O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Misja Feniks



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas na PATRONITE »

Rozdział 3

(…)
Tego dnia w parku unosiły się mgły, a między drzewami zdawały się czaić jakieś postaci. Ptaki milczały, a panna z dzbanem stojąca nad fontanną miała smutny wyraz twarzy, więc Julek, który zazwyczaj nie zwracał na nią uwagi, podszedł bliżej i dotknął ostrożnie kamiennego kręgu. Julka zajęła ulubioną ławkę i szkicowała języczki polne, czyli babkę lancetowatą, kreśląc drobnymi ruchami kontury białych kwiatów.

–  Jula, spójrz! – brat był tak przejęty, że wypuścił z rąk kij, którym z nudów wymachiwał, udając że walczy z niewidocznym przeciwnikiem. – Skąd on się tu wziął?
Pojawił się nagle, jakby przybył znikąd. Stał między drzewami i patrzył prosto na nich. Był to tęgi mężczyzna, chyba cudzoziemiec, bo jak inaczej określić osobę, która ma na sobie garnitur w kolorze kości słoniowej, na głowie kapelusz zwany panamą, oliwkową cerę, ciemne włosy wijące się na kołnierzu i dymiące cygaro w zębach.

Misja Feniks, Dorota Kobiela, ilustracja, Niezła sztuka

il. Dorota Kobiela

–  Dzień dobry, wygląda na to, że jesteście bliźniakami. – Zaśmiał się krótko i rzucił im przenikliwe spojrzenie. – Pewnie mieszkacie tu gdzieś niedaleko.

Jego akcent pozostawiał wiele do życzenia i Julka, która świetnie znała język włoski, zorientowała się, że cudzoziemiec musi pochodzić ze słonecznej Italii.

–  A pan pewnie przybywa z bardzo daleka? – odpowiedziała pytaniem Julka.
–  Owszem, przyjechałem, aby odnaleźć przyjaciela, podobno zamieszkał w tych okolicach. – Mężczyzna wypuścił kłąb dymu i przez chwilę jego twarz skryła się w cieniu.
–  Może go znamy? – zainteresował się Julian. – Niech go pan opisze.
Julka trąciła brata, dając mu do zrozumienia, że najlepiej będzie, jeśli zakończą tę rozmowę.
–  Niewiele osób tutaj znamy – powiedziała szybko, zanim nieznajomy zdążył odpowiedzieć na pytanie zadane przez brata.
–  Każdy nowy mieszkaniec zwraca przecież na siebie uwagę, a ja przyjechałem z bardzo daleka i zależy mi na tym, aby go odnaleźć.

–  Niestety, nie możemy panu pomóc, arrivederci. – Julka uśmiechnęła się, aby jej odmowa nie wydała się mu zbyt nieuprzejma.

–  Znasz język włoski… to zmienia postać rzeczy. – Mężczyzna zdjął kapelusz i teraz mogli dokładnie zobaczyć jego twarz.

Miał wielki orli nos i czarne oczy, nad którymi groźnie sterczały krzaczaste brwi. Wysokie czoło zdradzało inteligencję, ale wąskie usta, teraz mocno zaciśnięte w cienką linię, nie wróżyły dobrego charakteru.
Julek cofnął się kilka kroków i otworzył szeroko oczy, a potem nagle odwrócił się i ciągnąc Julkę za rękę, ruszył przed siebie w szalonym pędzie, przeskakując leżące na ścieżce gałęzie.

–  Uciekajmy stąd, i to już! – syknął przez zaciśnięte zęby.
–  Ale dlaczego? – wydyszała zdumiona Julka, ledwo nadążając za bratem.
–  Nie potrafię ci wyjaśnić – odpowiedział Julek – ale czuję, że musimy zwiewać stąd jak najszybciej.
Mężczyzna nie gonił ich. Patrzył tylko za nimi i z zastanowieniem mrużył oczy, wkładając z powrotem kapelusz na głowę.

Tymczasem Julka i Julek biegli najszybciej, jak potrafili, i gdy znaleźli się przed bramą prowadzącą do parku, zatrzymali się na chwilę, oglądając się za siebie w obawie przed pogonią.
Było cicho. Słońce stało już wysoko na niebie, a przelatujący ptak mignął między drzewami, kierując się w sobie tylko wiadomą stronę. Julka przyklękła, poprawiając sprzączkę przy sandale, i wtedy ujrzała w trawie jakiś przedmiot. Sięgnęła ostrożnie i uniosła w dłoniach pierścień. Trzymała w ręku sygnet z tajemniczym znakiem przedstawiającym ptaka.

–  Ależ to prawdziwy skarb! – zawołał Julek. – Ktoś go musiał zgubić.
–  Ten ptak to Feniks – odpowiedziała spokojnie Julka. – I jak wiesz, nie wierzę w przypadki.

W tym momencie nad ich głowami pojawił się cień ptaka. Julek spojrzał w górę i ujrzał złotoogniste skrzydła wspaniale upierzonego stworzenia.
–  Widziałaś tego ptaka? – Julek pociągnął siostrę za rękaw. –  Tak, to był ptak identyczny jak ten z pierścienia, takie samo upierzenie, taki sam dziób. – Julka kopnęła kamień leżący na ścieżce. – To nie może być przypadek. I w dodatku na naszej drodze stanął ten cudzoziemski przebieraniec!

–  Spójrz, jak ten pierścień lśni – zachwycił się brat. – Nigdy w życiu nie widziałem czegoś tak pięknego. Musimy pokazać nasz skarb Aureliuszowi. Może on będzie wiedział, kto go zgubił.

Misja Feniks, Dorota Kobiela, ilustracja, Niezła sztuka

il. Dorota Kobiela

Gdy doszli do znajomej ulicy, zobaczyli, że drzwi antykwariatu są szeroko otwarte, a na wyszczerbionych płytach chodnika stoi stary fotel obity wzorzystym materiałem. W fotelu siedział antykwariusz i palił fajkę. Mrużąc oczy, obserwował ulicę, jakby właśnie kogoś oczekiwał.

Nie odwracając głowy, powiedział:
–  Miło, że zajrzeliście do mnie, robię porządki, ale pogoda jest tak piękna, iż nie mogłem odmówić sobie chwili przerwy na dobrą fajkę. Tytoń przywiozłem prosto z Kuby.
–  Kolekcjonuję pudełka. – zwierzył się Julek. – Ma pan może jakieś kubańskie, takie po cygarach?
–  Julek, daj spokój, są teraz ważniejsze sprawy. Przed chwilą spotkaliśmy w parku mężczyznę w jasnym garniturze, który wypytywał nas, czy ktoś się tu ostatnio nie wprowadził. Szukał swojego przyjaciela, ale wydał nam się dość niezwykły… – zaczęła Jula.
–  … żeby nie powiedzieć podejrzany – przerwał jej brat. – No tak, chyba rzeczywiście. – Julka zgromiła go wzrokiem. – Otóż chcieliśmy panu o tym powiedzieć, zwłaszcza że znaleźliśmy w trawie jakiś sygnet.
–  Może ten człowiek go zgubił – głośno myślał Julek – a teraz zacznie nas szukać.
Twarz antykwariusza znikła na chwilę w chmurze dymu.
–  Czy możesz mi go pokazać? – spytał obojętnie.

– Oto on! – Julka wyciągnęła przed siebie pierścień i gdy Aureliusz go ujrzał, drgnęła mu ręka i wypuścił fajkę, a ta z głuchym stukotem uderzyła o chodnik. Schylił się i podnosząc ją z ziemi, popatrzył na biały popiół, który spadł na poręcz fotela. Dmuchnął i bezwiednie przejechał dłonią po gładkiej powierzchni drewna.

– Pokaż to, moja droga – wyszeptał. – Muszę się temu przyjrzeć. Julka wręczyła mu sygnet i Aureliusz najpierw zważył go w dłoni, potem wyciągnął z kieszeni marynarki okulary i pochylił się nad oczkiem, które zalśniło w słońcu, ukazując ognistego ptaka. Wyglądał jak żywy.

–  Ten pierścień od wielu pokoleń należał do naszej rodziny – odezwał się cichym głosem. – Zgubiłem go całkiem niedawno.
–  W parku? – upewnił się Julek, który już zaczynał żałować, że będzie musiał się rozstać z sygnetem, bo wyobraził sobie, że ofiarowuje go Michałowi.
–  Nie, daleko stąd – odpowiedział antykwariusz. – I ciekaw jestem, dlaczego znalazł się właśnie tutaj.
Aureliusz wstał z fotela i wszedł do sklepu, aby obejrzeć sygnet jeszcze raz pod lupą. Bliźniaki w milczeniu podążyły za nim i gdy usiadł przy biurku, pochyliły się nad lampą, czekając na dalszy ciąg opowieści.

–  Pozwólcie, że zamknę antykwariat, dzisiaj nie będę tu już robił porządków, a sami widzicie, że sklep nie jest jeszcze gotowy na przyjęcie klientów – przeprosił i wyszedł po fotel, aby wnieść go do środka.
Zanim zamknął drzwi, rozejrzał się uważnie, jakby spodziewał się, że za chwilę ktoś się pojawi. Jego twarz zdradzała napięcie i gdy Julka spojrzała na zasępiony profil gospodarza, uświadomiła sobie, skąd może go znać.

Był uderzająco podobny do osoby, którą wszyscy w tych dniach tak bardzo się interesowali – od kręgów zbliżonych do naukowych, poprzez Interpol, aż do świata mafii, którego członkowie z pewnością marzyli o tym, aby go odnaleźć i odkryć tajemnicę eliksiru długowieczności. Dzięki temu mogliby też otrzymać recepturę na uzyskanie złota. Przypominał alchemika – mężczyznę z płótna Stradana.

–  Usiądźcie, proszę, a pokażę wam coś interesującego. – Głos antykwariusza wyrwał Julkę z zamyślenia.
Julek usiadł na krześle, przysuwając się jak najbliżej Aureliusza,­ tak bardzo był ciekaw dalszego ciągu historii.
–  Widzicie ten napis? – Antykwariusz powiódł palcem po wewnętrznej powierzchni obrączki. – To dedykacja, która dowodzi, że sygnet należy do mnie. „Per Tarabella familia”. Jak wiecie, Tarabella to moje rodowe nazwisko – dodał. – Pochodzę z Włoch i ten sygnet był w naszej rodzinie prawie pięćset lat.

–  To rzeczywiście jest wystarczający dowód. – Julek pochylił się nad wizerunkiem ptaka. – My i tak panu wierzymy, szczególnie że feniksy ciągle pojawiają się w różnych miejscach. ­Widzieliśmy go w księdze, potem w tej dziwnej bibliotece, w parku nad drzewami, a teraz znalazł się na sygnecie.

–  Bystry jesteś… – powiedział z uznaniem antykwariusz. – Feniks jest symbolem odrodzenia się… narodzin na nowo…
W tym momencie ktoś gwałtownie zastukał do drzwi.

–  Cii. – Antykwariusz przyłożył palec do ust i powstrzymał ich gestem, by nie wstawali z krzeseł.
–  Ale dlaczego mamy być cicho? – wyszeptał Julek. – Przecież to może dobija się jakiś klient.
Gwałtowne pukanie wprawiło w drżenie szyby wystawowe. Ktoś wyraźnie chciał się dostać do środka. Klamka poruszyła się i wielki cień zasłonił słoneczne światło. Intruz zaglądał przez szybę, usiłując dojrzeć wnętrze sklepu.
Trudno było uwierzyć, że ten, kto pukał, jest zwyczajnym klientem albo przypadkowym przechodniem. Okazywał zbyt wielką ciekawość. Nieproszony gość postał jeszcze chwilę i gdy odsunął się od szyby, Julek odezwał się przenikliwym szeptem:
–  To jest ten sam człowiek, którego widzieliśmy w parku.

Poznaję go po kapeluszu.

–  Ja też – dodała Julka. – Poczekajmy lepiej, aż sobie pójdzie.

Coś mi się wydaje, że jednak szedł za nami.

Antykwariusz wpatrywał się intensywnie w obraz ujęty w ramy wystawowej szyby. Obraz ten był boleśnie znajomy.
Natarczywy mężczyzna szarpnął jeszcze raz za klamkę i odszedł wolnym krokiem, oglądając się przez ramię, jakby chciał sprawdzić, czy ktoś jednak ze sklepu nie wyjdzie.

–  Już po wszystkim. – Aureliusz westchnął.

–  Może wyjaśniłby pan nam, o co tak naprawdę chodzi – zaproponowała Julka, która zaczynała podejrzewać, że ich irracjonalny lęk jest uzasadniony, a ucieczka z parku najlepszą z możliwych decyzji.

–  To długa historia… przyjdźcie jutro, to wam opowiem, teraz muszę wyjść w pilnej sprawie. – Antykwariusz uśmiechnął się nerwowo i roztarł dłonie, jakby odczuł w samym środku lata nagły chłód. – Wyjdźmy przez zaplecze, tak będzie rozsądniej.

Sklep składał się z trzech pomieszczeń: pokoju wystawowego, w którym mogli buszować klienci, prywatnego pokoju Aureliusza, gdzie mieszkał, mając do dyspozycji małą kuchnię i łazienkę, i magazynu, pełnego chaotycznie ustawionych eksponatów. I właśnie tam zaprowadził ich antykwariusz.

Przeciskali się z trudem między wielkimi płótnami, unikając ostrych kantów mebli.

I wtedy Julka dostrzegła obraz. W przeciwieństwie do pozostałych był już rozpakowany i czekał w kolejce do wyniesienia na sklepową wystawę. Tak to przynajmniej wyglądało i dziewczyna już miała go minąć, gdy zwrócił jej uwagę wspaniałym, płynącym z jego wnętrza światłem.

Misja Feniks, Dorota Kobiela, ilustracja, Niezła sztuka

il. Dorota Kobiela

Przedstawiał ulicę w nieznanym mieście, które musiało tętnić życiem w czasie, kiedy ją malowano. Widać było wozy, przechodniów, kolorowo odzianych przekupniów i wieżę pałacu– w perspektywie wyglądał jak uniesiony palec olbrzyma odliczającego czas. Na szczycie wieży bowiem królował stary zegar.

–  To szesnastowieczna Florencja – rzucił krótko antykwariusz. – Pospiesz się, moja droga, zobaczysz ją dokładniej przy najbliższej okazji.

–  Trzymam pana za słowo. – Julka posłała mu blady uśmiech. –  Julianie, mam coś dla ciebie – dodał Aureliusz i sięgnął ręką po karton, z którego wyciągnął przedmiot połyskujący złotymi
napisami w mroku pokoju.

Było to piękne kolorowe pudło opatrzone napisem „Partagasy”. Wręczył je chłopakowi z tajemniczym uśmiechem.

–  Dziękuję, bardzo dziękuję. – Julek uniósł pudło i zajrzał do środka. – Będę w nim trzymał figurki żołnierzyków. Kolekcja z dzieciństwa – uzupełnił tonem wyjaśnienia.
Znaleźli się na podwórku, przez które można było wyjść prosto na uliczkę Kniaźnina, a potem na niewielki plac ocieniony drzewami.

–  Pamiętajcie! – Aureliusz uśmiechnął się do nich serdecznie, a jego twarz pokryła się siecią zmarszczek. – Bez względu na to, co się może jeszcze stać, zawsze będę waszym przyjacielem. – I uścisnąwszy im ręce, ruszył w stronę ogródków działkowych, które rozciągały się kwietnym pasem nad kanałkiem prowadzącym do Wisły.

Julka i Julek stali jeszcze przez chwilę, patrząc na plecy oddalającego się antykwariusza, aż zniknął zupełnie, i wtedy w milczeniu poszli w stronę ulicy Mickiewicza.

*  *  *

Stary człowiek wpatrywał się w morze. Gaj oliwny, w którym przebywał, rozkoszując się zapachem ciemnej ziemi i rosnących nieopodal winorośli, tonął w słońcu. Był lipiec i upały dawały się we znaki wszystkim mieszkańcom Sycylii, tylko nie siedzącemu w fotelu padre padrone. Jego dłonie przykryte były wełnianym pledem, a i tak, lodowate jak marmur, drżały nękane chłodem.

Na tarasie wznoszącym się nad urwiskiem trwały przygotowania do obiadu. Kelnerzy w białych rękawiczkach poruszali się bezszelestnie, ustawiając smukłe kieliszki i zastawę – dumę rodziny – ręcznie malowaną porcelanę przedstawiającą sceny z życia codziennego sycylijskich pasterzy.

Mężczyzna w białym garniturze i ciemnych okularach pokonał bez trudu kilka schodków w dół i znalazł się tuż obok starca, nadal wpatrującego się w horyzont, obojętnego na toczące się wokół niego życie.

Padre mamy obraz – odezwał się cicho mężczyzna. – Znajduje się w willi na górze. Nasz człowiek jest gotów podjąć badania­. –  Dobrze – głos starca był zaskakująco silny. – Najpierw obiad. Mężczyzna dźwignął fotel bez trudu i wniósł starca na taras, gdzie czekało już miejsce u szczytu stołu, tuż przy balustradzie, za którą rozciągał się widok na cudowne skały zamykające zatokę sycylijskiego miasta Erice.

Rozległy się głosy dzieci i ciemnowłose rodzeństwo wbiegło w podskokach, przepychając się i zanosząc śmiechem, aż stanęło tuż przy dziadku, który pogłaskał je po głowach i dał znak, że obiad może się rozpocząć.
Dania pojawiały się na stole jedno za drugim, kryjąc w sobie barwy lata, soczystość owoców, dopełnione przez wytrawne wina i chłód lodów, które jako deser cieszyły się największym powodzeniem u wnuków.

Misja Feniks, Dorota Kobiela, ilustracja, Niezła sztuka

il. Dorota Kobiela

Po skończonym obiedzie padre dał znak do odejścia i w towarzystwie dwóch barczystych mężczyzn przeniósł się do biblioteki, gdzie czekał na niego jeden z najlepszych we Włoszech historyków sztuki. Na sztaludze, w cieniu zasłon, stał obraz Pracownia alchemika.

–  Chciałbym – rozpoczął bez zbędnych wstępów historyk – przeprowadzić szczegółowe badania, które pozwolą odkryć wszystkie elementy wcześniej namalowanego na tym płótnie obrazu. Po pierwsze, zamierzam ustalić jego autorstwo, po drugie, czas, w którym powstał, i upewnić się, czy fakt namalowania Pracowni alchemika na wcześniej istniejącym dziele ma jakieś szczególne znaczenie. Wstępne badania mojego szanownego kolegi Filippo Antoniazziego doprowadziły do odkrycia, że na płótnie znalazły się dwa interesujące nas obrazy. Dysponując przygotowanym przez pana sprzętem, mogę żywić nadzieję, że uda mi się określić jak najwięcej szczegółów i potwierdzić wstępną hipotezę, która wyklucza możliwość przypadku.

–  Posługuje się pan dość skomplikowanym językiem. – Starzec uśmiechnął się nieznacznie. – Domyślam się, że jest pan zadowolony z pracowni. Zależy mi na czasie i, jak rozumiem, spędzi pan z nami kilka dni, doprowadzając badania do udanego finału. Dziękuję panu i proszę o informowanie mnie na bieżąco. Moi współpracownicy będą mi składać codzienne raporty. Chyba że zajdą jakieś niespodziewane okoliczności.

Starzec w skupieniu przymknął oczy. Przez chwilę panowała cisza przerywana jedynie krzykami mew za oknem. Padre dał ręką znak i mężczyzna, który miał się podjąć zbadania Pracowni alchemika, opuścił pokój.


Fragment pochodzi z książki:

Misja Feniks okladkaEwa Karwan-Jastrzębska
Misja Feniks »

Wydawnictwo Akapit Press
Łódź 2019

Ilustracje: Dorota Kobiela


Zobacz też kontynuację Misji Feniks:

Misja Xibalba okladkaEwa Karwan-Jastrzębska
Misja Xibalba »

Wydawnictwo Akapit Press
Łódź 2019

Ilustracje: Dorota Kobiela


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Jeśli chciałbyś/chciałabyś wesprzeć nas w tworzeniu miejsca w polskim internecie na temat sztuki, które nie ma reklam możesz przekazać nam darowiznę, nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »