Wymień trzy pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą ci do głowy, gdy myślisz o Zamku Królewskim na Wawelu. Arrasy? Komnaty? Krużganki? Zbrojownia? A co jeśli powiem ci, że Wawel posiada także własną kolekcję polskiej sztuki współczesnej? Zaskakujące, prawda?
Wawelskie zbiory sztuki współczesnej nie są ogromne, nie stworzono tam (jeszcze) odrębnego oddziału im poświęconego, jednak mówi się o nich coraz częściej i głośniej, zwracając uwagę na rolę, jaką sztuka współczesna odgrywa w muzeach historycznych czy artystycznych gromadzących sztukę dawną. Otwiera ona bowiem przestrzeń do dialogu i kreuje nowe pola interpretacyjne. Kolekcję sztuki współczesnej na Wawelu zaczęto tworzyć już w latach 70. XX wieku. Od tamtego czasu w przestrzeniach zamkowych regularnie organizowano wystawy o różnym charakterze. Ostatnią była fascynująca ekspozycja A może coś innego? Współczesność na Wawelu otwarta jesienią 2025 roku, która prezentowała modernistyczne meble i projekty tych minionych wystaw, ale przede wszystkim malarstwo powstałe po 1945 roku autorstwa ikonicznych już dziś artystów polskich. Przed Wami siedem wybranych dzieł, o posiadanie których nie podejrzewalibyście Wawelu.



7 dzieł, o posiadanie których nie podejrzewasz Wawelu
Jan Szancenbach, Czerwona pracownia | 1977



Jan Szancenbach, Czerwona pracownia | 1977 (?), Zamek Królewski na Wawelu
Kolorysta, którego płótna zdają się wręcz pulsować soczystością i światłem – tak w jednym zdaniu można by podsumować sylwetkę Jana Szancenbacha. Jego malarstwo to uczta dla zmysłów, gdzie gęsta, kładziona grubo farba zamienia codzienne martwe natury i pejzaże w migotliwe spektakle światła i materii. Artysta z niezwykłą czułością utrwalał na płótnie zastawione stoły, kwiaty i wszelkiego rodzaju inne kompozycje zwykłych przedmiotów, nadając im rangę artefaktów o niemal „jadalnej” teksturze. Uważał bowiem, że malarstwo powinno być przede wszystkim „smaczne”, dlatego jego paleta – pełna jarzących się oranżów i głębokich błękitów – działa na widza wprost fizjologicznie. Jako profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych uczył pokolenia twórców, że oko malarza musi być czulsze niż jakikolwiek obiektyw, by w jednym padającym cieniu dostrzec nieskończoną gamę niuansów. W jego pejzażach południowe słońce nie tylko oświetla scenę, ale też staje się fizyczną substancją, która zdaje się wylewać poza ramy obrazu. Twórczość Szancenbacha to manifest optymizmu, w którym każdy detal jest zaproszeniem do przeżycia czystego zachwytu nad urodą istnienia.
Czerwona pracownia stanowi esencję dojrzałego stylu kolorysty. Jako kontynuator tradycji kapistów Szancenbach składa w tym dziele hołd czystemu malarstwu, w którym temat – choć czytelny – staje się jedynie pretekstem do rozstrzygnięć barwnych. To manifest malarskiego hedonizmu i bezgranicznej wiary w prymat koloru nad narracją. W dziele tym artysta podejmuje klasyczny motyw wnętrza atelier, nawiązując tym samym dialog z tradycją europejską, jednak interpretuje go poprzez właściwą sobie, rozedrganą fakturę i żarliwą temperaturę barw. Dominująca czerwień, nasycona i wielowarstwowa, nie tylko organizuje przestrzeń obrazu, ale i staje się autonomicznym bohaterem kompozycji, narzucając emocjonalny ton całości. Szancenbach swobodnie łączy tu kobiecy akt i konkretne rekwizyty (sztalugi, pędzle) z dość abstrakcyjnymi płaszczyznami światła, które zdaje się rozsadzać przedmioty od środka. W kontekście całej drogi twórczej artysty obraz ten jest przykładem koloryzmu radosnego. Czerwona pracownia doskonale ilustruje kunszt Szancenbacha w wydobywaniu z codzienności jej wizualnego bogactwa.
Tadeusz Brzozowski, Mizerota | 1976



Tadeusz Brzozowski, Mizerota | 1976, Zamek Królewski na Wawelu
Brzozowski to jeden z najwybitniejszych alchemików polskiej nowej sztuki, którego malarstwo stanowi unikalny pomost między barokową wręcz ekspresją a abstrakcją. Jego prace wyróżniają się niespotykaną świetlistością, co jest zasługą jego obsesyjnej dbałości o warsztat – artysta samodzielnie ucierał pigmenty według zapomnianych, dawnych receptur i dzięki temu tworzył powierzchnie wyglądające niemal jak emaliowane. Choć na płótnach dominują splątane organiczne formy, uważny widz dostrzeże w nich echa ludzkich sylwetek uwikłanych w bolesne, a zarazem często groteskowe sytuacje. Fascynujące są tytuły jego dzieł, często zaczerpnięte ze staropolszczyzny, gwary regionalnej lub dziecięcych wyliczanek. Dodają one obrazom warstwę humorystyczną czy nawet literacką.
W dojrzałej twórczości artysty obraz Mizerota stanowi przejmujące studium kondycji ludzkiej, która zawieszona jest między biologicznym rozpadem a mentalną koniecznością trwania. Artysta buduje tu formę niemal organiczną – amorficzny, pulsujący błękitem „kokon” osadzony na wątłych, żółtawych odnóżach staje się wizualną metaforą egzystencjalnej kruchości. Tytułowa mizerota wprowadza charakterystyczny dla poetyki Brzozowskiego pierwiastek groteski: łączy tragizm uwięzionego w materii ducha z ironicznym dystansem do ułomności ciała. W kontekście całej drogi twórczej malarza dzieło to reprezentuje okres późnej syntezy, w którym drapieżna ekspresja wcześniejszych lat ustępuje miejsca tajemniczym formom organicznym. Mizerota nie jest jedynie surrealizującą kompozycją, lecz – zgodnie z filozofią Grupy Krakowskiej – próbą dotarcia do wnętrza bytu, gdzie rozedrgana plama barwna i gęsta faktura stają się ekwiwalentem żywej, cierpiącej często tkanki.
Wacław Taranczewski, Martwa natura z rzeźbą I | 1959



Wacław Taranczewski, Martwa natura z rzeźbą I | 1959, Zamek Królewski na Wawelu
Wacław Taranczewski to kolejny artysta wywodzący się z nurtu koloryzmu, który jednak szybko wypracował swój indywidualny język wizualny. Fascynował się codziennością, zamieniając proste martwe natury, pejzaże i widoki pracowni w wielowymiarowe studia światła, a nierzadko także popisy geometrycznej dyscypliny. Niezwykle istotnym elementem jego sztuki jest monumentalne malarstwo ścienne oraz witrażownictwo, które przywróciło blask wielu zabytkowym wnętrzom sakralnym, w tym katedrom w Poznaniu i Warszawie. Jako ceniony pedagog i profesor wywarł ogromny wpływ na polską szkołę malarstwa, ucząc kolejne pokolenia, że kolor nie jest tylko dekoracją, ale fundamentem konstrukcji obrazu. Taranczewski pozostaje zapamiętany jako twórca poszukujący absolutnej harmonii i rytmu, dla którego płótno było miejscem syntezowania rzeczywistości – upraszczał ją do najważniejszych kształtów, sprowadzając przedmioty do niemal symbolicznych, choć czytelnych znaków.
Obraz Martwa natura z rzeźbą I stanowi doskonały przykład dojrzałego stylu artysty, w którym przestrzeń pracowni zamienia się w arenę śmiałych gier z formą. Centralnym punktem kompozycji jest uproszczona bryła rzeźby, odgrywająca rolę pionowej osi, wokół której malarz buduje niezwykle rytmiczny układ przedmiotów. Charakterystyczny dla Taranczewskiego gruby, ciemny kontur precyzyjnie wyznacza granice poszczególnych form, nadając całości strukturę przypominającą jakby ołowiane spoiny w witrażu. Artysta operuje tu nasyconymi plamami barwnymi. Rezygnacja z tradycyjnej perspektywy na rzecz nakładających się na siebie płaskich płaszczyzn sprawia, że martwa natura zyskuje nowoczesny, niemal architektoniczny charakter, a zwyczajne przedmioty tracą swoją dosłowność. Dzieło to manifestuje dążenie artysty do znalezienia absolutnej równowagi między rygorem kompozycyjnym a czystą ekspresją koloru.
Jonasz Stern, Struktury | 1978



Jonasz Stern, Struktury | 1978, Zamek Królewski na Wawelu
Stern to artysta, którego twórczość jest bolesnym, a jednocześnie niezwykle interesującym dialogiem z ludzką egzystencją. Jego droga artystyczna ewoluowała od zaangażowanej politycznie grafiki, przez surrealizm, aż po abstrakcjonizujący, indywidualny styl asamblaży, w których najważniejszym budulcem stały się szczątki natury. Stern zrewolucjonizował polską sztukę powojenną, wkomponowywał bowiem w swoje płótna m.in. rybie ości, kości zwierzęce czy fragmenty spalonych tkanin, co nadawało jego pracom sakralny charakter relikwii. Ta fascynacja materią martwą miała głębokie podłoże biograficzne: artysta w czasie II wojny światowej cudem przeżył masową egzekucję we lwowskim getcie. Zdołał wyczołgać się nocą spod sterty ciał, co na zawsze naznaczyło jego wyobraźnię traumą i potrzebą swoistej rekonstrukcji świata z ruin. Jako współtwórca legendarnej Grupy Krakowskiej potrafił łączyć estetyczny radykalizm z głębokim humanizmem, tworząc dzieła będące swego rodzaju pejzażem po katastrofie. W jego późnych reliefach każda drobna kostka czy ziarenko piasku stają się elementem większego, kosmicznego porządku, próbą poskładania rozbitej egzystencji w nową, harmonijną całość. Obcowanie z jego sztuką to doświadczenie graniczne, w którym biologia spotyka się z historią w najbardziej intymnym i przejmującym wymiarze.
Obraz Struktury doskonale wpisuje się w ten charakterystyczny dla artysty sposób myślenia o materii i pamięci. Kompozycja opiera się na niemal monochromatycznej, szarej powierzchni o silnie rozwiniętej fakturze, przypominającej pofałdowaną tkaninę lub organiczną, zastygłą – nomen omen – strukturę. Materia obrazu nie pełni tu jedynie funkcji estetycznej, lecz staje się nośnikiem znaczeń, budując napięcie między ciężarem, bezwładnością i śladem obecności. W centrum kompozycji pojawia się niewielki układ jasnych elementów (to prawdziwe kości zwierzęce i rybie ości), który może przywodzić na myśl zarówno schematyczną postać ludzką, twarz, jak i formę krzyża. Ten subtelny znak wyłania się z masywnej, niemal rzeźbiarskiej powierzchni, jakby był fragmentem czegoś tajemniczego, ukrytego pod jej warstwą.
Maria Jarema, Kompozycja (Kajaki) | 1950



Maria Jarema, Kompozycja (Kajaki) | 1950, Zamek Królewski na Wawelu
Maria Jarema, pieszczotliwie nazywana Jaremianką, była niekwestionowaną ikoną polskiej powojennej awangardy, której twórczość stanowiła radykalne zerwanie z tradycyjnym przedstawianiem świata. Jej prace, zwłaszcza słynne monotypie, to fascynujące studia ruchu i przenikania się płaszczyzn, gdzie barwne plamy zdają się pulsować niczym żywe tkanki obserwowane pod mikroskopem. Artystka postrzegała proces twórczy jako rodzaj eksperymentu fizycznego, dążyła do uchwycenia samej esencji dynamiki, a nie tylko statycznej formy przedmiotu. Jako współzałożycielka legendarnej Grupy Krakowskiej i współtwórczyni teatru Cricot 2, wnosiła do artystycznego świata aurę intelektualnego buntu oraz bezkompromisowość, która budziła respekt nawet u tak silnych osobowości jak Tadeusz Kantor. Co ważne, w zdominowanym przez mężczyzn środowisku modernizmu Jaremianka była uznawana za autorytet, a jej surowe oceny potrafiły zdefiniować kierunek rozwoju całej powojennej sztuki w Polsce. Wiele jej prac do dziś zdumiewa nowoczesnym rytmem przypominającym zapis fal dźwiękowych lub tętna.
W przypadku Kompozycji (kajaków) mamy do czynienia z dziełem powstałym w kluczowym i niezwykle trudnym momencie polskiej historii sztuki, a mianowicie apogeum doktryny socrealizmu. Jarema, jako bezkompromisowa zwolenniczka nowoczesności, stworzyła pracę, która stanowi manifest artystycznej niezależności. To wybitny przykład modernistycznej syntezy formy, w której artystka dokonuje radykalnej dekonstrukcji rzeczywistości na rzecz badania dynamiki i rytmu. Dzieło jest aktem odwagi twórczej i konsekwentnego rozwijania języka abstrakcji. Wybierając temat pozornie błahy, Jarema uczyniła z niego pole do czysto malarskich eksperymentów. Obraz opiera się na skomplikowanym układzie przenikających się płaszczyzn i linii, które sugerują płynny ruch, unikając przy tym dosłownej narracji. Charakterystyczna dla malarki paleta barwna, operująca stonowanymi, niemal pastelowymi odcieniami błękitów, ugrów i zgaszonych czerwieni, zostaje ujęta w rygorystyczną, graficzną strukturę. W kontekście całej twórczości Jaremy Kajaki stanowią pomost między jej przedwojennymi poszukiwaniami konstruktywistycznymi a dojrzałą fazą fascynacji formą w ruchu, gdzie granica między przedmiotem a otaczającą go przestrzenią ulega niemal całkowitemu zatarciu.
Krystyna Wróblewska, Zbrojownia wawelska | 1974



Krystyna Wróblewska, Zbrojownia wawelska | 1974, Zamek Królewski na Wawelu
Krystyna Wróblewska była postacią, która w polskiej grafice zapisała się nie tylko jako wirtuozka techniki, ale i czujna obserwatorka codzienności. Jej twórczość zdominowały drzeworyty, w których z niezwykłą dyscypliną i jubilerską wręcz precyzją zamykała monumentalne bryły m.in. Wilna czy Krakowa. Jej dom stał się jednym z najważniejszych ośrodków intelektualnych powojennego Krakowa, gdzie kształtowały się postawy młodego pokolenia twórców. Prywatnie to właśnie pod jej czujnym okiem pierwsze artystyczne kroki stawiał jej syn, Andrzej Wróblewski, który później zrewolucjonizował polskie malarstwo współczesne. W pracach Wróblewskiej uderza unikalne połączenie matematycznego rygoru kompozycji z niezwykłą wrażliwością na detal, grę światła i głębię cienia. Dziś jej dzieła są uznawane za techniczny majstersztyk, który zmusza widza do zatrzymania się nad finezją każdego, najdrobniejszego nacięcia dłutem.
Zbrojownia wawelska to oryginalna martwa natura, w której artystka zamknęła niewielki fragment muzealnego wnętrza, ale także studium historycznej pamięci zapisanej w przedmiotach. Wróblewska kieruje wzrok widza przede wszystkim na architektoniczny wręcz porządek i rytmiczność form, co jest znakiem rozpoznawczym jej dojrzałego stylu. Na pierwszym planie dominują piony – wertykalna dynamika szpad i rapierów, których klingi oraz ozdobne rękojeści tworzą zwartą strukturę przypominającą stojak lub układ kolumn. Broń przedstawiona jest bardzo dekoracyjnie, wręcz ornamentalnie. Artystka buduje detale za pomocą gęstego sieciowania, co prowadzi do powstania całej ażurowej konstrukcji. Charakterystyczne są tu też mocne, czarne kontury. Tło z płaskich plam barwnych w odcieniu złota z wyraźnym motywem ceglanego muru przywołuje skojarzenia z przestrzenią zamkowej zbrojowni. Dzięki ograniczonej palecie barw uwaga widza skierowana jest na rytm linii. Wróblewska operuje syntetycznym rysunkiem, dzięki czemu militaria nabierają graficznego charakteru. Natomiast kontrast między czarną szkicową formą broni a ciepłym, dekoracyjnym tłem nadaje kompozycji elegancki i być może nieco monumentalny charakter.
Edward Dwurnik, Wawel | 2010



Edward Dwurnik, Wawel | 2010, Zamek Królewski na Wawelu
Edwarda Dwurnika chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To jeden z najbardziej płodnych i rozpoznawalnych artystów polskiej sztuki współczesnej, którego twórczość stanowi gigantyczną, malarską encyklopedię naszej codzienności. Jego znakiem rozpoznawczym stały się monumentalne cykle, takie jak słynne Podróże autostopem, w których z lotu ptaka, w niemal komiksowej manierze, portretował polskie miasta z ich architektonicznym chaosem i społecznym gwarem. Z niespotykaną pasją łączył groteskę z ogromną miłością do detalu, nie stroniąc od ukazywania wad narodowych czy szarej rzeczywistości PRL-u. Był malarskim maratończykiem, potrafiącym stworzyć kilka tysięcy płócien, a jego styl ewoluował od surowego realizmu po niemal abstrakcyjne, błękitne wizje oceanów i tulipanów. Ciekawostką jest fakt, że otwarcie przyznawał się do fascynacji twórczością Nikifora Krynickiego, od którego przejął sposób budowania perspektywy i odwagę w deformowaniu rzeczywistości. Jako wnikliwy obserwator potrafił zamienić zwykłe kolejki pod sklepem czy robotnicze pochody w uniwersalne opowieści o ludzkiej kondycji i tęsknotach. Każdy jego obraz to gęsta sieć anegdot, w której widz może odnaleźć własną ulicę, sąsiada, a czasem i samego siebie, odbitego w krzywym zwierciadle ironii.
Obraz Wawel stanowi doskonały przykład emblematycznej twórczości Dwurnika. W panoramie tej po raz kolejny udowadnia, że jest bezlitosnym kronikarzem polskiej rzeczywistości, operującym na styku prymitywizmu i barokowego rozmachu. Płótno, zdominowane przez charakterystyczną perspektywę z lotu ptaka, koncentruje się na bryle Wawelu, potraktowaną nie jak nienaruszalny zabytek, lecz jako żywa struktura wpisana w tkankę współczesnego miasta. Intensywne, nasycone barwy – z dominacją królewskiej czerwieni dachów i jadowitej zieleni na murach – w połączeniu z nerwowym, czarnym konturem, nadają kompozycji drapieżność typową dla estetyki „nowej ekspresji”. Dwurnik świadomie rezygnuje z wiernego odwzorowania detali na rzecz uchwycenia specyficznej energii miejsca, gdzie historyczna duma miesza się z prozą codzienności, reprezentowaną przez drobne figurki ludzi, samochody czy napisy na fasadach. Obraz jest świadectwem jego niesłabnącej fascynacji polskim pejzażem miejskim jako sceną narodowego teatru.


Okazuje się, że Wawel, mimo swojej wielowiekowej historii, nie przestaje zaskakiwać. Jest budowlą legendarną, dawną rezydencją władców, symbolem polskiej państwowości, jednym z najważniejszych muzeów historycznych w kraju i Europie, gigantycznym archiwum oraz miejscem przechowywania i eksponowania najcenniejszych kolekcji. Wśród nich jest niewielka, choć znacząca kolekcja polskiej sztuki współczesnej. Jeśli więc będziecie kiedyś mieć okazję zobaczyć ją na żywo, pamiętajcie, że naprawdę warto. A te siedem dzieł, o których tu przeczytaliście, niech będzie tylko przedsmakiem, robiącym apetyt na więcej. Tym bardziej, że sztuka współczesna na Wawelu to nie tylko stałe zbiory, ale również wystawy czasowe.


25 kwietnia – 4 października 2026
Zamek Królewski na Wawelu
Już od 25 kwietnia w ogrodach Zamku Królewskiego na Wawelu zagości sztuka Joanny Rajkowskiej. Po raz pierwszy w tym miejscu będzie można zobaczyć plenerową wystawę artystki pt. „Wkrótce wszystko się zmieni”. Projekt stanie się refleksją nad czasem, energią miejsca i ciągłością historii, pokazując Wawel jako przestrzeń żywą i aktualną.


1. Blum H., Jonasz Stern, Kraków 1978.
2. Czyńska M., Dwurnik. Robotnik sztuki, Warszawa 2023.
3. Kazimierz Mikulski, red. A. Żakiewicz, U. Czartoryska, Warszawa 2004.
4. Kozłowska M., Życie dłutem wyżłobione. Twórczość Krystyny Wróblewskiej (1904–1994), w: Archiwum Sztuki Polskiej XX wieku, t. 2, red. J. Malinowski, Warszawa 2007.
5. Maria Jarema. Wymyślić sztukę na nowo, red. A. Dauksza, Gdańsk 2021.
A może to Cię zainteresuje:
- 7 dzieł, o posiadanie których nie podejrzewasz Zamku Królewskiego na Wawelu - 15 kwietnia 2026
- Nadia Léger – artystka wielu rewolucji - 17 stycznia 2026
- Wyrzeźbić sens istnienia – śladami życia i twórczości Alberto Giacomettiego - 7 stycznia 2026
- Sztuka zawsze była tratwą, na którą wspinamy się, by uratować swoje zdrowie psychiczne – o życiu i twórczości Dorothei Tanning - 3 grudnia 2025
- Znak, ślad i gest – o twórczości Bożenny Biskupskiej - 25 listopada 2025
- Niezbyt równe równouprawnienie – o kobietach w Bauhausie - 6 lipca 2025
- O człowieku, który zaprojektował współczesność. Życie Waltera Gropiusa - 22 czerwca 2025
- Claude Monet i Mark Rothko – nie tacy całkiem różni - 27 marca 2025
- Wassily Kandinsky – czasem wystarczy zawiesić obraz dołem do góry - 7 lutego 2025
- Kolor mnie posiadł – o życiu i sztuce Paula Klee - 2 lutego 2025




























