Wprowadzenie.
Dlaczego sztuka?
Uważam, że sztuka jest dla każdego. Jest uniwersalna, nikogo i niczego nie dyskryminuje. Jest językiem bez słów, środkiem do dzielenia się z innymi naszymi najważniejszymi i najpiękniejszymi ideami. Dlatego gdy twierdzę, że sztuka jest dla każdego, to mam na myśli każdego. Nie musisz jej studiować, budować kariery opartej na tworzeniu jej, dorastać w rezydencji pełnej dzieł sztuki, aby była ona dla ciebie ważna. Nazbyt długo sztukę traktowano jako dziedzinę ekskluzywną, przez co wielu z nas czuło się jak zewnętrzny obserwator – albo jeszcze gorzej: odwracało się z onieśmieleniem, frustracją bądź jednym i drugim. Wyrobiliśmy w sobie kolektywną fobię, jakby sztukę ktoś ukradł i umieścił w sali dostępnej tylko dla tych, którzy znają właściwy kod. Tymczasem każdy z nas nosi w sobie sztukę. Czy to w postaci rysunku przyczepionego do lodówki, obrazu w kościele, antycznej rzeźby, malunku na ścianie w jaskini czy wystawy w galerii, sztuka od zawsze jest integralną częścią ludzkiej kultury i historii. Jej nici łączą ludzi ze światem wyższym, budzą w nas taki sam zachwyt i radość jak muzyka, pokrzepiają nas jak pożywienie, obdarzają wolnością jak taniec i odrywają nas od codzienności, abyśmy mogli rozmyślać w szerszym kontekście, jak filozofia.

ilustracja: David Shrigley, dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA
Nie dorastałam w elitarnym świecie. Chodziłam do najbliższej publicznej szkoły i w dobie przedinternetowej robiłam to, co wszyscy: bawiłam się z rodzeństwem i sąsiadami, aż zrobiło się ciemno, słuchałam z kumplami muzyki z płyt CD, bazgrałam rysuneczki w podręcznikach, oglądałam programy o sztuce prowadzone przez Tony’ego Harta, wspaniałego nauczyciela. I bezustannie tworzyłam, a dzięki kilku dobrym książkom zapoznawałam się powoli ze słynnymi dziełami sztuki. Odkryłam zupełnie nowy sposób patrzenia na świat i rozumienia go poprzez sztukę i tworzących ją artystów. Spędziłam już połowę życia na rozmyślaniu o sztuce, oglądaniu jej, rozmawianiu o niej i nabrałam pewności, że uczyniło mnie to bardziej otwartą na myśli, uczucia, twórcze impulsy i doświadczenia ludzi, których nigdy nie poznałam – zarówno tych ze starożytności, jak i współczesnych. Nie tylko jest mi tego szkoda, ale wręcz opłakuję fakt, że wielu z nas nie dysponuje taką możliwością – nie z własnej winy. Do napisania książki o sztuce zmotywowało mnie głównie (choć nie tylko) to, jak często słyszę od ludzi coś w rodzaju: „Nie znam się na sztuce, ale lubię Davida Hockneya”. Przecież nikt nie umniejsza sobie stwierdzeniem: „Nie znam się na muzyce, ale lubię Coldplay”.
Liczba osób odwiedzających 100 najważniejszych muzeów na świecie sięga setek milionów. A mimo to ludzie nadal martwią się, czy „właściwie” reagują na to, na co patrzą w tych przestrzeniach. Mam nadzieję, że dalsza lektura sprawi, że twoje naturalne odruchy rozbłysną, że pomoże ci odkrywać i rozwijać zainteresowanie tym, co cię ekscytuje, i odchodzić bez poczucia winy od dzieł, które w tobie tej ciekawości nie wzbudzają.

ilustracja: David Shrigley, dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA
Po ukończeniu studiów (zgłębiałam historię sztuki) podjęłam pracę w Muzeum Brytyjskim, gdzie często czułam się zupełnie nie na miejscu. Nie miałam żadnych koneksji z ludźmi działającymi w branży ani punktu odniesienia, jak się zachowywać na co dzień, pracując w świecie sztuki. (Pamiętam, jak spytano mnie kilka razy: „Co robi twój ojciec?”, a ja odpowiedziałam: „Kiedy?”, zastanawiając się, o co chodzi. Czy o to, co robi, kiedy się obudzi?) Kolejne kilka lat poświęciłam na dopasowanie się. Prawdę powiedziawszy, polegało to na nauczeniu się, jak i kiedy ukrywać swoje robotnicze pochodzenie. Poznałam reguły gry i uwierzyłam, że jeżeli ludzie chcą mieć związek ze sztuką, mogą, podobnie jak ja, zgłębiać ją, studiować jej historię i nauczyć się, jak rozmawiać o niej tak samo jak ci, którzy już dostali się do tego świata. Teraz jest to dla mnie przeraźliwie żenujące, ale przyznaję się do tego, bo według mnie tak właśnie brzmi dominujące przekonanie: trzeba wiedzieć o sztuce strasznie dużo, aby o niej rozmawiać.
Obecnie jednak już wiem, że nawet gdybyśmy osobom z lękiem przed sztuką dali czas, pieniądze i skłonności do tego, by zajęli się jej poznawaniem, i tak nie dotknęlibyśmy sedna problemu. Chodzi bowiem przede wszystkim o uwolnienie tego, co już w sobie mamy. Jest całkowicie nieakceptowalne oczekiwać, by każdy „dorósł” do poziomu wymogów i rygoru systemów świata sztuki – a ponadto możemy wykazać, że systemy te nie są niezbędne. Dlatego mam nadzieję, że ta książka będzie kluczem do złamania kodu, tajną mapą, która poprowadzi nas przez sale, przewodnikiem, z którego możemy skorzystać, kiedy się w nich znajdziemy, i zachętą do zabrania sztuki do domu, by tam się nią cieszyć. Ta książka jest wezwaniem do działania, zaproszeniem do wprowadzenia sztuki do naszego życia i, miejmy nadzieję, szybkim sposobem na to. Mimo że może się nam wydawać inaczej, sztuka nie jest obca nikomu z nas – w dzieciństwie uprawialiśmy ją latami. Tworzenie i podziwianie sztuki jest fundamentalnym i naturalnym odruchem. Stało się jednak tak, że nasze prawo do niej, wrodzone rozumienie jej języka, zostało nam odebrane – pora je odzyskać. Powinniśmy mieć dostęp do sztuki i móc cieszyć się nią równie łatwo jak muzyką lub jedzeniem, bez konieczności uzyskiwania jakiegokolwiek certyfikatu upoważniającego.
Kate Bryan
Wydawnictwo MUZA SA
Warszawa 2025






