O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Jan Matejko o sobie samym



Jest marcowe popołudnie roku pańskiego 1892. Przed chwilą pracownię moją opuścił niezwykły gość, który przyszedł do mnie z równie niezwykłą fantazją. Hrabia Ignacy Korwin-Milewski – bo onże był niespodziewanym przybyszem – złożył mi propozycję, bym namalował dlań swój autoportret. Ja – Jan Matejko – miałem namalować samego siebie na zamówienie zupełnie obcej osoby, niebywałe! Dziwna, acz bardzo inspirująca propozycja. Usiadłem więc w mym fotelu i spojrzałem na siebie, widząc znacznie więcej, niż pokazywało lustrzane odbicie.

Jan Matejko, Autoportret, 1892, Muzeum Narodowe w Warszawie

Jan Matejko Autoportret  |  1892
olej, płótno, 160 × 110 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Przyszedłem na świat w roku 1838 w Krakowie, mieście artystów. Mój ojciec, Franciszek Matejko, pochodził z Czech, był nauczycielem muzyki. Matka, Joanna Karolina Rossberg, wywodziła się z zamożnej, polsko-niemieckiej familii, która trudniła się rymarstwem. W domu naszym zawsze było tłoczno i gwarno, miałem bowiem aż ośmiu braci i dwie siostry! Wychowywałem się więc w rodzinie licznej, doświadczonej wieloma troskami, ale też pełnej wzajemnego uczucia i zrozumienia. Największa była w tym zasługa naszej matki. Ojciec był wprawdzie człowiekiem surowym i nieprzywykłym do okazywania ciepła, lecz bardzo dbał, aby niczego naszej gromadce nie zbrakło. Potrafił całymi dniami uczyć muzyki, by przynieść do domu należytą sumę. Nas też uczył gry na fortepianie. Ja sam nie miałem serca do tych lekcji, choć muzyka nie była mi obojętną. Wręcz przeciwnie – szczególnie podobało mi się, kiedy z Wawelskiego Wzgórza rozbrzmiewał Dzwon Zygmunta – chłonąłem wtedy jego dźwięki z wielkim napięciem.

Jan Matejko, Portret Franciszka Matejki z trojgiem dzieci

Jan Matejko Portret Franciszka Matejki z trojgiem dzieci (od lewej Kazimierz, wyżej Jan i Marianna) | 1853/1854, obraz ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu w depozycie Domu Jana Matejki

Moje szczęśliwe dziecięctwo nie trwało jednak długo – gdy miałem siedem lat, moja matka odeszła na zawsze. Ojciec nie mógł się pogodzić z jej śmiercią i pracował jeszcze więcej, a nasze wychowanie powierzył siostrze naszej nieodżałowanej mamy – Katarzynie Rossberg-Zamojskiej. Ciotka miała o nas staranie i uświadczyliśmy od niej wiele dobroci, ale nie zawsze potrafiła nam okazać tyle serca i ciepła, co mama, za którą bardzo mi było tęskno.

Kiedy nauczyłem się czytać, odkryłem jedną z największych swoich pasji – historię. Moimi ulubionymi książkami stały się opowieści historyczne – niemal na pamięć znałem całe ustępy ze Śpiewów historycznych Juliana Ursyna Niemcewicza. Jako dziecko potrafiłem cytować różne fragmenty z Don Kichota Cervantesa. Taki dobór lektur w moich latach młodzieńczych może się zdawać dość osobliwym, ale nie należałem do zwyczajnych dzieci. Byłem daleko poważniejszy od moich kolegów i nad podwórkowe harce przekładałem samotność i ciszę. Moja wrodzona niechęć do tłumnych, gwarnych spotkań oraz oficjalnych uroczystości pozostała mi już do końca życia. Potrafiłem godzinami bawić się sam – przebierałem się wtedy w „dorosłe” ubrania i ze swą dziecięcą powagą odgrywałem różne scenki z dawnych dziejów. Więcej niż historię kochałem tylko prace twórcze. Od najmłodszych lat samodzielnie rysowałem i wycinałem z tektury figurki wojów i rycerzy, by następnie prowadzić ich do wielkich (i zwycięskich!) bitew. Jak wspominałem, nie lubiłem tłumów, ale za to chętnie uczestniczyłem w różnych nabożeństwach religijnych, na które prowadzali nas rodzice, a potem ojciec i ciotka. Może dla wielu zaskakującym będzie fakt, że jako dziecko chętnie bawiłem się w odprawianie Mszy Świętej. Tak byłem przy tym przekonujący, że ojciec mój oznajmił, że w przyszłości powinienem wstąpić w stan kapłański. Uważał mnie za chłopca życiowo nieporadnego, a księżowska sutanna wydawała mu się rozwiązaniem dla mnie bezpiecznym i pewnym.

