↩
- P. Pawlak, Witkacy. Biografia, Warszawa 2025, s. 356. ↩
- S.I. Witkiewicz, Listy, t. 1, oprac. T. Pawlak, Warszawa 2013, s. 419. ↩
- „Gazeta Handlowa” nr 13, 1932, op. cit. ↩
- Ibidem. ↩
- Ibidem. ↩
- S.I. Witkiewicz, Listy, t. 1, op. cit., s. 421. ↩
- A. Żakiewicz, Portret Leona Reynela, w: Mistrzowie pastelu. Od Marteau do Witkacego, Warszawa 2015, s. 449. ↩
- S.I. Witkiewicz, Listy, t. 1, op. cit., s. 421. ↩
- „Gazeta Handlowa” nr 13, 1932, op. cit. ↩
- Ibidem. ↩
- J. Siedlecka, Mahatma Witkac, Warszawa 2005, s. 42. ↩
- A. Żakiewicz, Portret Leona Reynela, op. cit., s. 449. ↩
- S.I. Witkiewicz, Listy, t. 1, op. cit., s. 452. ↩
- Ibidem, s. 429. ↩
- Ibidem, s. 433. ↩
- Ibidem, s. 471. ↩
- Ibidem, s. 443. ↩
- Ibidem, s. 448. ↩
- Ibidem, s. 451. ↩
- Ibidem, s. 504. ↩
- Ibidem, s. 464. ↩
- Ibidem, s. 470. ↩
- Ibidem, s. 484. ↩
- Ibidem, s. 504. ↩
- Degler J., Micińska A., Okołowicz S., Pawlak T., op. cit., s. 474. ↩
- J. Degler, A. Micińska, S. Okołowicz, T. Pawlak, op. cit., s. 373. ↩
- Ibidem, s. 375. ↩
- Ibidem, s. 374. ↩
- Ibidem, s. 377. ↩
- Ibidem, s. 377. ↩
- S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 426. ↩
- Regulamin Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz, portal Witkacy.hg.pl, http://www.witkacy.hg.pl/firma/regul.htm (dostęp: 15.09.2025. ↩
- H. Blum, Stanisław Ignacy Witkiewicz. Twórczość plastyczna, Kraków 1966, s. 34. ↩
- A. Żakiewicz, op. cit., s. 449. ↩
- S.I. Witkiewicz, Narkotyki. Nikotyna, alkohol, kokaina, peyotl, morfina, eter + appendix, Warszawa 1932, s. 26. ↩
- I. Jakimowicz, Witkacy. Malarz, Warszawa 1985, s. 66. ↩
- A. Żakiewicz, op. cit., s. 449. ↩
- Regulamin Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz, op. cit. ↩
Artykuł sprawdzony przez system Antyplagiat.pl
© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».

Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) „Portret Leona Reynela” - 5 stycznia 2026
- Co słychać w pracowniach? O muzycznym guście malarek i malarzy - 22 maja 2025
- Jean-Étienne Liotard „Śniadanie rodziny Lavergne” - 19 lipca 2024
- Alfons Karpiński „Portret malarzy w Jamie Michalikowej” - 31 maja 2024
- Carmen jak malowana - 23 maja 2024
- Witold Wojtkiewicz „Portret Lizy Pareńskiej” - 15 marca 2024
- Stanisław Masłowski „Wschód księżyca” - 1 marca 2024
- Deszcz nad Como. Lombardzkie wojaże - 8 grudnia 2023
- Księżniczka na Parnasie. Bożki słowiańskie Zofii Stryjeńskiej - 17 września 2023
- Giovanni Francesco Penni zw. il Fattore „Święta Rodzina ze św. Janem Chrzcicielem i św. Katarzyną Aleksandryjską” - 7 września 2023







