Bracia Gierymscy byli ambitni i świadomi swoich talentów artystycznych, choć wrodzone wrażliwość i uczuciowość podobno skrywali pod maską chłodu i dystansu. Nie przeszkadzało to jednak Maksymilianowi w łatwym nawiązywaniu licznych znajomości. Przyjaciele wspominali go jako eleganckiego, obdarzonego urokiem mężczyznę o wytwornych manierach. Z kolei młodszy Aleksander nie radził sobie zbyt dobrze w towarzystwie; nieśmiałość nie ułatwiała mu budowania relacji z innymi, a wrodzona duma sprawiała, że nawet wobec bliskich zachowywał powściągliwość.



Witold Pruszkowski, Portret Aleksandra Gierymskiego | ok. 1889, Muzeum Narodowe w Warszawie / Maksymilian Gierymski na portrecie Aleksandra Regulskiego, źródło: Biblioteka Narodowa, Polona.pl
Dochodziło do tego poczucie życia w cieniu starszego brata, który z powodzeniem przecierał artystyczne szlaki. Po przedwczesnej śmierci Maksymiliana Aleksander miał powiedzieć: „Ja od śmierci brata zostałem człowiekiem”1. W tych kilku słowach kryje się wiele żalu, ale i ulgi, choć śledząc losy braci Gierymskich, można dostrzec, jak bardzo byli sobie oddani, jakim szacunkiem się darzyli i jak nawzajem o siebie dbali – czasem na przekór innym.
Muzyk, powstaniec, malarz
Brakuje źródeł i przekazów, na podstawie których moglibyśmy zrekonstruować pierwsze lata życia braci Gierymskich. Wiadomo, że Maksymilian przyszedł na świat 9 października 1846 roku, Aleksander ponad trzy lata później – 30 stycznia 1850 roku. Chłopcy mieli dwie siostry, starszą Binię, która zmarła w wieku zaledwie dwudziestu jeden lat, oraz młodszą Klotyldę, nazywaną pieszczotliwie przez rodzinę Klocią. Ojciec Gierymskich, Józef, był urzędnikiem Budowli Wojskowych, prawdopodobnie intendentem lub administratorem koszar mirowskich, a następnie szpitala wojskowego w Ujazdowie2. Przeprowadził się tam wraz z żoną Julianną, z domu Kielichowską, jeszcze w latach 40. XIX wieku, więc Maksymilian i Aleksander dorastali na podmiejskich terenach, wśród zieleni, chłonąc naturę i jej uroki.
Trudno orzec, w jaki sposób chłopcy zainteresowali się sztuką. W domu Gierymskich fascynowano się przede wszystkim muzyką. W ich salonie spotykali się artyści opery warszawskiej, częstym gościem był jej dyrygent Ignacy Feliks Dobrzyński, który wielki talent do muzyki dostrzegł już u kilkuletniego Maksymiliana. Przyszły malarz tak dobrze radził sobie z nauką gry na fortepianie, że zastępował zawodowych muzyków podczas wieczorków organizowanych w jego domu rodzinnym. Cenił zwłaszcza twórczość Fryderyka Chopina, którego utwory grywał podobno z niezwykłą wrażliwością i wirtuozerią, a podczas pobytu w Monachium docenił opery Richarda Wagnera. W dorosłym życiu, nawet gdy niezbyt dobrze mu się wiodło, w jego mieszkaniu musiał stać fortepian. Wydaje się zaskakujące, że pomimo przejawiania muzycznych talentów od najmłodszych lat i pierwszych nauk pobieranych bezpośrednio od dyrygenta Dobrzyńskiego Maksymilian nie zdecydował się na karierę muzyczną.



