Caravaggio, Święty Mateusz i anioł, 1602
olej, deska, 292 × 196 cm
Chiesa di San Luigi dei Francesi, Rzym



Caravaggio, Święty Mateusz i anioł | 1602, Chiesa di San Luigi dei Francesi, Rzym
Jego ogromny talent wymyka się definicjom, stając w kontrze do mrocznego charakteru. Przemierzał życie od jasnych salonów zamożnych zleceniodawców po mroczne zaułki Rzymu, znane tylko przestępczej braci. Ta kontrastowość i nieoczywistość zarówno na polu sztuki, jak i w życiu uczyniła z niego postać ze wszech miar intrygującą. Bo im więcej, jak się nam wydaje, wiemy na jego temat, tym liczniej pojawiają się karty wciąż czekające na odkrycie. Ów pierwiastek tajemnicy i pobudzających wyobraźnię niedomówień sprawia, że Michelangelo Merisi jawi się nam ze współczesnej perspektywy niczym zbuntowany gwiazdor wyznaczający własne szlaki, ale też łamiący zasady i… przepisy prawa.
Wspomniany gwiazdor w powszechnej świadomości znany jest pod pseudonimem Caravaggio. Michelangelo Merisi urodził się 29 września 1571 roku w Mediolanie1, wychowywał się jednak w pobliskim miasteczku Caravaggio, z którego pochodziła jego matka. Nie wiadomo, co skłoniło Merisiego do posługiwania się takim przydomkiem, choć jasny wydaje się tu schemat stosowany przez artystów nawiązujących do miejsca swojego pochodzenia.



Ottavio Leoni, Michelangelo Merisi da Caravaggio | ok. 1621, Biblioteca Marucelliana, Florencja
Wzrastający wraz z Michelangelo talent szybko wymknął się poza granice niewielkiego Caravaggio. Nie dziwi więc decyzja o powrocie do Mediolanu, gdzie od 1584 roku Michelangelo budował swój artystyczny warsztat pod opieką Simonego Peterzano2. Nauczyciel Caravaggia, sam będąc uczniem Tycjana, zadbał, by jego podopieczny wzrastał na gruncie szkoły lombardzkiej, niepozbawionej jednak wpływów kręgów weneckich. Pracownię mistrza Merisi opuścił w wieku około siedemnastu lat. Jego młodzieńcze lata wciąż pełne są biograficznych luk, wiadome jest jednak, że w 1596 roku postanowił przeprowadzić się do Rzymu3. Wieczne Miasto w końcu XVI stulecia było równie fascynujące, co odpychające. Miasto biedy i występku, którego mieszkańcy toczyli codzienną batalię o godny byt, przenikało się z miastem, w którym wznoszono piękne palazzi dla arystokracji, zamożni intelektualiści tworzyli kolekcje sztuki, a duchowieństwo łożyło środki na budowę kościołów i ich dekorację.
W mieście tym, przyciągani niczym ćmy przez światło świecy, gromadzili się artyści pragnący przenieść się ze świata biedy do wyższych sfer. Przy odrobinie szczęścia, dużej determinacji i wielkim talencie spełnienie tego marzenia okazywało się możliwe, droga do pozyskiwania kontraktów oraz hojnych mecenasów była jednak długa i wyboista. By wyróżnić się na tle licznej konkurencji, trzeba było wznieść się ponad to, co konwencjonalne. Ponadto zamożni nabywcy dzieł, posiadając coraz bardziej wyrobiony gust artystyczny, stronili od sztuki błahej i schematycznej. Można więc powiedzieć, że Caravaggio znalazł się we właściwym czasie na właściwym miejscu. Jego początki w Rzymie co prawda nie były łatwe – zmagał się ze skrajną biedą i brakiem zainteresowania – był jednak bardzo świadomy artystycznie, więc kwestią czasu pozostawało pojawienie się osoby, która doceni jego umiejętności i zechce objąć go mecenatem. Osobą tą okazał się kardynał Francesco Maria del Monte, którego Caravaggio poznał dzięki handlarzowi dzieł sztuki, Costantino Spadzie.
Lombardzki artysta zamieszkał u swojego mecenasa i rozpoczął tym samym całkowicie nowy rozdział w życiu. Admirator twórczości Caravaggia posiadał wszechstronną wiedzę humanistyczną i artystyczną. Fascynowały go muzyka, teatr i co najistotniejsze – sztuki plastyczne. Z czasem del Monte stał się posiadaczem jednej z największych kolekcji dzieł Merisiego. Oczarowany pracami swego podopiecznego, wykorzystując swoje koneksje, pomógł mu w zdobyciu dużego kontraktu, będącego pierwszym tak ważnym zleceniem w życiu artysty.
Caravaggio zawarł umowę na wykonanie dwóch obrazów przeznaczonych do kościoła San Luigi dei Francesi 23 lipca 1599 roku4. Wielkoformatowe malowidła miały przyozdobić kaplicę zakupioną w 1565 roku przez kardynała Matthieu Cointrela, znanego w rzymskim środowisku jako Matteo Contarelli. Niestety duchowny zmarł dwadzieścia lat później, nie doczekawszy realizacji dekoracji traktujących o jego patronie, św. Mateuszu ewangeliście. O wyborze Caravaggia na autora malowideł zadecydowali realizatorzy testamentu francuskiego kardynała. Artysta był świadom znaczenia tego projektu dla rozwoju swojej kariery, dlatego zadbał, by wywiązać się z niego terminowo – w przeciągu zaledwie roku. Potwierdza to dokument opatrzony datą 4 lipca 1600 roku. Bogatszy o sumę 400 skudów, Caravaggio stworzył prace mające odnosić się do ściśle określonych wytycznych testamentowych Contarellego, finalnie jednak również niepozbawione jego własnej wizji na temat historii św. Mateusza.
Od zadziwienia do zachwytu – oblicza św. Mateusza
Wspomniane zamówienie dotyczyło wykonania dwóch prac – Męczeństwa św. Mateusza oraz Powołania św. Mateusza. Badacze twórczości Caravaggia dość szczegółowo opisują proces powstania obu malowideł. Wiadomo, że artysta rozpoczął prace od sceny męczeństwa świętego, ale niezadowolony z pierwszych rezultatów przerwał je na rzecz zmaterializowania sceny powołania Mateusza5. Powstałe wówczas dzieło obecnie uznawane jest za jedno z najważniejszych w dorobku włoskiego artysty, ale również w dziejach sztuki przełomu XVI i XVII wieku.
Jego fenomen polega nie tylko na zastosowaniu przez Caravaggia doskonałego warsztatu i ciekawych rozwiązań kompozycyjnych, ale także wprowadzeniu nieoczywistych rozwiązań interpretacyjnych. Artysta w mroczną przestrzeń wpuszcza światło i za jego pośrednictwem tworzy architekturę dzieła. Pierwszy powód do dyskusji stanowi źródło światła – pochodzące z prawej strony, z góry, niekoniecznie jednak padające przez okno, jeśli założymy, że scena rozgrywa się na zewnątrz, a nie w środku pomieszczenia. I ta kwestia również stanowiła przedmiot przemyśleń badaczy, ale okiennica okna znajdującego się ponad postaciami pozwala przypuszczać, że jesteśmy świadkami zdarzenia rozgrywającego się poza budynkiem.



Caravaggio, Powołanie świętego Mateusza | 1598–1600, Chiesa di San Luigi dei Francesi, Rzym
Przejdźmy jednak do meritum – tytułowej sceny powołania: po prawej stronie pojawia się Jezus, wyciągając przed siebie rękę w geście wskazywania osoby, którą wzywa, by poszła za nim. Caravaggio pozwala nam dostrzec zaledwie fragment twarzy Chrystusa, w ujęciu z profilu, oraz jego dłoń. Patrzący pobieżnie widz może nawet nie zauważyć delikatnie zarysowanej aureoli nad jego głową. Zdziwienie może budzić samo przedstawienie postaci Syna Bożego. Jest schowany na drugim planie, przysłonięty przez towarzyszącego mu św. Piotra, którego zresztą Caravaggio domalował, gdy kończył prace nad obrazem6. Zabieg taki nie może dziwić, gdy weźmiemy pod uwagę zamiłowanie Merisiego do stosowania nieoczywistych, dalekich od schematów rozwiązań.
Usytuowany za św. Piotrem Jezus powołuje jednego z pięciu mężczyzn zgromadzonych przy stole. Którego? To pytanie, na które nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Bo choć gros historyków sztuki dostrzega Mateusza w postaci brodatego mężczyzny siedzącego pośrodku i wskazującego dłonią w geście niedowierzania na samego siebie, nie brak jednak śmiałych teorii sugerujących, że to nie on jest wybrankiem Jezusa.
Przewrotnie Caravaggio miałby uczynić Mateuszem młodzieńca po lewej, siedzącego u szczytu stołu. Rzeczywiście gest wskazywania palcem przez mężczyznę z centrum można interpretować podwójnie, kieruje bowiem rękę w taki sposób, że może wskazywać na siebie, ale też jednocześnie na mężczyznę siedzącego obok. Dzięki temu zabiegowi Caravaggio toczy z widzem grę pobudzającą wyobraźnię, nieprowadzącą jednak do jednoznacznego rozwiązania.
Ogromnych rozmiarów płótno liczące ponad 3 × 3,5 metra, zawisło na lewej ścianie kaplicy Contarellich, vis-à-vis mającego niemal bliźniaczy format Męczeństwa św. Mateusza. Kompozycja dzieła jest bardzo dynamiczna. Święty Mateusz, który przed chwilą skończył odprawiać mszę, leży pokonany przez oprawcę. Przed chwilą otrzymał cios mieczem, o czym świadczą strugi krwi spływające po jego białej szacie. Postaci zgromadzone po bokach ustawione są w taki sposób, by wzrok widza automatycznie kierował się ku dramatycznym wydarzeniom rozgrywającym się w centrum. Ekspresji kompozycji przydają gry światła i cienia ślizgających się po odsłoniętych ciałach uczestników zdarzenia, przybyłych na mszę, by przyjąć sakrament chrztu. Nad szmerami poruszenia i niepokoju zebranych góruje przeszywający krzyk chłopca znajdującego się tuż za głową św. Mateusza. To ubrany w biały strój ministrant, przerażony wydarzeniem, którego jest świadkiem.



Caravaggio, Męczeństwo świętego Mateusza | ok. 1599–1600, Chiesa di San Luigi dei Francesi, Rzym
Niebywałe, jak za pośrednictwem środków malarskich Caravaggio potrafi sprowokować wrażenie efektów dźwiękowych. Wszystko dzieje się szybko, wręcz błyskawicznie. Nad konającym świętym pojawia się przybyły na niebiańskim obłoku uskrzydlony aniołek, zwiastujący finał zdarzenia: wyciąga rękę ku św. Mateuszowi, by podać mu palmę męczeństwa.
Wiszące naprzeciwko obrazy stanowią ramy do opowieści o świętym: od początku – chwili powołania, do końca – tragicznej męczeńskiej śmierci. By historia stała się pełna, potrzebne było jej uzupełnienie o partię centralną. I choć pierwotnie zadanie to nie należało do Caravaggia, finalnie artysta dopełnił dzieła w kaplicy Contarellich.
Ewangelista w dwóch odsłonach
Obrazy przedstawiające powołanie oraz męczeństwo św. Mateusza, choć budzą dyskusje ze względu na swoją niekonwencjonalność, zostały przyjęte z aprobatą. Caravaggio mógł czuć satysfakcję z realizacji projektu, w przeciwieństwie do Jacopo Cobaerta, któremu powierzono zadanie wykonania rzeźby św. Mateusza z aniołem do ołtarza kaplicy. Flamandzki artysta nie ukończył prac, bowiem już na etapie przedstawienia postaci samego świętego zleceniodawcy uznali jego dzieło za niespełniające oczekiwań. Podjęto wówczas decyzję, by rzeźbę zastąpić obrazem. Wybór autora okazał się oczywisty. Na dzień 7 lutego 1602 roku datowany jest kontrakt z Caravaggiem7, obejmujący realizację obrazu przedstawiającego św. Mateusza oraz towarzyszącego mu anioła. Dzieło powstało w zawrotnym tempie i jeszcze w tym samym roku zostało zaprezentowane zleceniodawcom.
Merisi we właściwy sobie sposób przedstawił własną wizję spisywania ewangelii. Oto św. Mateusz zasiadł w fotelu, swobodnie zakładając nogę na nogę! Krótka szata, w którą jest ubrany, uległa przez to wyraźnemu podciągnięciu, odsłaniając w pełni umięśnione i niezbyt czyste kończyny. Mateusz opiera na udzie pokaźną księgę i koncentruje całą uwagę na linijkach z trudem zapisanego tekstu. Jego łyse czoło prezentuje liczne zmarszczki mimiczne, będące rezultatem wielkiego zadziwienia. Twarz świętego zdradza również skupienie i wysiłek, jakie towarzyszą zadaniu, w którym wtóruje mu stojący obok urodziwy anioł. Uskrzydlony młodzian przekłada rękę ponad księgą, by pomóc Mateuszowi trzymać pióro, więcej nawet: by je prowadzić. Być może ów gest, przekładający sprawczość pisania Ewangelii na anioła, w chwili, gdy powinien przynosić boskie natchnienie Mateuszowi, przyczynił się do tego, że obraz finalnie nie został przyjęty do ołtarza kaplicy.



Caravaggio, Mateusz ewangelista | przed 1600, obraz zaginiony, źródło: Staatliche Museen zu Berlin
Wśród badaczy odwołujących się do pierwszych tekstów traktujących o Caravaggiu powielana była m.in. teoria, jakoby dzieło nie spotkało się z uznaniem mu współczesnych ze względu na złamanie zasad decorum i poprawności właściwej tematowi. I choć nie spodobało się wielu, nie brakowało również odbiorców, którzy docenili jego śmiałość. Wśród nich był markiz Vincenzo Giustiniani, wielki wielbiciel talentu Caravaggia, który zakupił obraz do swojej kolekcji. Dzieło pozostawało w rodzinnych zbiorach przez dwa stulecia. W 1815 roku zostało z kolei sprzedane przez potomków markiza do berlińskiego Kaiser Friedrich Museum8. Jak się przyjmuje, obraz spłonął w 1945 roku podczas bombardowania Berlina.
Powróćmy jednak do roku 1602: Caravaggio nie ustępował w pracach i przystąpił do malowania drugiej wersji obrazu Święty Mateusz i anioł. Ukończył go jesienią tego samego roku. Tym razem dzieło spotkało się z pełną aprobatą zleceniodawców. Kompozycja jest monumentalna – liczy blisko 3 × 2 metry i w niezwykły sposób łączy w sobie elegancję z indywidualizmem Caravaggia. Pięknie prezentuje się paleta zastosowana przez malarza, ciepła, z dominującym oranżem, bo w takim kolorze jest szata św. Mateusza. Jesteśmy świadkami chwili, gdy pochłonięty pracą ewangelista stoi przy stole, na którym leży rozłożona księga. Pisze na stojąco, odciążając jedynie zbolałą nogę i opierając się kolanem o wąski taboret. Niewielki mebel stał się tu symbolem niepokorności Caravaggia, który wysunął jedną z jego nóżek poza krawędź podłogi. Taboret lekko się przechyla, dodając scenie lekkości, naturalności, czysto ludzkiej przyziemności. Sam św. Mateusz łączy w sobie elegancję z dozą zwyczajności. Jest starszym brodatym mężczyzną, wciąż jednak ma wiele sił. Nad jego łysą głową Caravaggio zarysował delikatnie aureolę, która przenika w ciemne tło kompozycji.
Scena staje się dynamiczna dzięki postaci anioła, ku której ewangelista odwraca głowę. Uskrzydlony chłopak o brązowych kędzierzawych włosach owinięty jest w białą tkaninę, której bogate draperie układające się już na barokową modłę można uznać za substytut obłoczka. Mateusz zastygł w geście zanurzania pióra w kałamarzu, słucha anioła, który przybył, by przekazać mu cenne wskazówki, zesłać natchnienie.
Właściwe dla Caravaggia jest dopełnianie kompozycji obrazu światłem. Tym razem pada ono z lewej strony, dzięki czemu dobrze widzimy sylwetkę Mateusza. Drugie jego źródło jest trudniejsze do sprecyzowania. Pada na lewe ramię i rękę anioła, podążając wraz z zewnętrznym zagięciem jego szaty. Finalnie Caravaggio skomponował dzieło odznaczające się właściwym mu majestatem, nieprzytłaczające jednak nadmiernym patosem.



Caravaggio, Święty Mateusz i anioł, detal | 1602, Chiesa di San Luigi dei Francesi, Rzym
Malowidło skupia uwagę, a dzięki skromności środków skłania do kontemplacji. Choć powstanie obu wersji przedstawień Świętego Mateusza z aniołem dzieli zaledwie kilka miesięcy, Caravaggio dokonał wielkiej transformacji tego motywu. Nadał jej szlachetność oraz mistycyzm, uczynił to jednak w delikatny, daleki od przerysowania sposób. Nie zatracił przy tym właściwiej sobie swobody i samodzielności w interpretacji.
Bonus: św. Mateusz i … sisu
Historia pierwszej wersji obrazu przedstawiającego św. Mateusza z aniołem nie zakończyła się wraz z chwilą wspomnianego pożaru w 1945 roku. I choć po malowidle Caravaggia pozostało niewiele – jego opisy zachowane w muzealnych archiwach oraz czarno-biała fotografia – okazało się to wystarczające, by przywołać ducha przeszłości. Zadania tego podjął się Antero Kahila, malarz pochodzący z Finlandii9. Na tle bogatego dorobku artysty, odnoszącego się m.in. do problemu samotności, niezwykle ciekawie przedstawia się fascynacja twórczością Caravaggia.
Jej początki sięgają 1996 roku, kiedy Kahila rozpoczął pierwszy projekt badawczy poświęcony włoskiemu mistrzowi w Galerii Narodowej przy Palazzo Barberini w Rzymie. W kolejnych latach powracał do studiów nad Caravaggiem w rzymskim Palazzo Corsini, Galerii Borghese, watykańskiej Pinakotece, a także poza granicami Włoch: w berlińskiej Gemäldegalerie i National Gallery w Londynie. Niezwykły projekt badawczo-artystyczny pozwolił zgłębić fińskiemu malarzowi tajniki warsztatu Caravaggia w tak dużym stopniu, że w 2003 roku gotów był do podjęcia niezwykłego zadania – wykonania kopii obrazu Święty Mateusz z aniołem. Prace nad malowidłem trwały przez pięć lat i niewątpliwie podczas tak żmudnego procesu Kahila niejednokrotnie musiał wykazywać się wywodzącym się z rodzimej kultury sisu. Pojęcie to pozbawione jest ścisłego przekładu z języka fińskiego, a oznacza determinację, zachowanie spokoju i niezłomność w realizacji celu.



Antero Kahila przy pracy nad rekonstrukcją obrazu Caravaggia Mateusz ewangelista, fot. Keijo Sundvall, źródło: Anterokahila.com
Caravaggio zwykł pracować szybko, malował brawurowo, nie wykonując szkiców i rysunków przygotowawczych. Korekty dokonywał bezpośrednio na płótnie, choć zwykle tworzył w sposób przemyślany. Praca nad tak wierną kopią włoskiego mistrza wymagała nie tylko opanowania techniki warsztatowej, ale także zrozumienia samej idei jego malarstwa, zanurzenia się w niuanse palety, które finalnie odgrywają tak dużą rolę w budowaniu nastroju dzieła.



Antero Kahila, rekonstrukcja obrazu Caravaggia Mateusz ewangelista, fot. Central Art Archives, Henri Tuomi, źródło: Anterokahila.com
Rezultat swojej niezwykłej pracy Antero Kahila zaprezentował publiczności w helsińskim Muzeum Narodowym w 2008 roku, w 2011 roku zaś obraz wystawiony został w Kulturforum w Berlinie. W kolejnych latach jego pokazy miały również miejsce w ojczyźnie Caravaggia – m.in. w Fińskim Instytucie w Rzymie, w 2016 oraz 2017 roku.
Wieloletnią pracę fińskiego artysty można odczytywać nie tylko jako hołd złożony Caravaggiowi, ale także jako materialne potwierdzenie na to, że określanie Michelangelo Merisiego jednym z największych artystów w dziejach nowożytnego malarstwa jest w pełni słuszne.
Warto przekonać się o tym podczas podróży do Rzymu i udać się do Chiesa di San Luigi dei Francesi, by doświadczyć zachwytu nad trzema niezwykłymi przedstawieniami św. Mateusza autorstwa Caravaggia.


Bibliografia:
1. Jarzewicz J., Powołanie św. Mateusza Caravaggia, czyli kto jest kim w obrazie i skąd to wiadomo?, „Biuletyn Historii Sztuki”, nr 3 (82), 2020.
2. Kawecki W., Tajemnice Caravaggia, Kielce 2019.
3. Kokoska B., Caravaggio i Caravaggioniści. Malarska podróż po Rzymie, Kraków 2024.
4. Langdon H., Caravaggio, tłum. S. Kroszczyński, Poznań 2003.
5. Witryna anterokahila.com.
- W. Kawecki, Tajemnice Caravaggia, Kielce 2019, s. 18. ↩
- B. Kokoska, Caravaggio i Caravaggioniści, Kraków 2024, s. 10. ↩
- W. Kawecki, op. cit., s. 38. ↩
- J. Jarzewicz, Powołanie św. Mateusza Caravaggia, czyli kto jest kim w obrazie i skąd to wiadomo?, „Biuletyn Historii Sztuki”, nr 3 (82), 2020, s. 339. ↩
- B. Kokoska, op.cit., s. 52. ↩
- Ibidem, s. 55. ↩
- H. Langdon, Caravaggio, tłum. S. Kroszczyński, Poznań 2003, s. 251. ↩
- Der Evangelist Matthäus, strona internetowa Staatliche Museen zu Berlin, https://recherche.smb.museum/detail/870411/der-evangelist-matth%C3%A4us?language=de&question=caravaggio&limit=15&sort=relevance&controls=none&objIdx=11 (dostęp: 27.05.2026). ↩
- Witryna anterokahila.com (dostęp: 25.05.2026). ↩


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka
A może to Cię zainteresuje:
- Caravaggio „Święty Mateusz i anioł” - 10 lipca 2026
- 10 dzieł z Muzeum Śląskiego, które warto znać - 4 października 2025
- Albert Lipczinski „Bransoletka” - 23 maja 2024
- Aleksander Gierymski „Katedra w Amalfi” - 5 kwietnia 2024
- Aleksander Gierymski „Siesta włoska II” - 28 września 2023
- Henryk Rodakowski „Portret Leonii Blühdorn” - 4 sierpnia 2023
- Konrad Krzyżanowski „Portret żony artysty” - 28 lipca 2023
- Caravaggio „Głowa Meduzy” - 13 stycznia 2023
- Michał Anioł „Tondo Doni” - 25 listopada 2022
- Sandro Botticelli „Wenus i Mars” - 25 marca 2022































