Pierwsza i jedyna indywidualna wystawa Modiglianiego za jego życia została zorganizowana przez Zborowskiego w galerii Berthe Weill w grudniu 1917 roku. Natychmiast wywołała skandal i interwencję policji. Akty widoczne przez szybę oburzyły przechodniów owłosieniem łonowym namalowanych kobiet. Nic tak nie nakręca sprzedaży jak skandal. Wystawa przyniosła oczekiwany efekt – zainteresowanie i rozgłos. Anna Zborowska (używała nazwiska Leopolda) uznała pierwszą ekspozycję Modiglianiego za katastrofę, bo sprzedał się tylko jeden portret. Natomiast po kilku dniach, gdy historia z policją i aktami rozniosła się po Paryżu, robiąc Modiemu niesamowitą reklamę, sprowadziła do Zborowskiego kupca gotowego wydać 4000 franków (12 000 euro). Doszło do tej transakcji, która, jak podkreślała Anna, była dla nich „małą fortuną”. Teraz trzeba było tylko pilnować, żeby Modigliani regularnie malował, dlatego otoczono go nieustanną opieką Anny, Luni i nastoletniej służącej Paulette Jourdain, które stały się też jego modelkami. Gdzieś na uboczu, nieco lekceważona ze względu na swoją nieśmiałość, egzystowała malarka Jeanne Hébuterne, ostatnia miłość Amedea i matka jego córeczki Jeanne.
Modigliani przeżył jeszcze dwa lata pod opieką Zborowskiego. Malował dużo, ciągle nie miał pieniędzy. Anna w swoich wspomnieniach przyzna po latach, że pieniądze były, ale wciąż wydzielali mu małe sumy z troski, by ich nie przepił.
W jednej kwestii wszystkie relacje się zbiegają. Amedeo Modigliani umarł po ciężkiej chorobie w szpitalu de la Charité. Ostatnie kilka dni spędził w nędzy, z ciężarną Jeanne Hébuterne przy boku. Mojżesz Kisling zajął się pogrzebem, rozwścieczony sugestią, by Amedeo spoczął w zbiorowej mogile dla nędzarzy. Kisling zachował też pośmiertną maskę przyjaciela wykonaną przez rzeźbiarza Jacques’a Lipschitza. Żal po stracie przyjaciela pozostanie w nim na zawsze. „Trzeba jak Modigliani mieć odwagę zdychać z głodu z braku kupców” – powie po latach.
Po śmierci Modiglianiego popyt na jego obrazy gwałtownie wzrósł. Zborowski wyprzedawał wszystko w gorączkowym szale, zanim pojawi się rodzina i zapyta o kwestie dziedziczenia. Dwa dni po śmierci Amedea Jeanne popełniła samobójstwo, skacząc z okna mieszkania rodziców. Była w dziewiątym miesiącu ciąży. Niewyobrażalna tragedia.
„Kwiaty piętrzyły się u Zborowskiego (który schował pod własne łóżko około dwudziestu obrazów Modrulleau), a wieńce przysyłały nieznane stowarzyszenia, wielbiciele, amatorzy […]. Zborowski i Afthalien porozumieli się, aby pogrzeb był godny malarza i by w przyszłości nie szkodził wartości jego obrazów.
To tuż za trumną zjawił się pan Notariusz i podszedł do Zborowskiego.
– Jestem pan Notariusz, notariusz.
– Tak, proszę pana. – Ile mniej więcej zostało panu dzieł Modrulleau?
– Proszę pana, tu nie…
Zborowski trzymał chusteczkę pod nosem, cierpiąc, lecz oszołomiony całym tym tłumem.
– Proszę pana, jest uczucie, które niczemu nie szkodzi. Ale jest i interes, w którym trzeba być pierwszym. Ja chcę być pierwszy. Wrócę do pana, przeszukam dom. Ile pan chce za każde z tych dzieł, gdybym wziął wszystkie?
– Nie, proszę pana – powiedział Zborowski.
– Proszę pana, proszę je tylko zastawić u mnie. Jestem pan Notariusz, notariusz. Przekażę panu czterdzieści tysięcy franków.
– Co takiego?
– Czterdzieści tysięcy franków. Żaden czek, proszę.
Mężczyzna uchylił poły surduta i wysunął z kieszeni plik banknotów.
– Tak – powiedział Zboro, ledwo poruszając wargami. – Potem…
I pobiegł powiedzieć o tym swojej żonie. […]
Notariusz trzymał Zborowskiego za rękaw, podczas gdy inni dyskutowali. W końcu wyciągnął go […] i razem wynieśli z trzech pomieszczeń przy ulicy Bara około pięćdziesięciu płócien – wielkie akty, postaci w czerwieniach i ochrze, kariatydy, szkice, a także jeden czy dwa obrazy przedstawiające niebo.
Zapakowali to wszystko do taksówki, Zboro był zadowolony, że udało mu się zachować kilka portretów. A na stoliku w kiosku tytoniowym na rogu ulicy podpisali w dwóch egzemplarzach umowy pożyczkowe. Zboro myślał, że był sprytny. „Nigdy nie będzie w stanie oddać tych czterdziestu tysięcy franków” – pomyślał Notariusz. A obrazy będą znikały jeden po drugim, w porozumieniu z Polakiem i z o wiele lepszym zyskiem, niż gdyby zostały kupione na własność.”
Tak się kończy historia współpracy Zborowskiego i Modiglianiego opisana w powieści Les Montparnos Michela Georges’a-Michela. Zborowski otworzył własną galerię przy rue de Seine 26 i, opromieniony blaskiem „odkrywcy” Modiglianiego, zajmował się innymi artystami.
W roku 1958 Lunia Czechowska spisała swoje wspomnienia na potrzeby monografii autorstwa Ambrogia Ceroniego. Dlaczego zrobiła to dopiero po prawie czterdziestu latach? Nie wiadomo, ale była to jedyna tak obszerna wypowiedź na temat relacji z Amedeem poza emocjonalnym listem do paryskiego wydania „New York Herald” z 6 czerwca 1929 roku, w którym panie Czechowska i Liszkowska, przyjaciółki Modiglianiego i sztuki nowoczesnej, stanęły w obronie zmarłego przed zjadliwą krytyką.
„Sztuka nowoczesna, jeśli czymś jest, to jest żywa, a życie – gdy nie umiera – jest twórczością. Tworzenie to nie tylko odwzorowywanie. To zmiana. I właśnie ten aspekt zmiany i odnowy Ty, ze swoim umierającym punktem widzenia, tak bezdyskusyjnie odrzucasz.
Tak – Kobieta z grzywką Modiglianiego, której tak nie lubisz, jest doskonałym przykładem twórczej nowoczesnej sztuki.
Niezgrabnie uniesiona ręka, zamiast umniejszać dzieło, dodaje mu wdzięku, który każdy wrażliwy odbiorca zwykle odczuwa… i który Ty również mógłbyś poczuć, gdybyś nie dał się zwieść pojedynczemu detalowi. Modigliani jest „nowoczesny”, choć „prymitywny” w swojej ekspresji i choć zmarł dziewięć lat temu w ubóstwie i chorobie.
Ponieważ tak bardzo cenisz sobie „fotograficzne fakty”, może zainteresuje Cię, że wielbiciele jego wizji piękna płacą dziś pół miliona franków za jedno jego płótno – dzieło człowieka, który był kiedyś absolwentem szkół rysunku we Włoszech. To jednak odpowiedź na Twój punkt widzenia równie trywialnym argumentem… jak to, że okładki „Post” również przynoszą niemałe sumy.
Lepszy argument byłby taki: idź do Galerie Bernheim-Jeune przy rue du Faubourg-Saint-Honoré, zanim zamkną wystawę, i jeśli Modigliani, którego tam zobaczysz, nie wywoła u Ciebie pozytywnej reakcji, weź swoją siekierę… i użyj jej na sobie. Bo zobaczysz, że gdy zechciał, gdy służyło to całości, potrafił naprawdę dobrze narysować rękę.”
W swoich lakonicznych wspomnieniach Lunia kładła szczególny akcent, co istotne, na opisanie swojego udziału w procesie twórczym. Widziała, jakie obrazy malował w czasie ich znajomości, dlatego mogła je później identyfikować. Na kilkunastu stronicach streściła swoją relację z Modiglianim, Zborowskimi i ich otoczeniem. Sugerowała, że Zborowski wykazywał niezdrowe zainteresowanie nagimi modelkami pozującymi do aktów i wchodził niezapowiedziany do pracowni, co denerwowało Modiego.
Ujawniła także, w nieco naiwny i zawoalowany sposób, że Modigliani był w niej zakochany, ale ona, jako porządna, było nie było, mężatka, stawiła opór tej miłości. Czego by może żałowała, gdy okazało się, że z czasem Modigliani znacznie zyskał na wartości, ale Zborowski sprzedał wszystkie jej portrety zaraz po śmierci Amedea, o co miała żal do marszanda. Córka malarza, Jeanne, opowiadała biografom ojca, że usłyszała od Czechowskiej dość obcesowe w kontekście rodzinnej tragedii zdanie: „Tylko pomyśl. Gdybym mu się oddała, byłabym twoją matką”. Znajomi jej ojca wspominali, że pani Czechowska mogła być związana z malarzem Léopoldem Survage’em i Szymonem Mondszajnem, a gdy umierał Modigliani, przebywała w Algierii z jakimś muzykiem. W 1923 roku otworzyła w Algierze instytut urody Madame Lunia, gdzie oferowała masaże twarzy, manicure, mycie włosów, ondulację i pielęgnację włosów według metod Antoine’a z Paryża, rue Cambon 5. Potem, już we Francji, wyszła za mąż za aktora Zenona Choroszczę, przekwalifikowanego w Paryżu na… marszanda.
Wspomnienia spisała także Anna Zborowska i były one ewidentną ripostą na wynurzenia Czechowskiej. Anna pominęła całkowicie istnienie Luni. Jej skromne zapiski zostały opublikowane dopiero w 2015 roku. Pobrzmiewa w nich rozżalenie i gniew na wersję wydarzeń przedstawioną przez byłą przyjaciółkę. Co więcej, Anna stanowczo podkreślała, że w życiu włoskiego geniusza liczyły się tylko dwie kobiety:
„Jako człowiek obdarzony wielką urodą, wyjątkową mocą uwodzenia dzięki czarującemu uśmiechowi i eleganckiej sylwetce Modigliani nie mógł pozostać niezauważony przez kobiety i nie brakowało mu licznych, mniej lub bardziej łatwych, podbojów.
Jednak w przeciwieństwie do tego, co można by sobie wyobrazić, tylko dwa nazwiska pozostały, dwie kobiety, które odegrały istotną rolę w jego życiu: Beatrice Hastings i Jeanne Hébuterne.”
Amedeo Modigliani, Portret Mojżesza Kislinga | 1915, Centre Pompidou, Paryż
Anna, co zrozumiałe, broniła Leopolda Zborowskiego, przedstawiając go jako centralną postać kamienicy przy rue Joseph-Bara 3, a ich czteropokojowe mieszkanie stawiała w centrum życia artystycznego i towarzyskiego. Bywali u nich: Kisling, sąsiad z piątego piętra, Henryk Hayden-Wurzel, André Derain czy Chaïm Soutine. Często przyjeżdżali ważni goście z Polski.
Obie kobiety, uczestniczki opisywanych wydarzeń, pragnęły zaznaczyć swoją pozycję w historii Modiglianiego. Obie podkreślały, że znały jego sposób malowania i widziały wszystkie jego obrazy i rysunki, bo dzieła powstawały w ich obecności oraz w mieszkaniu Zborowskich. Zdania te nie były pisane bez powodu, gdyż od razu po śmierci Modiglianiego zaczęły pojawiać się falsyfikaty jego obrazów i szkiców, a Lunia i Anna występowały podobno w roli ekspertek przy autentyfikacji prac zmarłego przyjaciela.
Obie jednak zgodnie w swoich memuarach przemilczały istnienie Janiny i Kazimierza Liszkowskich. Tymczasem to właśnie Liszkowski wiózł Zborowskich swoim samochodem, gdy w styczniu 1926 roku wydarzył się tragiczny w skutkach wypadek.
„ŚMIERTELNE WYŚCIGI DWU AUT. SZCZEGÓŁY KATASTROFY NA SZOSIE PARYŻ– LYON, W KTÓREJ ZGINĄŁ PPŁK BOCHENEK
Wczoraj nadeszły do Warszawy bliższe informacje o tragicznej katastrofie samochodowej na drodze między Paryżem i Lyonem, w której zginęli tragicznie podpułkownik Bochenek i pan Liszkowski, sprzedawca dzieł sztuki, a ciężkie rany odnieśli Leopold Zborowski, literat stale osiadły w Paryżu, oraz jego żona. Państwo Zborowscy zaprosili do swego auta podpułkownika Bochenka, gościa w Paryżu, na poobiednią przejażdżkę celem zwiedzenia okolic stolicy nad Sekwaną. Przy kierownicy, obok szofera, zasiadł pan Kazimierz Liszkowski. Na szosie do Lyonu, 8 kilometrów od Sens, auto państwa Zborowskich dopędziło samochód Cadillac, którym jechał adwokat Józef Karol Witenberg z Warszawy. Pan Liszkowski dał kilka sygnałów i zwiększył szybkość, pragnąc wyminąć wyprzedzające go auto. Pan Witenberg nie słyszał ostrzeżeń i nagle, gdy auto państwa Zborowskich go mijało, skręcił nieco w lewo. Nastąpiło zderzenie. Pan Liszkowski w ostatniej chwili instynktownie szarpnął kierownicą. Auto wykonało raptowny zygzak i uderzyło w przydrożne drzewo. Siła tego drugiego zderzenia była tak straszna, że wszyscy pasażerowie zostali wyrzuceni na szosę. Podpułkownik Bochenek i pan Liszkowski ponieśli śmierć na miejscu. Zwłoki ich przewieziono do kostnicy w Pont-sur-Yonne. Pan Leopold Zborowski uległ zdruzgotaniu lewego ramienia, a małżonka jego złamaniu obu przedramion. Przewieziono ich do szpitala Picquet w Sens. Mecenas Witenberg, który szczęśliwie wyszedł z katastrofy bez szwanku, jest znanym członkiem palestry warszawskiej. W Paryżu przebywa obecnie jako obrońca interesów polskiego przemysłu przy międzynarodowym trybunale dla spraw.”
W artykułach, które ukazały się w prasie francuskiej i polskiej, to Liszkowski był opisywany jako marszand, a Zborowski jako poeta lub literat. Jak się wydaje, wypadek był momentem przełomowym w relacjach między Zborowskimi, owdowiałą Janiną i Lunią, której mąż zaginął gdzieś w odmętach rewolucji. Wieloletnia przyjaźń nie przetrwała tej tragedii. Musiało dojść do konfrontacji. Każda z sióstr, jak się same nazywały, poszła własną drogą. Leopold Zborowski otworzył galerię przy rue de Seine, Janina zaś, w 1930 roku, jako „wdowa Liszkowska”, przy rue Jacques Callot 3, gdzie z czasem zaczęła promować artystów, przede wszystkim amerykańskich.
„Maurice Ravel, Robert Schmitz i Victor Prahl byli widziani podczas ożywionej konwersacji na wernisażu Kasslera w Galerie Jeune Peinture, uroczo małej i kameralnej, należącej do pani Liszkowskiej. Odwiedzający podziwiali duże freski Charlesa Kasslera, Amerykanina, ze względu na ich wspaniały rysunek i świeżą kolorystykę, oraz rzeźbione postacie zwierząt autorstwa Bunny’ego Kasslera. Była to ich pierwsza wspólna wystawa, choć obaj artyści wystawiali na Salonie od kilku lat.”
W 1934 roku Nina wyszła za mąż za jednego z nich, Martina Baera, zamknęła galerię i wyjechała do Stanów Zjednoczonych, podobno z cennymi obrazami w kufrach. Wracała do Paryża aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Odwiedzała w Bois-le-Roi państwa Choroszczów, którzy też zajmowali się handlem obrazami. Lunia prowadziła przy rue de Seine 29 galerię Bénézit, której najemczynią była Janina Liszkowska-Baer. To właśnie Janina Liszkowska-Baer, tajemnicza „siostra” Ludwiki Czechowskiej-Choroszczowej, okazała się najzdolniejsza do prowadzenia własnej galerii. Jak wynika z listu do Edith Halpert, ona też wysłała do Stanów Zjednoczonych podrobionego Modiglianiego. Czy było więcej takich obrazów? Na wystawie w Bostonie w 1961 roku pojawił się portret Jeanne Hébuterne z kolekcji Martina Baera. Jego autentyczność podważył Marc Restellini, nie wierząc w informację, że pochodzi z kolekcji siostry modelki, bo Jeanne nie miała siostry. Ale siostrą innej modelki była Janina Liszkowska-Baer. Czyżby na wystawie pojawił się portret Luni, o którym mowa w liście? Ile fałszywek mógł wprowadzić na rynek po obu stronach oceanu Leopold Zborowski?
Zmarł 24 marca 1932 roku. Miał 42 lata. Pochowano go 27 marca na Cmentarzu Père-Lachaise. Podobno nie podźwignął się całkowicie po wypadku, w dodatku Jonas Netter zerwał z nim wieloletnią współpracę z powodu utraty zaufania do wspólnika, co doprowadziło Zborowskiego do bankructwa. Od lat krążyły plotki o słabości marszanda do hazardu oraz wyścigów konnych i samochodowych. Kisling dość szybko pojął, że współpraca z Leopoldem Zborowskim nie jest dla niego korzystna. W jednym z listów, niedługo po śmierci Modiglianiego, Mojżesz pisał, że woli radzić sobie sam, więc uwolnił się całkowicie od Zborowskiego.
Na kilka miesięcy przed śmiercią, być może czując nadchodzący koniec, Zborowski uznał oficjalnie córkę Jacqueline, którą urodziła w 1924 roku dwudziestoletnia Paulette Jourdain, służąca Anny i Zbo. Paulette i jej siostra zamieszkały ze Zborowskimi, kiedy jeszcze były dziećmi. Anna z trudem zniosła taką zdradę, na jakiś czas nawet wyprowadziła się z domu. W końcu wybaczyła. Niestety po śmierci Leopolda, nie będąc jego żoną ani prawną spadkobierczynią, została z niczym.
Do czasów współczesnych regularnie, co kilka lat, wybuchają skandale związane z pojawianiem się fałszywych Modiglianich na prestiżowych wystawach. Eksperci kłócą się i oskarżają wzajemnie o wydawanie pozytywnych opinii podrabianym arcydziełom. Ale kłótnie ekspertów mają swoje źródło w tajemniczej relacji pomiędzy Zborowskimi, Liszkowskimi, Czechowską i Kislingiem, który podobno najlepiej wiedział, jak malował Modigliani.
Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.