Maksymilian Gierymski, Powstaniec z 1863 roku | 1869, Muzeum Narodowe w Warszawie
Początkowo nie zamierzał nawet zostać malarzem. Po ukończeniu nauki w gimnazjum realnym (o profilu matematyczno-przyrodniczym!) zapisał się – być może pod wpływem ojca – na studia na Wydziale Mechanicznym Instytutu Politechnicznego Rolnictwa i Leśnictwa w Puławach (wówczas nazywanych Nową Aleksandrią). Naukę tam rozpoczął jesienią 1862 roku, a zaledwie pół roku później wybuchło powstanie styczniowe. Maksymilian wraz z innymi studentami, pełnymi zapału i patriotycznych przekonań, ruszył do walk. Wielu z nich zginęło, inni doznali trwałego kalectwa. Pod Mełchowem granat rozerwał nogę Adamowi Chmielowskiemu, z którym Gierymski zaprzyjaźnił się na studiach. Rana była tak poważna, że Chmielowski musiał przejść amputację. „Operacja odbyła się w wiejskiej chacie, bez znieczulenia, przy świecy”3.
Nic nie wiadomo o tym etapie w życiu Maksymiliana, choć możemy się domyślać, że pomimo iż udało mu się uniknąć represji, które dotknęły jego niektórych kolegów, walki powstańcze wpłynęły na jego stan psychiczny i z pewnością nieobca mu była trauma powstańca. Jej echa są wyczuwalne w licznych, przepełnionych smutkiem i tragizmem dziełach podejmujących tematykę powstania, do której Maksymilian później wiele razy powracał.
W 1864 roku Gierymski myślał jeszcze o „poważnych” studiach, zaczął nawet naukę na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej w Warszawie, ale równocześnie zapisał się do Klasy Rysunkowej, w której niemal od razu zaczęto go chwalić za zdolności artystyczne i doceniać. Niedługo potem do Klasy Rysunkowej dołączyli koledzy z Puław – Chmielowski, któremu udało się zbiec z niewoli, oraz Ludomir Benedyktowicz, który, straciwszy podczas powstania obie dłonie, malował pędzlem bądź rysował węglem i piórkiem przytwierdzonymi do przedramienia4.
Gierymskiego szybko okrzyknięto najlepszym rysownikiem, on jednak był rozczarowany niskim poziomem edukacji i postanowił rozwijać się artystycznie we własnym zakresie. Nawiązał znajomość z cieszącym się już wówczas uznaniem Juliuszem Kossakiem, który zyskał sławę dzięki swoim scenom batalistycznym i myśliwskim. Zapewne pod wpływem Kossaka Maksymilian w pierwszych latach twórczości artystycznej również sięgał po tematykę historyczną i wojskową, którą rozwijał po wyjeździe do Monachium. Marzył o zagranicznych studiach, a marzenie to udało mu się spełnić w 1867 roku dzięki zdobyciu dwuletniego stypendium rządowego. Wybór Monachium wówczas nie zaskakiwał, bowiem tamtejsza akademia cieszyła się sporym uznaniem.



Maksymilian Gierymski, Konna kawalkada w brzezince | 1870-1871, Muzeum Narodowe w Warszawie
Gierymski, mocno chwalony w Warszawie, podczas nauki w Monachium dostrzegał swoje braki w artystycznej edukacji. W jednym z listów do rodziców pisał:
„Ja, co byłem najlepszym rysownikiem w warszawskiej szkole rysunkowej, tu po rozpatrzeniu się poznałem, że nic a nic nie umiem. Bez zarumienienia więc wziąłem się do rysowania konturów całych figur i przez cały czas dotąd nic więcej nie robiłem, a pochlebczy tytuł artysty, jakim mnie już w Warszawie mianowano, ukrywszy starannie lub raczej puściwszy w zapomnienie, po całych dniach, bo od 7-ej rano do 6-ej wieczór, cierpliwie nad tym, co mi najwięcej brakowało, tj. nad konturami pracuję. Słowa też szczególnie do Olesia [Aleksandra] zwracam, jeżeliby miał silne postanowienie zostania malarzem, by nie sądził, że talent i zręczność szkicowania stanowią i decydują o artyście; niech się nie łudzi tą myślą, że talent wielki starczy za pracę. Talent to tylko pomoc i ułatwienie przy studiach, to woń i świeżość, jaką tchną obrazy utalentowanych mistrzów, ale tylko wielka i sumienna, aż do pedanterii, praca przy studiach mianowicie wydaje owoce, które za płody swobodnego i polotnego talentu uważają”5.



Maksymilian Gierymski, Obóz Cyganów I | 1867–1868, Muzeum Narodowe w Krakowie
Na rozwój artystycznej wrażliwości Gierymskiego wpływ miały częste wizyty w Starej i Nowej Pinakotece, gdzie szczególne wrażenie wywarły na nim obrazy Rembrandta. Znacząca okazała się także wyprawa przez Bawarię (Alpy i okolice Jeziora Kochel), po której Gierymski skupił się na malowaniu nastrojowych pejzaży i nokturnów. Dwie wersje Obozu Cyganów, namalowane na przełomie 1867 i 1868 roku, stanowią najlepsze przykłady wczesnych pejzaży Maksymiliana, które Halina Stępień nazwała „zegarowymi”6.



Maksymilian Gierymski, Obóz Cyganów II | 1867–1868, Muzeum Narodowe w Krakowie
Artysta miał podobno mawiać, że „na obrazie, jak na zegarze, trzeba widzieć godzinę”7. W tym czasie Gierymski prowadził już malarskie eksperymenty, aby jak najwierniej oddać w swoich obrazach nasycenie światłem i nastrój przedstawianych scen. W jego pejzażach postacie, zwierzęta, budynki i wszelkie obiekty tracą ostre kontury, są raczej pokryte mgłą dodającą aury tajemniczości. Ewa Micke-Broniarek zauważyła, że w obydwu wersjach Obozu Cyganów ujawniła się kontemplacyjna postawa Gierymskiego wobec świata oraz jego „skłonność do wewnętrznego przeżywania postrzeganych zmysłowo wrażeń”8. Sam malarz przyznał się do takiego odczuwania, pisząc w swoim dzienniku:
„Dziwnym człowiekiem jestem: nie żyję światem, który ręką dotykam, ale przypomnieniem, imitacją tego świata w mojej wyobraźni”9.
W 1869 roku Maksymilian zadebiutował na Pierwszej Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Monachium, gdzie jego obrazy zdobyły uznanie, a on sam mógł się zapoznać z twórczością francuskich realistów, m.in. Gustave’a Courbeta. W tym samym czasie próbował wysyłać swoje prace na wystawy w ojczyźnie, zwłaszcza w warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych i krakowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych, jednak rodzimi krytycy nie byli mu zbyt przychylni. Gierymski tak się zniechęcił, że od 1870 roku przestał słać obrazy do Warszawy i Krakowa.
Kariera i melancholia
W maju 1868 roku do Monachium przybył Aleksander Gierymski. Pierwsze nauki odebrał, podobnie jak starszy brat, w Klasie Rysunkowej. Do zagranicznego wyjazdu namówił go Maksymilian, który choć bardzo cieszył się z obecności młodszego brata, traktował go z pewnego rodzaju wyższością. W liście do rodziców pisał:
„Poznać go poznałem; ale te długie włosy, a mianowicie w okropnym stanie cylinder sprawiły, że w pierwszej chwili sądziłem, jakoby mnie karykaturował. Garbi się też okropnie; radziłem gimnastykę konieczną dla tak wątłej jak on budowy”10.



Portret zbiorowy artystów polskich w Monachium: Kazimierz Szolc, Michał Hertz, Henryk Redlich, Władysław Malecki, Aleksander Gierymski, Bolesław Łaszczyński, Józef Brandt, Maksymilian Gierymski, Ludwik Kurella, Władysław Szerner, fot. Carl Holzer | 1869, Muzeum Narodowe w Warszawie
Aleksander był bardzo wyczulony na ten ton protekcjonalności; już do śmierci Maksymiliana miał się czuć tak, jakby żył w jego cieniu. Gierymscy byli jednak sobie oddani i cieszyli się ze swojego towarzystwa na obczyźnie, razem mieszkali i pracowali. Dla wsparcia skromnych funduszy trudnili się ilustratorstwem, nawiązując współprace z polskimi i niemieckimi czasopismami. Może nieco zadziwiać, jak udało im się znaleźć zgodny rytm we wspólnym życiu, gdyż różnili się od siebie usposobieniem i w odmienny sposób patrzyli na świat, co najlepiej zobrazował pisarz Antoni Sygietyński:
„Jeżeli zdarzyło się, że razem wyszli na przechadzkę o zachodzie słońca – to Maks zawsze zwracał się w stronę przeciwną zachodowi, tam, gdzie niebo zaciągało się błękitnawym mrokiem, gdzie małe chmury mieniły się słabemi odblaskami na szarawem tle, gdzie ziemia tonęła w mglistych półtonach harmonijnego zmierzchu, gdzie światło wydawało się uśmiechem melancholijnego spokoju, a cień łagodnie smutnym zwiastunem wieczoru. Aleksander tymczasem patrzył prosto w blask zorzy zachodu, w wielkie morze światła, poderżnięte od dołu wyraźną linią widnokręgu i poszarpane ciemnemi sylwetami drzew i domów, tam, gdzie (…) przeciwieństwa plam kolorowych rzucają się do oczu, gdzie wielkie światła i wielkie cienie są w pełnej ze sobą walce. Każdy z nich czegoś innego od natury potrzebował i czegoś innego w niej szukał. Stąd różny punkt widzenia – różny tak dalece, że czasem nie byli w stanie nawzajem cenić się sprawiedliwie lub nawet mówić ze sobą w tym przedmiocie. Wszakżeż nieraz, wyszedłszy razem na przechadzkę, wracali osobno: rozprawa nad rzekomą wyższością piękna różnego, przerywała na chwilę nić braterskiego uczucia”11.



Aleksander Gierymski, Wnętrze mieszkania Gierymskich w Monachium | przed 1874, Muzeum Narodowe w Krakowie
Nawet początkowy brak znajomości języka niemieckiego nie zniechęcał Aleksandra do artystycznego rozwoju. W porównaniu do Maksymiliana, udało mu się zdobyć uznanie krytyki po debiucie na wystawach w lwowskim i krakowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych oraz Zachęcie. Ale i starszy Gierymski, pomimo braku przychylności rodzimych recenzentów, odnosił coraz większe zagraniczne sukcesy. W 1870 roku cesarz Franciszek Józef kupił jego obraz Rekonesans huzarów austriackich (Huzarzy austriaccy na flankierach), a niedługo potem Gierymski zdobył medal w Londynie za Pochód ułanów.
W tym czasie tematyka jego twórczości obejmowała przede wszystkim nastrojowe, melancholijne krajobrazy, sceny z życia małych miasteczek oraz motywy wojskowe i powstańcze o osobistym charakterze, wynikającym z własnych doświadczeń. Dorota Dzierżanowska określiła Gierymskiego mianem mistrza scen powstańczych na tle pejzażu, „scen wyciszonych, bez bitewnego zgiełku, pozbawionych heroizmu, brawury, rozmachu”12. Malarz unikał patosu w swoich kompozycjach podejmujących tematykę życia powstańców. Skupiał się raczej na ich cichej codzienności, zmuszając widzów do smutnej zadumy nad losem osób, które walczyły za Ojczyznę. Do najwybitniejszych dzieł obrazujących ten motyw zalicza się Patrol powstańczy, który Gierymski pokazał na Wystawie Powszechnej w Wiedniu w 1873 roku. Krytycy zwrócili wówczas uwagę na „głęboki ton uczuciowy” obrazu13.



Maksymilian Gierymski, Patrol powstańczy | ok. 1873, Muzeum Narodowe w Warszawie
Sukcesy na wystawach i korzystne recenzje przekładały się na coraz liczniejsze zamówienia (na początku lat 70. XIX wieku Maksymilian miał już podobno pracy na dwa lata z góry), a te z kolei na coraz wyższe zarobki. Gierymski mógł sobie pozwolić na wynajęcie z bratem większego mieszkania, a także atelier dla siebie, którego bardzo mu brakowało. Wspomagał również finansowo ojca (matka zmarła, według różnych źródeł, w 1868 albo 1869 roku) i zapewnił posag młodszej siostrze Kloci.
Liczne zamówienia miały i ciemną stronę – Gierymski czuł się wyczerpany od nadmiaru pracy, coraz częściej ogarniała go, jak wówczas się mówiło, melancholia. Dziś określilibyśmy to kryzysem psychicznym. Za namową przyjaciół Maksymilian wraz z młodszym bratem wyjechali w maju 1871 roku do Włoch, jednak ani zachwyty włoskimi mistrzami, ani zdobyty ponad rok później złoty medal na Wystawie Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie nie zdołały wpłynąć na poprawę kondycji psychicznej malarza. W liście do przyjaciela Kazimierza Epplera z czerwca 1872 roku pisał:
„Jestem bardzo spiłowany pracą; radbym pędzle raz w kąt rzucić i jakiś czas przynajmniej nic nie robić, ale znów ma się obowiązki, więc trzeba na pieniądze zarabiać, choć to przyjemności nie sprawia. Czuję, że starzeję się gwałtownie; mam lat 26, a myślę, jakbym miał 50; jeżeli ciało moje z duchem w parze w tym samym stosunku starzeć się będzie, to za lat parę będę stary, a za lat kilka może na wieki odpoczywać już będę”14.



Henryk Piątkowski Portret Maksymiliana Gierymskiego | 1890-1900, Muzeum Narodowe w Warszawie
Czytając słowa skreślone ręką Maksymiliana, można odnieść wrażenie, że niejako przeczuwał swoją przedwczesną śmierć. W lutym 1873 roku zdiagnozowano u niego gruźlicę płuc, a w tamtych czasach podobna diagnoza była równoznaczna z wyrokiem. Początkowo artysta bagatelizował objawy choroby, złe samopoczucie i przemęczenie zrzucał na karb nadmiaru pracy. Z powodu osłabienia wywołanego gruźlicą nie mógł malować, ale zaczął pisać dziennik, w którym zawarł przemyślenia m.in. na temat sztuki. Momentami wydawało się, że dzięki troskliwej opiece młodszego brata odzyskuje siły i zdrowie. Były to jednak złudne nadzieje – Maksymilian odszedł 16 września 1874 roku w wieku niespełna dwudziestu ośmiu lat. Miesiąc wcześniej napisał jeszcze do swojego przyjaciela Adama Chmielowskiego: „Żeby przynajmniej coś wartościowego zrobić. Żeby choć trochę samego siebie przeżyć”15.
Epoka Aleksandra



Aleksander Gierymski, fot. zakład fotograficzny Conrad | 1881–1884, Muzeum Narodowe w Warszawie
Bracia Gierymscy byli do siebie bardzo przywiązani i darzyli się szacunkiem, dla Aleksandra jednak trudne było pozostawanie w cieniu docenianego Maksymiliana, tym bardziej że miał świadomość własnego talentu i nie brakowało mu ambitnych planów. Młodszy z braci zawsze czuł się jak ten drugi, nazywany do tego protekcjonalnie Olesiem. Zdaje się, że już w domu rodzinnym myślano najpierw o najstarszym Maksymilianie. Joanna Sosnowska zwraca uwagę, że „rodzice Gierymskich kładli nacisk przede wszystkim na wykształcenie starszego syna, młodszy miał sobie sam poradzić”16, i przytacza słowa Sygietyńskiego, który pisał: „O Aleksandrze, jako młodszym, nie myślano wcale. Ten miał się wyrobić o własnych siłach”17.
Z jednej strony Aleksander wiele zawdzięczał starszemu bratu, zwłaszcza pomoc w stawianiu pierwszych kroków w zagranicznym środowisku artystycznym, z drugiej – mógł się czuć przytłoczony. Jego słowa, że „od śmierci brata został człowiekiem”, choć wydają się nieco przesadzone i niepokojące, budzą też odrobinę zrozumienia.
Po pogrzebie Maksymiliana Aleksander przyjechał do Warszawy, aby zająć się sprawami związanymi ze spadkiem. Starszy Gierymski pozostawił rodzinie sporo pieniędzy, dzięki którym i Aleksander miał zapewnioną stabilność finansową – przynajmniej przez jakiś czas, nie umiał zarządzać finansami tak jak starszy brat i spadek szybko roztrwonił. Wyjechał do Włoch, najpierw był w Neapolu, jeździł na Capri, do Pompei i Herkulanum, potem osiadł w Rzymie, gdzie często przesiadywał w popularnej kawiarni artystycznej Caffè Greco.
W styczniu 1875 roku, a więc zaledwie cztery miesiące po śmierci Maksymiliana, zmarł ojciec Gierymskich. Kolejne smutne okoliczności złagodził całkiem niezły sukces dwóch obrazów – Austerii rzymskiej i Gry w mora – wystawionych w tym czasie w warszawskiej Zachęcie. Aleksander zaczął pracę nad nimi jeszcze za życia starszego brata, obie prace przedstawiają realistyczne sceny w rzymskich tawernach. Krytykom nie podobał się właśnie ten – jak to ujęli – „szpetny realizm”, ale docenili sposób wykonania i kolorystykę. Austeria rzymska zaginęła, znamy jedynie jej czarno-białą reprodukcję, która została opublikowana w czasopiśmie „Kłosy” w 1881 roku18, nie możemy więc ocenić wybranych przez malarza barw.



Aleksander Gierymski, Austeria rzymska, szkic | 1874, Muzeum Narodowe w Warszawie
Możemy jednak podziwiać na żywo Grę w moro, która należy do Muzeum Narodowego w Warszawie. Obraz wypełniają ciemne plamy ubrań przedstawionych postaci i oliwkowo-złote tło, ale uwagę przyciąga przede wszystkim czerwona koszula jednego z mężczyzn. Dzierżanowska zauważa, że jest to „punkt świetlny, o którym pisał Jean-Baptiste Camille Corot, że każdy obraz powinien mieć taki szczególny punkt, choć miejsce jego umieszczenia nie jest istotne”19.



Aleksander Gierymski, Gra w mora | 1874, Muzeum Narodowe w Warszawie
Podobne „punkty świetlne” będą pojawiać się na kolejnych obrazach Gierymskiego. W pamięci widzów najbardziej mogą zapisać się czerwony szal na ramionach kobiety ukazanej na obrazie Plac Maksymiliana Józefa w Monachium w nocy oraz czerwona spódnica uwieczniona w dziele Opera paryska w nocy.
Pod wpływem komentarzy krytyków o „szpetnym realizmie” – a także pewnej znajomości – malarz skierował się ku nowym eksperymentom artystycznym. Prawdopodobnie na początku 1875 roku Gierymski poznał Helenę Modrzejewską, świecącą już wówczas triumfy aktorkę, której urokowi uległo wielu mężczyzn. Uległ i Aleksander, dając temu wyraz w Sieście włoskiej, pracy powstałej w dwóch wersjach. Inspiracją do stworzenia postaci stojącej kobiety z książką w dłoni była Modrzejewska; Gierymski próbował odtworzyć na swoim obrazie jej charakterystyczną pozę i gesty.
Siesta włoska zdradza nawiązania do twórczości dawnych mistrzów weneckich, szczególnie Tycjana i Tintoretta, oraz pokazuje kierunek rozwoju malarza, który coraz bardziej fascynował się światłem i możliwościami jego wiernego oddania na obrazach.
Kumulację tej fascynacji i opartych na niej eksperymentów możemy podziwiać w dziele W altanie ukończonym w 1882 roku, którego namalowanie poprzedziło mnóstwo szkiców i pełnych światła studiów. Scena jakby wyjęta z rokokowego ogrodu jest rozświetlona ciepłymi promieniami słońca, kładącymi się miękkimi plamami na skórze uwiecznionych postaci, obrusie, roślinach o soczyście zielonych liściach.



Aleksander Gierymski, W altanie | 1882, Muzeum Narodowe w Warszawie
Gierymskiemu udało się stworzyć dzieło, którego atmosfera letniego, gorącego dnia wydaje się niemal odczuwalna przez widzów. To scena tak idealna, że aż według krytyków przesadzona, przeładowana. Artysta pracował nad tym obrazem kilka lat, możliwe też, że stworzył dwie wersje, a pierwszą, uważając za nieudaną, zniszczył. Takimi słowami Stanisław Witkiewicz opisał artystyczną walkę Gierymskiego z samym sobą:
„Obraz był do najwyższego stopnia przemęczony pod względem technicznym. Była to rzecz, która wyglądała tak, jak gdyby ją lata całe malowano, skrobano, szarpano (…) i ostatecznie, w rozpaczliwym zniechęceniu, nie osiągnąwszy zamierzonego rezultatu, wrzucono w ramy, nie wiedząc, co to wszystko znaczy i co jest warte (…). Gierymski opowiadał, że malował tak długo, tyle razy przemalowywał, że w końcu nie mógł się zbliżyć do obrazu, z którego sterczały potworne sople farb, stalagmity, tworzące z powierzchni obrazu rodzaj plastycznej mapy łańcucha górskiego. (…) On wiedział, ile jego szaleństwa, rozpaczy, zdenerwowania było pogrzebanych pod temi warstwami farb. (…) On wiedział, co znaczy zwój poszarpanych, potarganych, zmiętych i postrzępionych płócien, stojący w kącie pracowni”20.
„…zostanie tak na zawsze”
W 1879 roku Aleksander wrócił do Warszawy; planował kilkumiesięczny pobyt, został kilka lat. Niezbyt sprzyjające opinie warszawskich krytyków zniechęcały go i napełniały goryczą. Już wcześniej malarz przejawiał – ujmijmy to – depresyjne nastawienie. Jeszcze podczas pobytu w Rzymie, w 1876 roku, w liście do Henryka Szaniawskiego żalił się:
„Przed paskudnymi myślami, katzenjammerem [kacem – przyp. aut.], przed chłodem, pustkami, uciekłem z domu – mamy jedenastą w nocy, przed pierwszą powrócę. Mieszkam na piątym piętrze, mam dwa okna, przez które nigdy słońce nie zajrzy, kota, sąsiada muzyka, co mnie lubi i szuka, mam i siebie, którego nie lubię i muszę mieć ciągle – za to nie mam pieca. Mam towarzystwo, co mi nerwy rozstraja do reszty, dziewczynę, którą nie lubię, i obrazy, które nienawidzę – nie mam spokoju. Dosyć, widzisz Pan, że mi jest źle, a ponieważ tym jestem, czym jestem, młodym malarzem – zostanie tak na zawsze”21.
W Warszawie malarz wiódł samotne życie, odsuwał się od innych i dystansował, bliskie kontakty utrzymywał jedynie z siostrą Klotyldą i przyjaciółmi, Józefem i Prosperem Dziekońskimi. Na pogarszający się stan psychiczny Gierymskiego ogromny wpływ miały problemy finansowe – spadek po starszym bracie szybko się skończył, a Aleksander, nawet jeśli udało mu zarobić na swojej twórczości, nie radził sobie z rozsądnym zarządzaniem pieniędzmi, poza tym wspomagał finansowo siostrę i jej dzieci. W jednym z listów do Prospera Dziekońskiego pisał:
„Jestem w wielkim kłopocie; nie mam pieniędzy. (…) Za parę miesięcy atelier niezapłacone (…). Gotowi wyrzucić. Prócz tego mam jeszcze różne rachunki. Uśmiałbyś się, gdybyś widział mnie, jak się skradam do drzwi, żeby zobaczyć, kto dzwonił do mnie, czy nie jaka bestia o pieniądze. Dla takich nigdy nie ma mnie w domu. Nie bardzo to i śmieszne. (…) Mam przed sobą 7 godzin spoczynku; przez te 7 godzin nie będę się miał za psa, wielkie to szczęście. Jutro znowu będę szarpał nerwy, potem znowu, znowu, z każdym dniem są mi mniej posłuszne”22.
W Warszawie Gierymski zwrócił się ku uwiecznianiu głównie najuboższych dzielnic – Starego Miasta, Solca i Powiśla. Choć mniej więcej w tym czasie kończył malować W altanie, tematycznie najbardziej zaczęły go interesować sceny z życia codziennego biednych mieszkańców.



Aleksander Gierymski, Piaskarze | 1887, Muzeum Narodowe w Warszawie
Zrezygnował z ciepłego oświetlenia, jaskrawej kolorystyki i przesady na rzecz propagowanego wówczas realizmu, wrócił więc do swoich wcześniejszych poszukiwań. Niczym reportażysta bądź dokumentalista uwieczniał zmęczonych, spracowanych, ciągle czymś zajętych mieszkańców Warszawy. Na początku lat 80. XIX wieku namalował swoje najsłynniejsze bodaj obrazy – Żydówkę z cytrynami i Żydówkę z pomarańczami, które wzruszają przejmująco oddaną twarzą starszej kobiety, ale godne uwagi są również późniejsze Brama na Starym Mieście, Przystań na Solcu, Piaskarze czy Święto trąbek.
Warszawska publiczność różnie reagowała na ten nurt w twórczości Gierymskiego. Malarz był doceniany przede wszystkim przez zwolenników pozytywizmu, m.in. Bolesława Prusa, jednak większość osób, które mogły pozwolić sobie na zakup dzieła sztuki, wolała wieszać w swoich salonach coś, co bardziej wpisywałoby się w powszechnie uznane kanony piękna i estetyki. Bez względu na to, jakie decyzje artystyczne Gierymski podejmował, nie udawało mu się zadowolić krytyków.
Światło miast i mrok życia



Jan Mieczkowski, Portret Aleksandra Gierymskiego, Stanisława Witkiewicza i Antoniego Sygietyńskiego oglądających obraz | 1884, źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie
Życiowe, niesprzyjające okoliczności pogłębiały skłonność Aleksandra do depresji. Według Witkiewicza artysta zaczął zdradzać objawy zaburzeń psychicznych, wszędzie doszukiwał się spisków i lekceważenia. Za namową przyjaciół i po konsultacjach z lekarzami Gierymski wyjechał do Wiednia, który był już wówczas uznanym ośrodkiem leczenia zaburzeń nerwowych. Później nigdy nie opowiadał o tym, jak wyglądała jego kuracja, bez wątpienia jednak mu pomogła. Wiosną 1885 roku malarz ponownie wyjechał do Włoch; od tej pory bardzo często zmieniał miejsce pobytu, wrócił m.in. do Monachium, gdzie udało mu się zdobyć większą przychylność publiczności, co z kolei przełożyło się na zażegnanie problemów finansowych.
Mimo to Gierymski nie zmienił swojego nastawienia, dalej wolał żyć samotnie, uciekał od ludzi, szukał spokoju. Odnajdywał go pewnie w nocnych sceneriach, o czym świadczy cykl niezwykle nastrojowych nokturnów. Na nowo zafascynowało go światło, ale tym razem to sztuczne – w postaci gazowych lamp – i jego możliwości. W swoich obrazach zaczął uwieczniać nocne życie dużych miast, najpierw Monachium, a potem Paryża, do którego wyjechał jesienią 1890 roku. Most w Monachium, Plac Wittelsbachów w Monachium w nocy, Opera paryska w nocy czy Luwr w nocy to dzieła skąpane w mrocznych barwach, z których wyłaniają się rozedrgane źródła światła, potęgujące mglistą aurę uwiecznionych scen.
Pożegnanie artysty



Aleksander Gierymski, Dziewczyna z Bronowic | 1893–1894, Muzeum Narodowe w Krakowie
W 1893 roku Gierymski przyjechał do Krakowa, prawdopodobnie na zaproszenie Henryka Rodakowskiego, który podobno chciał mu powierzyć katedrę malarstwa w Szkole Sztuk Pięknych. Śmierć Rodakowskiego jednak przekreśliła te plany, mimo to Gierymski przez jakiś czas pozostał w Krakowie. Często odwiedzał Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach, gdzie stworzył cykl obrazów wpisujących się w chłopomanię, w tym Chłopca niosącego snop, Karczmę w Bronowicach i Dziewczynę z Bronowic.
Obrazy z tego okresu są rozświetlone i wypełnione żywymi kolorami, stanowią silny kontrast do mrocznych, nastrojowych nokturnów, do których artysta już nigdy nie powrócił. Choć tymi obrazami Gierymski wpisywał się w lubiane wówczas motywy ludowe, czuł się wyobcowany w rodzimym środowisku artystycznym, co wpłynęło na podjęcie przez niego decyzji o opuszczeniu kraju, tym razem na stałe. Za swoiste pożegnanie z ojczyzną uznaje się jego obraz Człowiek w alei lipowej z 1895 roku, przedstawiający samotnego, odwróconego plecami mężczyznę spacerującego po parku w jesiennej aurze.
Ostatnie lata życia Gierymski spędził głównie we Włoszech. Nie umiał osiąść na dłużej w jednym miejscu, często się przenosił; niezmiennie ambitny, wciąż gonił za artystycznym spełnieniem. W pewnym momencie porzucił malarstwo rodzajowe i figuralne, a skupił się na pejzażu. Z niemal fotograficzną dokładnością uwiecznił Katedrę w Amalfi czy Piazza del Popolo w Rzymie. Jego ostatnie dzieła zdradzają, że nieustannie nurtowały go zagadnienia luministyczne, malował tak, jakby robił to tylko dla wrażeń świetlnych, niemal nieuchwytnych, a przez to tak fascynujących.
Za jeden z jego najpiękniejszych obrazów uznaje się Wnętrze bazyliki św. Marka w Wenecji. Ciemne wnętrze monumentalnej świątyni rozświetla nikła poświata promieni słonecznych wpadających przez rozetę, a wrażenie tajemniczości i osamotnienia potęgują drobne postacie dwóch kobiet.



Aleksander Gierymski, Wnętrze bazyliki św. Marka w Wenecji | 1899, Muzeum Narodowe w Warszawie
Pod koniec życia malarzem zaopiekował się rzeźbiarz Antoni Madeyski, mieszkający na stałe w Rzymie. Gierymskiemu nie udało się już jednak wydostać ze szponów depresji, która powoli wyniszczała jego organizm. Choć wydawało się, że malarsko bezustannie się rozwijał – a właściwie wznosił się na artystyczne wyżyny – nigdy nie odzyskał psychicznej równowagi. Zmarł na początku marca 1901 roku w szpitalu psychiatrycznym w Rzymie. Po jego śmierci Zenon Przesmycki na łamach czasopisma „Chimera” stwierdził:
„Gierymski nie był realistą, czyli tym, co słowo to oznacza: niewolniczym kopistą, (…) pragnącym jedynie wiernie oddać to, co natura stawia mu przed oczy. On był przede wszystkim i jedynie wielkim poetą światła, uganiającym się niezmordowanie i aż rozpacznie za samą światła istotą”23.


Bibliografia:
1. Dzierżanowska D., Gierymscy, Warszawa 2006.
2. Gierymscy M. i A., Listy i notatki, zebrał, ułożył i wstępem opatrzył J. Starzyński, Wrocław–Warszawa–Kraków 1973.
3. Micke-Broniarek E., Aleksander Gierymski, Wrocław 2004.
4. Micke-Broniarek E., Maksymilian Gierymski, Wrocław 2002.
5. Sosnowska J.M., Ukryte w obrazach, Warszawa 2012.
6. Stępień H., Maksymilian Gierymski, Warszawa 1986.
- Cyt. za: E. Micke-Broniarek, Aleksander Gierymski, Wrocław 2004, s. 5. ↩
- Ibidem, s. 7. ↩
- D. Dzierżanowska, Gierymscy, Warszawa 2006, s. 9. ↩
- Ibidem, s. 11. ↩
- M. i A. Gierymscy, Listy i notatki, zebrał, ułożył i wstępem opatrzył Juliusz Starzyński, Wrocław–Warszawa–Kraków 1973, s. 7. ↩
- H. Stępień, Maksymilian Gierymski, Warszawa 1986, s.n. ↩
- Ibidem. ↩
- E. Micke-Broniarek, Maksymilian Gierymski, Wrocław 2002, s. 24. ↩
- Ibidem. ↩
- M. i A. Gierymscy, op. cit., s. 29. ↩
- Cyt. za: E. Micke-Broniarek, Maksymilian Gierymski, op. cit., s. 28–29. ↩
- D. Dzierżanowska, op. cit., s. 33. ↩
- E. Micke-Broniarek, Maksymilian Gierymski, op. cit., s. 56. ↩
- M. i A. Gierymscy, op. cit., s. 98. ↩
- Cyt. za: D. Dzierżanowska, op. cit., s. 39. ↩
- J.M. Sosnowska, Ukryte w obrazach, Warszawa 2012, s. 21. ↩
- Cyt. za: ibidem. ↩
- „Kłosy” 1881, t. 32, nr 813; do obejrzenia na portalu Polona: https://polona.pl/item-view/78041e13-6a03-492a-bcac-ece70c10c4d0?page=7 (dostęp online: 25.04.2026) albo w Cyfrowym Muzeum Narodowym w Warszawie: https://cyfrowe.mnw.art.pl/pl/zbiory/917108 (dostęp online: 25.04.2026). ↩
- D. Dzierżanowska, op. cit., s. 47. ↩
- Cyt. za: E. Micke-Broniarek, Aleksander Gierymski, op. cit., s. 26. ↩
- M. i A. Gierymscy, op. cit., s. 197. ↩
- Ibidem, s. 203–204. ↩
- Cyt. za: E. Micke-Broniarek, Aleksander Gierymski, op. cit., s. 78. ↩


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Gierymscy – dwóch braci, dwie wrażliwości - 24 czerwca 2026
- Antoni Gaudí i jego baśniowa architektura w 100. rocznicę śmierci mistrza! - 10 czerwca 2026
- Czarna Wenus zostaje szpiegiem. Niezwykła historia Josephine Baker - 6 maja 2026
- Wyjść z cienia Luciana Freuda. Prawdziwa historia Celii Paul – artystki, która maluje ciszę - 28 stycznia 2026
- Leonardo da Vinci „Salvator Mundi” - 27 listopada 2025
- Czułość artysty. Życie i twórczość Waldemara Cwenarskiego - 3 października 2025
- Johannes Vermeer „Widok Delft” - 25 września 2025
- Piękno czasami wyrasta z popiołów. Historia Catherine i Christiana Diorów - 24 sierpnia 2025
- Sarah Bernhardt – święty potwór o złotym głosie - 24 lipca 2025
- 5 miejsc, które musisz zobaczyć w Weimarze - 26 czerwca 2025












































