Życie dziecka-chłopaka, który w trudny wiek piętnastoletni wszedł w 1914 roku, w miasteczku Pabianice nie było proste. Było banalnie brutalne. Ot, jedna z tysięcy podobnych historii spod łódzkiej Ziemi Obiecanej z początku XX wieku – dziecięce marzenia musiały słuchać się rytmu fabrycznych syren i pracy na trzy zmiany. Tak pracował ojciec Alfreda, robotnik, a potem majster w fabryce. Pracował, dopóki nie zmarł w 1909 roku. Chłopak miał wtedy 10 lat1. Katastrofa świata Alfreda wyprzedziła katastrofę „światową” o pięć lat.



Alfred Lenica, Kompozycja | lata 40-te XX wieku, dzięki uprzejmości Płockiej Galerii Sztuki
Dojrzały Lenica, próbujący po 1945 roku rozpocząć życie w nowym świecie, po światowej, wojennej katastrofie, zdecydował zacząć od nowa nie w gadaniu, ale w komponowaniu. Można jego twórczość określić nawet prościej: poprzez robienie – tak jak robił to jego ojciec. I właśnie w tym działaniu wyprzedzał innych. Nie przestał przez kolejne dekady, aż do późnych lat epoki Gierka, niemal do ostatnich miesięcy życia. Zmarł 16 kwietnia 1977 roku.
Biografii Alfreda Lenicy nie sposób zamknąć w jednym wymiarze, narysować jedną kreską. W 1922 roku zaczął studia na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu w Poznaniu. W 1923 roku studiował w klasie instrumentów smyczkowych w poznańskim konserwatorium. W 1925 roku zaczął naukę w Prywatnym Instytucie Sztuk Pięknych, u Adama Hannytkiewicza i Piotra Kubowicza. W 1926 roku wziął ślub z córką Kubowicza, Janiną. Już w pracach z połowy lat trzydziestych widać, jak szybko przestanie mu wystarczać grzeczna, akademicka maniera. Wyraźna jest w nich fascynacja Picassem. Trzydziestoletni Lenica szuka mocnego konturu.
W II RP nie unika tematów równie ekscentrycznych, jak kubistyczne „esy-floresy” (Po eksmisji, 1934). Nie potrafi zamknąć na nie oczu. Żyje kulturalnie, z pracy rąk własnych jako skrzypek w poznańskiej orkiestrze symfonicznej. Prywatnie najwyraźniej rozgląda się za czymś mniej taktownym, czymś reagującym nie na gest dyrygenta, ale na impuls nieświadomości. Znajduje to w geometrii i chaosie, na płaszczyźnie obrazów o drażniąco socjalistycznych tytułach (Przejęcie fabryki).
Nie sposób jednowymiarowo opowiedzieć o tych obrazach i rysunkach. Niejednoznaczność Lenicy nie przeszkadzała, przeciwnie potrafił z niej zrobić wyraźny znak. Znak czego? Tu gotowych odpowiedzi na szczęście nie ma. Nie znajdzie się ich w archiwalnych, precyzyjnych wypisach z jego biografii. Trzeba – na własne oko – rozglądać się za nimi pomiędzy biografią a pracami, jakie wiszą na ścianach Płockiej Galerii Sztuki przy okazji wystawy Alfred Lenica. Farby w ruchu.
Płocka wystawa jest okazją, by samemu rozstrzygnąć, czy oglądamy abstrakcje, czy emocjonalne powidoki dzieciństwa w przemysłowym mieście z początku XX wieku? Czy potrafimy jeszcze, w 2026 roku, odróżniać takie warstwy rzeczywistości?



Alfred Lenica, Chimery 14 | 1966, dzięki uprzejmości Płockiej Galerii Sztuki
Rodzina Leniców – Alfred z żoną Janiną i dziećmi Janem oraz Danutą – została przez „żelazną”, okupacyjną logikę dziejów wysiedlona z Poznania do Krakowa. Tam czterdziestoletni Alfred zaprzyjaźnił się z Jerzym Kujawskim2. Czy potrafimy na chłodno odróżniać okupacyjne, krakowskie rojenia z początku lat 40. o świecie lepszym, głębszym od absurdalnego koszmaru łapanek i szybkich rozstrzelań? Spotkanie i przyjaźń między dwoma obcymi w królewskim, kulturalnym mieście: Lenicą wysiedlonym z Poznania i Kujawskim wysiedlonym z Ostrowa Wielkopolskiego to jeden z lepszych przykładów wschodnioeuropejskiej odmiany surrealistycznego „przypadku obiektywnego”. Czegoś, co i nam przytrafia się co parę chwil. Czegoś, czego nie zauważamy przez lata.
Przypadku obiektywnego nasz rozum nie potrafi ulokować pomiędzy zdarzeniami bez znaczenia a epifanią losu. W zasadzie nie tylko nasz, ileż słów i spojrzeń z samego Paryża i okolic wpadło w przypadkową czarną dziurę zdziwienia i (meta–fizycznego) niepokoju. Ileż aktów strzelistych i manifestów artystycznych ufundowano na tej dziurze.
Wobec brutalnej, prostej siły przypadku, socjologia sztuki pozostaje bezradna. Z tego powodu tak nieprzydatne dla zrozumienia prac Lenicy są metody oparte na linearnej precyzji porządku przyczynowo-skutkowego. Wszyscy mamy umocowany w swoich głowach podobny porządek/nawyk wyjaśniania. Dlatego tak niegościnna, podobna do zimnego światła jarzeniówki, a nie do świateł na obrazach Lenicy jest nasza wspólna historia.
Dla zrozumienia codzienności to w zupełności wystarcza. Wobec sztuki to o wiele za mało. Z tego powodu tak długo patrzymy na większość prac Lenicy. Dlatego tak łatwo się na nie zapatrzeć, mimowolnie, jak na pierwszy lepszy bieg spraw. Nawet najprostsze, lewą ręką, czasem chyba w kiepskim humorze robione rysunki (Rysunki automatyczne z połowy lat 60.) są niezrozumiałe. Mogą być bezpośrednim znakiem bretonowskiego „zapisu automatycznego”, z pierwszego manifestu surrealizmu. André Breton pisał, że surrealizm to „czysty automatyzm psychiczny (…)”, który ma służyć do wyrażania „(…) rzeczywistego funkcjonowania myśli”3. Podobną funkcję mają obrazy Lenicy.
Męczące akademicką historię sztuki pytanie: czy Alfreda Lenicę można zaliczyć do surrealistów, jest zupełnie bez znaczenia wobec nieprzewidywalności wojennej rzeczywistości. Jego związki z takim rodzajem zdumienia wobec codziennego absurdu wzmocniły się właśnie w okupowanym Krakowie.
To, co zostało po życiu Lenicy, nie mieści się ani w historii sztuki, ani w psychologicznym aspekcie opowiadania o sztuce. Jest ilustracją trudnego czasu. Ma w sobie naddatek autentycznej bezpośredniości. Szukając w historii idei, bez trudu da się Lenicę uznać za kamerton wibrujący w kapryśny sposób wobec dysharmonii i harmonii egzystencji nieliczącej się z żadną konwencją. Ta wibracja, przefiltrowana przez ucho skrzypka, zaczyna migać przed oczami, kiedy zbyt dokładnie, zbyt długo usiłujemy się połapać w rozkładzie przypadkowych plam i maźnięć na jego gwaszach.
Wystawa w Płockiej Galerii Sztuki jest pod tym względem wyjątkowa. Dobór prac, w tym wypadku w większości wykonanych na papierze, ich sposób ekspozycji oraz specyfika światła w tej galerii sprawiają, że wyraźniej niż na innych wystawach opartych na obrazach olejnych widać, jak drugorzędne znaczenie miał dla artysty materiał, jego opór i substancjalna specyfika wobec prostoty i szybkości gestu ręki. U Lenicy to zwykle gest doskonale mimetyczny, wobec wspomnianego przypadkowego biegu spraw. Gest ręki niezwracającej uwagi, czy trzyma smyczek, czy pędzel. Ręki pamiętającej, że trzeba robić, splatać to, co pod ręką, co w zasięgu możliwości, w starym, prawie zapomnianym rytmie pracy na akord, na trzy zmiany. Gest wyprzedzający równo poukładany bieg myśli. Patrzymy tak długo na przypadkowe maźnięcia, bo nasze głowy potrzebują dłuższej chwili, żeby pogodzić się z oczywistością i prostotą.
Oczywistość i prostota w pragmatycznej, sieciowej perspektywie potrzeb to towary luksusowe, dodające prestiżu. W końcu to słowa, bez których trudniej się żyje. Słowa, które nadal gwarantują znośną spójność tak pięknie usieciowionego multiwersum usług, w którym, czy się nam to podoba, czy nie – razem – mieszkamy.



Alfred Lenica, Chile Chile | 1973, dzięki uprzejmości Płockiej Galerii Sztuki
Twórczość Lenicy prowokuje, by stawiać po raz kolejny świat na głowie, by po raz kolejny wracać do kwestii: prawdy w malarstwie, prawdy w muzyce, prawdy w działaniu, w końcu: prawdy w życiu.
Optymistycznie załóżmy, że większość z nas woli, by prawda nie była tylko trafną metaforą, tylko czymś, co pomaga w katastrofie. Czymś, na czym można się oprzeć, co daje siłę, by raz jeszcze się postawić. Dostrzec taki aspekt prawdy, potrafić go pokazać, to prawdziwa sztuka. Frekwencja na kolejnych wystawach sztuki Alfreda Lenicy sugeruje, że wielu spośród nas tak to odbiera.
Znaczenie Lenicy oparte jest na fakcie, że wcześnie odkrył on, że prawda, o ile ma zachować ludzki sens i wyrozumiałość wobec katastrofy, równie dobrze może zostać wypatrzona w tym, co już jest, jak i zbudowana od nowa, w tym, co dopiero się ujawnia, co po–wstaje. Takie najnowsze prawdy mają na światowych giełdach sensu i nonsensu zwykle lepsze notowania – jak to nowalijki.



Alfred Lenica, Kompozycja | 1968, dzięki uprzejmości Płockiej Galerii Sztuki
W miasteczku Pabianice przed I wojną nikt nie stawiał dziwnych pytań dobrze brzmiących po francusku: Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?
Lenica pytany wprost o takie kwestie odpowiadał dość szorstko i krótko: „Maluję stany psychiczne, nastroje, w jakich jestem. Nic nikomu nie przekazuję. Po prostu maluję obrazy, które jednym sprawiają radość, przyjemność, innych drażnią”4. Nie ma rady, trzeba będzie samemu sprawdzić, jak na Was zadziałają. Tego nie wyjaśni żaden tekst.
Alfred Lenica. Farby w ruchu
12 września – 11 października 2026
Płocka Galeria Sztuki


Bibliografia:
1. Alfred Lenica 1899–1977, oprac. M. Szczepanik, Katowice 1987.
2. Breton A., Manifest surrealizmu, w: Surrealizm teoria i praktyka literacka Antologia, wybór i przekład Adam Ważyk, Warszawa 1976.
3. Konwicka M., Byli sobie raz…, Kraków 2019.
4. Konwicki T., Kalendarz i klepsydra, Warszawa 1989.
5. Lenica, red. B. Gawrońska-Oramus, katalog wystawy, Kraków 2014.
6. Muzycy obrazu. Alfred Lenica. Jan Lenica, katalog towarzyszący wystawie w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, Bytom 2018.
- Alfred Lenica 1899–1977, oprac. M. Szczepanik, Katowice 1987. ↩
- T. Konwicki, Kalendarz i klepsydra, Warszawa 1989, s. 171. ↩
- A. Breton, Manifest surrealizmu, w: Surrealizm teoria i praktyka literacka Antologia, wybór i przekład Adam Ważyk, Warszawa 1976, s. 77. ↩
- Muzycy obrazu. Alfred Lenica. Jan Lenica, katalog towarzyszący wystawie w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, Bytom 2018, s. n.p. ↩
A może to Cię zainteresuje:
- Alfred Lenica. Figury myśli - 28 sierpnia 2026
- Blow-up an Idea! Themersonowie 2019 - 30 października 2019
- Sztuka ediakarańska, czyli Filum labyrinthi, sive formula inquisitionis - 21 października 2019
- Zimna wojna. Komiks czy elegia? - 24 lutego 2019
- „Rękoczyny” Wojciecha Grzymały - 16 stycznia 2019
- Awangardowe małżeństwo – Franciszka i Stefan Themersonowie - 15 października 2018
- Stasys był zawsze - 13 kwietnia 2017
- „Przestarz. Dziś książ.”, Piotr Naliwajko i sekrety jego obrazów - 13 kwietnia 2016
- Tylko radość pozostaje. O malarstwie Kiejstuta Bereźnickiego - 24 listopada 2015
- Deliryczny Nowy Jork - 7 kwietnia 2014





























