O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Monet



„Północ w pełnym słońcu”
1920–1926

Ogród Moneta przetrwał burze i powodzie, zachwycał bujną różnorodnością dojrzałych roślin i nieustanną sezonową zmiennością kwiatów. U szczytu swojej świetności, w latach dwudziestych, został upamiętniony przez ogrodnika Georges’a Truffauta, który przybył z Wersalu, by opisać Giverny dla magazynu „Jardinage”. Wszystko, co Monet pielęgnował, rozkwitało, tworząc wrażenie wspaniałej, lecz kontrolowanej dzikości – niczym na jego płótnach. Staw otaczały wysokie aksamitne irysy, paprocie i rododendrony. Powojniki zwisały z pergoli jak koronkowe zasłony. Odporne na mróz róże osiągały siedem metrów wysokości i tworzyły kaskady kwiatów. Japońskie piwonie drzewiaste doskonale zaadaptowały się do normandzkiego klimatu. Wierzby górowały nad stawem, z gałęziami łagodnie opadającymi ku ziemi. Bambusy, posadzone pod okiem Alice, wyrosły w gęsty, dający schronienie zagajnik. Ogród eksplodował kolorami: pasiaste tulipany Rembrandta, szkarłatne maki, północnoamerykańskie łososioworóżowe azalie, fioletowe żagwiny. Truffaut uznał ogród w Giverny za „najpiękniejsze dzieło Moneta […], to, które przez czterdzieści lat najmocniej przemawiało do jego zmysłów i przynosiło mu największą radość”.

Claude Monet, Staw z liliami wodnymi, mostek, lilie wodne, oczko wodne, impresjonizm, niezła sztuka

Claude Monet, Staw z liliami wodnymi | 1900, Art Institute Chicago, Chicago

Claude Monet Autoportret, impresjonizm, Niezła sztuka

Claude Monet Autoportret | 1917, Musée d’Orsay, Paryż

Nawet gdy malowanie nużyło, ogród nigdy nie przestawał fascynować Moneta, a z wiekiem przywiązanie artysty do kwiatów przerodziło się w potrzebę kontaktu z nimi: „Bardziej niż cokolwiek innego muszę mieć kwiaty, zawsze, zawsze”. Thadée Natanson zauważył, że „z każdym rokiem z coraz większą niecierpliwością czekał na kwitnienie ogrodu”. Natanson opisuje starzejącego się Moneta siedzącego w zamyśleniu nad brzegiem stawu, „wpatrzonego w powoli zamykające się nenufary”. Z jego niedopalonego papierosa stale „unosiły się spiralne smugi dymu, gęstniejące wokół niego”. To obraz człowieka całkowicie zatopionego w chwili. Przechadzając się po ogrodzie, Monet sprawiał wrażenie dumnego gospodarza. Z „długą brodą niczym pióropusz, wydatnym brzuchem, smukłymi nogami i wysoko uniesioną głową” kojarzył się Natansonowi z kogutem.

Natanson nie był jedynym, który w latach dwudziestych dostrzegał w ogrodzie Moneta zmysłową aurę. „Trzeba było zobaczyć go latem, w tym słynnym ogrodzie, jego luksusie, dumie, dla którego popełniał szaleństwa jak król dla kochanki – pisał Louis Gillet. – Staw z nenufarami był jego największym klejnotem, nimfą, w której był zakochany”. Zola już wcześniej zauważył, że „Monet miłuje wodę jak kochankę”. Artysta nad wezgłowiem łóżka powiesił Dziewczynę w kąpieli Renoira. Dzieło przedstawia siedzącą na skale młodą kobietę o kasztanowych włosach opadających na ramiona (obecnie płótno znajduje się w Metropolitan Museum of Art). Sam nigdy nie malował aktów – swoją zmysłową wrażliwość kierował ku barwie, światłu i atmosferze, odnajdując je w tym, co Kirk Varnedoe nazwał „haremem natury, który stworzył w swoim ogrodzie”. Na wykonanej w jego pracowni fotografii z lat dwudziestych XX wieku Monet stoi wyprostowany, pewny siebie, trzymając w dłoniach długi pędzel i sporą paletę. Obok widać jego obraz – ciemny pień wierzby otoczony dziesiątkami delikatnych, zaokrąglonych lilii. René Gimpel zauważył, że kwiaty Monet w ogrodzie kwiatowym, zdjęcie do artykułu Georges’a Truffauta opublikowanego w magazynie „Jardinage” w 1924 roku w ogrodzie Moneta przypominają żywe istoty: „Osiągają niespotykaną wysokość […], są tak rosłe na swoich łodygach, że zdają się kroczyć razem z nami”.

Natanson żałował, że na niegdyś „ludnych ścieżkach ogrodu Moneta […] spośród białych sukien, które sprawiały mu taką przyjemność […], pozostała tylko suknia jego synowej”. Blanche zbliżała się do sześćdziesiątki i ustąpiła miejsca nowemu pokoleniu kobiet w bieli, które ożywiały ogród. Wnuczki Alice – Lily Butler, która wróciła z rodziną z Ameryki do Giverny, oraz Simone Salerou – stanowiły ozdobę japońskiego mostku. Architekt Bonnier przyprowadził swoją wnuczkę Jacqueline, aby złagodzić ton rozmów o Hôtel Biron. Pisarzy i artystów, którzy licznie odwiedzali dom Moneta, zachęcano, by przyjeżdżali z córkami lub żonami. Krytyk sztuki Henri Ciolkowski zjawił się ze świeżo poślubioną Marie-Ange Bouis, której Monet podarował sadzonki nasturcji i z którą rozmawiał o swoim ogrodzie, ale Ciolkowskiemu odmówił wywiadu na temat sztuki. Dziękował Gilletowi za towarzystwo jego uroczych córek, a Paulette, najmłodszej córce Helleu, wyjawił, że Velázquez wzrusza go do łez. W albumie autografów siedemnastoletniej Agathe Valéry zapisał chwiejnym pismem: „Mogę tylko powiedzieć, że malowanie jest potwornie trudne”. Te dziewczyny miały fryzury na chłopczycę, nosiły opaski na głowie i luźne sukienki do kolan, zgodne z dziarską modą lat dwudziestych, ale poza tym niewiele się zmieniło od czasów, gdy w latach osiemdziesiątych XIX wieku siostry Hoschedé były dla Moneta „zakwitającymi dziewczętami”, a może nawet od czasów Camille w latach sześćdziesiątych.

Monet w swoim ogrodzie, Giverny archiwum, fotografia, niezła sztuka

Monet w swoim ogrodzie, Giverny | 1921, źródło: Wikipedia.org

W malarstwie sztalugowym z lat 1920–1924 Monet wrócił do ścieżek i kładki, przede wszystkim w cyklach prac zatytułowanych Mostek japoński i Ścieżka w ogrodzie. Ogród stał się gęstszy, bujniejszy, starszy – obfity jak te obrazy. Prosta drewniana kładka z serii powstałej w latach 1899–1900 została wyposażona w arkadowe pergole obsypane białymi i lawendowymi glicyniami. Różowa ścieżka jest szersza, bardziej zalana słońcem, obramowana kwiatami. Oba te miejsca stały się sceną dla przepełnionego uczuciami malarstwa wyrażającego niepokój Moneta, jego zmagania ze zbliżającą się ślepotą. W styczniu 1921 roku artysta udzielił Marcelowi Paysowi z dziennika „Excelsior” wywiadu, w którym powiedział, że widzi „coraz gorzej i gorzej” i jest w stanie pracować tylko do czasu, aż „farby się wymieszają […], będę malował prawie ślepy, tak jak Beethoven komponował niemal głuchy”. W maju napisał do Arsène’a Alexandre’a, że jego wzrok „z każdym dniem, niemal z każdą godziną słabnie”, a do Georges’a Clemenceau rok później: „Mój wzrok całkowicie mnie opuszcza, a wiesz, co to dla mnie znaczy”. Dodał jednak: „Glicynie są takie piękne”.

Claude Monet Japoński mostek, impresjonizm, Niezła sztuka

Claude Monet, Japoński mostek | 1919-1924, Van Gogh Museum, Amsterdam

Jego tematami stały się zarośnięte, nieprzebyte tunele pełne kęp roślin, pokryte warstwami rozmazanych farb – obrazy przytłaczającej ciemności. Alejka różana to ślepy zaułek, a nie przejście przez ogród, mostek staje się barierą, nie połączeniem. Formy toną pod ciężkimi warstwami farby, ślady gwałtownych pociągnięć pędzla nieskładnie kłębią się po powierzchni, zamiast wnikać w głąb. Różana ścieżka, opleciona pajęczyną farby, ginie pod splątanymi zawijasami, chropowatymi grudami barw, jakby Monet szukał drogi po omacku. Malarz wyjaśnił Gimpelowi: „Nabrałem zwyczaju malować szerokimi i zamaszystymi pociągnięciami pędzla”. Pod kaskadami glicynii ledwie można dostrzec kształt mostków; stanowią mroczne przeciwieństwo swoich rozświetlonych poprzedników. Rdzawe brązy i czerwienie tryskają pośród przytłaczającej zieleni. Na obrazach malowanych o zachodzie słońca most jest strumieniem ognia – płonie czerwienią i jaskrawą żółcią. Innym razem niebieskozielone siatki opadające jak zasłony, niczym welon zaćmy, zostają przebite chłodnym srebrem i bielą pośród ostatnich rozmigotanych liliowych refleksów.

„Mój słaby wzrok sprawia, że wszystko widzę jak przez mgłę” – pisał do Bernheimów. „A jednak to piękne, i właśnie to chciałbym oddać”. Niektóre z tych obrazów, jak Dom artysty widziany z ogrodu różanego, pulsują nagłymi eksplozjami koloru. Monet znał swój ogród na pamięć, pracował więc, wykorzystując wspomnienia i obserwacje, słabnący wzrok rekompensował pamięcią i uczuciem. Powrót do dawnych tematów był równoznaczny z powrotem do utraconego czasu, odzyskiwaniem go dzięki malowaniu.

Niewiele osób widziało te bezkompromisowe, nieprzystępne obrazy, jeszcze mniej potrafiło je odczytać. Żadne z tych płócien nie trafiło na indywidualną wystawę u Bernheimów w 1921 roku. Joseph Durand-Ruel w 1922 roku uznał, że nie nadają się do sprzedania – są „czarne i ponure”.

Le père Durand [ojciec Durand] zmarł niedawno w wieku dziewięćdziesięciu lat. Monet nie wziął udziału w pogrzebie, a odwiedziny synów Duranda-Ruela stawały się coraz rzadsze. Po wizycie w Giverny w październiku 1923 roku Joseph stwierdził: „Nowa pracownia jest dosłownie zastawiona obrazami z ostatniego cyklu ogrodowego Moneta. Widać, że nie dostrzega on już niczego i nie rozróżnia kolorów”.

Z perspektywy czasu można stwierdzić, że to marszandzi byli ślepi. W starszym wieku „Monet maluje samo doświadczenie patrzenia – błądzenie wzroku i zbieranie obrazów”, przez co stał się nowoczesnym malarzem „nicości”, jak zauważyła malarka Bridget Riley. W podeszłym wieku u wielu artystów granice między sztuką przedstawiającą a abstrakcją zaczynają się zacierać. O ile jego obrazy były próbą dostosowania się do zmian widzenia, były równocześnie świadomym wyrazem emocji, jakie wywoływały kłopoty ze wzrokiem, i efektem przemyślanych wyborów estetycznych. Dzieła, które przetrwały, niekoniecznie odpowiadają temu, co widzieli jego goście. Wzrok artysty nie pogarszał się w sposób jednostajny, zdarzały mu się lepsze i gorsze okresy. Krople do oczu, których używał w 1922 roku, pozwoliły mu przez pewien czas „widzieć tak, jak nie widziałem od dawna […]. Dostrzegam wszystko w moim ogrodzie. Cieszę się całą gamą odcieni” – i być może to w tych okresach wprowadzał poprawki do swoich prac.

Przez te wszystkie lata nieprzerwanie pracował także nad wielkoformatowymi panneau, które zachowywały klarowność, światło i czytelność. „Zdumiewający cykl wielkich nenufarów. Ten osiemdziesięcioczteroletni człowieczek […] widzi tylko jednym okiem, przez soczewkę, drugie ma zamknięte. A jego kolory są bardziej precyzyjne i prawdziwsze niż kiedykolwiek” – zauważył Maurice Denis. Agathe Valéry w 1923 roku poczuła się w pracowni w Giverny jak „oślepiona więźniarka” wśród „magicznych przepierzeń”, z kolei mała Blanche

„[…] ożywiła tę baśniową krainę […], poskramiała ciężkie sztalugi […] i ustawiała je wokół widza, którego pochłaniał staw oglądany zgodnie z rytmem światła słonecznego i zmieniających się pór roku. A w centrum, ubrany w biel […], z brodą jak Bóg Ojciec, stwórca kontemplował i sądził swoje stworzenia: drobne kielichy zieleni, w których słynne wodne kwiaty zasypiały i się budziły, rzucając jedwabiste refleksy w delikatnych lub mocnych odcieniach”.

Clemenceau opowiadał, jak Monet starał się sprawić, by Wielkie dekoracje były bardziej eteryczne i zmienne, niczym chmury, które jednego dnia wydają się ciężkie, a nazajutrz stają się nieważkie, lub woda – raz gęsta i zamulona, innym razem połyskliwa i utkana odcieniami różu. Różowawe chmury odbijające się w turkusowych wodach stawu na ostatnim, dwunastometrowym panneau Chmury to zarazem eteryczne i niezwykle precyzyjne abstrakcje. Monet nadal był wielkim mistrzem, gdy pracował nad owymi późnymi obrazami. Różnice między tymi dwoma cyklami prac wynikają z intencji twórcy. W miarę jak zbliżał się czas przekazania Wielkich dekoracji państwu, płótna ukazujące gąszcz ogrodu stawały się coraz bardziej splątane i zamknięte w sobie.

Claude Monet, nenufary, lilie wodne, impresjonizm, niezła sztuka

Claude Monet, Zielone refleksy, detal | ok. 1914-1926, Musée de l’Orangerie, Paryż

O ile pogarszający się wzrok ograniczał Moneta, o tyle negocjacje dotyczące przekazania Dekoracji państwu całkowicie go zablokowały. W 1921 roku zamiast obiecanego pawilonu Hôtel Biron, którego przebudowę uznano za zbyt kosztowną, zaproponowano mu budynek w Jardin des Tuileries – Orangerie, której prostokątna sala stała w całkowitej sprzeczności z zaplanowaną dla jego obrazów mise en scène [inscenizacją]. W pierwszym odruchu artysta wycofał się z darowizny, jednak pod wpływem nacisków Clemenceau oraz propozycji powiększenia i podzielenia przestrzeni wystawienniczej na dwie owalne sale, w których miały zostać ustawione dwadzieścia dwa panneau, ostatecznie zgodził się, by cykl został wyeksponowany w nowym budynku. Dwudziestego drugiego kwietnia 1922 roku podpisał umowę, zobowiązując się dostarczyć obrazy w ciągu dwóch lat. Tylko Michel odważył się wyrazić swoje zdanie: „Jeśli chodzi o nowy układ dekoracji, nie widzę w tym nic dobrego i uważam za wstrętne, że państwo stara się teraz wymigać od budowy specjalnego pawilonu”. Blanche, podążając śladami matki, pełniła funkcję pośredniczki między Monetem a światem, była ustępliwa i dyplomatyczna. Michel natomiast stał się dla ojca partnerem contra mundum, tak jak kiedyś Camille.

Miesiąc po podpisaniu umowy Monet oświadczył, że nie jest już w stanie pracować, i popadł w szał niszczenia swoich obrazów. „Przez całą zimę nie przyjmowałem nikogo – wyznał w maju powieściopisarzowi Marcowi Elderowi. – Czułem, że wzrok słabnie mi z każdym dniem, a chciałem jeszcze dokończyć niektóre z moich Dekoracji. Ale myliłem się, gdyż szybko się zorientowałem, że po prostu je psułem, że nie byłem zdolny namalować niczego dobrego. Zniszczyłem więc sporo z tych panneau. Dziś jestem prawie ślepy i muszę zrezygnować z dalszej pracy”. Elder odwiedził Moneta i ujrzał niektóre ze „zmasakrowanych” obrazów: na brzegach ram opartych o ścianę „wisiały strzępy porwanego płótna. Ślad po nożu wciąż był widoczny […], pod stołem leżała sterta płócien, które służba miała spalić”. Clemenceau był świadkiem, jak Monet „przysięgał, że jego życie to porażka i przed śmiercią nie zostało mu nic innego jak pocięcie wszystkich obrazów na strzępy. Podczas tych napadów furii zniszczył kilka prac najwyższej jakość. Wiele […] udało się uratować dzięki staraniom pani Monet”.

„Tygrys” nalegał na konsultację z okulistą i przepełniony niepokojem Monet udał się do paryskiego gabinetu znajomego Clemenceau, doktora Charles’a Couteli. Odnoszący sukcesy, pewny siebie i uroczy Coutela zdobył zaufanie Moneta. Przepisał mu krople do lewego oka, w którym pozostała tylko jedna dziesiąta widzenia, oraz zaproponował operację zaćmy niemal całkowicie obejmującej prawe oko. Wzrok Moneta i Wielkie dekoracje były ze sobą nierozłącznie związane. Myśl o publicznym pokazie dzieła wprowadzała malarza w terrible agitation [straszne zdenerwowanie]; artysta martwił się, że „w tym wielkim dniu już go nie będzie albo niczego nie będzie mógł już zobaczyć”. Dręczyły go koszmary – twierdził, że ma grypę – i przełożył operację. Ostatecznie doszło do niej w zimie, gdy jego wzrok gwałtownie się pogorszył.


*ilustracje nie pochodzą z książki


Claude Monet, biografia, książka, sztuka, wydawnictwo Marginesy, niezła sztukaFragment pochodzi z książki:

Jackie Wullschläger

Monet »

przeł. Jakub Jedliński
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2026



Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »