O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Barbara Hoff i jej rewolucja w modzie.
H jak Hoff, Hoff jak Hoffland



Przekaż nam 1.5%. Wesprzyj naszą edukacyjną misję »

Ogromne podziękowania za konsultację merytoryczną
i pomoc w zilustrowaniu tego artykułu kierujemy do Pani Barbary Hoff oraz Pana Roberta Kuleszy.

Barbara Hoff, Wojciech Plewiński, portret, zdjęcie, archiwum, niezła sztuka

Barbara Hoff, fot. Wojciech Plewiński | 1957, źródło: © FORUM, Forum.com.pl

Barbara Hoff to postać wręcz legendarna – przez ponad pół wieku dyktowała Polkom oraz Polakom, w co się ubierać. Córka adwokata z Katowic, absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, została dziennikarką „od mody”, potem zaś projektantką i założycielką Hofflandu trochę z przypadku, a trochę ze zrządzenia losu.

Spotkanie, które wyznaczyło bieg tej historii, odbyło się w 1954 roku w jednej z krakowskich kawiarni. Tam Hoff spotkała znajomego, Mariana Eilego, redaktora naczelnego „Przekroju”. Zaczęli rozmawiać o modzie, ubolewać nad szarzyzną ulicy. Zgodzili się, że z tym smutnym zjawiskiem należy walczyć. Hoff przyznała, że ma parę pomysłów, jak z niczego zrobić coś fajnego i modnego. Lata spędzone na wpatrywaniu się w dzieła sztuki na studiach sprawiły, że z łatwością odkodowywała modowe sekrety z zagranicznych żurnali takich jak brytyjski „Vogue”. Eile zainteresował się, poprosił o rysunki. W rezultacie Barbara rozpoczęła współpracę w redakcji kultowego tygodnika, w dziale skierowanym do kobiet, redagowanym przez zastępczynię naczelnego Janinę Ipohorską. Przez pierwsze lata pracowały razem, pisząc felietony o modzie i obyczajach oraz opisując zdjęcia przedstawiające stroje, fryzury i dodatki.

W styczniu 1969 Eile wyjechał do Paryża, gdy nie był już w stanie dłużej znosić politycznych nacisków partyjnej „góry”, redaktorstwa zaś zrzekł się korespondencyjnie. Jego następca pozbył się Ipohorskiej i od tej pory Barbara Hoff samodzielnie prowadziła rubrykę adresowaną do kobiet. Teksty tam zamieszczane dotyczyły najnowszych tendencji w modzie, tego, co się nosi i jak się nosi; czasami zahaczały o tematykę obyczajową. Ilustrowane były zdjęciami przedrukowywanymi z pism zagranicznych i rysunkami samej redaktorki. W uproszczony, klarowny sposób, za pomocą kilku kresek Hoff obrazowała obowiązujące w danym sezonie: sylwetkę, linię polecanych spódnic czy rekomendowane dodatki.

Rysunki robią wrażenie dość prostych; autorce jednakże chodziło nie o estetykę, lecz przejrzystość. Zaznaczała skrupulatnie detale: guziki, patki, marszczenia itp. Również autorskie pomysły, które co jakiś czas prezentowała na łamach pisma, z reguły opatrywała rysowanymi własnoręcznie instrukcjami wykonania.

Barbara Hoff, projekt letniego kompletu, moda, kobiety w sztuce, projektantka, Niezła Sztuka

Projekt letniego kompletu dziewczęcego autorstwa Barbary Hoff | 1960, skan z katalogu: Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci, Gdynia 2019

Hoff redagowała „przekrojową” rubrykę w duchu nie tylko informacyjnym, ale i poradnikowym. Podpowiadała, jak zestawiać poszczególne elementy garderoby, a także w kreatywny sposób „przykrajać” trendy z kapitalistycznej zagranicy do polskich socjalistycznych możliwości. Radziła, jak w obliczu niedoborów sklepowych uzyskać modną linię, na przykład popularny w latach 50. look à la Brigitte Bardot. W tym celu zalecała kupić w sklepie sportowym trykot do ćwiczeń z kołnierzykiem i sznurowanym wiązaniem, wyciąć wiązanie, odpruć kołnierzyk, zafarbować trykot na czarno, całość założyć tył na przód i – voilà – modna bluzka była gotowa.

Hoff wymyśliła też, jak domowym sposobem zrobić baleriny z tenisówek (wyciąć sznurowanie, obszyć wycięcie tasiemką, pociągnąć całość na czarno: tuszem, szuwaksem, pastą do butów, farbką, czym kto ma). Buty te, o wdzięcznej nazwie „trumniaki”, zyskały ogromną popularność wśród dziewcząt; owszem, brudziły stopy i pończochy, ale ów mankament to nic w porównaniu z poczuciem bycia ubraną zgodnie z zachodnią modą.

„Przekrój” okazał się idealnym miejscem dla kreatywnej młodej kobiety z rodziny inteligenckiej, świeżo po studiach. Kultowy tygodnik uniósł ją ze sobą. Wkrótce stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobowości medialnych.

Barbara Hoff, Wojciech Plewiński, moda polska, zdjęcie, archiwum, niezła sztuka

Barbara Hoff | 1965, fot. Wojciech Plewiński, archiwum prywatne Wojciecha Plewińskiego, dzięki uprzejmości artysty

Początkowo pisała do „Przekroju” anonimowo: sygnowała tylko rysunki, najpierw literą H, potem samym nazwiskiem. Gdy zaczęła prowadzić rubrykę samodzielnie, podpisywała się już pod każdym autorskim tekstem. Krótkie, treściwe „Hoff” stało się hasłem wywoławczym tematu „moda”, marką kojarzoną z kompetencją, a nawet symbolem niosącym nadzieję, że wszystko da się zrobić.

Hoff pisała tonem swobodnym, koleżeńskim, a jednocześnie tak zdecydowanym – nawet kategorycznym – że ludzie wierzyli jej na słowo. Co powiedziała, to święte. Czytając dowolny jej tekst na temat mody, odnosi się wrażenie, że oto osoba, które wie, co mówi. Z pewnością zna się na rzeczy. Żadnych wahań, niejasności, obchodzenia tematu dookoła, zaprzeczania samej sobie. Czytelniczki „Przekroju” nie mogły mieć więc najmniejszych wątpliwości na przykład w kwestii tego, czy poduszki na ramionach wyszły z mody, czy też właśnie do niej wróciły.

Własne kolekcje

Rok 1956 można określić jako jeden z przełomowych w karierze Barbary Hoff, wtedy bowiem redaktorka wyszła poza ramy dziennikarstwa. Zaczęła nie tylko rysować, ale i zlecać do szycia wymyślane przez siebie stroje, a to doprowadziło do powstania „Kolekcji Własnej Przekroju”, następnie zaś Hofflandu. Tłumaczyła czytelniczkom, że chodzi jej o wypróbowanie teoretycznych pomysłów w praktyce.

Aby pokazać, jak zrealizowane projekty wyglądają „na człowieku”, trzeba było zorganizować sesje fotograficzne. Barbara Hoff, wówczas żona popularnego pisarza Leopolda Tyrmanda, wykorzystała w tym celu swoje rozległe towarzyskie kontakty. Znała niemal cały ówczesny polski świat artystyczny, dzięki temu w roli pierwszych modeli i modelek prezentujących kolekcję wystąpiły gwiazdy sceny, ekranu i estrady, znani muzycy, wzięte modelki, artyści, a nawet literaci.

W tym doborowym towarzystwie znaleźli się m.in. Maryla Rodowicz, Daniel Olbrychski, Małgorzata Braunek, Wojciech Pszoniak; pojawili się tancerze Gerard Wilk i Krystyna Cierniak-Morgenstern; a z literatów sam Sławomir Mrożek.

Monika Dzienisiewicz, Daniel Olbrychski, Grażyna Hase, Wojciech Plewiński, Barbara Hoff, moda polska, niezła sztuka

Monika Dzienisiewicz, Daniel Olbrychski, Grażyna Hase | 1965, fot. Wojciech Plewiński, archiwum prywatne Wojciecha Plewińskiego, dzięki uprzejmości artysty

Hoffland

W jednym z wywiadów Hoff wyznawała:

„»Przekrojowa« rubryka mody to było coś. W pewnym sensie miałam władzę nad wyglądem polskiej ulicy. Ale czułam, że to nie to. Chciałam nie tylko podpowiadać Polsce, jak się ma ubierać, ale sama tę Polskę ubierać”1.

Co więcej, twierdziła także, że „samo projektowanie jej nie bawi”2. „Opracować wzory odzieży to nie wszystko. Trzeba ją jeszcze robić” – mówiła dziennikarzom3. Realizowanie autorskich projektów na potrzeby sesji zdjęciowych do czasopisma też jej w pełni nie zadowalało. „Uważam, że najważniejsze jest doprowadzić mój pomysł do sklepu” – deklarowała4. Liczył się również rozmach. Otwieraniem kameralnego butiku nie była zainteresowana. Chciała robić konfekcję dla masowego odbiorcy. Założyła też od początku, że skoro jej oferta ma być skierowana do mas, to musi być przystępna cenowo. „Chciałam, żeby było tanie, modne i dla ludzi” – wielokrotnie powtarzała prasie5.

Socjalistyczna ulica wyglądała szaro. Dla Hoff, która pochodziła z domu inteligenckiego, antykomunistycznego, moda stała się językiem niemego protestu. Przez to, co modne, chciała otwierać umysły na sztukę, na to, co inne, dziwne, awangardowe. Jej kolekcja po raz pierwszy trafiła do publicznej sprzedaży w 1967 roku. Aby do tego doszło, Hoff musiała obejść bokiem rozbudowaną strukturę zarządzania przemysłem w PRL. „Wymyśliłam, jak ominąć socjalistyczny system zamówień i rozdzielnictwa odzieży” – opowiadała po latach6. Zaproponowała mianowicie dyrektorowi „Cory”, czyli Warszawskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego, wyprodukowanie zaprojektowanej przez siebie kolekcji, którą – wszystkie uszyte sztuki – kupi bezpośrednio od fabryki Cedet, czyli Centralnego Domu Towarowego. Dyrektorowi tego ostatniego zaoferowała, że za darmo, niejako w czynie społecznym, przekaże autorskie projekty modnych sukienek mini, które Cora wyprodukuje, „Przekrój” zapowie, a Cedet sprzeda pod hasłem „Kolekcji Własnej Przekroju”. W rezultacie podpisana została umowa na jedenaście tysięcy sztuk, po tysiąc każdego fasonu.

Sukienki rozsprzedano w mig, a napierający tłum chętnych zdemolował przy tej okazji stoisko7. Szyby pękały, kupujący wyszarpywali sobie nawzajem towar, niektórzy nie zadawali sobie trudu, by w tym zamieszaniu dopchać się do kasy i zapłacić. Ekspedientki wpadły w rozpacz, bo przecież odpowiadały za towar, a w takich warunkach nie dało się go upilnować. W końcu zawołano policję.

Barbara Hoff, Stoisko Hofflandu w Domu Towarowym „Junior", Hoffland, Roman Kotowicz, zdjęcie, archiwum, niezła sztuka

Stoisko Hofflandu w Domu Towarowym „Junior”, fot. Roman Kotowicz | 30.06.1987, źródło: © FORUM, Forum.com.pl

Tak wyglądały burzliwe początki, a potem wcale nie było spokojniej. Z każdą nową kolekcją stoisko szturmowały tłumy, ustawiały się gigantyczne kolejki. W 1969 roku przeniosły się one do „Juniora”, jednego z trzech nowych (obok „Warsa” i „Sawy”) Domów Towarowych Centrum. W 1977 roku na pierwszym piętrze otwarto stałe stoisko kolekcji Hoff, które odtąd nosiło kultową nazwę Hoffland.

Narodziny Hofflandu to był ciekawy zbieg okoliczności. Dyrekcja Domów Towarowych Centrum ogłosiła konkurs na aranżację stoiska i witryny sklepowej i zaprosiła studentów ASP do udziału w konkursie. Trzy studentki z warszawskiej ASP – Barbara Danicka, Ewa Siwek i Barbara Kątkiewicz – wymyśliły nazwę Hoffland i zrobiły projekt stoiska. Chwytliwe miano powstało ze zbitki nazwiska projektantki i angielskiego słowa land. Okazało się to szczęśliwym połączeniem; nazwa odbierana była przez polskie społeczeństwo jako upragniony powiew świata zza Żelaznej Kurtyny. Hoffland zaczął już funkcjonować jako marka.

Pokaz Hofflandu, Barbara Hoff, projektantka, moda, kolekcja, Niezła Sztuka

Pokaz Hofflandu w Domach Towarowych Centrum | 1987, skan z katalogu: Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci, Gdynia 2019

Po to, by kupić coś w Hofflandzie, nastolatki, a także osoby zajmujące się tak zwaną prywatną inicjatywą, czyli handlem jechały do Warszawy z całej Polski. Tłukły się nocnymi pociągami, biegły do „Juniora” prosto z dworca, by jak najwcześniej rano ustawić się w kolejce, następną noc znów spędzały w pociągu. Do dziś wiele osób, szczególnie kobiet, które pierwszą młodość przeżywały w latach 70. bądź 80., wspomina wyprawy do Hofflandu jako doświadczenie pokoleniowe.

Analizując fenomen popularności Hofflandu, wymienić można charakterystyczne cechy oferty tej marki, które złożyły się na jej ogromną popularność w PRL-u. Przede wszystkim stroje od Hoff uchodziły za najmodniejsze z dostępnych w socjalistycznym handlu.

Kolejka przed sklepem, Barbara Hoff, Hoffland, zdjęcie, archiwum, niezła sztuka

Kolejka przed sklepem przy ulicy Św. Ducha w Gdańsku, w którym Domy Towarowe Centrum podczas Jarmarku Dominikańskiego sprzedawały kolekcje Barbary Hoff | 1980, fot. Zbigniew Kosycarz / KFP, skan z katalogu: Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci, Gdynia 2019

Noszenie ubrań z Hofflandu kojarzyło się z byciem na bieżąco z zachodnią modą. Aby tak mogło się stać, Hoff musiała ominąć – i ominęła – systemowe przeszkody, które w PRL-u wydłużały drogę realizacji najlepszego nawet pomysłu, opóźniając o całe lata przekazanie gotowego produktu w ręce klienta.

Nie czekała na zatwierdzenie wzorów przez komisję, działała w myśl zasady „prosto od producenta do sklepu”, co wówczas było absolutnym wyjątkiem. Projektantka z reguły też powielała modele z kolekcji letniej na zimową – zmieniała tylko tkaniny i często kolory, czasem detale. Konsekwentnie stosowana standaryzacja fasonów ułatwiała produkcję i oszczędzała czas, bo zakłady odzieżowe mogły bazować na szablonach, które miały przygotowane wcześniej. Również dzięki temu Hoffland bił na głowę konkurencję szybkością dostarczania gotowego produktu do odbiorcy.

Kolejna cecha, która tłumaczy popularność Hofflandu, to fakt, że projekty Hoff wprawdzie powstawały w zgodzie z lansowaną na Zachodzie sylwetką na dany sezon oraz odzwierciedlały bieżące światowe trendy, lecz nie przekładały ich ślepo. Projektantka dokonywała wyboru. Przeczuwała (a miała bardzo dobre wyczucie!), które z lansowanych na Zachodzie tendencji mają szansę przyjąć się na polskim gruncie. Mówiła: „Wiem, co jest modne i dostosowuję to do naszych potrzeb. Przerabiam zachodnie pomysły na nasze polskie życie”8. Wykazała się przy tym realistycznym podejściem – zaczynała nie od projektowania, tylko rozpoznawania możliwości produkcyjnych zakładów, i to do nich dopasowywała swoje pomysły. Brała pod uwagę ograniczoną dostępność określonych typów tkanin, barwników, dodatków.

Barbara Hoff, Hoffland, zdjęcia z wybiegu, pokaz mody, projektantka, moda, moda PRL, kolekcja, Niezła Sztuka

Kolekcja Hofflandu, fot. © Robert Kulesza, dzięki uprzejmości Barbary Hoff

Innym atutem kolekcji Hoff była różnorodność stylów, fasonów, wzorów i kolorów. W okresie rozkwitu marka oferowała klientom dwie główne kolekcje rocznie: wiosenno-letnią i jesienno-zimową; każda z nich zawierała około kilkudziesięciu nowych wzorów produkowanych w dziesiątkach, jeśli nie setkach tysięcy sztuk. Obowiązywała reguła: jeden wzór realizowano w kilku, a nawet kilkunastu wersjach kolorystycznych oraz materiałowych.

Kolejna ważna, przestrzegana przez Hoff zasada: poszczególne elementy danej kolekcji współgrały ze sobą tak, że można było je ze sobą łączyć, uzyskując w ten sposób wiele różnorodnych kombinacji. Projektantka starała się, by do każdej niemal „góry” pasował niemal każdy „dół”. Instruowała czytelniczki „Przekroju”:

„Przede wszystkim cała zabawa polega na tym, że są osobne góry i doły, które możecie sobie dowolnie zestawiać”9.

Przy okazji każdej prezentacji asortymentu Hofflandu na łamach tygodnika projektantka podpowiadała, co z czym i jak nosić. Zachęcała też czytelników do poszukiwania własnych kreatywnych rozwiązań. Była jedną z pierwszych osób w Polsce, które przekonywały społeczeństwo do stawiania w ubiorze na swobodę z domieszką nonszalancji.

Hoffland proponował stroje na różne okazje. Na ogół w ramach jednej kolekcji współgrały ze sobą dwie linie. Pierwsza pomyślana była jako sezonowa, supermodna, kierowana do osób, które lubiły eksperymentować z ubiorem i się nim wyróżniać. Zawierała elementy awangardowe, śmiałe w kroju, ostre w kolorystyce. Druga linia natomiast miała tworzyć neutralną w charakterze, ponadsezonową bazę. W związku z tym była bardziej klasyczna, choć nadal zgodna z obowiązującą w danej dekadzie sylwetką oraz tendencjami. Przeważały w niej rzeczy o prostym kroju, gładkie. Poza tym Hoff dokładała starań, by w ramach kolekcji znalazły się też odpowiednie dodatki; chodziło o to, by w Hofflandzie każdy mógł ubrać się „od stóp do głów”.

Istotną rolę w przywabianiu do Hofflandu klientów, zwłaszcza młodych, odegrały też przystępne ceny. Najmodniejszy i tani – pod takim hasłem Hoffland funkcjonował w świadomości polskiego społeczeństwa i nie był to przypadek, ale świadoma polityka.

Promocja

Do sukcesu marki ogromnie przyczynił się promujący ją „Przekrój”. Barbara Hoff działała jako projektantka i dziennikarka jednocześnie, a to połączenie przynosiło wiele korzyści. Najpierw zbudowała swój autorytet jako ekspertka od trendów; gdy więc zaczęła prezentować własne projekty, było oczywiste, że stanowią one ostatni krzyk mody i wcielenie dobrego gustu, bo jakże mogłoby być inaczej w przypadku takiego znawcy?

Poza tym aż do lat 90. każda kolekcja Hofflandu była na łamach tygodnika, w rubryce „Moda”, zapowiadana, a następnie szczegółowo omawiana z podkreśleniem, jak bardzo odpowiada ona najnowszym trendom (o których to „Przekrój” piórem Hoff pisał w poprzednich numerach). Hoff najpierw więc informowała o nich polskie społeczeństwo, następnie zaś przechodziła płynnie do wskazywania wymienionych tendencji w asortymencie Hofflandu. W ten sposób dla każdego stawało się oczywiste, że ubrania marki w pełni odzwierciedlają najnowszą modę.

Kolekcje Hoff pokazywano w kilkunastu następujących po sobie numerach pisma regularnie dwa razy do roku, wtedy, gdy miały ukazać się one w sprzedaży, zgodnie z podziałem na jesienno-zimowe i wiosenno-letnie10. Poza tym ofertę marki promowano co jakiś czas niezależnie od debiutu danej kolekcji.

Dlaczego „Przekrój” to robił? Zapewne kierownictwo tygodnika uważało, że jest to również promocja samego pisma. Kolekcja zaprojektowana przez Barbarę Hoff zadebiutowała jako „Kolekcja Własna Przekroju” i konsekwentnie była tak podpisywana podczas prezentacji na łamach tygodnika aż do połowy lat 90. Dodawano jeszcze: „Autor: Hoff” oraz adnotację: „Na wyłączność DT Centrum”.

Na lata 70. i 80. przypadło apogeum popularności marki stworzonej przez Hoff pod auspicjami „Przekroju”, a także symbiozy tego przedsięwzięcia z rubryką „Moda” w czasopiśmie.

Zmierzch

Barbara Hoff, projektantka, moda, Hoffland, Niezła Sztuka

Barbara Hoff | lata 2000, fot. Robert Kulesza, skan z katalogu: Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci, Gdynia 2019

W latach 90. Barbara Hoff nadal prowadziła rubrykę „Moda” w „Przekroju”, w dalszym ciągu pisała o trendach, fasonach, kolorach, okazjonalnie fryzurach, biżuterii itd. Anonsowała i omawiała kolekcje Hofflandu z biegiem czasu coraz rzadziej, bo walczący o przetrwanie na rynku „Przekrój” doszedł do wniosku, że nie ma w promocji Hofflandu żadnego interesu. Jednak wiele rzeczy zmieniło się diametralnie.

Po transformacji ustrojowej wszystkie opisane wyżej zabiegi promocyjne, cała strategia marki okazały się niewystarczające – Hofflandowi coraz trudniej było odnaleźć się w świecie nowej, agresywnej promocji i marketingu uprawianych przez zagraniczne firmy odzieżowe, które wkroczyły wówczas do Polski. Wraz z pojawieniem się w Galerii Centrum tanich międzynarodowych sieciówek adresowanych, podobnie jak kolekcje Hoff, do masowego odbiorcy, głównie młodzieży, topniała przewaga polskiej marki nad konkurencją. Nie ona jedna już oferowała ubrania najmodniejsze. Hofflandowi trudno też było utrzymać renomę taniej marki, gdyż koszty wciąż szły w górę, natomiast sieciówki mogły sobie pozwolić na obniżanie cen.

Ostatni i de facto jedyny kanał reklamowy, który Hoff miała do dyspozycji, czyli „Przekrój”, skończył się w 2002 roku. Zresztą już kilka lat wcześniej kolekcje Hofflandu pojawiały się tam na ogół tylko na zdjęciach. Ostatnie lata pracy Hoff w tygodniku naznaczone były atmosferą niepewności dotykającej zresztą całą redakcję. To czas zmian kierownictwa, wydawcy, miejsca, szaty graficznej, objętości. Zniknęła rubryka „Moda”, a w jej miejsce pojawiła się rozkładówka zatytułowana „Formy” i w ramach tego działu podrubryka „Hoff” zajmowała niecałą jedną stronę. Resztę miejsca zapełniały krótkie teksty o rozmaitych nowościach z dziedziny wyposażenia wnętrz i informacje o wydarzeniach artystycznych. Ostatni felieton o modzie autorstwa Barbary Hoff ukazał się w „Przekroju” 20 października 2002 roku.

Mimo że Hoffland cały czas działał i nawet radził sobie nieźle, to konkurencji przybywało. Już wcześniej, w 1998 roku, Domy Centrum zostały sprywatyzowane. Przemianowane na Galerię Centrum, stały się własnością koncernu NFI Empik Media & Fashion. W połowie 2006 roku Galerię przejęła firma Vistula&Wólczanka SA. Dyrektor tej firmy podjął decyzję o likwidacji Hofflandu z dniem 1 września 2007 roku.

fleuron niezła sztuka pipsztok

Historia ta może posłużyć za przykład ironii dziejów: oto antysystemowy w okresie socjalizmu Hoffland pokonany został przez wolny rynek. Paradoksalnie odnajdywał się najlepiej w PRL-u, mimo że działał w kontrze do panujących ówcześnie reguł. Funkcjonował obok gospodarki planowej i wbrew niej, był dla niej czymś w rodzaju odskoczni. Wypełniał lukę, wstrzeliwał się w zapotrzebowanie społeczne. Po transformacji ustrojowej działał jeszcze przez szesnaście lat, ale finalnie został zagłuszony przez inne, bujnie krzewiące się marki. Wciąż jednak żyje w pamięci fanek, co potwierdziło wielkie zainteresowanie wystawą, która w 2019 roku odbyła się w Muzeum Miasta Gdyni. Wystawa Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci to wspaniała, potrzebna inicjatywa, która przypomniała tę interesującą postać i stała się jednocześnie hołdem dla jej dokonań.

Można powiedzieć, że historia Barbary Hoff zatoczyła koło: z wykształcenia historyczka sztuki, od sztuki przeszła do mody, a jej dzieła z mody masowej trafiły do Muzeum Narodowego w Warszawie i innych kolekcji muzealnych.

Więcej o Barbarze  Hoff w książce:

Joanna Dobkowska-Kubacka, Aneta Pawłowska

Barbara Hoff. Królowa kreatywności »

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Łódź 2024

bibliografia, artykuły o sztuce, niezła sztuka

Bibliografia:
1. Błaszczak A., Ciuchy dla ludzi, „Rzeczpospolita”, 18.06.2001.
2. Hoff B., Archiwum, w: Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci, Muzeum Miasta Gdyni, Gdynia 2019.
3. Hoff B., Karnawał w Hofflandzie, „Przekrój” nr 2371, 1990.
4. Kalicki W., Polityczny fason kiecki Barbary Hoff, „Wysokie Obcasy” nr 4, 2007.
5. Mozołowski A., Nie lubię się ubierać, „Polityka” nr 42, 1976.
6. Tomiak A., Nikt już nie mdleje. Rozmowa z Barbarą Hoff, „Głos Wielkopolski”, 18.07.1997.


Ogromne podziękowania za pomoc w zilustrowaniu tego artykułu kierujemy również do Wojciecha Plewińskiego oraz Zuzy Krajewskiej i firmy Reserved, za możliwość wykorzystania zdjęć z sesji, która powstała do wystawy Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci w Muzeum Miasta Gdyni.


  1. W. Kalicki, Polityczny fason kiecki Barbary Hoff, „Wysokie Obcasy” nr 4, 2007.
  2. B. Hoff, Archiwum, w: Barbara Hoff. Polskie projekty polscy projektanci, Gdynia 2019, s. 132.
  3. A. Mozołowski, Nie lubię się ubierać, „Polityka” nr 42, 1976.
  4. B. Hoff, Archiwumop. cit., s. 132.
  5. A. Błaszczak, Ciuchy dla ludzi, „Rzeczpospolita”, 18.06.2001.
  6. W. Kalicki, Polityczny… op. cit.
  7. A. Tomiak, Nikt już nie mdleje. Rozmowa z Barbarą Hoff, „Głos Wielkopolski”, 18.07.1997.
  8. Ibidem.
  9. Hoff, Karnawał w Hofflandzie, „Przekrój” nr 2371, 1990, s. 21.
  10. Na przykład w 1980 roku, w numerach 1830–1843 zapowiedziano kolekcję letnią z Hofflandu, prezentowane modele omawiano w tekście i podpisach do zdjęć.

Artykuł sprawdzony przez system Antyplagiat.pl


fleuron niezła sztuka pipsztok

Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka

» Joanna Dobkowska-Kubacka

dr Joanna Dobkowska-Kubacka – doktor nauk humanistycznych, dziennikarka i pisarka. W pracy naukowej podejmuje zagadnienia związane z historią i doświadczeniem kobiet, sztuką użytkową, architektura wnętrz oraz praktykami zamieszkiwania. Jest autorka licznych artykułów naukowych oraz popularnonaukowych, a także dwóch powieści i współautorką dwóch pozycji popularnonaukowych, w tym W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku i Przyszedł czas na ruch kobiet poważnych. W tym roku ukazała się jej kolejna książka, we współpracy z Anetą Pawłowską – Barbara Hoff. Królowa kreatywności.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »



Dodaj komentarz