O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Muszka w bursztynie. Witold Chomicz i Maria Kownacka na Sądecczyźnie



Maria Kownacka na Sądecczyźnie

Bolesław Faron

– 1 –

Maria Kownacka pojawiła się na Sądecczyźnie latem 1955 roku. Zawitała do Rytra nad Popradem, zamieszkała w przysiółku Mikuty naprzeciwko kościoła. Początkowo miał to być pobyt wyłącznie wypoczynkowy. Z czasem okazało się, że ta niezwykła okolica, krajobrazy Beskidu Sądeckiego, przyroda, bogaty folklor, legendy związane z zamkiem ryterskim i mrożące krew w żyłach opowieści mieszkańców stwarzają wiele impulsów do twórczości literackiej. Nic dziwnego, że szybko jej pobyt nad Popradem zmienił się z rekreacyjnego na studyjny. Ogromna w tym zasługa nauczycielek z miejscowej szkoły Stefanii Laskowskiej i Marii Czechówny, gospodyni Janowej-Kluszczyny oraz byłego, wieloletniego nadleśniczego lasów ryterskich, Konstantego Kowalczyka. Z ich inspiracji powstała jej pierwsza książka związana z Sądecczyzną, a mianowicie Rogaś z Doliny Roztoki (Warszawa 1957).

Genezę tej urokliwej opowieści, która przez lata była obowiązkową lekturą w szkole podstawowej, tak charakteryzuje autorka w „Płomyczku” (1956, nr 18):

„Zaczęło się wszystko od deszczu. Była połowa lipca. Zamieszkałam w leśniczówce w Rytrze. […] Pewnego popołudnia, otulona nieprzemakalnym płaszczem wybrałam się na „kominki”, w odwiedziny do dawnego nadleśniczego tutejszych lasów – Konstantego Kowalczyka. […] Ku uciesze swoich własnych wnuczek i mojej opowiadał nam leśniczy o hodowanym w Rytrze koziołku i jego przygodach”.

Okoliczności powstania opowieści o Rogasiu wyjaśnia autorka wielokrotnie w różnych tekstach. Przytoczę tu jeszcze fragment ze Słowa od autora pomieszczony na końcu książki:

„Rytro – wieś podkarpacka rozłożona malowniczo w dolinach Popradu i obu Roztok – jest nie tylko niezwykle piękna i pełna swoistego uroku, ale dzięki położeniu przy jedynym niegdyś trakcie wiodącym z południa wśród łańcuchów górskich w głąb kraju – jest wraz z pobliskim Starym Sączem po prostu prawdziwą skarbnicą pamiątek historycznych, legend i podań, niewiele dotąd znanych”.

Ślady pobytu autorki w Rytrze znajdujemy też w dzienniczku obserwacyjnym, który znajduje się w Izbie Pamięci Marii Kownackiej na Żoliborzu w Warszawie. Pod datą 28 sierpnia 1956 roku czytamy m.in.:

„Rytro. To osiedle ukryte w górach, zabudowane starodawnie. Domy niewielkie z poczerniałego drzewa, dachy z gontu albo strzechy. Podcienia i obszerne sienie na wylot mają w sobie jakieś prasłowiańskie dostojeństwo”.

Maria Kownacka, wykorzystując autentyczną opowieść nadleśniczego, wyraźnie ją zbeletryzowała. Autorka poświęca Rogasia pamięci Józefa Włodarskiego „serdecznego przyjaciela dzieci, opiekuna i miłośnika przyrody”, bowiem jej książka jest właśnie tej problematyce poświęcona.

Raz po raz pojawiają się w narracji Kownackiej nazwy nadpopradzkich lasów, autentyczne nazwy gór i potoków, szkice flory i fauny tych okolic. Opisuje je barwnym, wręcz poetyckim językiem. Nie ujdzie jej uwagi żaden element nadpopradzkiej przyrody. Nie ogranicza się jednak do szczegółowej rejestracji natury, przytacza też autentyczne pieśni, piosenki z okolic Rytra, opowieści o Kacprze Waligórze, przywołuje autentyczne nazwy topograficzne, nazwy miejscowości (Rytro, Barcice, Stary Sącz).

– 2 –

Szkoła nad obłokami (Warszawa 1958) powstała niejako przy okazji gromadzenia w Rytrze materiałów do Rogasia z Doliny Roztoki. Dotyczy ona placówki oświatowej, która funkcjonowała na Niemcowej od 1937 do 1961 roku; była to bodajże najwyżej położona w Polsce szkoła (1026 m n.p.m.). Po wojnie naukę wznowiono w 1946 roku. W czasach, kiedy Kownacka zainteresowała się Niemcową, uczyło tam dwóch nauczycieli, Edward Grucela (1952/1953 i 1955– 1957) oraz Mieczysław Łomnicki (1953–1955). W szkole funkcjonującej w prywatnym domu uczyło się około dziesięciu uczniów.

W artykule Narodziny książki, czyli jak powstała „Szkoła nad obłokami”, („Płomyczek” 1957, nr 17) mamy szczegółową relację autorki o okolicznościach narodzin powieści.

„Kiedy w Rytrze pisałam Rogasia z Doliny Roztoki, doszło do moich uszu, że gdzieś wysoko, w paśmie Beskidu Sądeckiego, bez żadnej komunikacji kołowej, jest szkoła, bodajże najwyżej położona w Polsce, bo na 1027 m nad poziomem morza”.

Po powrocie do Warszawy Kownacka utrzymywała stały kontakt korespondencyjny z Mieczysławem Łomnickim, nauczycielem z Niemcowej, który wraz z Edwardem Grucelą nadsyłał jej na Żoliborz materiały na temat ciężkiej pracy pedagoga w tych górskich warunkach, starych obyczajów, wierzeń tamtejszych ludzi, gwary. Są też w tych relacjach opisy niezwykłych przygód, jakie ich spotkały w tej pedagogicznej pracy. Niektóre z tych materiałów, jakie dostarczali, trafiły na karty książki prawie bez zmian.

Latem 1956 roku Kownacka wraz z nauczycielem Grucelą wyruszyła na polanę na pierwsze spotkanie z dziećmi. W jej archiwum znajduje się album fotograficzny pt. Niemcowa na zdjęciach, pod fotografiami oryginalne komentarze pisarki. Oto parę wybranych przykładów: „Nikt tak nie opowiada jak dziadek Adam Nosal”, „Na niemcowskiej wyżynie (z nauczycielem Edwardem Grucelą)”, „Kurna chata Nowaków na Poczekaju”, „Szkoła w domu Nosali”.

Album ten stanowi ważny materiał, z którego pisarka korzystała podczas pracy nad powieścią w Warszawie. Notabene to unikatowy dokument bytowania chłopskiego w przysiółkach Piwnicznej w latach 50. XX wieku, rzeczywistości, której wraz z wyludnieniem polan pod Przehybą i Radziejową już nie ma.

Maria Kownacka tak opisuje wyprawę na Niemcową („Płomyczek” 1959, nr 17):

„Kiedy po długotrwałych deszczach zabłysnęło wreszcie słońce – wyprawa nasza, składająca się z czterech osób, pod przewodnictwem Edwarda wyruszyła z uroczego domu Grucelów przy ul. Ogrodowej, opisanego na samym początku książki. Nieśliśmy ze sobą lornetkę i dwa aparaty fotograficzne. Grafik, przyszły ilustrator książki, dźwigał w potężnym plecaku szkicowniki, farby i ołówki; a ja gruby brulion, notes do podpatrywania, długopis, parę swoich książek, „Płomyków”, „Płomyczków”, piłkę do siatkówki, dwa kilogramy cukierków i … lalkę!… Wszystko to jako zadatki przyjaźni z dziećmi z wyżyny. (Do głowy mi nie przyszło wtedy, że owa skromna lalusia odegra jakąś rolę w książce). […]”.

A więc lasami, pełnymi rozśpiewanego ptactwa, polanami leśnymi, rozkwieconymi łąkami, poletkami owsa, kamienistymi zboczami, stromo to «połogo» – pięliśmy się wytrwale ku górze, całe siedem kilometrów, a im wstępowaliśmy wyżej, tym Poprad w dole szerszym zakolem nas opasywał. Był to ten szlak, który podczas kurniawy odbywa nauczyciel Grucela w pierwszym rozdziale książki”.

Są to ważne informacje na temat warsztatu pisarskiego autorki. A więc szacunek dla dokumentu z życia, poznawanie miejsc przyszłej akcji powieściowej, wielostronne rejestrowanie rzeczywistości (aparat fotograficzny, notatnik, szkicownik). Jednocześnie dają one świadectwo stosunku pisarki do poznawanej Sądecczyzny, podkreślają jej emocjonalny stosunek do przyrody, relacjonowanej tutaj przez podkreślanie wielu topograficznych szczegółów w poetyckim wręcz ujęciu. Kownacka skrupulatnie opisuje pobyt na Niemcowej, wizytę w domostwie Nosalów pod ich nieobecność, stróżów Bodrego i Bielka w budzie wydrążonej z buka. Zwraca uwagę na każdy szczegół. Pisarka wybrała się na wyżynę w poszukiwaniu śladów dawnej kultury materialnej. Do napisania powieści na ten temat namawiał ją grafik Witold Chomicz, z którym odbywała tę wyprawę. Artysta ten ilustrował pierwsze wydania tych utworów. Szkoła nad obłokami miała być książką o ochronie zabytków kultury, świadectw dawnej kultury materialnej ludu, a nie powieścią o ochronie przyrody. Już po ukazaniu się książki autorka narzekała, że dzieci jakoś tej jej intencji, tego przesłania nie zauważają. Tymczasem Kownacka z zapartym tchem zapoznaje się z tymi śladami przeszłości.

„Kiedy przestąpiłam próg domu, wydawało mi się, że czas cofnął się o trzysta lat. Potężne «sąsieki», staroświeckie skrzynie na zboże, trójnożne żeleźniaki – sagany z epoki kurnych chat, drewniane, rzeźbione «jachtelki» do noszenia wody ze źródła, «stępy» do miażdżenia ziarna, ławy i stołki z «saszki» (rozwidlonej gałęzi), wyrzynane misternie «ślufanki» (podnoszone ławy do spania, w których trzyma się pościel) i «police» (półki) – wszystko to prawiło o zastygłej, starej kulturze tego zakątka odległego od świata” („Płomyczek” 1959, nr 17).

W cytowanym tekście Kownacka wskazuje wprost na konkretne inspiracje, na źródła poszczególnych rozdziałów, a więc w rozdziale Wyżyna górą wykorzystuje opowieści chłopców o sporządzaniu nart, a dziewcząt – o wykonywanych ręcznie zabawkach, relacje gawędziarki Wielochowej o przygodach z wilkami i o tym, jak sobie Potoki z Trześniowego Gronia radzą bez rodziców, opowieści o tym, jakim dobrodziejstwem jest dla nich szkoła na tym pustkowiu.

„W książce starałam się – pisze Kownacka – oddać najwierniej wszystko, co mi się wydało godne ukazania, kładąc nacisk na popularyzowanie i ochronę zabytków przeszłości, reszta – to jak w każdej książce – kompozycja, oparta na faktach z życia” („Płomyczek” 1959, nr 17).

Poprzez przywołane tutaj słowo „kompozycja” podkreśla Kownacka literacki charakter powieści Szkoła nad obłokami, aczkolwiek zbudowanej – jak podkreśla – na materiale wziętym wprost z życia, którego – poza jej obserwacjami – dostarczali jej wspomniany prof. Akademii Sztuk Pięknych z Krakowa Witold Chomicz, grafik zafascynowany kulturą materialną ludu Sądecczyzny i profesor Arvay, znawca przeszłości Rytra i okolic. W dokumentacji Kownackiej znajdują się Materiały o Rytrze w opracowaniu prof. Arvaya, liczące 21 stronic maszynopisu. Ważnymi informatorami pisarki byli też wspomniani nauczyciele szkół ryterskich i na Niemcowej, a także miejscowi, nieraz przypadkowo napotkani rozmówcy. Autorka sięgała też do opracowań naukowych, np. do Bogumiła Pawłowskiego (PAU 1925), Geologiczne stosunki Sądecczyzny, odwiedzała Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Jednym słowem, do napisania powieści o szkole na Niemcowej przygotowywała się bardzo starannie.

Powieść Kownackiej mocno została osadzona w krajobrazie Beskidu Sądeckiego. Autorka – ze skrupulatnością reportera opisuje okolicę. Już pierwszy rozdział rozpoczyna się od ścisłej lokalizacji akcji: „Jest w Beskidzie Sądeckim miasteczko Piwniczna, a w nim taka cicha, wąziutka uliczka Ogrodowa, którą skręcając w bok od rynku wiedzie stromą skarpą, zakolem w dół, otwierając niespodziewanie widok na szerokie pola i rozległą dolinę Popradu”. To stąd podąża na nartach na Niemcową Edward Gruda (w rzeczywistości Grucela), po drodze mijając Wyżną Polanę, Polanę Psiarki, by dotrzeć do chałupy, gdzie mieściła się szkoła, „przytulona jak jaskółcze gniazdo do stromego zbocza Trześniowego Gronia”. Kownacka subtelnie, można powiedzieć wręcz poetycko, maluje sądecki krajobraz. Zmieniający się jak na impresjonistycznych obrazach pod wpływem zjawisk atmosferycznych:

„Nigdzie pogoda nie zmienia się tak szybko jak w górach. Już w następną noc północne wichry cofnęły się, chmury jak płachty materii zaczęły pękać, ustępować na boki, a na głębokie, szafirowe niebo wysypały się gwiazdy niczym groch z przetaka. Słońce wychynąwszy w porannym rozjarzeniu zza wschodniego łańcucha gór, wyzłociło szczyty i doliny, a śnieg posypało pyłem tęczy. […] Wszystko trwało w takiej ciszy, blasku i spokoju, że trudno było uwierzyć we wczorajsze zaspy i harce zamieci – dopóki ktoś nie spróbował zapuścić się w drogę wymoszczoną przez zamieć” (s. 14–15).

Ten fragment opisu przyrody w Szkole nad obłokami świadczy o sposobie pisarskiego spojrzenia na ten skrawek Sądecczyzny. Autorka nie tai emocjonalnego stosunku do nadpopradzkiego krajobrazu, wykazując się przy tym ogromną wiedzą, znajomością szczegółów. Wspomniane wcześniej zabiegi dokumentacyjne zaowocowały tutaj w pełni.

Kownacka z całą skrupulatnością rejestruje nazwy topograficzne miejscowości, przysiółków, szczytów, dolin i rzek Beskidu Sądeckiego. Padają nazwy: Szczawnica, Radziejowa, Przehyba, Kamienny Groń, Rogacz, Poczekaj, hala Wyżna Polana, Polana Psiarka, Strusie, Męczennice, Trześniowy Groń, Wysoka Polana, Rytro, Młodów i oczywiście Niemcowa. W tej dokładności topograficznej autorka wydaje się bliska pisarzom z kręgu naturalizmu czy piewcy Gorców i Podhala, Władysławowi Orkanowi, w którego utworach obserwujemy podobne zjawiska.

Kolejnym symptomem takiego naturalistycznego podejścia do materii literackiej są w powieści Kownackiej autentyczne nazwiska bohaterów literackich. Jedynie nauczycielowi Gruceli zmieniła nazwisko na Gruda, jak wyznaje na jego prośbę. Spotykamy więc w utworze rodzinę Potoków: Franek, Ludwik, Jasiek, Zośka, jest dziadek Adam Nosal, Teresa Nosalówna, nauczycielka z Rytra Laskowicka [Laskowska], Józek Maślanka, Włodek Wielocha i inni. Dzisiaj z pespektywy lat ten zabieg dokumentacyjny nie ma większego znaczenia, wówczas jednak w latach 50. nobilitował on tych ludzi, podnosił ich godność. Dzięki Kownackiej stali się postaciami literackimi.

Autorka Szkoły nad obłokami wykorzystuje elementy tutejszego folkloru dla konstrukcji fabuły. Z dokładnością etnografa maluje tutejsze zwyczaje świąteczne, chodzenie po kolędzie z gwiazdą i turoniem oraz towarzyszące tym obrzędom śpiewki i muzykę. Autentyczność tego materiału nie budzi zastrzeżeń. Mamy też opisy medycyny ludowej, kiedy Nosalowa opatruje chorego „Siwą Bródkę”. Podobnie jest z opisem turonia.

Kownacka dba o szczegóły, z naukową wręcz dokładnością relacjonuje przebieg obrzędu (Rozdział Turoń). Narratorem starych opowieści o zbójnikach, którzy tu kiedyś wśród nieprzebytych lasów ukryli się w grocie Kryjomiec, a zamieszkiwali stale lisie i zbójeckie jamy, czyni dziadka Nosala. Prezentuje lokalne pieśni i tańce w wykonaniu uczniów i chóru szkolnego, a wszystko kończy takim komentarzem „Siwej Bródki”: „Gdzież to szukać w kraju takich skarbów starej kultury, jak nie tutaj, w tym Beskidzie Sądeckim…” (s. 76).

Z postacią „Siwej Bródki” – Łukasza Skorupki wprowadza Kownacka kwestie dziedzictwa kulturowego. On zwraca uwagę na konieczność zachowania śladów dawnej kultury materialnej: „A pamiętajcie, pamiętajcie Franku, co wam mówiłem! Budując nowy dom, to, co już wam służyć nie może, przekażcie do muzeum! Niech to nie zaginie, niech świadczy o dawnym życiu człowieka na tej ziemi” (s. 88).

Kownacką zafascynowały napotkane na polanach nad Rytrem i Piwniczną ślady dawnej kultury materialnej wsi. Ta bojowniczka o ochronę przyrody podejmuje tutaj nowy temat walki o zachowanie śladów dawnej kultury ludu, wyrażonej w architekturze, sprzętach, pieśniach, opowieściach i legendach.

Rogaś z Doliny Roztoki i Szkoła nad obłokami, pisane w latach 1955–1958, utkane z autentycznego materiału, ze wspomnień mieszkańców Rytra, przeżyć nauczycieli i dzieci z Niemcowej pod Radziejową stanowią wszakże samodzielne, autonomiczne obrazy literackie. Operują kompozycją. Zdołała w nich autorka uniknąć groźnego niebezpieczeństwa, jakie w takich wypadkach czyha na pisarza dziecięcego. Korzystając szczodrze z materiałów folklorystycznych, nie ograniczyła się jedynie do zarejestrowana obrazków rodzajowych, lecz stworzyła własne, oryginalne – podkreślmy to jeszcze raz – sytuacje i sceny.

Co z zarejestrowanego przez Kownacką w połowie ubiegłego wieku świata pozostało do dzisiaj? Wyludniły się polany na Niemcowej. Nie ma „szkoły nad obłokami”. Na ruinach obejścia Nosalów zamontowano pamiątkową tablicę. Władze gminy Rytro w 2004 roku wytyczyły Rogasiowy szlak na południowo-wschodniej stronie pasma Radziejowej.

(…)

– 3 –

Kolejną książką, w której Beskid Sądecki zajmuje poczesne miejsce jest Głos przyrody (1963), który Maria Kownacka wydała wspólnie z Marią Kowalewską. Ta dwutomowa pozycja została skomponowana na wzór gazety z kroniką wydarzeń, reportażami, wieściami z kraju i oryginalnymi utworami o przyrodzie ojczystej. Wprowadza ona dziecko w zagadnienia fenologii, czyli pór roku.

Pobyt Marii Kownackiej na Sądecczyźnie podczas pracy nad Rogasiem z Doliny Roztoki i Szkołą nad obłokami znalazł swoje odbicie również w Głosie przyrody. Teksty pisarki ukazują się tutaj bądź to pod jej imieniem i nazwiskiem, bądź pod pseudonimem „Obieżyświat” w cyklu Reportaż Obieżyświata. Przy czym autorka poszerza obszar penetracji regionu o Pieniny i Tatry. Sporo obserwacji przyrodniczych mamy w Notatkach na kolanie w cyklu Patrzysz, ale czy widzisz. Każda z nich jest opatrzona datą i nazwą miejsca, a więc Niemcowa („Kamionki”, kępy kamieni porośnięte jagodami), 24 sierpień, godz. 17, Rytro (ptaki na usypisku kamieni pod szczytem Zamkowej Góry), 26 sierpień, Rytro (bociany), 3 wrzesień. W cyklu Śpiewki i zaśpiewanki publikuje Pieśń zapustnych spyrcorzy z turoniem i Oracyję spyrcorzy. To powrót do materiałów zdobytych podczas prac nad Szkołą nad obłokami.

Wśród opowieści Obieżyświata znajduje się tekst Suśnie dymią, który tak się rozpoczyna: „Malowniczą drogą nad Dunajcem dojechałam z Krościenka do Łącka. Już na łąckim rynku otoczyły mnie dorodne jabłonie, wystrojone w pyszne jabłka”. Dotyczy on zanikłego już w tych okolicach zwyczaju suszenia śliwek węgierek. Dla Kownackiej opis suszarni śliwek, spotkanie z tutejszym sadownikiem to tylko pretekst do przypomnienia pioniera sadownictwa nad Dunajcem, Stanisława Wilkowicza, kierownika szkoły w Łącku.

Dzięki kontaktom autorki Rogasia z Doliny Roztoki z Sądecczyzną w tej ważnej w dorobku pisarki książce, w swoim czasie popularnej wśród młodych czytelników, znalazło się sporo informacji o florze i faunie Beskidu Sądeckiego. Poprzez teksty Kownackiej rozsiane po różnych działach Głosu przyrody wiedza o przyrodzie Sądecczyzny docierała do młodych czytelników w całej Polsce.

– 4 –

W 1958 roku Maria Kownacka odwiedziła Annę i Jana Bucyków w Zabrzeży koło Łącka. Nie była to przypadkowa wizyta. Jan Bucyk był tutaj kierownikiem szkoły od 1942 roku, a jego żona nauczycielką. Oboje poza pracą dydaktyczną wykazywali duże zaangażowanie społecznikowskie. Wspólnie z mieszkańcami wsi przygotowywali widowiska teatralne i utworzyli stały teatr kukiełkowy. Przedsięwzięcie to szybko zyskało rozgłos. Teatr przybrał nazwę „Bajdurka”.

Autorkę Plastusiowego pamiętnika zainteresowała działalność teatralna obojga pedagogów, postanowiła rzecz zbadać na miejscu. Toteż lato następnego roku spędziła również w Zabrzeży. Zresztą wracała tutaj wielokrotnie, m.in. w 1969 roku wspólnie ze Stanisławem Iłowskim, dziennikarzem i animatorem kultury, w 1971 roku i w następnych latach.

Zafascynowana historią Stanisława Wilkowicza Kownacka napisała specjalnie dla teatru „Bajdurka” sztukę osadzoną w tamtejszych realiach. Jan Bucyk, autor Uwag inscenizacyjnych tak ją charakteryzował: „Widowisko O Bidzie i złotych jabłkach ma niejako dwa wątki. Jeden o Bidzie, która się okociła w dzikiej jabłoni i gnębi ludzi, opartej na baśni pochodzącej ze wsi Zabrzeż koło Łącka w powiecie nowosądeckim. Drugi wątek, realny, o pracy nauczyciela Stanisława Wilkowicza, kierownika szkoły w Łącku nad Dunajcem, działającego na Ziemi Łąckiej przed pięćdziesięciu laty, krzewiącego kulturę sadowniczą”.

Widowisko O Bidzie i złotych jabłkach wykonane zostało po raz pierwszy 23 listopada 1958 roku przez zespół kukiełkowy dzieci ze szkoły podstawowej w Zabrzeży i Zespół Młodzieży Szkolnej i Pozaszkolnej z Łącka z okazji Dnia Nauczyciela i nadania szkole podstawowej w Łącku imienia Stanisława Wilkowicza. Sztuka była też wystawiana w Domu Kultury w Nowym Sączu.

W Archiwum Marii Kownackiej znajduje się fotograficzna dokumentacja jej pobytów nad Dunajcem. Są to dwa albumy fotograficzne podpisane: Zabrzeż (nr 1) i Zabrzeż (nr 2) z 1959 i 1960 roku. Materiał ten jest bardzo wartościowym dokumentem minionych lat. Rejestruje życie wsi na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku, prace polowe, zatrzymuje w kadrze krajobraz, który radykalnie uległ zmianie, działalność teatru szkolnego. Wszystkie fotografie są zaopatrzone w odręczne komentarze autorki. Oto parę przykładów: „sianokosy”, „powrót z sianokosów”, „Dunajec”, „słynne sady sądeckie założone przez Stanisława Wilkowicza”, „pierwszy dzień szkoły”, „montowanie szopki na łące”. W albumie fotograficznym Zabrzeż 2 zachowało się 30 zdjęć z różnych lat z podpisami: „dziewczynki miejscowe samorzutnie przynoszą mi śliwki jako autorce” (1968), czy „M. Kownacka i Wanda Terlecka w okolicy Zabrzeży nad Dunajcem koło Łącka” (1957).

Podczas pobytów w Zabrzeży Maria Kownacka odwiedziła Czarny Potok, wieś położoną koło Łącka, gdzie spotkała się z Janem Rostockim, nauczycielem polonistą pracującym w Szydłowcu koło Radomia, który w wakacje przebywał w rodzinnych stronach. Był on uczniem Stanisława Wilkowicza, którego działalnością interesowała się pisarka.

Podczas pobytu w Łącku i okolicy powstało kilka tekstów publicystycznych, w których autorka rejestrowała przemiany społeczne w tym regionie w wyniku rozwoju sadownictwa i raz po raz przypominała postać ambitnego nauczyciela. Jednym z pierwszych artykułów na temat Wilkowicza jest tekst zamieszczony w czasopiśmie „Szkoła i Dom” z 11 lutego 1957 roku, pod tytułem Uwierzmy w człowieka. Autorka przypomina w skrócie działania kierownika szkoły w Łącku, a więc zobowiązywanie dzieci do zbierania pestek dzikich jabłoni i grusz, wspólne hodowanie w szkolnym ogródku sadzonek, nagradzanie nimi uczniów. W konsekwencji popularyzowanie sadownictwa w tej okolicy. Pisarka przypomina różne pomysły nauczyciela, a więc obdarowywanie sadzonkami nowożeńców, wręczanie ich przy okazji różnych uroczystości rodzinnych, takich jak np. chrzest. Rezultat: „Dziś okolica Łącka – to jeden wielki sad – nieprzebrana skarbnica owoców dla całego kraju”. Kownacka poza zachwytem nad przeobrażeniem tutejszych wsi, poprawą sytuacji materialnej rolników, zmianami w krajobrazie, wypowiada również parę gorzkich zdań pod adresem mieszkańców tych terenów. Przypomina, że zamożna wieś Czarny Potok od lat nie może wybudować nowej szkoły, że nie ma tu elektryczności ani odpowiedniej drogi, że w Łącku nie zatroszczono się, by utrwalić pamięć Wilkowicza, choćby przez nadanie jego imienia tamtejszej szkole, co zresztą się stało nie bez udziału Kownackiej.

W podobnym duchu utrzymany jest tekst Błogosławione „pesteczki” („Gospodyni Wiejska” 1957, nr 20). Dla młodych czytelników przeznaczony jest materiał Złote jabłka ojca Wirgiliusza („Płomyk” 1958, nr 6) inspirowany wspomnieniami Jana Rostockiego.

Kontakty Marii Kownackiej z Sądecczyzną stanowią ważny rozdział w jej biografii. Przyjechała tutaj najpierw w poszukiwaniu ciszy i spokoju, po prostu na wypoczynek. Szybko jednak okazało się, że – jak wspomniałem – tutejszy krajobraz, ludzie tak ją zafascynowali, że poczęła szukać inspiracji do twórczości literackiej. Najczęściej przebywała tu w latach 1955–1958, najpierw w Rytrze, później Zabrzeży, Łącku i Czarnym Potoku. Wracała nad Dunajec jeszcze niejednokrotnie w latach 60. i 70. Później ulubionym przez nią miejscem stała się Rabka, gdzie spotkała ciekawe dla siebie środowisko dziecięce u Józefy Krogulskiej, wieloletniej dyrektorki przedszkola.

Z pobytu autorki nad Popradem i Dunajcem zrodziły się trzy utwory. Opowieści Rogaś z Doliny Roztoki i Szkoła nad obłokami oraz widowisko teatralne O Bidzie i złotych jabłkach, a także teksty w Głosie przyrody oraz artykuły publicystyczne. Wyniesione stąd doświadczenia przetworzyła w materię literacką. Jej społecznikowska postawa, rodem jakby z pozytywizmu, ujawniła się w tekstach literackich powstałych w wyniku pobytu na Sądecczyźnie, a także, a może przede wszystkim, w publicystyce, kierowanej zarówno do młodych jak i starszych odbiorców. By użyć dzisiejszych określeń, stwierdzić można, że autorka Rogasia z Doliny Roztoki odegrała i odgrywa nadal istotną rolę w promocji Sądecczyzny.

Fragment tekstu pochodzi z katalogu wystawy „Muszka w bursztynie. Witold Chomicz i Maria Kownacka na Sądecczyźnie” »

Muszka w bursztynie.
Witold Chomicz i Maria Kownacka na Sądecczyźnie

–
Muzeum Ziemi Sądeckiej w Nowym Sączu

Muszka w bursztynie. Witold Chomicz i Maria Kownacka na Sądecczyźnie, Maria Kownacka, wystawa, niezła sztuka

Wystawa Muszka w bursztynie. Witold Chomicz i Maria Kownacka na Sądecczyźnie w Muzeum Ziemi Sądeckiej w Nowym Sączu


fleuron niezła sztuka pipsztok

Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka



Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »