O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Podłe ciała



To nie jest książka o gorączkowo pozyskiwanych zgilotynowanych korpusach – tworzywie doświadczeń z prądem; to nie jest książka o więźniach i przestępcach, których ciała służyły za materię dla eksperymentów medyczno-anatomicznych (jak pisał Fichte, zabójca/przestępca jest „zwierzęciem, szkodnikiem, którego się ubija”). To nie jest książka o galernikach zarażanych sztucznie kiłą; to nie jest książka o anonimowej biedocie umierającej w szpitalach dla dobra przyszłych pokoleń; to nie jest książka o czarnych niewolnikach poddawanych inokulacji żółtą febrą ani książka o zdrowych prostytutkach zarażanych syfilisem (dla ich dobra i dla dobra kobiet z wyższych sfer, które chorowały na syfilis dzięki własnym mężom). To nie jest książka o dublerach możnowładców – świadomie nieświadomych degustatorach próbujących potraw grożących otruciem, kosztujących tajemne specyfiki (przyszłe lekarstwa) bądź poddających się nieznanym bliżej szczepieniom – w tej materii absolutny fenomen stanowi historia szczepionki przeciwko ospie. Wynaleziona początkowo w Czerkiezji i Turcji w wieku XVIII dotarła do Anglii jako efekt medycyny ludowej, teraz praktykowanej na zniewolonej biedocie angielskiej, ale nie tylko – cytując Anne-Marie Moulin:

„Inokulacja została przeznaczona dla dwóch przeciwstawnych warstw społeczeństwa angielskiego: w wypadku arystokracji jest to wzniosła forma indywidualnej ochrony i własnego wyboru, a także miłości do zakładu i ryzyka. Biedacy zaś, którzy dzięki niej stają się użyteczni i znajdują w zabiegu uzasadnienie swojej egzystencji, są do eksperymentów wybierani. Bieda przestaje być zatem jedynie «najgorszym ze stanów, do którego człowiek może się doprowadzić w życiu doczesnym», ale pozbawieni wszystkich dóbr, grzeszni, głodni i chorzy nędzarze są poddani całkowitemu zniewoleniu, które po raz pierwszy w historii nabiera charakteru medycznego (…)”.

Paradoksalnie nie jest to książka o tytułowych podłych ciałach, ale książka o bezgranicznej żądzy wiedzy medyków, uzależniającym narkotyku poznania, o rywalizacji w eksperymentach, byciu pierwszym, pragnieniu sławy i pokonania zaciekłych konkurentów… Ale też książka o absolutnej nadziei na prawdę, nie tylko kosztem ciał bezimiennych, ale też – albo nawet – kosztem własnego ciała. Poraża wizerunek lekarzy na tyle zdesperowanych, że eksperymentujących na sobie – w akcie najwyższej odwagi, poświęcenia, mesjanizmu. Jednym z nich był święty i błogosławiony włoskiej medycyny, toskański doktor Valli, jak pisał Jean Antoine François Ozanam:

„(…) w Konstantynopolu (…) wszczepił sobie posokę z dymieniczną postacią dżumy i natychmiast zachorował, ledwo uchodząc z życiem. W 1806 roku odważył się wyssać ranę powstałą w wyniku pokąsania przez psa chorego na wściekliznę na nodze żony księgowego francuskiej armii, u którego gościł na obiedzie. Podróżował też do Hiszpanii specjalnie w celu badania żółtej febry. Mówił później, będąc w 1816 roku w Mediolanie, że chce zbadać chorobę w swoim kraju macierzystym, jednak szybko potem wyruszył do Ameryki. Przybywszy do Hawany 7 września, odkrył, że choroba ta jest tam bardzo powszechna. Po kilkudniowym odpoczynku rozpoczął wizytę w szpitalu, w żaden sposób się nie zabezpieczywszy. Dwudziestego pierwszego września, zobaczywszy, że jeden z żeglarzy zmarł na skutek żółtej febry, zdjął z niego koszulę, potarł nią uda, klatkę piersiową, ręce i twarz, powąchał, a następnie nagi położył się obok ciepłych jeszcze zwłok. Wrócił następnie do siebie bardzo zadowolony po tym, jak próbował dogonić młodych ludzi i potrzeć ich ręce o swoje, wystawiając na próbę ich odwagę. Zasiadł do stołu i był bardzo wesoły: na deser wypił kieliszek wina i poszedł spać. Wieczorem źle się poczuł, wypił więc trochę rumu z wodą i nalewki z chininy. Dwudziestego drugiego września zdiagnozowano u niego żółtą febrę. Dwa dni później zmarł w wielkim spokoju ducha”.

Innym przykładem heroizmu, a może nienazwanej jeszcze formy samobójstwa, jest postać lekarza armii napoleońskiej z czasu kampanii egipskiej, René Nicolasa Desgenettesa, który jak wspominał, „aby uspokoić wstrząśniętą wyobraźnię i odwagę żołnierzy, stojąc w centralnym punkcie szpitala, umoczyłem koniec lancetu w ropie z dymienicy chorego i wykonałem nią małe nacięcie w okolicy pachy bez innych środków ostrożności niż skorzystanie z podanych mi do mycia mydła i wody”. Jak podkreśla Chamayou, tego typu akty należy rozumieć szerzej – stanowiły one „exemplum w ramach dydaktyki moralnej”, kreując jednocześnie nowy/nowoczesny typ heroizmu, kreując postać wyidealizowaną.

Z jednej więc strony urasta w Czytelniku podziw wobec nieprzebranej odwagi ówczesnych lekarzy, ich samobójczej potrzeby dążenia do prawdy i poznania mechanizmów działania ludzkiego organizmu. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, ile trzeba było mieć w sobie desperacji, by największe namiętności przekuć w potrzebę pozyskiwania dekapitacyjnych ciał czy eksploracji świeżej ziemi cmentarnej… Giovanni Aldini należał do XIX-wiecznych lekarzy aktywnie pozyskujących potrzebne korpusy:

„Należało więc zdobyć zwłoki o najlepiej zachowanych funkcjach życiowych. Z tego powodu, że tak powiem, ustawiałem się przy szafocie, pod ostrzem prawa, by prosto z rąk kata otrzymywać krwawiące ciała, jedyne, które nadawały się do moich eksperymentów. Dzięki temu mogłem wykorzystywać ciała dwóch przestępców ściętych w Bolonii, powierzonych przez rząd mojej naukowej dociekliwości. Ich młody wiek, krzepkość, krewki temperament, świeżość zwierzęcych części ciała wzbudziły moja nadzieję na doświadczenia użyteczne dla tych, którymi się wtedy zajmowałem”.

Sebastian Mercier pisał z kolei o cmentarzu w Clamart:

„(…) ta spulchniona ziemia po pogrzebach jest miejscem, które nocą odwiedzają młodzi chirurdzy, przeskakują przez mury i kradną zwłoki, aby ćwiczyć na nich swój niedoświadczony jeszcze skalpel: w ten sposób po zgonie okrada się nieszczęśnika jeszcze z ciała. To dziwne panowanie nad ciałem kończy się dopiero wtedy, kiedy nie przypomina już ono zupełnie istoty ludzkiej”.

Tego typu opisy tworzą pewien obraz cieni – cieni lekarzy, nocnych szpiegów, ukrytych, schowanych, oczekujących na swoje ofiary, dyszących żądzą spełnienia. Jednak po drugiej stronie barykady istnieją ci, których można nazwać nie tyle herosami, co prefigurami lekarzy III Rzeszy Niemieckiej. Na przełomie XIX i XX wieku lekarskim polem eksperymentacyjnym stają się kolonie, na terenie których zakładano obozy wymuszane brakiem szpitali i niewystarczającym zasobem więźniów (np. obóz amerykański na Kubie czy niemiecki na Togo). Stanowiły one odrębne, samodzielne enklawy na peryferiach świata – podobne strefy nie mogłyby istnieć (jeszcze) w Europie z uwagi na rosnącą refleksję etyczną i prawne zastrzeżenia. Istnieniem owych obozów zainteresowane były – zaczynające swoje niechlubne karty historii – wielkie koncerny farmaceutyczne, wykorzystujące takie autorytety, jak Robert Koch, np. do przeprowadzania badań nad śpiączką afrykańską… Ponury fakt obozów medycznych wzmacniany był samym postrzeganiem niewolników, których nie uznawano za ludzi – niewolnicy byli tylko i wyłącznie podmiotami/przedmiotami własności, nad którymi ich panowie mają bezgraniczną władzę, także władzę „ich zniszczenia”.

Czytając rozdział poświęcony medycynie kolonialnej, natychmiast zyskuje się perspektywę porównawczą z obozami zagłady II wojny światowej, bowiem obozy kolonialne stanowiły ich archaiczny, niedoskonały pierwowzór – stając się piekłem, nie wyobrażonym, ale piekłem wcielonym.

Książka zawiera wiele wybitnych fragmentów, choćby ten poświęcony historii gilotyny wymyślonej przez doktora Josepha-Ignace Guillotina, a skonstruowanej przez producenta klawesynów, Tobiasa Schmidta, kata, Charlesa Henri Sansona i licznych stolarzy w 1792 roku dla sprawiedliwego systemu kary pozbawiającego wszystkich skazanych cierpienia… Pomysł Guillotina, ulepszony przez doktora Antonine’a Louisa, pragnącego, by maszyna była „niezawodna” i „pewna”, wnosi według Chamayou nie tylko rewolucyjną zmianę w zabijaniu, ale nade wszystko rewolucyjną zmianę roli, jaką pełnił dotychczas lekarz – wcześniej starał się on oddalać śmierć, teraz przyspiesza śmierć, chcąc oddalić końcowe cierpienie. Można tylko wyobrazić sobie fantazyjne eksperymenty na zwierzętach i ciałach skazańców, na których testuje się wspaniały wynalazek, można sobie wyobrazić rzesze zgilotynowanych, jednak fascynacja nową machiną trwała do czasu, kiedy środowisko medyczne zaczęło na forum publicznym podawać w wątpliwość fakt, czy odcięta głowa rzeczywiście już niczego nie czuje, nie doznaje? Tym samym gilotyna (według niemieckiego anatoma Samuela Thomasa Sömmerringa) stała się niepostrzeżenie „torturą duszy”, a wnikliwy Czytelnik książki nigdy nie zapomni wzmianki o odciętej głowie Charlotte Corday, która spoliczkowana przez kata oblała się rumieńcem!

Grégoire Chamayou pisze doskonale, operuje faktami, zdarzeniami, nie czyniąc z książki kodeksu wykroczeń, ale przekonująco, niebezpiecznie i niepostrzeżenie wciąga Czytelnika nie tyle nawet w ciemną noc zmysłów, ile w rejony takiego mroku, z którego nie ma już wyjścia, chyba że poddamy się i zaczniemy swobodnie spadać w otchłań obojętności wobec stuleci zalanych karmazynem krwi (nie)winnej jak śnieg. Czytając ów zacny podręcznik nauki o prawdzie świata, w najgłębszych mrokach duszy, w jakie popada się, wyobrażając sobie tysiące ciał (z głowami lub bez, pełnych podskórnych wybroczyn bądź nie, wykwitłych kwiatem kiły lub nie, tkwiących w amoku gorączki bądź nie), na których wyrosła nasza cywilizacja, niespodziewanie objawia się nam jakże straszna refleksja końcowa. Czy my sami nie jesteśmy podłymi ciałami sterowanymi i testowanymi przez mętne zamysły koncernów farmaceutycznych? Czy nasz świat nie jest wielkim obozem, a my doświadczalnymi trupami? Jedno jest pewne – walka o wiedzę i rząd dusz ciągle trwa…

– recenzowała dr Jowita Jagla, historyk sztuki


Gregoire Chamayou Podłe ciałaGrégoire Chamayou

Podłe ciała

słowo/obraz terytoria
Gdańsk 2012

Zapisz

Jowita Jagla

» Jowita Jagla

Pani dok­tor histo­rii sztuki, cha­ry­zma­tyczny peda­gog i filar muzeum we From­borku; Obszar zainteresowań badawczych – sztuka średniowieczna (szczególnie malarstwo i ikonografia), związki sztuki z medycyną (wzajemne relacje, oddziaływanie, inspiracje wizualne), gest wotywny, ikonografia wotywna w sztuce Polskiej na tle sztuki europejskiej. Autorka książek: „Boska Medycyna i Niebiescy Uzdrowiciele wobec kalectwa i chorób człowieka”, (Neriton) Warszawa 2004; „Wieczna prośba i dziękczynienie. O symbolicznych relacjach między sacrum i profanum w przedstawieniach wotywnych z obszaru Polski Centralnej”, (Neriton) Warszawa 2009.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki "Niezła Sztuka". Jeśli publikowane tu treści wydają Ci się inspirujące i chciałbyś/chciałabyś wesprzeć nas w tworzeniu miejsca w polskim internecie na temat sztuki, które nie ma reklam tu: www.niezlasztuka.net/wesprzyj-nas/ możesz przekazać nam darowiznę, nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »