Kiedy spoglądasz na te wdzięczne kwiaty i owoce, słodkiego pieska i zabawną muchę, myślisz sobie: „To będzie przyjemna opowieść o dworskim życiu”. A potem na scenę wchodzi Święta Inkwizycja, magiczna cytryna oraz pierścionek, który paraliżuje rękę – i historia przestaje być przyjemna. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń.
Giovanna Garzoni urodziła się w Ascoli Piceno w regionie Marche, w małym miasteczku na uboczu głównych szlaków artystycznych. Być może byłaby to przeszkoda w rozwijaniu talentów dziewczynki, gdyby nie fakt, że jej rodzina pochodziła z Ferrary i Wenecji. Giovanna spędziła więc młodość w Wenecji, gdzie chłonęła światową atmosferę i uczyła się malarstwa. Jej pierwszym nauczycielem był brat matki Pietro Gaia, malarz pozostający pod dużym wpływem Iacopa Nigretiego, lepiej znanego jako Palma młodszy (Palma il Giovane). Pobyt w Wenecji dał dziewczynie możliwość bezpośredniego studiowania u Nigretiego i ona także w pierwszych latach pozostawała pod jego wpływem. Miała szesnaście lat, gdy namalowała obraz Święta Rodzina i mniej więcej w tym samym czasie otrzymała zlecenie na przedstawienie św. Andrzeja.



Giovanna Garzoni, Piesek z biszkoptami i chińską filiżanką | 1648, Gallerie degli Uffizi, Florencja



Giovanna Garzoni, Autoportret jako Apollo | 1618–1620, Palazzo del Quirinale, Rzym
Malowanie w tak młodym wieku nie było przypadkiem odosobnionym. Artemisia Gentileschi miała siedemnaście lat, gdy malowała słynną Zuzannę i starców. Giovanna nie ograniczała się jednak wyłącznie do malowania – uczyła się również kaligrafii i sztuk dworskich, m.in. gry na różnych instrumentach. W obu tych dziedzinach wykazywała się dużym talentem, co miało już wkrótce przynieść wymierne korzyści. Zachowały się arkusze zapisane przez Giovannę w ramach nauki, przepiękne próby kaligraficzne oraz kopie listów wysyłanych do różnych adresatów, które miały zaprezentować umiejętności młodej artystki. To nie były po prostu listy, to były małe dzieła sztuki, bogato zdobione, kunsztowne, pełne pomysłów. Coś bardzo nieoczywistego w tamtych czasach. W wieku osiemnastu lat Giovanna została zaproszona do Florencji, gdzie spędziła trzy lata na dworze Marii Magdaleny Habsburg, żony Kosmy II Medyceusza, księcia Toskanii. W czasie tego pobytu oczekiwano od niej bardziej umiejętności dworskich, śpiewu, gry na różnych instrumentach, pokazów kaligrafii. Jako malarka pojawiła się we Florencji dwie dekady później i wtedy jej dojrzały talent spotkał się ze skarbami Medyceuszy, co zaowocowało niezwykłymi obrazami.
Wychowana w Wenecji – w miejscu, gdzie wielki świat był na wyciągnięcie ręki, przypływał na statkach, pojawiał się w opowieściach z dalekich stron, stawał się zadaniem kupieckim do wykonania – sama nigdy nie bała się tego świata, wychodziła mu naprzeciw i odważnie sięgała po nowe współprace. Dobrze sytuowana rodzina zapewniła jej umiejętności niezbędne do odnalezienia się na bogatych dworach Italii i Europy. Ale niewiele brakowało, by to wszystko się nie udało – i to również za sprawą rodziny.
Męskie decyzje
Rodzina matki Giovanny miała doświadczenie artystyczne. Dziadek i jego brat byli złotnikami, wuj malował. Talenty manualne Giovanny nie były zatem czymś zupełnie nowym w tej rodzinie. Ojciec Giovanny szybko zorientował się, że jego córka została niezwykle hojnie obdarzona wieloma zdolnościami. Mógł zlekceważyć zamiłowanie nastolatki do sztuki i wydać ją bogato za mąż. Jednak on był człowiekiem biznesu i dostrzegł możliwości, jakie otwierał przed nim talent dziewczynki. Historia stara jak świat. Ojciec Giovanny nie był prawdopodobnie złym człowiekiem, ale w czasach, gdy ani dzieci, ani kobiety nie miały większych praw, decydowanie o życiu córki mogło się wymknąć spod kontroli.
Zapewnił jej solidne wykształcenie i jako człowiek z szerokimi kontaktami zadbał o dostęp do bogatych mecenasów. Ale Giovanna była mu potrzebna jako panna, a nie mężatka znajdująca się pod wpływem innego mężczyzny. Dlatego zrobił, co mógł, by zniechęcić ją do małżeństwa. Podobno nawet sprowadził kogoś, kto przepowiedział jej śmierć, jeśli urodzi dziecko. Giovanna poddała się naciskom i ślubowała czystość. W zamian za to ojciec pozwalał jej brać czynny udział w życiu towarzyskim Wenecji. Dla niej to była zabawa, dla niego możliwość zaprezentowania utalentowanej córki. W podróże wyruszała ze swoim bratem Matteo. Wyglądało na to, że plan się udał.



