O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Wiedeń – miejsca nieoczywiste. Część druga




Wiedeń wypełniają nie tylko znane z przepychu i rozmachu barokowe pałace, bogato dekorowane burżuazyjne kamienice czy wyrafinowane estetycznie perełki wiedeńskiej secesji. Chodząc ulicami miasta, prędko zorientujemy się, że jego niepowtarzalny charakter kształtują w dużej mierze obiekty powstałe już po I wojnie światowej, a wśród nich szczególne miejsce zajmują tak zwane hofy. Bez nich Wiedeń po prostu nie byłby Wiedniem.

Określane po niemiecku Gemeindebauten, te kilkupiętrowe oraz kilkuskrzydłowe budynki mieszkalne są własnością miasta. Organizowane są wokół jednego głównego dziedzińca wewnętrznego oraz dwóch (lub więcej) mniejszych dziedzińców pobocznych. Zaczęły powstawać w latach 20. XX wieku z inicjatywy będącej wówczas u władzy partii socjaldemokratycznej (Wiedeń od 1922 roku funkcjonuje na prawach kraju związkowego Austrii). Przeforsowała ona zakrojony na szeroką skalę – niezwykłą nawet ze współczesnej perspektywy – Wiedeński Program Mieszkaniowy. Finansowany był ze specjalnego podatku. To ambitne przedsięwzięcie urbanistyczne miało rozwiązać problem fatalnych warunków mieszkaniowych miejscowej klasy robotniczej po I wojnie światowej. W dużej mierze spełniło swoje oczekiwania.

W latach 1923–1934 (czyli do wojny domowej w Austrii, kiedy to socjaliści stracili władzę, bo przejął ją autorytarny rząd Engelberta Dollfußa) wybudowano w ramach programu 382 budynków, z 61 175 mieszkaniami. Oferowały one swoim lokatorom wyjątkowo nowoczesne jak na pierwszą połowę XX wieku warunki. Każdy lokal musiał bowiem być dobrze oświetlony dziennym światłem, do każdego doprowadzono elektryczność i bieżącą wodę, w każdym znajdowała się toaleta. Dla porównania: jeszcze pod koniec zeszłego stulecia w wielu prywatnych kamienicach czynszowych w Wiedniu toaleta była na korytarzu, wspólna dla kilku mieszkań.

Ale hofy projektowano nie tylko jako budynki mieszkaniowe – miały też funkcjonować jako minimiasteczka dla robotników, być samowystarczalne – stąd nacisk na infrastrukturę. W takiej jednej ogromnej, wieloskrzydłowej budowli mieściły się oprócz lokali mieszkalnych sklepy, pralnia, przedszkole, sala gimnastyczna, biblioteka, klub dla seniorów, restauracja, usługi szewskie itd., czasami nawet wystarczyło miejsca na gabinety lekarskie i stomatologiczne, kino czy teatr (na przykład w Rabenhof przy Rabengasse teatr działa do dziś). Dziedzińce pomyślane były jako przestrzeń rekreacyjna i integracyjna, stanowiły oazy zieleni, ozdobione dodatkowo fontanną czy rzeźbami.

Ponadto w napiętej sytuacji politycznej hofy miały pełnić funkcję quasi-twierdz socjaldemokracji. Wszystkie te założenia przełożyły się na odpowiednie ukształtowanie bryły budynków, m.in. nadanie im cech obronnych. Klatki schodowe lokowano od strony dziedzińców, natomiast do wnętrza danego hofu prowadziło kilka bram z wrotami z kutego żelaza. W razie ataku wojska czy policji można było łatwo je zamknąć i zatarasować, zamieniając budynek w fortecę, co zresztą miało miejsce podczas wojny domowej w Austrii w 1934 roku.

Hofy z lat 20. i 30. XX wieku łatwo rozpoznać w wiedeńskim pejzażu miejskim. Są świetnie zaprojektowane przez dobrych architektów (dokładnie 199, wielu z nich to uczniowie Ottona Wagnera), którzy dostali zlecenie wraz ze szczegółowymi wytycznymi – mają być: bieżąca woda, kanalizacja, światło dzienne i elektryczne, dużo zieleni, obiekty infrastruktury, cechy obronne itp., itd. Stylistycznie budynki nawiązują do art déco albo modernizmu. Często odznaczają się rozczłonkowanymi fasadami z wieloma wykuszami (chodziło o ułatwienie dostępu dziennego światła do mieszkań niezależnie od pory dnia), obfitością gzymsów i ryzalitów. Całość wizualnie przypomina nieco strukturę skał, a poza tym, idąc dalej tym tropem skojarzeń, sama skala budowli pozwala o tych obiektach mówić „domy jak góry”. Bramy prowadzące na dziedzińce są na ogół w formie zaostrzonych łuków, ten element powtarza się też w loggiach – hofy oferowały bowiem swoim mieszkańcom balkony, co w tamtych czasach uchodziło za luksus. Projekty Gemeindebauten są nie tylko ciekawe od strony wizualnej, ale też dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, takich jak latarnie, kraty w bramach czy balustrady schodów. Wszystko do siebie pasuje.

Reumannhof
Margaretengürtel 100–110

Z wiedeńskich hofów warto zobaczyć szczególnie dwa, ze względu na ich wartość artystyczną i historyczną. Będą to wybudowany w latach 1924–1926 Reumannhof oraz otwarty do użytku w 1930 roku Karl-Marx-Hof.

Pierwszy z nich bryłą przypomina kilkuskrzydłowy zamek, którego centralna partia dominuje nad resztą budowli poprzez swoją wysokość (osiem pięter). Zaprojektowany został przez Huberta Gessnera, a nazwany na pamiątkę pierwszego burmistrza Wiednia z ramienia Socjaldemokracji, Jakoba Reumanna. Popiersie Reumanna ustawione jest na dziedzińcu w otoczeniu krzewów i drzew. Znajduje się tu też mała fontanna, która przyjemnie chłodzi otoczenie w upalny dzień. Jak się uda, zerknijmy też do wnętrza którejś z klatek schodowych. Zobaczymy tam oryginalną biało-czarną szachownicę z płytek ceramicznych na podłodze, stylowe balustrady z kutego żelaza pomalowanego na czerwono czy kinkiety ścienne z lat 20.

W tej samej okolicy po obu stronach ulicy Margaretengürtel znajdziemy więcej Gemeindebauten z tego samego okresu, mniejszych od Reumannhof i nie tak imponujących, ale podobnych do niego pod względem rozplanowania przestrzeni i stylu architektury, m.in. Metzleinstalerhof z 1925 roku, projektu Josefa Stallinga i Friedricha Schücka. Koniecznie też trzeba zobaczyć hof uchodzący za sztandarowy budynek wiedeńskich socjaldemokratów. W tym celu udajemy się na pobliską stację metra U4 Margaretengürtel i dojeżdżamy do przystanku końcowego Heiligenstadt.

Karl-Marx-Hof
Heiligenstädter Straße

Karl-Marx-Hof zobaczymy od razu, gdy tylko wyjdziemy ze stacji. Nie sposób go przeoczyć – jest gigantyczny. Zasługuje na miano socjalistycznego Wersalu, ale ze względu na masywną fasadę w kolorze czerwonym i z wkomponowanymi w nią wieżami przypominającymi baszty otrzymał przydomek „Czerwonej twierdzy”. Mieści w sobie 1382 mieszkania plus liczne lokale użytkowe. Ma 98 klatek schodowych. Długi na ponad kilometr, uznawany jest za najdłuższy pojedynczy budynek mieszkalny na świecie. Wraz z obszernymi dziedzińcami (główny liczy sobie prawie 11 tysięcy metrów kwadratowych), do których prowadzą bramy w kształcie łuku, zajmuje ponad 150 000 metrów kwadratowych. Zaprojektowany został przez Karla Ehna, ucznia Ottona Wagnera, w stylu nawiązującym do art déco, ale w jego surowym wydaniu. W tej sztandarowej budowli austriackich socjaldemokratów na pierwszy plan wysuwa się masywność i prostota bryły, akcentowane są linie poziome, całość ma wyrażać siłę i potęgę klasy robotniczej. Głoszone przez partię hasła znalazły odzwierciedlenie również w programie ikonograficznym rzeźb uzupełniających fasadę Karl-Marx-Hof. Postacie wykonane przez Josefa Riedla personifikują powszechną edukację, opiekę społeczną, kulturę fizyczną oraz inne tego typu socjalistyczne wartości-postulaty. Oprócz tych rzeźb w Karl-Marx-Hof, na środku głównego dziedzińca stoi też Siewca odlany z brązu według projektu Ottona Hofnera.

Karl-Marx-Hof w Wiedniu, zdjęcie, archiwum, Wiedeń nieoczywisty, co zobaczyć w Wiedniu, przewodnik po Wiedniu, niezła sztuka

Karl-Marx-Hof w Wiedniu, źródło: werkbundsiedlung-wien.at, © Wien Museum

Zarówno Reumannhof, jak i Karl-Marx-Hof stały się miejscami, w których w trakcie wojny domowej w 1934 roku zabarykadowali się socjaldemokraci i walczyli z wojskiem autorytarnego rządu konserwatystów Engelberta Dollfußa. W Reumannhof wciąż zachowane są w murach ślady po kulach i zamontowane okolicznościowe tablice ku pamięci.

Flaktürme
Augarten

W 1938 roku dokonał się Anschluss (aneksja) Austrii przez faszystowską Trzecią Rzeszę i rozpoczęła kolejna epoka, po której pozostały w miejskim pejzażu, jako ponure pamiątki, niesamowite, budzące grozę Flaktürme – wieże dział obrony przeciwlotniczej. Jest ich w Wiedniu sześć, rozmieszczone po dwie w trzech punktach miasta (Augarten, Arenbergpark, Stiftskaserne/Esterhazypark). Złowieszcze, masywne budowle o bardzo grubych ścianach ze zbrojonego betonu, bez okien, tylko ze szczelinami na lufy dział; ni to twierdze, ni to bunkry. Mimo że wyglądają jak scenografia z dystopijnego filmu, są do bólu autentyczne. Pozbyć się ich nie sposób, bo nie da się ich rozebrać – można jedynie wysadzić w powietrze, ale razem ze sporą częścią dzielnicy, w której się znajdują. Trudno je też zaadaptować na coś innego, choć w jednej wieży zrobiono akwarium. Okazało się to jednak niezbyt udaną z funkcjonalnego puntku widzenia inwestycją, zarówno dla publiczności, jak i ryb. Innym Flakturmem zawiaduje austriacka policja i nie wiadomo, jak i czy ją wykorzystuje. Resztę zamknięto na dziesięć spustów, otoczono ogrodzeniem z drutu i zostawiono w spokoju. Stoją więc i straszą.

Wotruba Kirche
Ottillingerplatz 1

Przestraszyć nieuprzedzonego przechodnia – albo zachwycić miłośnika niesamowitych klimatów w duchu Stonehenge – może też Wotruba Kirche, czyli znajdujący się na obrzeżach miasta kościół pw. Świętej Trójcy, uchodzący za wybitny przykład brutalizmu jako kierunku w dwudziestowiecznej architekturze, a jednocześnie zapowiedź kolejnego trendu – dekonstruktywizmu. Surowa w wyrazie, masywna budowla sprawia na pierwszy rzut oka wrażenie chaosu utworzonego z rzucanych na ziemię oraz jeden na drugi bloków betonowych i umieszczonych w wolnych miejscach tafli szkła doprowadzających światło do środka. Ten chaos to oczywiście pozór. Tak naprawdę bryła budynku została szczegółowo przemyślana i starannie skomponowana przez wiedeńskiego rzeźbiarza Fritza Wotrubę w latach 1974–1976. Jest to dzieło z pogranicza architektury i rzeźby, uznane za jeden z najciekawszych i jednocześnie najsłynniejszych kościołów w całej Austrii. Wotruba Kirche duże wrażenie robi również nocą, podświetlona tak, by wydobyć całą jej niezwykłość.

Spittelau
Spittelauer Lände 45

Zupełnie inną estetykę – ocierającą się o kicz, operującą wieloma barwami, ornamentami, przypominającą filmy rysunkowe dla dzieci – reprezentuje Spittelau, czyli miejska spalarnia śmieci w bajecznych kolorach, ze złotą cebulą na kominie. Należy do Wien Energie i przynosi wiele korzyści  miastu – nie tylko przetwarza odpady na energię, dzięki czemu m.in. zaopatruje w ciepłą wodę około 60 tysięcy mieszkań, lecz także stanowi oryginalną atrakcję turystyczną. Gdzie jeszcze na świecie tłumy ciągną, by podziwiać spalarnię śmieci? To prawdziwe cudo, aczkolwiek często słyszy się opinię, że cudo z gatunku cudacznych, a nie cudownych. Czasami też niezbyt ładnie wokół pachnie. Ale budowla na pewno jest niezwykła i będąc w Wiedniu, trzeba ją zobaczyć, tym bardziej że łatwo do niej dojechać – U6 do stacji Spittelau. Wychodzimy z metra na plac z widokiem na spalarnię, możemy też obejrzeć ją z kilku stron, spacerując specjalnie zbudowanymi w tym celu kładkami dla pieszych. Dotrzeć na miejsce bez problemu da się również samochodem albo nawet (dla lubiących długie spacery) z centrum na piechotę. Kierujemy się na złotą cebulę umieszczoną na wysokim kominie. To niezły punkt orientacyjny w mieście, widoczny z daleka.

Dekoracyjną fasadę, a także ów fantazyjny komin Spittelau zaprojektował znany austriacki artysta i jednocześnie zatwardziały ekscentryk Friedensreich Hundertwasser (1928–2000, właściwe nazwisko Friedrich Stowasser) pod koniec lat 80. XX wieku. Miało to miejsce w ramach gruntownej renowacji całego obiektu, koniecznej po pożarze, który wydarzył się w 1987 roku.

Hundertwasserhaus
Kegelgasse 36–38

Najsłynniejsza realizacja Hundertwassera, Hundertwasserhaus, od lat figuruje na liście największych wiedeńskich atrakcji, więc nie będziemy o niej pisać w kontekście mniej ogranych turystycznie obiektów, tylko wspomnimy, że nieco dalej, przy Untere Weissgerberstrasse, znajduje się Kunst Haus. W tym budynku również, zgodnie z upodobaniami Hundertwassera, ściany i podłogi nie trzymają linii prostej; projektant zakrzywiał przestrzeń, jak i gdzie tylko mógł, wypełniał ją kolorową mozaiką, wprowadzał do niej wielobarwne filary – kolumny. Kunst Haus warto odwiedzić jeszcze z innego powodu: mieści się tam muzeum Hundertwassera, w którym eksponowane jest wiele jego grafik oraz obrazów (a pamiętajmy, że on sam uważał się przede wszystkim za malarza i to medium artystyczne było mu najbliższe). Był też bardzo przejęty ideą ochrony środowiska i snuł wizję idealnych osiedli ludzkich koegzystujących w zgodzie z naturą i wpisanych harmonijnie w otaczający je krajobraz, a nawet w nim schowane. Na wystawie można zobaczyć makietę jednego z nich, nazwanego Das Hügelwiesenland (w wolnym tłumaczeniu – Wzgórze Łąkowe), ukazującą domy, w zamyśle energooszczędne, o obłych kształtach, na wpół zagłębione w ziemi i przykryte łukowatymi dachami porośniętymi trawą.

Osiedle to miało powstać w północnej części Wiednia, ale projekt nie doczekał się realizacji, bo władze dzielnicy obawiały się, że zamiast spokojnego miejsca do mieszkania będzie to atrakcja nawiedzana przez hordy turystów przyciągniętych głośnym nazwiskiem artysty. Bazując na tym projekcie, powstał jednak ośrodek wypoczynkowy Rolling Hills z domami porośniętymi łąką, tyle że w austriackiej Styrii.

Wracając jednak do Wiednia: to miasto ma wiele oblicz, od tradycyjnych austriackich gospód utrzymanych w ludowym klimacie (na przykład w dzielnicy Grinzing), przez nobliwą elegancję bądź imperialny przepych imponujących pałaców, kamienic czy kościołów i artystycznie wyrafinowane kreacje, po kolorowe wizje jak z dziecięcej kreskówki. I nawet to nie wyczerpuje jego niezwykle bogatej i ciasno upakowanej różnorodności.

bibliografia, artykuły o sztuce, niezła sztuka

Bibliografia:
1. Seipel W., Fritz Wotruba (1907–1975) – Leben, Werk und Wirkung, Wien 2012.
2. Weidinger A., Agnes Husslein-Arco, Fritz Wotruba. Einfachheit und Harmonie. Skulpturen und Zeichnungen aus der Zeit von 1927–1949, Wien 2007.
3. Witryna Dasrotewien, https://www.dasrotewien.at.
4. Witryna ubm magazine, https://www.ubm-development.com/magazin/das-rote-wien-architektur.
5. Witryna Wien Energie, https://www.wienenergie.at/privat/erleben/standorte/muellverwertungs-anlage-spittelau.

Artykuł sprawdzony przez system Antyplagiat.pl


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


fleuron niezła sztuka pipsztok

Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka

» Joanna Dobkowska-Kubacka

dr Joanna Dobkowska-Kubacka – doktor nauk humanistycznych, dziennikarka i pisarka. W pracy naukowej podejmuje zagadnienia związane z historią i doświadczeniem kobiet, sztuką użytkową, architektura wnętrz oraz praktykami zamieszkiwania. Jest autorką licznych artykułów naukowych oraz popularnonaukowych, a także dwóch powieści i współautorką dwóch pozycji popularnonaukowych, w tym W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku i Przyszedł czas na ruch kobiet poważnych. W tym roku ukazała się jej kolejna książka, we współpracy z Anetą Pawłowską – Barbara Hoff. Królowa kreatywności.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »