Malarka, autorka dzienników i jedna z najbardziej fascynujących artystek XIX wieku – Maria Baszkircew. Urodziła się w arystokratycznej rodzinie. Ambicje miała wielkie. W gruncie rzeczy najgoręcej pragnęła być po prostu sławną i podziwianą, a dziedzina była kwestią drugorzędną, w końcu dopięła swego. Choć zmarła w wieku zaledwie 26 lat, zdążyła zabłysnąć na prestiżowym paryskim Salonie, a jej Dzienniki stały się wielką sensacją i przyniosły jej ogromną pośmiertną sławę. Były biblią dla aspirujących malarek przełomu XIX i XX wieku. Przeczytajcie opowieść o dążeniu do sławy, wyścigu z chorobą, narcyzmie i wielkiej determinacji – historię kobiety, która na długo przed epoką mediów społecznościowych świadomie budowała własną legendę.
Jak straszne musi być umieranie, gdy nie zostawiamy po sobie niczego – zwierzała się swojemu dziennikowi Maria Baszkircew. Kiedy w 1884 roku umierała na gruźlicę, miała zaledwie dwadzieścia sześć lat. Jej Spotkanie zostało właśnie pokazane na paryskim Salonie i prasa szeroko się o niej rozpisuje1. Maria, która właśnie uświadomiła sobie, że jej choroba jest nieuleczalna i zostało jej mało czasu, pieni się z oburzenia. Krytycy nie wystarczająco poznali się na jej talencie. Porównują ją do kolegów, których uważa za słabszych, a przede wszystkim nie mogą się nadziwić, że dama z towarzystwa chwyciła za pędzel. Rozwodzą się nad jej urodą i rzekomymi „kobiecymi” zaletami.

Maria Baszkircew, Autoportret, detal | ok. 1883, Musée des Beaux-Arts de Nice, Nicea
To dla Baszkircew było za mało, chciała być słynna i podziwiana jako artystka. O sławie marzyła od dziecka: najchętniej zostałaby księżną, żoną księcia Hamilton. W wieku dwunastu lat rozważała jednak, czy nie lepiej opłaciłaby się kariera śpiewaczki – wówczas książęta by ją adorowali. Wtedy też zaczęła prowadzić dzienniki.

Maria Baszkircew | przed 1884, Musée d’Orsay, Paryż
Opublikowano je krótko po jej śmierci i przełożone na kilka języków. Były literacką sensacją ostatniej dekady XIX wieku. W samej Francji w ciągu pierwszych czterech lat od wydania sprzedały się w dwunastu tysiącach egzemplarzy. Powodzenie tej książki, przy okazji wznowienia w 1901 roku, komentował filozof Theodor Lessing: „Modę na nią rozkręciły panienki z tzw. dobrych rodzin, które w tym, co dostrzegała i do czego dążyła ta nieskrępowana dusza, znalazły odbicie własnych marzeń o spełnieniu i swobodnym działaniu”. W okresie, gdy tworzyła Baszkircew, młoda kobieta bez przyzwoitki nie mogła wybrać się do Luwru czy na spacer w parku, a studia na Akademii Sztuk Pięknych pozostawały mrzonką.
Tymczasem Maria Baszkircew konsekwentnie realizowała własne ambicje. Nic dziwnego, że jej zapiski stały się „biblią” aspirujących artystek. Młodsza od niej o pokolenie Paula Modersohn-Becker, wielka i również przedwcześnie zmarła malarka, swoje marzenia i aspiracje wyrażała słowami z dziennika Marii. Gdy rodzina wysyłała Paulę Becker do Berlina na przedmałżeński kurs gotowania klusek i smażenia kotletów, Baszkircew z egzaltacją opisywała godziny spędzone w malarskiej pracowni.

Anna Bilińska, Lekcja rysunku z modela w Académie Julian | 1882, Muzeum Narodowe w Warszawie
Artystka wcześnie przeczuła, że jej dziennik zostanie opublikowany i zapewni jej nieśmiertelność. Już na początku 1881 roku napisała do niego przedmowę. Dwa lata później zauważyła: „Byłoby ciekawe, czy opowiadanie o moich niepowodzeniach, o moim braku rozgłosu dałoby mi to, czego szukam i czego jeszcze szukać będę. Ale nie dowiem się o tym… a zresztą, na to by czytano mnie i odcyfrowywano te tysiące stronic, czyż nie trzeba, żebym się stała kimś?”2. Jej obraz W pracowni (1881) jest reprodukowany w nieomal każdej publikacji o kształceniu artystycznym kobiet pod koniec XIX wieku. Przedstawiła bowiem zajęcia w „damskiej klasie” w paryskiej Académie Julian: na podeście stoi model – nastoletni chłopiec, tylko w przepasce na biodrach, a wokół niego tłum młodych kobiet szkicuje, maluje, porównuje prace.

Maria Baszkircew, W pracowni | 1881, Dnipropetrovsk Art Museum, Dnipro
Maria Baszkircew pozostawiła po sobie około 200 obrazów i szkiców. Zaistniała jednak przede wszystkim jako diarystka i feministka. Nie tylko odmawiała wpisania się w konwencjonalne kobiece role. Na każdym kroku: w swoim doświadczeniu artystki, na kartach powieści Dumasa i Zoli, a także we współczesnej krytyce artystycznej odnajdywała przykłady poniżania i lekceważenia kobiet. Aby wyróżnić uczennicę, nauczyciel stwierdzał, że maluje jak mężczyzna.
Dzisiaj, ponad 140 lat od śmierci Marii Baszkircew, można się pokusić o nowe odczytanie jej dzieła, którego integralną część stanowi dziennik. Jak przyznawała, był pisany „tak, jakby nikt nigdy nie miał tego czytać, a jednocześnie z tą intencją, żeby to było czytane”3. Bowiem wschodząca artystka dbała o swój wizerunek. Półtora stulecia przed tym, zanim selfie stały się plagą, Maria Baszkircew zamawiała u fotografów serie teatralizowanych autoportretów. Stroiła się do nich w wymyślne kostiumy i pozowała: na leżance, jako pani Récamier, jako mniszka albo chłopka w czepeczku i z koszykiem wiktuałów.

Maria Baszkircew | 1903, British Museum, Londyn
Już jako dwunastolatka zbyt wiele wiedziała o życiu: zdała sobie sprawę, że jest panienką na wydaniu, której cnotę i urodę reklamuje się kawalerom, a po ślubie zostaje najwyżej chłodna przyjaźń. Mała Maria wyobraża sobie, że zostanie wierną, a przy tym wiecznie zalotną żoną jakiegoś wysoko postawionego pana. W dodatku ma już rozeznanie w modzie i rozumie, że „jak cię widzą, tak cię piszą”. W białej sukni mogą ją wziąć za kokotę. Z kolei w aksamitach i pożyczonym od ciotki żakieciku bez rękawów dziewczynka czuje się świetnie, a przede wszystkim zwraca na siebie uwagę. Jej dziennik jest egzaltowany, ale artystka potrafi oddzielić własne emocje od ich literackiej wersji.

Maria Baszkircew, Portret Alexandrine Patchenko, szwagierki artystki | 1881, Rijksmuseum, Amsterdam
Maria Baszkircew urodziła się w 1858 roku w Hawroncach koło Połtawy, w rodzinie niższej arystokracji. Co prawda, nieraz w dokumentach figurowała jako urodzona dwa lata później, bowiem w chwili jej urodzenia rodzice nie byli jeszcze małżeństwem. W 1859 roku urodził się brat Paweł, ale związek rodziców rozpadł się wkrótce potem. Ojciec od początku miał stałą kochankę, zresztą piękna i wyżej urodzona matka wyszła za niego z rozsądku. Po rozstaniu wróciła do rodzinnego majątku, ale tęskniła za „wielkim światem” i po śmierci babci spakowała rodzinę na europejskie tournée. Po miesiącu zakupów i spektakli w Wiedniu odpoczywali w Baden-Baden. Właśnie w tym słynnym uzdrowisku Maria po raz pierwszy zobaczyła przystojnego księcia Hamilton. Następnie, po przystankach w Genewie i Monachium, rodzina osiadła w Nicei. Tutaj dwunastoletnia Maria zaczęła prowadzić dziennik. Poprosiła również, by przydzielono jej nauczycieli. Nad wiek dojrzała, sama opracowała program zajęć: z greki, łaciny, matematyki i chemii oraz gry na fortepianie. Niezainteresowana jej wykształceniem matka tylko opłacała lekcje. Rodzina bez entuzjazmu będzie finansować także jej malarską karierę.

Maria Baszkircew, Żałoba | 1882, Muzeum Sztuki im. Nykanora Onackiego, Sumy
Pewna swojego talentu Maria Baszkircew starannie planowała drogę artystki i światowej damy. Miała ładny głos i odnajdywała się w libretcie każdej opery. Widziała się więc na scenie: uważała zresztą, że artystyczne sukcesy pociągną za sobą powodzenie w miłości. Karierę śpiewaczki przekreśliło jednak zapalenie krtani. Wkrótce pojawiły się bóle w klatce piersiowej i zdiagnozowana w 1875 roku gruźlica.
Świadoma swojej urody, w dzienniku Maria Baszkircew przeglądała się jak w lustrze: włosy z rudawym połyskiem, związane na karku w węzełek, piękna karnacja, której nie oddaje żadna fotografia. W 1876 roku w Rzymie znalazła adoratora: nie byle kogo, bo bratanka kardynała. Maria nie była pewna, czy cokolwiek czuje do Pietra Antonellego, ale pochlebiały jej wylewne deklaracje i serenady pod oknem; zakochany młodzieniec zjadał nawet fiołki z jej bukieciku oraz jedwabne nitki z lamówki jej sukni. Maria najwyraźniej mierzyła jednak wyżej i była przekonana, że trafi na lepszego kandydata. W każdym razie dla Antonellego nie straciła głowy: „Nie byłabym zdolna dla chwili upojenia poświęcić całych lat wielkości i zaspokojonej ambicji”4. Chłodna i zdystansowana, przyszła gwiazda bawi się uczuciami amanta. Ukłucie czuje dopiero wówczas, gdy kardynał nie zgadza się na związek, a kochliwego krewniaka na jakiś czas zamyka w klasztorze.
Po tej przygodzie Maria Baszkircew zostawia na boku miłosne podboje i skupia się na karierze. Interesuje ją wszystko: czyta z pasją, pragnie poszerzać horyzonty. W gruncie rzeczy jednak najgoręcej pragnie być sławną i podziwianą, a dziedzina jest kwestią drugorzędną. Po wizycie u ojca w Połtawie postanawia zapisać się do prywatnej akademii Rodolphe’a Juliana w Paryżu – pierwszej instytucji artystycznej dostępnej na równi dla mężczyzn i kobiet. W cotygodniowych korektach brali udział nagradzani malarze, nierzadko profesorowie École des beaux-arts, dla których była to przede wszystkim nieźle płatna fucha. Z kursów korzystali m.in. artyści z zagranicy, którzy przez kilka tygodni czy miesięcy zdobywali szlify w Paryżu. Dokształcali się tu też śmiałkowie, którzy chcieli się dostać na akademię. Z kolei dla kobiet prywatna szkoła była jedynym miejscem, gdzie mogły szkicować akty oraz zasięgnąć profesjonalnej porady. O równości nie było jednak mowy: czesne dla kobiet było wyższe. W dodatku po pierwszych kilku latach zajęć koedukacyjnych, „ze względów moralnych” klasy podzielono na męskie i żeńskie. Profesorowie podsycali konkurencję pomiędzy uczennicami, a nawet prezentowali ich prace w klasie męskiej, aby połechtać ambicję panów albo ich zawstydzić, pokazując, że jakaś „panienka” maluje lepiej. Baszkircew namalowała nawet karykaturę dyrektora szkoły: twarz Rodolphe’a Juliana jest potężna, skupiona, lekko wykrzywiona, a zza jego pleców wychyla się buzia nieśmiałej uczennicy.

Maria Baszkircew, Ból Nauzykai | 1884, Musée d’Orsay, Paryż
Zaczynając karierę jako niespełna dwudziestolatka, Maria Baszkircew ma już poczucie straconego czasu. Kilka koleżanek rysuje sprawniej od niej, a ona musi je wyprzedzić. Przyznaje się zresztą do rozczarowania dotychczasowym życiem. Niczego jeszcze nie osiągnęła ani w sztuce, ani w romansach. Przedwcześnie uświadomiona, nie wychodziła poza słowne flirty i pocałunki w rękę. Miała dystans do adoratorów, a bliskich oceniała bez taryfy ulgowej:
„Mama ma dużo sprytu, żadnego wykształcenia, żadnego savoir vivre’u, ani trochę taktu, a jej umysł przytępił się i spleśniał, obracając się tylko w kręgu zainteresowań służbą, moim zdrowiem i naszymi psami. Moja ciotka ma więcej poloru i może nawet zaimponować tym, którzy ją znają mało”5.
Zapewne miał rację Jules Bastien-Lepage – starszy od niej o dekadę malarz naturalista, który twierdził, że Maria jest zanadto zaprzątnięta sobą. Był dla niej przyjacielem i powiernikiem, ale chłodno przyjęła wiadomość o jego śmiertelnej chorobie. Najbardziej troszczyła się o to, czy maluje lepiej od niego: „A więc Bastien-Lepage; kochałam go tak, jak kocham Zolę, którego nigdy nie widziałam, który ma czterdzieści cztery lata, żonę i brzuszek”6.
Jesienią 1884 roku Maria Baszkircew pluła krwią i wiedziała, że śmierć jest blisko. Czasu, by nacieszyć się rolą gwiazdy, zostało jej niewiele: „Mogę sobie chyba teraz pozwolić na trochę pozy, jeżeli znajduję w tym przyjemność”7. Tymczasem jej myśli zaprzątało pragnienie zdobycia medalu na Salonie. Zżymała się, że ją chwalą, ale niewłaściwie: jako zdolną amatorkę. Wściekała się na obrazy, z których nie była zadowolona:
„Musiałam się ostro trzymać, by nie rozedrzeć swego płótna uderzeniami noża. Nie ma ani jednego kawalątka zrobionego tak, jak tego chciałam”8.
Baszkircew rzeczywiście czasami atakowała „nieudane” płótna. Na kawałki pocięła portret kuzynki Diny, bo niewystarczająco chwytał podobieństwo. Na szczęście matka schowała resztki, a po śmierci artystki kazała je posklejać. Zreperowany obraz został pokazany na wystawie wiedeńskiej Secesji w 1910 roku, a następnie matka artystki podarowała go Margarethe Stonborough-Wittgenstein – siostrze filozofa Ludwiga Wittgensteina, sponsorce wystawy „Sztuka Kobiet”.

Maria Baszkircew, Spotkanie | 1884, Musée d’Orsay, Paryż
Spotkanie pozostaje bodaj najbardziej znanym obrazem Marii Baszkircew. Przedstawia grupkę chłopców przy płocie, skupionych na jakimś przedmiocie, którego my nie widzimy. Malarka potrafiła ukazać nastrój tej sceny, wyraziste twarze dzieci. Dzielnica nie należy do zamożnych, a chłopcy pochodzą zapewne z robotniczych rodzin. Oto scenka trochę jak z Murilla, ale Baszkircew malowała dzieci bez sentymentów i społecznej agitacji. W tle widać odchodzącą dziewczynkę.
„Można mniej lub więcej lubić moje malarstwo, ale to fakt narzucający się, siedmioro zgrupowanych razem dzieci naturalnej wielkości z tłem, które też coś znaczy. Wszyscy, których opinia liczy się, uważają to za bardzo dobre; są i tacy, którzy mówią, że nie mogłam tego zrobić sama”9.
Baszkircew chciała być wierna rzeczywistości i zyskać tym uznanie. Pośmiertna wystawa Maneta ją zdumiała:
„To bezsensowne, dziecinne, wielkie! – wykrzykuje w dzienniku. – Są tu rzeczy szalone, ale są też i wspaniałe. Jeszcze trochę, a byłby to jeden z wielkich geniuszów malarstwa. To prawie zawsze brzydkie, często zdeformowane, ale zawsze żyje. Zdarzają się impresje wspaniałe”10.

Maria Baszkircew, Wiosna | 1884, Państwowe Muzeum Rosyjskie, Sankt Petersburg

Maria Baszkircew, Autoportret | ok. 1883, Musée des Beaux-Arts de Nice, Nicea
Baszkircew podziwia „impresje”, ale jej obrazy nie zostały jeszcze naznaczone impresjonizmem. Duże wrażenie robi jej autoportret, na którym twarz malarki jaśnieje w oprawie białego kołnierza. Artystka trzyma paletę, jest zdeterminowana, by „stać się kimś”. Ten obraz bywa reprodukowany na okładkach jej dzienników. Nie da się ukryć: Maria Baszkircew żyje w naszej wyobraźni przede wszystkim jako pisarka, kronikarka emancypacji kobiet w drodze do wielkiej sztuki. „Jako mężczyzna podbiłabym Europę – pisze latem 1884 roku. – Jako młoda dziewczyna rozpraszałam się w nadmiarze słów i w ekscentrycznych wybrykach. Nędza!”11.
Już pierwsi recenzenci dzienników Baszkircew zwracali uwagę na ton tej narracji: nieznośny wprost narcyzm i wyniosłość, bezwzględne dążenie do celu, którym było w gruncie rzeczy zaspokojenie własnej próżności. Trudno jednak zapomnieć, że artystka rozpoczynała malarską drogę jako osoba nieuleczalnie chora; jej pośpiech i żar były także wyrazem apetytu na zbyt krótkie życie. Ciekawie czyta się zapiski Baszkircew z perspektywy dzisiejszych czasów, kiedy autopromocja jest niepisanym obowiązkiem artystów. Podpieranie własnego dzieła publikowanymi w różnej formie relacjami z prywatnego życia wydaje się nieomal rynkową koniecznością. Półtora wieku temu Maria Baszkircew znała już moc pozornie prywatnego przekazu. Zapewne bardzo wcześnie przeczuła, że to właśnie dziennik stanie się jej przepustką do sławy. Zdawała sobie sprawę, że może nie zdążyć „zaistnieć” jako malarka:
„Jeśli nie będę żyła dość długo, by stać się sławną, ten dziennik może zainteresuje miłośników życiowej prawdy; przecież to zawsze ciekawe – życie kobiety dzień po dniu, bez pozy. […] Jestem pewna, że wydam się sympatyczna…”12.
Maria Baszkircew zmarła w wieku dwudziestu sześciu lat. Wiedziała jednak, że swój cel osiągnęła: jest kimś i nie zostanie zapomniana.
21.11.2025–03.05.2026
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
Kuratorka: Alison M. Gingeras
Współpraca: Ewa Klekot, Beata Purc
Przygotowana przez kuratorkę i historyczkę sztuki Alison M. Gingeras wystawa polemizuje z mitem nieobecności artystek w sztuce. Składająca się z dziewięciu części opowieść wizualna stanowi świadectwo trwałej i dynamicznej działalności twórczej kobiet przez ostatnie 500 lat. Wyłaniający się zbiór blisko 200 prac – zarówno dzieła najnowsze, jak i obrazy artystek renesansowych, barokowych i dziewiętnastowiecznych – to propozycja wielowiekowej wizualnej historii kobiecego „uwłasnowolnienia”.
Ekspozycja podważa przyjęty pogląd, że kobiety artystki przed XX wiekiem były rzadkimi wyjątkami. Pokazuje, że choć często niedoceniane i działające wbrew różnym zakazom społecznym, kobiety nieustannie realizowały swoją twórczą misję: zdeterminowane wykorzystywały artystyczne działania, by potwierdzić i utrwalić swoją obecność oraz ważkość swoich indywidualnych przeżyć. Celem wystawy, obok prezentacji zróżnicowanej twórczości kobiet, jest pokazanie siły tkwiącej w nowym podejściu do historii sztuki – takim, które domaga się sprawiedliwości, oddania głosu „niewidzialnym” i prowadzi do rewizji tak zwanego kanonu.

Bibliografia:
1. Baszkircew M., Dziennik, tłum. H. Duninówna, wstęp A. Kowalska, Warszawa 1967.
2. Becker J.R., Overcoming All Obstacles. The Women of the Académie Julian, New Brunswick 1999.
3. Cosnier C., Bashkirtseff. Un portrait sans retouches, Paris 1985.
4. Herrmann A., Notre-Dame der Schlafwagen oder die Maskeraden der Marie Bashkirtseff (1858–1884), w: Paris, Paris! Paula Modersohn-Becker und die Künstlerinnen um 1900, red. R. Berger, A. Herrmann, Stuttgart 2009.
5. Kirk S., Marie Bashkirtseff, „The Atlantic”, listopad 1889.
6. Schiff J.L., Portrait of Young Genius – The Mind and Art of Marie Bashkirtseff, Wilmington 2017.
7. Wilson S., Personal Effects. Reading the Journal of Marie Bashkirtseff, London 2010.
A może to Cię zainteresuje:
- Maria Baszkircew: w pogoni za sławą - 19 lutego 2026
- Piękno zrodzone z cierpliwości, czyli sztuka japońskiej laki - 24 listopada 2025
- Lubin Baugin „Martwa natura z waflami” - 16 października 2025
- Mistrz i Małgorzata, czyli jak Matisse malował swoją córkę Marguerite - 29 maja 2025
- Vincent van Gogh „Krzesło Gauguina” - 27 kwietnia 2025
- Siedem sekretów „Damy z gronostajem”, które musisz znać - 3 kwietnia 2025
- 5 surrealistek, które musisz poznać - 17 stycznia 2025
- Henri Matisse „Czerwona pracownia” - 1 września 2024
- Henri Rousseau „Śpiąca Cyganka” - 17 maja 2024
- Edward Hopper „Poranne słońce” - 19 kwietnia 2024