Giovanna Garzoni, Martwa natura z koszem owoców, wazonem z goździkami i muszlami na stole | ok. 1650–1652, National Museum of Women in the Arts, Waszyngton
Ale serce nie sługa. Na jej drodze stanął Tiberio Tinelli, starszy od niej o trzynaście lat malarz portrecista. Być może była to prawdziwa miłość, a być może szansa na ucieczkę od ojca, który zdominował młodą artystkę. Giovanna dopięła swego i 17 lipca 1622 roku stanęła przed ołtarzem, wnosząc w posagu nie tylko pieniądze, ale też m.in. swoje obrazy i drogie instrumenty. I wszystko szło dobrze, dopóki Tiberio pozostawał pod wpływem teścia, pozwalając mu decydować o życiu młodego małżeństwa. W końcu jednak przestał się na to zgadzać i zapragnął, by Giovanna zerwała zbyt ciasne więzi rodzinne. Nie przewidział, że teść wytoczy największe działa, by nie stracić wpływu na córkę. Wykorzystał Mattea, z którym Giovanna miała dobre kontakty, by przekonał siostrę do powrotu do domu. Podobno samodzielne decyzje Tiberia przedstawiano Giovannie jako próbę uczynienia z niej niewolnicy. Przestraszona dziewczyna dała się przekonać i już jesienią wróciła do domu ojca.
Teraz trzeba było zakończyć to małżeństwo. I tu ojciec Giovanny wpadł na iście szatański plan: oskarżył Tiberia o czary. Wiosną 1623 roku zostali wezwani przed Święte Oficjum. Akt oskarżenia był bogaty w szczegóły: uwiedzenie dziewczyny za pomocą czarów, a następnie kontrolowanie jej umysłu również za pomocą sztuczek diabelskich oraz namówienie jej do złamania ślubów czystości. W roli magicznych przedmiotów wystąpiły m.in. cytryna i pierścionek z diamentem. Cytryna podarowana Giovannie przez Tiberia jeszcze przed ślubem miała w magiczny sposób uzależniać kobietę od jej męża. Z kolei pierścionek sparaliżował jej całą rękę i uniemożliwił dalsze malowanie. Ojciec mówił też o przemocy, głodzeniu i różnych okropnych zachowaniach Tiberia. Co na to Giovanna? Otóż nic. Chociaż sprawa dotyczyła jej bezpośrednio, nie zeznawała w sądzie. To mężczyźni ponad jej głową walczyli o prawo do jej majątku, talentu i ciała. Ostatecznie Tiberiowi nic nie udowodniono, ale małżeństwo zostało unieważnione, a posag zwrócony. Mężczyzna nigdy więcej się nie ożenił i do końca życia mieszkał z matką. Giovanna również nie stanęła więcej przed ołtarzem. Znalazła jednak inny sposób, by uwolnić się od rodziny.
Podróże
Giovanna została solidnie przygotowana do życia dworskiego. Grała, śpiewała, kaligrafowała, a w malarstwie doskonale radziła sobie z różnymi technikami i formatami. Malowała głównie temperą na pergaminie i akwarelami na papierze, ale wykorzystywała też farby olejne. Zdarzało się jej namalować coś większego, najchętniej jednak sięgała po modne wówczas małe formaty i tematy, które zdobywały uznanie na dworach – martwe natury, motywy kwiatowe, portrety. Nic dziwnego, że dwory szybko się nią zainteresowały, tym razem głównie jako malarką.



Giovanna Garzoni, Martwa natura z kwiatami dyni i liśćmi winorośli, kolekcja prywatna, źródło: Wikipedia.org
Kilka lat po nieudanym małżeństwie Giovanna została zaproszona do Neapolu, gdzie wicekrólem był wówczas Ferdynand Afán de Ribera, miłośnik sztuki i mecenas wielu artystów. Potem był krótki, ale bardzo ważny pobyt w Rzymie. Następnie kilka lat na dworze sabaudzkim w Turynie, po których Giovanna wypłynęła na szersze wody, pracując w Anglii i we Francji. I znów Florencja, długa i owocna współpraca z Medyceuszami. Na koniec Rzym, w którym mieszkała kilkanaście lat, aż do swojej śmierci w wieku siedemdziesięciu lat. Miała trzydzieści lat, gdy zaproszono ją do Neapolu, a przez kolejne czterdzieści podróżowała po Italii i dalej, coraz bardziej samodzielna życiowo, coraz bardziej dojrzała artystycznie. Swoje prace zapisała rzymskiej Akademii św. Łukasza. W ostatniej woli zażyczyła sobie, by pochowano ją w rzymskim kościele św. Łukasza i św. Marcina na Forum Romanum. Nie w Wenecji, nie w Ascoli Piceno, skąd pochodziła. W Rzymie, który stał się jej domem na starość.
Poszukiwanie
Droga do malarskiej dojrzałości i własnego stylu Garzoni była długa, ale bardzo świadoma. Jak większość młodych artystów zaczynała od kopiowania i naśladowania mistrzów. I już wtedy pokazywała, że jest niezwykle zdolna. Przepiękny kaligraficzny galeon, który narysowała za młodu, to kopia rysunku holenderskiego kaligrafa i rytownika Jana van de Velde starszego. Podobno ta linia ma gdzieś swój początek i koniec, ale ja widzę tylko plątaninę doskonale poprowadzonych zakrętów. Stworzenie takiego dzieła wymagało pewnej ręki i doskonale opanowanego rzemiosła. Święty Andrzej namalowany przez jeszcze nastolatkę powstał pod wpływem Palmy młodszego, ale był tak dobry, że zawisł wśród kilkunastu innych wizerunków apostołów w weneckim kościele Santissimo Salvatore. Z czasem Giovanna zaczęła poszukiwać swoich własnych artystycznych ścieżek.



Giovanna Garzoni, Ptaki z owocami | ok. 1650, Cleveland Museum of Art, Cleveland
Najpierw oddała się niemal naukowym studiom botanicznym. Podczas swojego pierwszego pobytu w Rzymie nawiązała kontakt z towarzystwem naukowym Accademia dei Lincei, które propagowało nowoczesne metody badania przyrody. Zbiór rysunków botanicznych, do których miała tam dostęp, okazał się porządną lekcją prawdy o świecie roślin. Przedstawienia z natury, nieubarwiane artystyczną wyobraźnią rysownika, korzenie, łodygi, przekroje liści i kwiatów. Do tego dostępny w Akademii mikroskop, całkiem niedawno skonstruowany i stawiający swoje pierwsze kroki w nauce. Trochę jeszcze ciekawostka, ale już zapowiedź zmian w postrzeganiu świata. Zapoczątkował przyglądanie się roślinom z bardzo bliska, a tego właśnie potrzebowała miniaturzystka rozmiłowana w precyzji i ogromnej szczegółowości obrazu.



Giovanna Garzoni, Ceramiczna misa z pigwami, powojnikami, figami, orzechami laskowymi i myszą | 1651–1662, galeria Silvano Lodi, Campione d’Italia
Potem artystka skupiła się na przeszukiwaniu skarbców. Pobyt na dworze sabaudzkim w Turynie oraz u Medyceuszy we Florencji dał Giovannie dostęp do niezwykłych zbiorów obu wielkich rodzin. Do Turynu sprowadziła ją Krystyna Maria de France, zwana Madama Reale, żona Wiktora Amadeusza I, księcia Sabaudii. Ceniła artystów i chętnie zapraszała ich na swój dwór. Garzoni miała tam dostęp do bogatej kolekcji książek o tematyce przyrodniczej, rysunków, antyków, arrasów i rozmaitych precjozów, również z dalekiej Azji. Swoje zamiłowanie do botaniki mogła też rozwijać w dworskich ogrodach, w których znajdowały się także rośliny egzotyczne.
Jeszcze więcej zaproponowali jej Medyceusze, z którymi związała się na dłużej za sprawą Wiktorii della Rovere, żony Ferdynanda II Medyceusza. Skarbiec rodziny tworzyły niewyobrażalnie piękne i cenne okazy z różnych dziedzin sztuki i życia. Dość powiedzieć, że duża część z nich stała się podstawą utworzenia Gallerie degli Uffizi. Medyceusze interesowali się również botaniką, to pod ich nadzorem we Florencji powstał ogród botaniczny. Giovanna miała w nim dostęp do najpiękniejszych okazów, bo choć pierwotnie ogród miał być wsparciem dla studentów medycyny, szybko zwyciężyła kolekcjonerska pasja Medyceuszy i pojawiła się egzotyka. Praca na książęcych dworach dawała Giovannie również możliwość poznawania ludzi, których prawdopodobnie nie spotkałaby w zwyczajnym życiu malarza. Jednym z takich nieoczywistych znajomych był książę etiopski Zaga Christ, którego Garzoni sportretowała w Turynie. To bardzo indywidualny, czuły, niemal intymny portret człowieka, którego wedle badaczy Giovanna zdążyła nieźle poznać, być może nawet wejść z nim w przyjacielską relację.
Nie takie martwe te natury
Kaligrafia i rysunek botaniczny przygotowały Giovannę do precyzyjnego malowania. Swoje umiejętności i zamiłowanie do miniaturyzacji zaczęła wykorzystywać przy martwych naturach i portretach. Próżno szukać na jej obrazach szerokich pociągnięć pędzla, impastów czy kontrastów. Maleńkimi ruchami pędzla, niemal jego końcówką, pokrywała powierzchnię plamkami, punkcikami lub kreseczkami, tak drobnymi, że widać je dopiero z bliska. Taki sposób nakładania farby na papier podbijał trójwymiarowość i realistyczną, niejednolitą strukturę świata przedstawionego. Bez względu na to, czy malowała cytrynę, jaszczurkę, czy twarz księcia, składały się one z atomów koloru, które razem tworzyły spójną opowieść o obiekcie.



Giovanna Garzoni, Martwa natura z miską cytronów | koniec lat 40. XVII wieku, Jean Paul Getty Museum, Los Angeles
Malowała głównie temperą i akwarelą, farbami, którymi można wydobywać światło z pergaminu czy papieru. Umiała to wykorzystać. Odbicie okna na gładkiej powierzchni dzbanka czy rozbłyski na czereśniach sprawiały, że jej martwe natury skrzyły się od światła. Malarka była uważną obserwatorką: jej miniatorskie oko dostrzegało piękno w niedoskonałości świata. Naukowa ilustracja botaniczna pokazuje roślinę w jej idealnej formie, Giovanna zaś pozwalała liściom więdnąć, owocom pokrywać się plamami, kwiatom opadać. Przełamywała konwencję, by podkreślić malarskość obrazu i spontaniczność świata. Jej kwiaty i owoce nie były naukowym uogólnieniem, wręcz przeciwnie – porzucały naukowy chłód ilustracji botanicznej na rzecz zabawy formą i treścią.



Giovanna Garzoni, Wiśnie ze strąkiem fasoli i pszczołą | ok. 1655–1662, Gallerie degli Uffizi, Florencja
Lubiła puszczać oko do widza, łącząc niemożliwe lub zaskakujące. W jej bukietach tuliły się do siebie kwiaty rodzime i egzotyczne, na dodatek kwitnące w różnych momentach roku. Na owocach przysiadały owady tak prawdziwe, że aż chciało się je przegonić zdecydowanym ruchem ręki. Nawet w pracach bardzo bliskich ilustracji botanicznej dorzucała coś, co przełamywało ich powagę – na przykład na płasko namalowanej roślinie sadzała jaszczurkę rzucającą bardzo realistyczny cień, trójwymiarową, niczym z innego świata.
Martwe natury budowała zwykle według podobnego schematu. Najpierw w centrum umieszczała naczynie z jednym rodzajem owoców – bywały to m.in. czereśnie, figi, śliwki, truskawki czy brzoskwinie – po czym dorzucała obok miski jakieś drobne, czasem zaskakujące dodatki. Czereśniom towarzyszyły goździki, brzoskwiniom towarzystwa dotrzymywał ogórek, figi zainteresowały szczygła, a truskawki konika polnego. Gdzieś skrywał się rozłupany orzech włoski, w innym miejscu bób albo otwarty strąk groszku. Garzoni czuła życie w swoich martwych naturach. Ptaki dziobały nasiona, liście układały się tak, jakby je właśnie ustawiał wiatr, chaotyczne ogonki czereśni stłoczonych w misce wyglądały niczym tłum piskląt w gnieździe. Jednocześnie jej martwe natury są bardzo czyste w formie, radosne i miłe dla oka. Doskonale spełniają swoją dworską funkcję, jaką było sprawianie przyjemności. Giovanna bawiła się konwencją martwych natur, ale czyniła to zgodnie ze swoją dużą wiedzą botaniczną oraz zapotrzebowaniem rynku, spełniając oczekiwania swoich patronów.
Skarbce sabaudzkie i medycejskie oraz wychowanie w kosmopolitycznej Wenecji dały jej znajomość różnych kultur, które na swoich obrazach płynnie łączyła. Angielski piesek przy herbacie w chińskiej porcelanie czy kwiaty z całego świata w jednym wazonie. Dla ciekawej świata Giovanny takie malarskie kolażowanie nie stanowiło problemu, jej świat wykraczał poza przestrzeń pracowni czy miasta.
Garzoni uprawiała również inną formę kolażu: tworzyła roślinne obrazy na materiałach. Wycinała skomplikowane wzory, naklejała je na tekstylną bazę, po czym wszystko uzupełniała domalowaniami. To były swego rodzaju jedwabne aplikacje wzbogacane malarstwem. Wyszukane i efektowne musiały budzić zachwyt w chwili powstania. Do dziś zachowała się jedna taka praca w kościele Santa Maria Novella we Florencji. To ponadczterometrowa kompozycja kwiatowa zaprojektowana jako antepedium ołtarzowe. Wiadomo na pewno, że takich prac tekstylnych Giovanna zrobiła jednak więcej, szczególnie w późniejszym okresie życia, gdy zaczęła mieć problemy ze wzrokiem i malarstwo miniaturowe stało się zbyt trudne.
Co nam zostało po Giovannie?
Dużo prac i nieduża pamięć. Znamy pieska z ciasteczkiem, ale niewiele wiemy o jego autorce. Zachwycamy się muchą na cytrynach, ale nazwisko Garzoni mało komu coś dziś mówi. W 2020 roku zorganizowano jej wystawę w Palazzo Pitti we Florencji, z tej okazji powstało też kilka wnikliwych tekstów o jej twórczości. Ale w księgarniach i sklepach muzealnych nadal nie ma albumów prezentujących jej twórczość, choć zachwycają nas jej miniatury i martwe natury. Wzmianki w książkach poświęconych malującym kobietom to trochę mało. A przecież mamy dość materiału, by sprawdzić na własne oczy wartość tych prac i docenić wkład Giovanny we włoską sztukę.



Giovanna Garzoni, Autoportret z albumu Piante varie | przed 1670, Dumbarton Oaks Research Library, Waszyngton
W zbiorach Dumbarton Oaks w Waszyngtonie znajduje się teczka z pięćdziesięcioma akwarelami botanicznymi Giovanny. Zebrane w całość i zatytułowane Piante varie pokazują mistrzostwo jej warsztatu i znajomość zasad naukowego rysunku botanicznego. Jeśli w swoich martwych naturach malarka odchodziła od tej formy, to była to wyłącznie jej decyzja artystyczna, a nie brak umiejętności malowania.
Z kolei do Akademii św. Łukasza w Rzymie trafił zbiór jej młodzieńczych prac kaligraficznych zebranych w tom Libro de’ caratteri cancellereschi corsivi, wśród których znalazł się m.in. przepiękny galeon narysowany jedną nieprzerwaną linią. Są tam też listy, nie tylko przepięknie wykaligrafowane, lecz także bogato zdobione efektownymi motywami roślinnymi i zwierzęcymi. W tej samej Akademii znajduje się tom prac artystki Libro di miniature e disegni, a w nim urokliwe opowieści przyrodnicze malowane temperą na pergaminie.
W zbiorach Gallerie degli Uffizi przechowywany jest całkiem spory zestaw przepięknych martwych natur, rysunków botanicznych i portretów. Również we Florencji, w Galleria Palatina, części Gallerie degli Uffizi, jest słynny Piesek z biszkoptami i chińską filiżanką. W Palazzo Reale w Turynie natomiast znajdują się namalowane przez Giovannę portrety przedstawicieli dynastii sabaudzkiej. We florenckim kościele Santa Maria Novella można podziwiać kwiatowe antepedium. Pojedyncze prace rozrzucone są po różnych światowych kolekcjach.



Giovanna Garzoni, Piesek z biszkoptami i chińską filiżanką, detal | 1648, Gallerie degli Uffizi, Florencja
Patrzę na młodzieńczy autoportret artystki. Buzia jeszcze dziecinnie pyzata, ale kreacja malarska już bardzo świadoma – Giovanna przedstawia siebie jako Apolla, patrona sztuki. Wysyła światu jasny komunikat. Zdobyła dwory i salony, zachwycała i zadziwiała – i chyba przy tym wszystkim dobrze się bawiła, dyskretnie przekraczając różne granice. Miniaturzystka o ciepłym spojrzeniu i odważnym sercu w niekobiecych czasach.


Bibliografia:
1. Casale G., Giovanna Garzoni, Dizionario Biografico degli Italiani, t. 52, 1999.
2. Garzoni G., Piante varie, ok. 1650, strona internetowa Dumbarton Oaks, https://www.doaks.org/resources/rare-books/piante-varie (dostęp: 27.02.2026).
3. „La Grandezza dell’Universo” nell’arte di Giovanna Garzoni, Firenze 2020.
4. Pagotto F., Un effimero matrimonio artistico: il pittore Tiberio Tinelli e Giovanna Garzoni, pittrice e musicista, w: Aldèbaran. Storia dell’arte, t. 5, Verona 2020.


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Giovanna Garzoni – piesek, cytryna i szczypta magii - 8 kwietnia 2026
- Twarze, plamy i prostokąty, czyli słów kilka o wystawie Marka Rothki we Florencji - 15 marca 2026
- Fra Angelico we Florencji – wystawa jak medytacja - 15 listopada 2025
- Giorgio Morandi – samotny eksperymentator i jego zakurzone butelki - 27 sierpnia 2025
- Włochy. Najciekawsze wystawy 2025 roku - 13 marca 2025
- Kaplica Brancaccich we Florencji – u źródeł wielkiej zmiany - 14 listopada 2024
- Benozzo Gozzoli „Pochód Trzech Króli” - 1 stycznia 2024
- Filippo Lippi – zakonnik o niezakonnej duszy - 18 stycznia 2023
- Paolo Uccello – artysta obsesyjnie poszukujący - 4 czerwca 2022
- Piero della Francesca „Madonna del Parto” - 22 kwietnia 2022
