Jan Matejko

Jan Matejko

Tylko mama, ta dobra i mądra istota, wiedziała, że miałem inne rojenia w głowie, i że moim powołaniem było malowanie. To właśnie ona zachęcała mnie do rysowniczych wprawek i chwaliła wszystko, co utrwalałem na papierze – od najpospolitszych sprzętów domowych, po podobizny ludzi i zwierząt. W roku 1847, gdy miałem dziewięć lat, rozpocząłem naukę szkolną, najpierw w krakowskiej szkole powszechnej św. Barbary, a później w Liceum św. Anny. Nie przepadałem za szkołami, zresztą nie celowałem w nauce wcale. Obce były mi najbardziej pożądane przymioty dobrego ucznia, takie jak pilność czy systematyczność. Na lekcjach wolałem rysować w kajecie niż rachować czy uczyć się gramatyki obcego języka. Jak się okazało potem, ta właśnie słabość otworzyła mi drogę do szkoły artystycznej. Któregoś dnia, będąc już w Liceum św. Anny, podpatrzyłem, jak tamtejsi nauczyciele ćwiczą rózgami co bardziej krnąbrnych uczniów, którzy leżeli na specjalnie do tego celu przystosowanej „ławce kar”. Sytuacja była tak pocieszna, że namalowałem tę scenkę akwarelami, a następnie pokazałem ją w domu braciom i ojcu. Po raz pierwszy chyba ojciec zrozumiał moją przemożną potrzebę malowania. Zaprezentował obrazek profesorowi Wojciechowi Stattlerowi, który kierował wówczas krakowską Szkołą Sztuk Pięknych. Widocznie coś w tej nieporadnej kompozycji z chłostanymi uczniami ujęło dyrektora, bo zgodził się mnie przyjąć. Stattler namawiał jednocześnie mego ojca, by zezwolił mi zająć się malarskim rzemiosłem. W ten oto sposób, ja, Jasiek Matejko, niepozorny, chudy czternastolatek z ciemnymi oczami i wyraźnie skrzywionym nosem złamanym w dzieciństwie, w roku 1852 rozpocząłem swą przygodę ze sztuką, trwającą nieprzerwanie przez następne 41 lat.

Pierwsze lata spędzone w artystycznej akademii upływały mi nad wyraz pracowicie. Nie tylko chodziłem na wszystkie zajęcia, ale też z własnej woli sporządzałem dziesiątki (a może i setki) odręcznych szkiców, utrwalając wszystko, co zainteresowało mnie swą formą, kolorem, czy strukturą. Wkładałem wiele trudu, by z podobną starannością oddać na papierze zarówno sploty tkanin, drewniane elementy starych mebli czy metalowe fragmenty końskich rzędów, jak i najdrobniejsze detale zbroi, strojów z minionych epok, pieczęci oraz herbów. Zgłębiałem tajniki malarstwa, ale nie zapomniałem o historii. Mój najstarszy brat, Franciszek, był historykiem i pracował wówczas w Bibliotece Jagiellońskiej. Dzięki jego pozycji mogłem studiować polskie kroniki z lat minionych i to z nich, prawdziwych świadectw historii, uczyłem się dziejów naszej biednej ojczyzny.

W Szkole Sztuk Pięknych miałem opinię ucznia bardzo pracowitego, ale i skrytego. Stroniłem też od zwykłych młodzieńczych rozrywek. Koledzy, widząc moje silne zaangażowanie w naukę i wyobcowanie, śmiali się ze mnie, mówiąc, że Janek „kuje, a kuje”. Z kolei profesor Aleksander Gryglewski czasem nazywał mnie „trusia” lub „ambit”. Nikt nie przypuszczał, że mam problemy ze wzrokiem, bo jeszcze nie nosiłem okularów. Czasem więc dziwiono mi się i strojono sobie żarty, gdy dla lepszego oglądu malowanych prac przykładałem do lewego oka szkło powiększające.

