Kolekcja malarstwa zgromadzona w Muzeum Narodowym w Lublinie obejmuje ponad 1600 obrazów. Lwią część zbioru stanowią dzieła polskich artystów. Nie brak tu znanych nazwisk: od nadwornego malarza Stanisława Augusta Poniatowskiego, Marcella Bacciarellego, po przedstawicieli dwudziestowiecznej awangardy. Wybór zaledwie dziesięciu prac z tak imponującej kolekcji nie był zadaniem łatwym. W celu ukazania jej różnorodności w poniższym zestawieniu znalazły się obrazy prezentujące różne style i gatunki malarskie. Niektóre z nich to dzieła wręcz ikoniczne, inne – niemal zupełnie nieznane. Łączy je jedno: za każdym z nich kryje się pasjonująca historia.



10 dzieł z Muzeum Narodowego w Lublinie, które warto znać
1
Marcello Bacciarelli,
Portret koronacyjny Stanisława Augusta Poniatowskiego, ok. 1768



Marcello Bacciarelli, Portret koronacyjny Stanisława Augusta Poniatowskiego | ok. 1768, Muzeum Narodowe w Lublinie
Ostatni polski król Stanisław August Poniatowski został koronowany 25 listopada 1764 roku. Uroczystość odbyła się w warszawskiej kolegiacie św. Jana, a nie w katedrze na Wawelu, jak nakazywała tradycja. Zgodnie z obyczajem strój monarchy składał się z alby, dalmatyki i kapy. Po zakończeniu koronacji król przebrał się w ubranie nazywane przez współczesnych „hiszpańskim”, szczegółowo opisane przez Jędrzeja Kitowicza:
„[…] kamizelkę opiętą i pluderki takież białe atłasowe, pończochy na nogach i trzewiki białe; na plecach paludament aksamitny pąsowy złotem haftowany, gronostajami podszyty, który za nim unosił jeden z senatorów; na szyi miał z przednich koronek brabanckich wielkie kryzy”1.
W ten sposób Poniatowski po raz kolejny wyłamał się z tradycji – jego poprzednicy z dynastii Wettynów w analogicznej sytuacji występowali w polskim stroju szlacheckim. O tym, jak bardzo kontrowersyjne były modowe wybory nowego króla, świadczyć może fakt, że zobowiązanie do noszenia polskiego stroju próbowano wpisać w pacta conventa i tym samym prawnie zmusić władcę do porzucenia zachodnioeuropejskich trendów. Poniatowski, który kulturę sarmacką darzył niechęcią, zdobył zaświadczenia od siedmiu lekarzy dowodzących, iż podgolenie głowy zaszkodzi jego zdrowiu, a wręcz może grozić przedwczesną śmiercią.
„Hiszpański” strój nie był z pewnością wyborem przypadkowym – według badaczy Poniatowski nawiązywał za jego pomocą do Zygmunta III Wazy2 lub do francuskiego króla Henryka IV3. To właśnie w takim ubiorze monarcha kazał się kilka razy portretować. Spośród powstałych wtedy obrazów największą wartość dokumentalną ma chyba dzieło Christopha Josepha Wernera z Muzeum Narodowego w Warszawie. Król ma tu na szyi nawiązującą do przeszłości kryzę, a na głowie tak zwaną koronę Chrobrego używaną podczas koronacji. Znacznie bardziej znany Portret Stanisława Augusta w stroju koronacyjnym pędzla Marcella Bacciarellego różni się tymi detalami – niemodna kryza znika, a korona leżąca obok króla ma inną, zamkniętą formę.
Obraz Bacciarellego został namalowany długo po koronacji – w latach 1768–1771 – i zapewne zgodnie ze szczegółowymi wytycznymi króla. Bacciarelli pełniący funkcję nadwornego malarza wywiązał się ze swojego zadania tak dobrze, że Poniatowski przez cały okres swojego panowania zamawiał u niego lub jego uczniów repliki obrazu i rozdawał je swoim stronnikom. Król ukazany został tu w całym splendorze, upozowany niczym Ludwik XIV – taki wizerunek był idealny do celów propagandowych.
Oryginalny portret znajduje się do dziś na Zamku Królewskim w Warszawie. Spośród licznych replik tylko sześć uważanych jest za dzieła Bacciarellego. Wersja z Muzeum Narodowego w Lublinie zalicza się do tej grupy, w dodatku jest jedną z pierwszych, jakie powstały. Portret różni się od oryginału kilkoma elementami, m.in. brakiem Orderu Orła Białego na szyi króla.
2
Olga Boznańska,
W pracowni, 1890



Olga Boznańska, W pracowni | 1890, Muzeum Narodowe w Lublinie
Pracownie Olgi Boznańskiej – zwłaszcza ostatnia, paryska – znane są z niezliczonych opisów, fotografii, a także obrazów autorstwa samej malarki. Artystka malowała swoje atelier, aby wypełnić czas pomiędzy sesjami z kolejnymi modelami. Powstające w ten sposób obrazy, przede wszystkim te z późnego etapu twórczości, prezentują wnętrze puste i pogrążone w tajemniczej melancholii. Zgoła inaczej wygląda studio Boznańskiej na dziełach powstałych około 1890 roku w Monachium, takich jak W pracowni z Muzeum Narodowego w Lublinie. Prace te to bardziej sceny rodzajowe z życia malarskiego atelier, choć i one są w swojej wymowie dość enigmatyczne.
Do stolicy Bawarii Boznańska przyjechała, by studiować malarstwo. Początkowo mieszkała w pensjonacie, a pierwszą pracownię wynajęła w 1888 roku na spółkę z niemiecką artystką Hedwig Weiss. W kolejnym roku już samodzielnie zajęła lokal przy Theresienstrasse 54, z którego korzystała do roku 1894. Właśnie to wnętrze widzimy na obrazie z lubelskiego muzeum. Pod nieco innym kątem zostało ono uwiecznione na obrazie W atelier (ok. 1890, kolekcja prywatna). Na obu pracach widzimy wielkie okno, częściowo przesłonięte tkaniną, pozwalającą uzyskać oświetlenie odpowiednie do malowania. Na ścianach w dość chaotycznym układzie wiszą malunki i fotografie. W rogu znajduje się czerwona japońska parasolka, z którą na obrazie z Lublina sąsiadują czerwone wachlarze uchiwa. Te rekwizyty wytropimy również na innych monachijskich dziełach malarki zafascynowanej sztuką japońską.
Po prawej stronie na krześle siedzi z założonymi rękami kobieta (znajoma? potencjalna klientka?), która przygląda się opartemu o ścianę obrazowi przedstawiającemu kobiecy akt. Ten ostatni szczegół jest wyjątkowo ciekawy w przypadku Boznańskiej. Akty malowała większość młodych artystów, uważane były bowiem za podstawę akademickiej edukacji. Co więcej, konieczność studiowania aktu była oficjalnym powodem niedopuszczania kobiet do uczelni artystycznych, a więc czymś, o co młode malarki z zasady walczyły. Mimo to Boznańska nigdy nie wykazywała zainteresowania malowaniem nagiego ciała. Po latach wspominała próbę, jaką podjęła w okresie monachijskim:
„Wzięłam płatnego modela i zaczęłam pracować. Malowałam głowę, całą postać. Potem słyszałam, jak malarze mówili, że sama głowa mówi zbyt mało. Że nagie ciało potrafi więcej jako wyraz. Namalowałam wtedy dwie osoby. Zresztą jedyne w moim życiu”4.
Rzeczywiście w dorobku Boznańskiej niemal nie znajdziemy obnażonych ciał. Rozebrana modelka pojawia się na innym jej obrazie, również zatytułowanym W pracowni (Muzeum Narodowe w Kielcach) i namalowanym w 1890 roku. Czyżby oba dzieła powstały przy okazji pracy z płatnym modelem, opisywanej przez artystkę?
3
Ferdynand Ruszczyc,
Dwór w Bohdanowie, 1901



Ferdynand Ruszczyc, Dwór w Bohdanowie | 1901, Muzeum Narodowe w Lublinie
Ferdynand Ruszczyc przyszedł na świat 10 grudnia 1870 roku w należącym do jego rodziny majątku w Bohdanowie (obecnie w granicach Białorusi). Można śmiało powiedzieć, że rodzinna miejscowość stanowiła centrum jego świata przez całe życie. Choć studiował w Petersburgu, a później krótko mieszkał w Warszawie i Krakowie, zawsze z ulgą wracał do domu. „Chodzę, patrzę i tak mi tu dobrze. Zapominam o wszystkim, chcę być dzieckiem i cieszyć się z tego, co Bóg mi daje” – pisał5. Ostatecznie związał się z Wilnem, czyli najbliższym dużym miastem, dzięki czemu jego życie prywatne mogło nadal toczyć się w Bohdanowie.
Twórczość Ruszczyca również była nierozerwalnie związana z rodzinnymi stronami. Większość jego obrazów przedstawia widoki najbliższej okolicy, w tym domu – a w zasadzie dwóch domów stojących na terenie majątku. Pierwszy z nich to typowy szlachecki modrzewiowy dworek, wybudowany w XVII wieku. Drugi został przebudowany w połowie XIX wieku z murowanego skarbca – z tego powodu Ruszczycowie nazywali go „Murem”.
Na obrazie z Muzeum Narodowego w Lublinie uwieczniony został stary dworek. Przyjaciel Ruszczyca, fotograf Jan Bułhak opisywał jego atmosferę następująco:
„[…] był niepokaźny, skromny, ale duży, przestronny, obliczony na wygodne wczasy licznej rodziny, domowników i gości, daleki od miejskiej wystawnej ciasnoty i taniej elegancji. Wszystko w nim miało cechy długowieczności, powolnego narastania i przeistaczania się bez uszczerbku dla rzeczy już istniejących”6.
Ruszczyc często umieszczał bohdanowski dom w dramatycznym otoczeniu ciemnych chmur i porywistego wiatru, co podkreślało rolę ostoi, jaką odgrywał w jego życiu. Również tu nad dworem widzimy skłębione obłoki, typowe dla artysty. Budynek zatopiony jest w zieleni, z którą wręcz stapia się w nierozerwalną całość – odwieczny, stabilny i bezpieczny.
Niestety, z ukochanego majątku Ruszczyca do naszych czasów dotrwał tylko cmentarz z rodzinnymi grobami. Gdy w 1944 roku Bohdanów znalazł się na linii frontu, spalona została większość zabudowań. Pozostałości później rozebrano, a dworski park wycięto. Niezwykła atmosfera Bohdanowa żyje już wyłącznie na obrazach malarza.
4
Stanisław Wyspiański,
Józef Sosnowski w roli króla Bolesława Śmiałego, 1903



Stanisław Wyspiański, Józef Sosnowski w roli króla Bolesława Śmiałego | 1903, Muzeum Narodowe w Lublinie
Choć Stanisław Wyspiański kształcił się na malarza, to jego zainteresowania od zawsze były szersze. Już w latach szkolnych fascynował się teatrem, a w czasie studiów podejmował próby dramatopisarskie – wówczas tylko do szuflady. Pierwszą sztuką jego autorstwa wystawioną na deskach teatru była Warszawianka, której premiera miała miejsce w 1898 roku. Do czasu niespodziewanego sukcesu Wesela w roku 1901 Wyspiańskiego uważano za autora sztuk zawiłych i – mówiąc wprost – dziwacznych, od początku jednak doceniano jego inwencję w projektowaniu scenografii i kostiumów. Artysta traktował oprawę wizualną z równą powagą co tekst, a takie podejście było zupełną nowością dla krakowskiej publiczności. Swoją sceniczną wizję, w której treść dramatu, scenografia i kostiumy stanowią integralną całość, najpełniej rozwinął, przygotowując inscenizację dramatu Bolesław Śmiały.
Sztuka, której osią fabularną jest konflikt między królem Bolesławem Śmiałym a biskupem Stanisławem, miała premierę 7 maja 1903 roku. Zwłaszcza pierwsze przedstawienie zapisało się w historii teatru jako wyjątkowo zachwycające, dopracowane w najmniejszych szczegółach widowisko.
Wizualną stronę swojej wizji Wyspiański oparł na najnowszych badaniach historycznych (szczegóły konsultował z przyjacielem – historykiem Adamem Chmielem) i elementach sztuki ludowej, które połączył w fantazyjną całość. Na potrzeby Bolesława Śmiałego opracował wyjątkowo dużo projektów rekwizytów i kostiumów (trzeba było ubrać aż trzydziestu dziewięciu aktorów i tłum statystów!). Przenoszeniem skomplikowanych dekoracji na tkaniny zajęły się Lucyna Kotarbińska – żona dyrektora teatru, a przede wszystkim wykształcona artystka – wraz z malarką Bronisławą Rychter-Janowską.
Sztukę reżyserowali Adolf Walewski i Józef Sosnowski. Ten ostatni został także osadzony w tytułowej roli, którą Wyspiański napisał z myślą o nim. O tym, że dramaturg wyjątkowo cenił Sosnowskiego, świadczy fakt, że chętnie powierzał mu reżyserowanie swoich sztuk. Po latach aktor wspominał, jak Wyspiański opisywał mu swoją wizję dramatu:
„[…] przyszedł raz do mojej garderoby przed rozpoczęciem próby ś.p. Wyspiański, bo lubił czasem przyjść na pogawędkę, usiadł na kanapce, lecz zauważyłem, że był jakiś dziwnie podniecony – pytam o powód, a on powiada mi: «Miałem dziś w nocy śliczny sen – byłem we śnie na Wawelu i widziałem cały dwór Bolesławowy, jak się poruszał, rozmawiał, jednym słowem – żył – widziałem i samego Króla – wspaniała postać – to wszystko było tak cudnie barwne, że nie mogę jeszcze ochłonąć z wrażenia…..»”7.
To właśnie Sosnowskiego w kostiumie Bolesława Śmiałego widzimy na pastelu z Muzeum Narodowego w Lublinie. Wyspiańskiemu zdarzało się wykonywać portrety sceniczne aktorów grających w jego sztukach. W związku z Bolesławem Śmiałym stworzył także podobizny Władysławy Ordon-Sosnowskiej w roli Krasawicy (Muzeum Narodowe w Krakowie) i Andrzeja Mielewskiego w roli Rapsoda (Muzeum Śląskie w Katowicach).
5
Leon Wyczółkowski,
Kwiaty, 1909



Leon Wyczółkowski, Kwiaty | 1909, Muzeum Narodowe w Lublinie
Niewielu było w Polsce artystów o tak szerokim zakresie zainteresowań jak Leon Wyczółkowski. W swoim długim i bardzo aktywnym twórczo życiu sięgał po malarstwo olejne, pastele, akwarele oraz techniki graficzne, w każdej z tych dziedzin osiągając wirtuozerię. Równie rozległa była tematyka, jaką podejmował. Do ulubionych motywów artysty należały kwiatowe martwe natury, przewijające się przez całą jego twórczość. Aby podkreślić wrażliwość Wyczółkowskiego na piękno roślin, nazywano go czasem „portrecistą kwiatów”. Jego zainteresowanie tematem wynikało w dużej mierze z inspiracji sztuką japońską, której był znawcą i kolekcjonerem. Często malował zresztą chryzantemy, zaczerpnięte wprost ze wschodnich drzeworytów.
Na obrazie z Muzeum Narodowego w Lublinie w szklanym wazonie pysznią się dorodne peonie w odcieniach bieli, różu i głębokiej czerwieni. Martwa natura malowana jest krótkimi, swobodnymi pociągnięciami pędzla, które sprawiają, że znajdująca się po lewej stronie roślina i tło są o wiele mniej wyraziste niż sam bukiet. Żeby zrozumieć, co znajduje się za wazonem, warto porównać Kwiaty z 1909 roku z obrazami malowanymi w podobnym czasie. Wyczółkowski powtarzał wówczas kilkukrotnie podobny motyw w zbliżonym układzie kompozycyjnym – przywołać można tu pastelowe Kwiaty w oknie z 1908 roku (Muzeum Ziemi Tarnowskiej) czy dwie olejne kompozycje znane jako Kwiaty w wazonie z 1909 roku (Muzeum Narodowe w Warszawie i Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy). Na tych pracach nieco lepiej widać, że w tle znajduje się okno wypełnione tajemniczymi wzorami. Dalszych wskazówek dostarcza uczeń „Wyczóła”, Teodor Grott:
„[…] W oknach umieszczone były spodem na tle różnokolorowych szybek japońskie przezrocza, misternie, drobiazgowo wycinane ręcznie, które robiły wrażenie małych witrażyków […]”8.
Owe „japońskie przezrocza” to katagami, czyli szablony do nanoszenia wzorów na tkaniny czy wyroby z ceramiki. Wycinane ręcznie z papieru wzory zachwycały niezwykłą precyzją i złożoną ornamentyką, co znajdowało uznanie w oczach europejskich kolekcjonerów „japońszczyzny”. Być może Wyczółkowski posiadał własny zbiór katagami, niewykluczone też, że pożyczył je jako dekorację do pracowni od swojego przyjaciela Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego. Zawieszone w oknach „japońskie przezrocza” prezentowały się niezwykle efektownie, stanowiły także doskonałe tło dla martwych natur.
6
Julian Fałat,
Krajobraz górski z Bystrej, 1912



Julian Fałat, Krajobraz górski z Bystrej | 1912, Muzeum Narodowe w Lublinie
Julian Fałat był artystą o ogromnej wrażliwości na krajobrazy. Pięknych widoków szukał w każdym miejscu, w którym się znalazł – a podróżował sporo. Przebywając w 1921 roku w Krynicy Górskiej, pisał do córki:
„[…] tylko chodzę i wypatruję, co by się dało namalować […]”9.
Jako pejzażysta szczególnie lubił motywy górskie. Bywał oczywiście na Podhalu, ale od 1910 roku jego uwaga skupiała się głównie na Beskidzie Śląskim. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie on odkrył te okolice dla polskiej sztuki.
Do położonej nieopodal Bielska-Białej wsi Bystra Fałat trafił po raz pierwszy w roku 1902, kiedy leczył się w tamtejszym sanatorium. Szybko okazało się, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. W 1909 roku kupił w Bystrej murowaną willę, do której przeprowadził się rok później, czyli po przejściu na emeryturę ze stanowiska rektora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1911 roku wybudował przy swoim nowym domu pracownię. Współcześnie w Fałatówce mieści się muzeum poświęcone artyście.
Od czasu przeprowadzki w okolice Bystrej góry stały się ulubionym tematem artysty. Malował je w różnych ujęciach i w różnych porach roku. Na obrazie z Muzeum Narodowego w Lublinie łagodne stoki Beskidów częściowo zakrywa jesienna mgła. Góry wydają się niemal granatowe. U ich stóp krajobraz urozmaica sztafaż postaci pasących się krów i drobnych sylwetek ludzi. Z palonych przez nich ognisk unosi się dym, który podkreśla nastrój jesiennej melancholii.
Cała kompozycja zbudowana jest na liniach poziomych – poczynając od formatu wydłużonego leżącego prostokąta, a na układających się horyzontalnie pasmach mgły kończąc. Takie rozwiązania kompozycyjne należały do ulubionych zabiegów Fałata. Malując Krajobraz górski z Bystrej, artysta nie skupiał się na szczegółach. Umiejętnie zsyntetyzował najważniejsze elementy krajobrazu, posługując się miękkimi plamami barwnymi, tworzącymi harmonijny układ.
7
Henryk Szczygliński,
Odpust świętej Rozalii na Kurpiach, I połowa XIX wieku



Henryk Szczygliński, Odpust świętej Rozalii na Kurpiach | I połowa XIX wieku, Muzeum Narodowe w Lublinie
Henryk Szczygliński to artysta mocno dziś zapomniany, choć jego twórczość jest niezwykle interesująca. Pochodził z Łodzi, później zaś związał się z Krakowem, gdzie studiował w Akademii Sztuk Pięknych. Największy wpływ wywarł tam na niego Jan Stanisławski, który zaraził go zamiłowaniem do malarstwa pejzażowego. Po I wojnie światowej Szczygliński osiadł w Warszawie. Jego twórczość wyróżnia estetyka modernizmu. W Krakowie malował tajemnicze miejskie nokturny, które zachwycają nie tylko nastrojem, lecz także kapryśną secesyjną linią. Chociaż zawsze mieszkał w dużych miastach, inspiracji malarskich chętnie szukał na prowincji. Wiejskie pejzaże, niektóre z wątkami rodzajowymi, stanowią znaczną część jego dorobku.
Na obrazie Odpust świętej Rozalii na Kurpiach Szczygliński przedstawił drewnianą kaplicę z 1709 roku, usytuowaną na leśnym uroczysku nieopodal Szelkowa. W jej wnętrzu znajdował się namalowany pod koniec XVIII wieku wizerunek św. Rozalii. Kult świętej, uważanej za patronkę chroniącą od zarazy, był w tym okresie bardzo rozwinięty. Kaplicę na uroczysku wykorzystywano raz w roku, podczas nabożeństwa we wspomnienie św. Rozalii przypadające na 4 września. Wówczas przybywali do niej pielgrzymi także z odległych stron, aby otrzymać odpust. Kaplica św. Rozalii do dziś użytkowana jest w ten sam sposób, choć oryginalny budynek został zniszczony przez żołnierzy Armii Czerwonej w 1944 roku – szczęśliwie ówczesnemu proboszczowi udało się ocalić obraz.
Dzieło Szczyglińskiego ma lubiany przez niego duży format – aż 134 × 177 centymetrów. Artysta namalował na nim scenę odpustu z pewnego oddalenia. Ciepłe tony trawnika, drzew i zabudowań kontrastują z błękitem niemal bezchmurnego nieba. Ludzie stłoczeni wokół kaplicy stanowią barwne plamy dopełniające całości kompozycji.
Kompozycyjnie Odpust świętej Rozalii na Kurpiach podobny jest do Krajobrazu zimowego z Muzeum Narodowego w Krakowie, choć ten drugi – z uwagi na porę roku – utrzymany jest w zupełnie innej kolorystyce. Bardzo zbliżone na obu obrazach są też bryła znajdującego się w centrum drewnianego kościoła i topografia terenu. Czyżby w obu przypadkach Szczygliński malował tę samą kaplicę?
8
Konrad Krzyżanowski,
Portret żony artysty, 1917



Konrad Krzyżanowski, Portret żony artysty | 1917, Muzeum Narodowe w Lublinie
Konrad Krzyżanowski, artysta znany jako wybitny portrecista doby modernizmu, najchętniej malował modeli, których miał okazję dobrze poznać. Nie dążył wyłącznie do odmalowania fizycznego podobieństwa – próbował w swoich obrazach zawierać prawdę o psychice modela. Czy wobec tego może zaskakiwać, że ze szczególnym upodobaniem tworzył podobizny ukochanej żony?
Michalina Krzyżanowska, z domu Piotruszewska, była o jedenaście lat młodsza od swojego męża i podobnie jak on była malarką. Ponoć od dziecka wykazywała talent i zapał do malowania, nic więc dziwnego, że gdy tylko w 1904 roku w Warszawie otworzyła się koedukacyjna Szkoła Sztuk Pięknych, od razu zapisała się na listę studentów. Wcześniej na ziemiach polskich kobiety nie miały takiej możliwości, a sama Michalina korzystała z prywatnej pracowni Miłosza Kotarbińskiego. W Szkole Sztuk Pięknych panna Piotruszewska trafiła do pracowni Krzyżanowskiego i niedługo później została jego żoną. Artyści stworzyli udany, harmonijny związek, który przerwała przedwczesna śmierć pięćdziesięcioletniego Krzyżanowskiego w 1922 roku.
„Mysza”, bo tak nazywał ją pieszczotliwie mąż, przez lata małżeństwa nie była aktywną malarką, choć uczestniczyła w plenerach, a nawet uzupełniała studia w Paryżu u Maurice’a Denisa w Académie Ranson. Dopiero po śmierci Konrada zaczęła wystawiać swoje prace i wypracowała własny język malarski, dając się poznać już nie tylko jako żona słynnego artysty, ale także uzdolniona pejzażystka. W czasie II wojny światowej niemłoda już Krzyżanowska zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Z tego powodu w 1950 roku trafiła do więzienia. Zmarła w 1962 roku.
Już ten krótki biogram wskazuje, że Krzyżanowska była osobą niezwykłą. Wiedział o tym doskonale jej mąż i starał się przenieść ową niezwykłość na płótno. Oprócz osobowości fascynowała go jej uroda, mocno odbiegająca od klasycznego kanonu. Na portretach „Myszy” uwagę przyciągają ciemne, duże, szeroko rozstawione oczy, wpatrzone gdzieś w przestrzeń, nigdy bezpośrednio w widza. Krzyżanowska jest zwykle melancholijna, czasem tylko lekko uśmiechnięta – tak jak na obrazie z Muzeum Narodowego w Lublinie. Ten niewielkich rozmiarów (zaledwie 27 × 23 cm) portret powstał, gdy modelka miała trzydzieści cztery lata. Głowa ciemnowłosej i ciemnookiej Michaliny mocno kontrastuje z jasnym tłem, z którym zlewa się jej bluzka z białym koronkowym kołnierzykiem. Całość malowana jest typowymi dla Krzyżanowskiego szerokimi, swobodnymi pociągnięciami pędzla, które nadają jego dziełom wyjątkową ekspresję.
9
Tadeusz Pruszkowski,
Piastuny, 1917



Tadeusz Pruszkowski, Piastuny | 1917, Muzeum Narodowe w Lublinie
Tadeusz Pruszkowski (skądinąd kolejny student Krzyżanowskiego) kojarzony jest dziś głównie jako jedna z bardziej charyzmatycznych postaci polskiego środowiska artystycznego w dwudziestoleciu międzywojennym: portrecista elit, uwielbiany pedagog, a nade wszystko barwna osobowość. Swoje pierwsze kroki na wystawach Pruszkowski stawiał przed I wojną światową, a większe sukcesy zaczął odnosić w czasie jej trwania. W 1916 roku zdobył II nagrodę w ogłoszonym przez Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych konkursie Polonia za obraz Legenda o śpiących rycerzach. W kolejnym roku, w konkursie na „obraz kompozycyjny-figuralny” towarzyszącym salonowi jesiennemu TZSP zajął I miejsce za Piastunów10.
Oba nagrodzone w konkursach Zachęty obrazy osadzone były w historii Polski, a dokładniej w czasach piastowskich. Oba miały też symboliczną, wyraźnie patriotyczną wymowę. Już samo odwoływanie się do początków polskiej państwowości było związane z nadzieją na odrodzenie ojczyzny, którą obudził wybuch I wojny światowej.
Na obrazie Piastuny widzimy trzej piastowskich wojów w zimowym leśnym krajobrazie. Jeden z nich to jeszcze chłopiec. Dwaj towarzyszący mu dorośli to tytułowi piastuni – w ten sposób nazywano wysokich urzędników dworskich, wychowujących i kształcących książęcych synów11. Możemy się domyślać, że właśnie teraz młodzieniec uczy się od nich sztuki polowania. Stroje mężczyzn są pewną fantazją na temat ubiorów Słowian. Na głowach mają oni szyszaki o formach zgodnych z wiedzą historyczną, ale ich szerokie pasy to oczywiste zapożyczenie ze stroju góralskiego. Ten ostatni szczegół nie powinien dziwić, bo właśnie w podhalańskim folklorze doszukiwano się reliktów najdawniejszej polskiej kultury.
Obraz Piastuny jest jedną z niewielu zachowanych wczesnych prac „Prusza” i mocno odbiega od jego późniejszych dzieł – pod względem zarówno tematu, jak i stylistyki. Formalnie osadzony jest jeszcze w modernistycznej stylistyce przełomu wieków z jej płynnymi liniami i dość płaskim traktowaniem koloru. Oszczędnymi środkami i prostą kompozycją Pruszkowski zbudował tu nastrój pełnego napięcia oczekiwania, całość osadzając w baśniowej atmosferze.
10
Władysław Skoczylas,
Widok z Kazimierza, ok. 1930



Władysław Skoczylas, Widok z Kazimierza | ok. 1930, Muzeum Narodowe w Lublinie
Kolejny wkład Tadeusza Pruszkowskiego w polską kulturę to „odkrycie” dla polskich artystów Kazimierza Dolnego. Malarz przyjeżdżał tu ze swoimi studentami z warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych od 1923 roku. Pod urokiem malowniczej miejscowości szybko znaleźli się także inni artyści – do tego stopnia, że „łatwiej wymienić twórców, którzy nigdy tutaj nie przyjechali, niż podać pełną listę artystów regularnie odwiedzających nadwiślańskie miasteczko”12. Kazimierz przyciągał zarówno malowniczym ukształtowaniem terenu, jak i ciekawą architekturą. Budynki, będące w rzeczywistości często w katastrofalnym stanie, na obrazach międzywojennych artystów stają się niezwykle urokliwe, a krzywe ściany i dachy tylko dodają im oryginalności.
Kazimierzem szybko „zaraził” się inny z profesorów warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych: kierujący katedrą grafiki Władysław Skoczylas. Symptomy „choroby” były u niego dość silne. Pruszkowski pisał o nich po latach tak:
„Pewien znakomity, dziś nieżyjący już niestety grafik, ongi na Zakopanem wychowany, potem wieloletni Kazimierza przyjaciel, zwierzał mi się z nerwowym gniewem: «Muszę pojechać w tym roku gdzieś indziej (tu wymienił miejscowość zażywającą pięknej reputacji), dosyć już tego Kazimierza, zbanalizujemy go do ostatka, wszystkie kąty spenetrowane i obrobione, dosyć!». I pojechał. Po dwóch tygodniach ujrzałem w jakimś kącie charakterystyczną sylwetkę mego przyjaciela: malował. Przywitał mnie nieco zawstydzony i natychmiast zaczął się tłumaczyć: «Wyobraź sobie, pojechałem do X, rzeczywiście dużo ładnych rzeczy znalazłem i myślę, że się przyzwyczaję. Tymczasem po paru dniach poczułem, że nie wytrzymam. W porównaniu z Kazimierzem wszystko wydało mi się nudne i mało ciekawe». […] Co robić, człowiek się przykleił do tej dziury i już żyć bez niej nie może”13.
Skoczylas zasłynął dzięki drzeworytom inspirowanym sztuką ludową, ale ważnym wątkiem w jego twórczości były też pejzaże z małych miasteczek – w tym z Kazimierza. Tworzył zarówno grafiki (przykład takiej pracy również znajdziemy w zbiorach lubelskiego muzeum), jak i – jak w tym przypadku – akwarele. Widok z Kazimierza utrzymany jest w wąskiej gamie szarości, zgaszonej zieleni i niebieskiego oraz brązów. Pejzaż nie ma charakteru wiernej dokumentacji topografii miasteczka, jest raczej fantazją opartą na jego architekturze. Skoczylas często stosował taki zabieg, nie on jeden zresztą – specjalistką w tej dziedzinie była Teresa Roszkowska. Tutaj artysta wyraźnie zafascynowany spiętrzeniem planów ukazał charakterystyczne punkty miasta: Górę Trzech Krzyży, farę i jatki w sposób niemożliwy do zaobserwowania w rzeczywistości. Dzięki temu miasteczko zdaje się bardziej malownicze, a wręcz baśniowe.
W 2026 roku Muzeum Narodowe w Lublinie obchodzi jubileusz 120-lecia swojego istnienia. Historia lubelskiego muzeum splata się z postaciami donatorów, którzy przekazywali swoje zbiory i dzięki temu współtworzyli dziedzictwo instytucji. W ramach obchodów jubileuszu Muzeum Narodowe w Lublinie przygotowało całoroczny cykl prezentacji darów. Jest on hołdem dla wszystkich, którzy swoją pasją i zaangażowaniem przyczynili się do powstania oraz zachowania kolekcji dla przyszłych pokoleń.


Bibliografia:
1. Bień P., Ferdynand Ruszczyc „Stary dom”, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/ferdynand-ruszczyc-stary-dom.
2. Chomicz Z., Z Peremyla na Koszykową. Wspomnienie o Michalinie Krzyżanowskiej, „Niepodległość i Pamięć” nr 31, 2010.
3. Cyniak P., Miasteczko, gdzie malarze przesiadują. Kazimierz Dolny w malarstwie i grafice dwudziestolecia międzywojennego, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/miasteczko-gdzie-malarze-przesiaduja-kazimierz-dolny-w-malarstwie-i-grafice-dwudziestolecia-miedzywojennego.
4. Cyniak P., Nie tylko Janosik i zbójnicy. Władysław Skoczylas – życie i twórczość, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/janosik-zbojnicy-wladyslaw-skoczylas-zycie-i-tworczosc.
5. Cyniak P., Portrety koronacyjne Stanisława Augusta Poniatowskiego, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/portrety-koronacyjne-stanislawa-augusta-poniatowskiego.
6. Cyniak P., „Raj utracony” i „rezerwat dzikości”. Artyści w międzywojennym Kazimierzu Dolnym, „Quart” nr 2 (48), 2018.
7. Dudek-Bujarek T., Fałatówka – wielowątkowa opowieść, Bielsko-Biała 2019.
8. Dudek-Bujarek T., Julian Fałat. Życiorys pędzlem spisany. Kolekcja Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, Bielsko-Biała 2017.
9. Dygdała J., Wizerunek barokowego sarmaty i oświeconego Europejczyka, czyli August III Wettyn i Stanisław August Poniatowski, „Wieki Stare i Nowe” nr 6 (11), 2014.
10. Dzimira-Zarzycka K., W pracowni Olgi Boznańskiej, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/olga-boznanska-pracownia).
11. Dzimira-Zarzycka K., Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków, Warszawa 2025.
12. Hałata A., Krajobraz górski z Bystrej, strona internetowa Muzeum Narodowego w Lublinie, https://zamek-lublin.pl/katalog-zbiorow/artefakt/1081/krajobraz-gorski-z-bystrej.
13. Józef Sosnowski, portal Encyklopedia Teatru Polskiego, https://encyklopediateatru.pl/osoby/39284/jozef-sosnowski.
14. Kasperowicz B., „Piastuny” Tadeusza Pruszkowskiego z kolekcji Muzeum Narodowego w Lublinie, strona internetowa Muzeum Pałacu
Króla Jana III w Wilanowie, https://wilanow-palac.pl/piastuny-tadeusza-pruszkowskiego-z-kolekcji-muzeum-narodowego-w-lublinie.
15. Król A., Martwa natura z japońską laleczką, Kraków 2010.
16. Król A., Wyczół w Japonii. Inspiracje japońskie w twórczości Leona Wyczółkowskiego, Kraków 2012.
17. Milanowska M., Konrad Krzyżanowski „Portret żony artysty”, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/konrad-krzyzanowski-portet-zony-michalina-krzyzanowska.
18. Możdżyńska-Nowotka M., Królewska maskarada, czyli rozwiązanie zagadki tzw. hiszpańskiego stroju koronacyjnego Stanisława Augusta, „Kronika Zamkowa” nr 1 (67), 2024.
19. Pruszkowski T., Malarz i Kazimierz, „Wiadomości Literackie” nr 2, 1939.
20. Ruszczyc F., Dziennik, cz. 1: Ku Wilnu, oprac. E. Ruszczyc, Warszawa 1994.
21. Skonieczna A., Kult Świętej Rozalii w parafii Szelków, Powiat Makowski. Samorządowy Portal Internetowy. https://www.powiat-makowski.pl/asp/kult-swietej-rozalii-w-parafii-szelkow,134,artykul,1,4142 .
22. Sosnowska J., Poza kanonem. Sztuka polskich artystek 1880–1939, Warszawa 2003.
23. Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskiem za 1917 rok, Warszawa 1918.
24. Szymalak-Bugajska P., Konrad Krzyżanowski „Portret żony”, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/konrad-krzyzanowski-portret-zony).
25. Wyspiański S., Bolesław Śmiały. Scenariusz prapremiery 7 maja 1903 roku uzupełniony o rekonstrukcję Józefa Sosnowskiego, oprac. D. Jarząbek-Wasyl, Warszawa 2024.
- J. Dygdała, Wizerunek barokowego sarmaty i oświeconego Europejczyka, czyli August III Wettyn i Stanisław August Poniatowski, „Wieki Stare i Nowe” nr 6 (11), 2014, s. 50. ↩
- Ibidem. ↩
- M. Możdżyńska-Nowotka, Królewska maskarada, czyli rozwiązanie zagadki tzw. hiszpańskiego stroju koronacyjnego Stanisława Augusta, „Kronika Zamkowa” nr 1 (67), 2024, s. 140. ↩
- J. Sosnowska, Poza kanonem. Sztuka polskich artystek 1880–1939, Warszawa 2003, s. 97. ↩
- F. Ruszczyc, Dziennik, cz. 1: Ku Wilnu, oprac. E. Ruszczyc, Warszawa 1994, s. 53. ↩
- P. Bień, Ferdynand Ruszczyc „Stary dom”, portal Niezła Sztuka, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/ferdynand-ruszczyc-stary-dom (dostęp: 07.07.2026). ↩
- S. Wyspiański, Bolesław Śmiały. Scenariusz prapremiery 7 maja 1903 roku uzupełniony o rekonstrukcję Józefa Sosnowskiego, oprac. D. Jarząbek-Wasyl, Warszawa 2024, s. 21. ↩
- A. Król, Wyczół w Japonii. Inspiracje japońskie w twórczości Leona Wyczółkowskiego, Kraków 2012, s. 179. ↩
- T. Dudek-Bujarek, Julian Fałat. Życiorys pędzlem spisany. Kolekcja Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, Bielsko-Biała 2017, s. 153. ↩
- Sprawozdanie Komitetu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskiem za 1917 rok, Warszawa 1918, s. 7. ↩
- B. Kasperowicz, „Piastuny” Tadeusza Pruszkowskiego z kolekcji Muzeum Narodowego w Lublinie, strona internetowa Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, https://wilanow-palac.pl/piastuny-tadeusza-pruszkowskiego-z-kolekcji-muzeum-narodowego-w-lublinie (dostęp: 06.07.2026). ↩
- P. Cyniak, „Raj utracony” i „rezerwat dzikości”. Artyści w międzywojennym Kazimierzu Dolnym, „Quart” nr 2 (48), 2018, s. 42. ↩
- T. Pruszkowski, Malarz i Kazimierz, „Wiadomości Literackie” nr 2, 1939, s. 4. ↩
A może to Cię zainteresuje:
- Muzeum Narodowe w Lublinie. 10 dzieł, które warto znać - 24 lipca 2026
- Co babie do pędzla?! Czyli 7 zapomnianych polskich artystek - 28 czerwca 2025
- Fryderyk Pautsch „Portret Leopolda Staffa” - 20 września 2024
- Józef Pankiewicz „Dziewczynka w czerwonej sukience” - 18 kwietnia 2024
- Mela Muter „Autoportret w świetle księżyca” - 4 kwietnia 2024
- Japoneczki, czyli kobiety w kimonach w polskiej sztuce - 8 stycznia 2024
- Skandal, konflikt, pojedynek, zabójstwo, czyli o wybuchowej naturze polskich artystów - 17 grudnia 2023
- Kolorowy ptak. O tragicznych losach niezwykłej malarki – Teresy Roszkowskiej - 29 października 2023
- Stanisław Wyspiański „Nasturcje” - 6 października 2023
- Stanisław Wyspiański „Portret pani Solskiej” - 12 września 2023





























