Na krakowskim Prądniku, wśród bloków kryje się miejsce zupełnie niezwykłe. Pracownia artysty grupy WPROST – Zbyluta Grzywacza, utkana ze wspomnień i przedmiotów, które po nim zostały. Przywitała nas strażniczka pamięci o nim – Joasia Boniecka.



Pracownia historyczna Zbyluta Grzywacza, fot. Fundacja Niezła Sztuka
Powiedzieć, że Zbylut Grzywacz był malarzem, to nic nie powiedzieć. Był człowiekiem wielu talentów i pasji, zajmował się grafiką, rzeźbą, pisał dla naukowych czasopism, był wykładowcą akademickim i kolekcjonerem, ale nade wszystko badaczem złożonej ludzkiej natury i otaczającego świata. Człowiekiem nienasyconym życiem i sztuką, nieustannie poszukującym, o czym świadczą ogromne ilości genialnych rysunków, szkiców, obrazów, zapisków o sztuce, które po nim zostały. Byłyśmy poruszone tym, jaka niezwykła ciekawość świata drzemała w tym jednym człowieku.
Uwielbiamy malarstwo tego artysty i z wielką przyjemnością zanurzyłyśmy się w jego świat. Kiedy myślałyśmy o tej pracowni historycznej, w najśmielszych snach nie wyobrażałyśmy sobie tego, co zobaczyłyśmy. Dwupokojowe mieszkanie w bloku jest niczym szkatułka pełna skarbów.



Pracownia historyczna Zbyluta Grzywacza, fot. Fundacja Niezła Sztuka
Duży pokój zawieszony jego pracami z różnych lat. Ale przede wszystkim dopełniony przedmiotami, które obsesyjnie zbierał. Gabloty pełne muszli, minerałów i skamieniałości. Tu ząb mamuta, a obok kolekcja drewnianych fajek, świątek sąsiadujący z płaskorzeźbioną Kamasutrą.



Pracownia historyczna Zbyluta Grzywacza, fot. Fundacja Niezła Sztuka
Wszystko razem to fascynujący obraz człowieka ciekawego świata i kronikarza wszystkiego, co może stać się inspiracją, materialnym zapłonem dla wyobraźni.



Pracownia historyczna Zbyluta Grzywacza, fot. Fundacja Niezła Sztuka
Co ciekawe, jego fascynacje nie były powierzchowne. Kiedy zaczął się interesować geologią, to stał się w tej dziedzinie ekspertem, jego zbiory trafią po latach do Muzeum Przyrodniczego i staną się częścią tej kolekcji, a on sam publikował teksty w naukowych pismach.



Pracownia historyczna Zbyluta Grzywacza, fot. Fundacja Niezła Sztuka
Tak samo traktował sztukę. Podchodził do niej serio. Z ogromną pracowitością, która już od najmłodszych lat kształtowała jego warsztat. Pani Joasia Boniecka pokazała nam jego szkicowniki, jeszcze z liceum plastycznego, gdzie uczył się pod okiem Adama Hoffmanna. Miał za zadanie zrobić trzy szkice dziennie – z wyobraźni, z natury i z mistrza. Szkicowniki pełne są rysunków, fragmentów, prób, pomyłek, poszukiwań i odkryć. Jeśli takie prace rysował będąc w liceum, co dopiero robi jako stary mistrz.
Każda wolna przestrzeń w salonie pochłonięta jest przez dzieła. Kobiece akty tłoczą się na ścianach i widać w nich wielką fascynację artysty kobietą – jej ciałem, zmysłowością, ekspresją. Początkowy nadmiar po chwili sprawia, że przyglądamy się z fascynacją konkretnym dziełom. Warsztat artysty jest znakomity. Pobrzmiewają echa dawnych mistrzów, których uważnie studiował.



Pracownia historyczna Zbyluta Grzywacza, fot. Fundacja Niezła Sztuka



Zbylut Grzywacz, Czerwony autobus, Pracownia historyczna artysty, fot. Fundacja Niezła Sztuka
W centrum na sztaludze stoi dzieło, które, jak sądziłyśmy, jest w zbiorach muzealnych. Kultowy Czerwony autobus pełen zomowców, metafora sytuacji z grudnia 1981 roku.
To wszystko jest fascynującą podróżą do świata człowieka, którego już nie ma. Ale który staje się nam bliski. Wszystkie drobiazgi, przedmioty codzienne sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy go odwiedziły w domu, jakby dosłownie chwilę temu wyszedł. Kiedy pijemy kawkę i rozmawiamy w kuchni z Panią Joanną, z jej opowieści wyłania się tak ciekawy i szczegółowy obraz artysty, że wydaje się, jakbyśmy go osobiście znały.
To niezwykle unikatowa sytuacja, jeśli będziecie w Krakowie, bardzo polecamy Wam doświadczenia aury tego miejsca.








