Latem, w przerwie od wytężonej nauki, często wyjeżdżałem do Wiśnicza, gdzie zamieszkiwała zaprzyjaźniona z moją familią i bardzo nam życzliwa rodzina państwa Giebułtowskich. Chętnie też uczestniczyłem w wycieczkach krajoznawczych, które proponowała swoim wychowankom szkoła. Z takich podróży przywoziłem do Krakowa mnóstwo nowych szkiców pejzażowych i architektonicznych. Pod koniec roku 1858 otrzymałem stypendium finansowe i wyjechałem na dalszą naukę malarstwa do Akademii Monachijskiej. Jak większość polskich artystów sądziłem, że do pełnego rozwoju talentu koniecznie potrzebne są studia w zagranicznych szkołach. Jakże się myliłem! Nauka w Monachium, a później przez kilka tygodni także w Wiedniu uzmysłowiła mi, że na obczyźnie czuję się pusty i niezdolny do odczuwania głębszych przeżyć artystycznych. Nie mogłem tam malować. Gdy znalazłem się daleko od polskiej ziemi, pomiarkowałem się, że najwłaściwszym dla mnie miejscem jest Kraków i że tylko w tym mieście mogę dążyć do upragnionego celu. A cel ten też wyłonił się zza chmur właśnie za granicą – malując, muszę pokazywać historię mojej ojczyzny. Jest to mój patriotyczny obowiązek i narodowa misja.

Pierwsze historyczne kompozycje namalowałem już podczas studiów w Krakowie, wszystkie zostały zaczerpnięte z dziejów Rzeczypospolitej. Niektóre były szkicami późniejszych wielkoformatowych dzieł. Inne, mniejsze kompozycje to m.in. Wjazd Henryka Walezego do Krakowa (1852), Carowie Szujscy wprowadzeni na Sejm Warszawski (1853) czy Szymon Starowolski z Karolem Gustawem przed grobem Łokietka (1857).

Jan Matejko Carowie Szujscy wprowadzeni na Sejm Warszawski 1853

Jan Matejko Carowie Szujscy wprowadzeni przez Żółkiewskiego na sejm warszawski przed Zygmunta III  |  1853
olej, płótno, 75,5 × 108 cm, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Jan Matejko Wjazd Henryka Walezego do Krakowa 1853

Jan Matejko Szymon Starowolski z Karolem Gustawem przed grobem Łokietka

Jan Matejko Szymon Starowolski z Karolem Gustawem przed grobem Łokietka | 1857, Lwowska Galeria Sztuki

Ostatni obraz, o którym napomknąłem, zaprezentowałem publicznie w maju 1858 roku. Głosy krytyki bardzo były przychylne, pochwalono mnie wówczas za „historyczny charakter” przedstawionych postaci, co było niezwykłym wyróżnieniem dla mnie, nieopierzonego przecież malarza. Nazwisko „Matejko” po raz pierwszy wyłoniło się wtedy z mroku anonimowości.

Prawdziwa sława przyszła jednak dopiero po roku 1862. Pokazałem wtedy krakowskiej publiczności obraz Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony. Krytyka pisała potem o Stańczyku, że był początkiem cyklu dzieł „rozliczeniowych”. Dlaczego ukuto taką właśnie nazwę? Otóż stwierdzono, że obrazy moje rozpatrywać trzeba pod niespotykanym dotąd w sztuce kątem historiozoficznym, gdyż ukazują one historię jako sumę przyczyn i następstw wydarzeń, mających swe miejsce w historycznej rzeczywistości i… pokutujących dzisiaj. Krytyka artystyczna miała rację. Czasy były trudne i smutne dla Państwa Polskiego, a ja, poprzez swą sztukę historyczną, postanowiłem podjąć się roli nauczyciela i sumienia narodu. Próbowałem w swych obrazach odpowiedzieć na pytanie, jakie były rzeczywiste przyczyny rozbiorów naszego nieszczęsnego kraju. Zastanawiałem się również, jakie wady narodowe, które się do tego przyczyniły, należy z całą odpowiedzialnością rozliczyć i napiętnować. Na swych płótnach rozważałem też, kto jest winien klęski i upadku naszej ojczyzny.

Jan Matejko, Stańczyk, malarstwo polskie, sztuka polska, Niezła Sztuka

Jan Matejko Stańczyk  |  1862
olej, płótno, 88 × 120 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Jeśli kto chce uczestniczyć w mojej malarskiej lekcji historii, dowie się, gdzie upatruję największego grzechu, który pogrążył Polskę. W postawie magnaterii. Mój Stańczyk stawał się więc głosem obywatelskiej odpowiedzialności, przestrzegał przed niepewnymi skutkami chwilowych zwycięstw. Podczas innej lekcji o groźbie upadku ojczyzny jeszcze głośniej mówiłem ustami Piotra Skargi, słynnego królewskiego kaznodziei. To właśnie na obrazie Kazanie Skargi (1864) pozwoliłem sobie na to, by za obecny stan rzeczy winić bezlitośnie polską magnaterię. Diagnoza wydawała mi się nadzwyczaj trafną i prawdziwą!

Jan Matejko Kazanie Skargi

Jan Matejko Kazanie Skargi | 1864, Zamek Królewski w Warszawie

Ten najbogatszy, a zarazem najmniej liczny stan okazał całkowitą obojętność dla losów państwa, a swoim działaniem osłabiał pozycję króla. Konsekwencje tak krótkowzrocznej polityki, w której interesy własne wygrywały z narodowymi, okazały się straszliwe i niczego zmienić nie mógł nawet bezsilny, rozpaczliwy gest Tadeusza Rejtana na innym z mych obrazów. Rejtan. Upadek Polski (1866) przedstawia tytułowego patriotę, broniącego wejścia na obrady sejmu rozbiorowego. Jest ostatnim płótnem tzw. cyklu „rozliczeniowego”. Obraz zaprezentowałem szerszej publiczności i od razu zalała mnie fala niesprawiedliwej krytyki. Tu i ówdzie mówiono (a przysiąc mógłbym, że to potomkowie i zwolennicy napiętnowanych arystokratów), że śmiem oczerniać dobre imię Polski, obwieszczając całemu światu, jak „sromotne rzeczy” działy się niegdyś w Rzeczypospolitej. Ostatecznie Rejtana kupił sam cesarz Franciszek Józef.

Matejko timeline

Jan Matejko, Rejtan , 1866, Zamek Królewski w Warszawie

Nazwisko „Matejko” znów przekazywano sobie z ust do ust, choć nie o taki rozgłos mi chodziło. Chciałem zasłużyć na szacunek i uznanie, a przynajmniej pewien jestem, że nie zasłużyłem na szydercze uwagi i oszczerstwa. Choć zdarzyły się też i dobre strony owej popularności. Gdy wystawiłem w Paryżu Kazanie Skargi, nagrodzono mnie zań złotym medalem. Medal ten w pewnym sensie zapoczątkował moją nową drogę życiową, gdyż w międzyczasie oświadczyłem się i, choć moje serce drżało, zostałem przyjęty. Moją wybranką była Teodora Giebułtowska, którą pieszczotliwie nazywałem Teośką, Ośką lub Dorą. Jest miłością mojego życia i jednocześnie moim wielkim utrapieniem. Teodora jest tyleż piękna, co kapryśna. Uzdolniona, choć niespełniona śpiewaczka operowa.

Jan Matejko Portret żony artysty Teodory z Giebułtowskich

Jan Matejko Portret żony artysty Teodory z Giebułtowskich  |  1879
130 × 106,5 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Mieliśmy pięcioro dzieci, ale niestety najmłodsza – Renia – zmarła w wieku niemowlęcym. Życie z Teosią nie jest usłane różami. Wzajemnie przysparzamy sobie wielu zmartwień i rozczarowań, lecz mimo wszystko jest między nami dużo życzliwej miłości.

Jan Matejko Portret czworga dzieci artysty

Jan Matejko Portret czworga dzieci artysty  |  1879
olej, deska, 149 × 209 cm, Lwowska Galeria Sztuki

Rok wystawienia i zakupu Rejtana okazał się zwrotnym w mojej twórczości. Po stokroć zmęczony krytyką moich dzieł rozliczeniowych (a niezrozumialstwo rodaków dowodzi, jak bardzo rozliczenie potrzebnym jest temu narodowi!) postanowiłem namalować obraz przewrotny. Odmalowałem na płótnie samego siebie stojącego przy pręgierzu, podczas gdy krakowscy możni odczytują wyrok skazujący. Zatytułowałem obraz Wyrok na Matejkę. Nie pragnąłem ściągać na siebie więcej ataków. Postanowiłem, że ze srogiego nauczyciela i sędziego dziejów przeistoczę się w głosiciela niegdysiejszej potęgi i sukcesów, jakie odnosiła Rzeczpospolita w wiekach swej świetności.

Jan Matejko, Wyrok na Matejkę

Jan Matejko Wyrok na Matejkę  |  1867
olej, tektura, 56 × 45 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Odtąd moje lekcje miały tylko krzepić serca i ogrzewać dusze, a obrazy ukazywać dobę świetności Rzeczypospolitej. Dawna Polska była w końcu zbudowana na fundamentach poszanowania praw w dążeniu do wolności oraz solidaryzmu narodowego. Stworzyłem wtedy m.in. Unię Lubelską (1869), Kościuszkę pod Racławicami (1888) czy Konstytucję 3 maja (1891). Bliskie takiemu postrzeganiu historii i (mam nadzieję) wzmagające narodową dumę były także płótna, na których starałem się ukazać triumfy Państwa Polskiego nad dawnymi wrogami, a teraz… zaborcami. Mógłbym wymienić tu Batorego pod Pskowem (1871), Bitwę pod Grunwaldem (1878), Hołd Pruski (1882) czy też Sobieskiego pod Wiedniem (1883). Pracując nad tymi obrazami, starałem się przybliżyć memu znękanemu narodowi momenty glorii, przedstawić jasne momenty politycznych meandrów kraju.

Matejko timeline

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem , 1872–1878, Muzeum Narodowe w Warszawie

W latach 1888–1889 stworzyłem kolejny cykl obrazów, tj. Dzieje cywilizacji w Polsce. W cykl włączyłem 12 olejnych szkiców. Chciałem ukazać w nim, jakie zdobycze cywilizacyjne przejęte przez naród polski ukształtowały państwo silne, spójne i stabilne, a także wniosły istotny wkład w rozwój kultury europejskiej. Zabiegałem o to, by moje obrazy miały charakter dydaktyczny i były czytelne w odbiorze, umyśliłem więc, że opatrzę każdy szkic osobnym komentarzem.

Nieco wcześniej, w roku 1886, wykonałem dla Politechniki Lwowskiej szkice do cyklu Dzieje cywilizacji ludzkości. Nie były to zwykłe olejne obrazy, miały bowiem znaleźć się na rozległym podsufitowym fryzie. Przedstawiały alegoryczne figury rozwoju nauki, sztuki i techniki. Chciałem dzięki nim przekazać wychowankom uczelni, że to Bóg jest źródłem potęgi cywilizacji i pierwiastkiem pozwalającym uaktywnić się ludzkiemu geniuszowi, że tworzenie nie jest możliwe bez Niego. Pomalowanie fryzu powierzyłem trzem moim uczniom, lecz niemiła czekała mnie niespodzianka – ich praca nie dała dobrych efektów i ostatecznie uznana została za kicz.

Jan Matejko Św. Kinga modląca się pośród sądeckich gór

Jan Matejko Św. Kinga modląca się pośród sądeckich gór, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce

Ważnym aspektem mego życia była religia. Mimo iż moja matka była protestantką, ja pozostałem wierny Kościołowi Katolickiemu, czyli wyznaniu Ojca. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że byłem człowiekiem głębokiej wiary. Moje malarstwo historyczne płynęło nie tylko ze szczerej potrzeby serca czy chęci pocieszenia strapionej polskiej duszy. Przede wszystkim wierzyłem, że taką rolę wyznaczył mi sam Najwyższy, a moja praca jest jedynie podzięką za otrzymany talent, spłatą tego ziemskiego długu. Obok więc scen historycznych w moim malarskim dorobku znalazły się obrazy o tematyce sakralnej – głównie wizerunki świętych Kościoła Katolickiego oraz sceny z życia Chrystusa i Jego Matki. Motywy religijne pojawiały się od początku mojej malarskiej drogi, ale wyraźnie zwróciłem się w tę stronę w latach 80. XIX wieku, kiedy po odbyciu „służby” w imię ojczyzny oraz narodu postanowiłem, że pędzel mój będzie oddany już tylko Bogu. Stworzyłem wtedy takie kompozycje, jak Wniebowstąpienie (1884), Matka Boża na Jasnej Górze jako królowa Polski, unosząca się nad klasztorem jasnogórskim (1885), Święci Cyryl i Metody (1885, Bazylika welehradzka), Święta Kinga, czy tryptyk Królowa Korony Polskiej (1887–1888).

Jan Matejko Wniebowstąpienie

Jan Matejko Wniebowstąpienie | 1884, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wiele uwagi poświęciłem w swych artystycznych poszukiwaniach także portretom, wykonywałem je bez mała przez całe życie. Malowałem wizerunki członków rodziny, przyjaciół, a nawet przypadkowych osób, których nietypowe fizjonomie wzbudziły moje zainteresowanie. Te ostatnie malowałem nierzadko całkowicie bezinteresownie, nie przyjmując od portretowanych wynagrodzenia, „oprócz dalszej, trwałej przyjaźni”. Portretowałem także osobistości pochodzące z krakowskich elit, wiele było nazwisk sławnych, wielu znamienitych ludzi.

Jan Matejko Mikołaj Kopernik

Jan Matejko Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem | 1873, Uniwersytet Jagielloński

Jan Matejko Portret Leonarda Serafińskiego

Jan Matejko Portret Leonarda Serafińskiego | 1870, Muzeum Narodowe w Krakowie

Takie portrety najczęściej tworzyłem na zamówienie i utrzymywałem je w konwencji historycznej – moi modele pozowali w dawnych strojach, na tle bogatych, wzorzystych tkanin i zazwyczaj w zabytkowych wnętrzach.

Mam na swym koncie także rysunkowe portrety władców Polski, które wykonywałem w latach 1890–1892. Zamówił je wiedeński księgarz, Maurycy Perles, na potrzeby wydania Pocztu książąt i królów polskich. Wszystkie portrety naszych władców były czarno-białe, lecz mimo wszystko mam nadzieję, że choć trochę poruszą wyobraźnię kolejnych pokoleń Polaków i przybliżą im naszą wielką historię.

Mogę powiedzieć, że bardzo zapracowany ze mnie artysta – poza obrazami olejnymi mam na swym koncie tysiące rysunków, latami gromadzonych w tzw. Skarbczyku. W większości są to szkice rysunkowe do większych kompozycji olejnych, lecz także pokaźna dokumentacja zrobiona w ołówku, którą sporządzałem podczas licznych wypraw inwentaryzacyjno-zabytkoznawczych w czasach studenckich. Ślicznie udały mi się widoki Wiśnicza rysowane na niewielkich kartach. Zdołałem jeszcze uchwycić drewnianą zabudowę miasteczka, zanim doszczętnie spłonęła w pożarze, jaki rozpętał się tam w lipcu 1863 roku. Myślę, że są jednymi z nielicznych dokumentów, które mogą poświadczyć o wyglądzie dawnego Wiśnicza. W 1888 roku wiele serca włożyłem też w ołówkowe szkice do obrazów mających wypełnić kamienny ikonostas w cerkwi św. Norberta w Krakowie. Chciałem w ten sposób wyrazić sympatię dla wiernych kościoła unickiego i wspomóc ich wspólnotę w Krakowie.

Bardzo starałem się zachować obowiązujący w cerkiewnej sztuce układ i temat przedstawień, ale próbowałem jednocześnie nadać im indywidualny rys oraz bardziej „zachodnią” formę. Próba zakończyła się dla mnie szczęśliwie, po raz kolejny krytyka wyraziła się o moich pracach łaskawie, a nawet bardzo. Mówiono, że szkice są „skończone pod względem formy i światłocienia”. Ten jasny promień był w owym czasie jednym z niewielu w mroku…

Mnożyły się problemy rodzinne, moje zdrowie stawało się kruche, a i czasy się zmieniały – krytycy odwracali ode mnie głowy w inną stronę. Przygniatała mnie coraz większa samotność i dojmujące niezrozumienie, nadal jednak widziałem sens w mojej pracy twórczej. Sam zaproponowałem radzie miasta, że pokryję polichromią odnawiane wówczas wnętrze kościoła Mariackiego – świątyni bardzo mi drogiej, która nieraz słuchała mych żarliwych modlitw. Mogę powiedzieć, że ze wszystkich wyzwań, jakich się podjąłem, to było największe. Poświęciłem polichromiom dwa lata wyczerpującej pracy – byłem nie tylko pomysłodawcą całości i autorem szkiców rysunkowych (kartony akwarelowe wykonywali moi uczniowie). Nierzadko piąłem się w mozole na rusztowania, by poprawiać te fragmenty, które wydały mi się nie dość dobrze zrobione. Ja, wątły starzec w okrągłych, drucianych okularach, niezgrabnie wdrapywałem się pod sklepienie, by osobiście sprawdzić, czy moi pomocnicy wystarczająco dokładnie wymalowali to, co im przykazałem.

Jan Matejko

Jan Matejko | 1901

Pewnie niektórzy z nich na długo zapamiętali mój gniewny ton, gdy tłumaczyłem, że może z dołu nie widać niedoskonałości, ale Bóg na pewno je dostrzega. Malowaliśmy przede wszystkim motywy religijno-patriotyczne. Ściany prezbiterium poświęcone zostały Najświętszej Maryi Pannie, patronce kościoła. Postanowiłem zobrazować tam Litanię Loretańską i zaplanowałem ją tak, że z kielichów kwiatowych wyłaniają się aniołowie, trzymający szarfy z poszczególnymi wezwaniami modlitwy. Całości dopełniają stylizowane ornamenty roślinne i arabeskowe. Na ścianach nawy głównej umieściłem godła cechowe – w ten sposób uhonorować należało fundatorów bazyliki, czyli krakowskich mieszczan.

Jan Matejko Anioł

Jan Matejko Anioł | 1889 (karton do polichromii kościoła Mariackiego w Krakowie), Muzeum Narodowe w Krakowie

Polichromie w Kościele Mariackim znów niebywale spodobały się mieszkańcom Krakowa. Niestety po tym pełnym słońca czasie znów przyszły deszcz i szarość. Przez lata walczyłem bowiem o zachowanie XV-wiecznego gmachu szpitala i kościoła Świętego Ducha na Plantach. Zabiegałem, aby miasto oddało budynki na potrzeby Szkoły Sztuk Pięknych, którą wtedy kierowałem, niestety stanowczo odmówiono mej prośbie. Zaproponowałem więc, by gotyckie zabudowania przeszły w moje prywatne ręce i posłużyły mi jako pracownia. Nie na moją chwałę przecież, ale dla przyszłych pokoleń tego pragnąłem! Włodarze Krakowa niestety i tej prośby nie rozważyli. Tego było już za wiele! W geście protestu na tak jawną bezduszność zwróciłem Radzie Miasta honorowe obywatelstwo Krakowa, nadane mi przed laty. Urażona duma nie pozwoliła mi również zatrzymać pieniędzy zebranych jako dar narodu w geście wdzięczności za moje zasługi. To nie było wszystko. Dłużej już nie mogłem służyć niewdzięcznemu miastu i zapowiedziałem, że od tej pory żaden mój obraz nie będzie w Krakowie wystawiany na widok publiczny, chyba że aktualni właściciele prac wcześniej malowanych zrobią to bez mojej zgody.

Obowiązkiem moim będzie przypomnieć jeszcze, że poza twórczością plastyczną wiele czasu poświęcam pracy pedagogicznej, wszak od roku 1873 piastuję stanowisko dyrektora krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Przez wszystkie te lata miałem okazję obserwować rozwój wielu młodych talentów, bardzo zróżnicowanych, bardzo obiecujących. Wśród studentów znalazło się wielu moich naśladowców, malujących mniej lub bardziej udane kompozycje historyczne. Były też talenty samodzielne i niezwykłe, szanujące twórczość swego mistrza, lecz idące własną ścieżką artystyczną. Dość wspomnieć tutaj o Jacku Malczewskim, Józefie Mehofferze czy szczególnie mi bliskim Stanisławie Wyspiańskim. Mam nadzieję, że wielu zapamiętało to, co mówiłem podczas ich studiów: Doskonale widzę, kto studiuje naturę i ma coś do powiedzenia, a kto studiuje cudze obrazy. Ja mam inne zainteresowania. Do was należy powietrze i słońce, ja zaś zostanę ze starymi królami.

*    *    *

Jana Matejko zmarł w Krakowie 1 listopada 1893 roku. Podczas uroczystego pogrzebu, który zgromadził tysięczne tłumy, ze Wzgórza Wawelskiego rozbrzmiewał jego ukochany Dzwon Zygmunta. „Mistrz Jan” był artystą, uznanym za największy autorytet malarski w dziejach polskiej sztuki drugiej połowy XIX wieku. W powszechnej świadomości łączony jest z nurtem sztuki wpisującym się w szeroko pojęty historyzm. Jego obrazy przez pokolenia utożsamiano z prawdziwą lekcją historii Polski. Artysta, odpowiadając na oczekiwania rodaków, poprzez swoje dzieła przyczyniał się do umacniania tożsamości narodowej i zachowywania pamięci o jej chrześcijańskich korzeniach. Przez jednych nazywany był przekleństwem, a przez innych – objawieniem sztuki polskiej.


Redakcja: Anna Skurska

Elżbieta Matyaszewska

» Elżbieta Matyaszewska

Elżbieta Matyaszewska, historyk sztuki, doktor nauk humanistycznych. W latach 1985-1990 członkini ogólnopolskiego zespołu badawczego przy Instytucie Sztuki PAN w Warszawie, prowadzącego badania nad polskim życiem artystycznym drugiej połowy XIX wieku, w ramach programu węzłowego Polska kultura narodowa, jej percepcje i tendencje. W 1991-1993 sekretarz naukowy zespołu przy Instytucie Sztuki PAN, przygotowującego katalog dzieł malarskich Jana Matejki w związku z rocznicami 150-lecia urodzin i 100-lecia śmierci artysty – dwutomowa publikacja, do której napisała też kilkadziesiąt haseł katalogowych, została wydana w 1993 roku pod tytułem Matejko. Obrazy olejne. Katalog. W latach 1992-2001 współpracowała z redakcjami lubelskich i warszawskich periodyków (m.in. „Przegląd Akademicki”, „Dziennik Wschodni”, „Akcent”, „Wnętrze Twojego Domu”, „Dobre Wnętrze”, „Zabytki-Heritage”), publikując relacje z wystaw sztuki dawnej i współczesnej, a także cykliczne teksty z zakresu historii ubioru, mody i rzemiosła artystycznego. Elżbieta Matyaszewska od lat utrzymuje aktywny kontakt z Instytutem Historii Sztuki KUL, uczestnicząc w organizowanych sesjach naukowych oraz działalności kulturalno-naukowej na rzecz miasta Lublin. W roku 2008 koordynowała prace mające na celu zorganizowanie przy Instytucie Historii Sztuki KUL zajęć z historii sztuki dla członków Uniwersytetu Trzeciego Wieku, z którym współpracuje jako wykładowca. Wykłada również dla członków UTW w Tomaszowie Lubelskim i Świdniku. Od roku 2011 prowadzi współpracę z Filharmonią Lubelską w ramach Akademii Muzyki i Plastyki (oferta skierowana do szkół ponadpodstawowych Lublina i regionu), przygotowując prezentacje z zakresu sztuk plastycznych, wpisujące się w określone tematy muzyczne. Ponadto, w ramach działalności dydaktycznej, prowadziła zajęcia obejmujące najważniejsze zjawiska z dziejów sztuki nowoczesnej i najnowszej, zarówno polskiej, jak i powszechnej w Wyższej Szkole Humanistyczno-Przyrodniczej w Sandomierzu, wykłady o sztukach pięknych dla członków Uniwersytetu Otwartego KUL, a także zajęcia specjalizacyjne na Studiach Podyplomowych przy Instytucie Historii Sztuki KUL. W ostatnich latach pracowała w Instytucie Leksykografii KUL na stanowisku adiunkta, prowadząc dział sztuki religijnej i redagując hasła z tego zakresu tematycznego do Encyklopedii Katolickiej. Należy do Stowarzyszenia Historyków Sztuki. Elżbieta Matyaszewska jest autorką książki „Wierzę w cuda nie od dziś”. Religia w życiu i twórczości Jana Matejki (Lublin 2007) oraz kilkudziesięciu publikacji naukowych i popularnonaukowych w zakresie ikonografii chrześcijańskiej i malarstwa polskiego, a także wielu haseł z dziedziny historii sztuki zamieszczonych w Encyklopedii Katolickiej.


Nasz nowy projekt Muzeum w Liceum

Więcej o projekcie »


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki "Niezła Sztuka". Jeśli publikowane tu treści wydają Ci się inspirujące i chciałbyś/chciałabyś wesprzeć nas w tworzeniu miejsca w polskim internecie na temat sztuki, które nie ma reklam tu: www.niezlasztuka.net/wesprzyj-nas/ możesz przekazać nam darowiznę, nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »