O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Muzealny Jednorożec. W ogrodzie rzeczy osobliwych. Tom II



Śmierć nosi czarny stanik

Plakat do filmu Przeminęło z wiatrem, Muzealny Jednorożec, Niezła Sztuka

Plakat do filmu Przeminęło z wiatrem | 1939, USA, Harry Ransom Center, Austin

Niech żyje bal. Bo to życie to bal jest nad bale. Niech żyje bal… Hola! Hola! A ta pani w czerni to co tutaj robi? Nikt nie zapraszał jej wcale! Może tak zareagowaliby uczestnicy przyjęcia na widok Scarlett O’Hary, bohaterki powieści Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell, spowitej w czarny strój od czubka głowy po koniuszki palców u stóp i dłoni. Czyżby nie dopasowała go do okazji? To nie jej ubiór stanowił problem, ale sama obecność Scarlett na balu. W końcu wdowie nie przystoi się bawić i, o zgrozo, tańczyć z człowiekiem pokroju kapitana Butlera!1 Ba! W zasadzie, nawet gdyby uznano go za wybitnie szanowanego obywatela globu, to pani O’Hary-Hamilton (po mężu) nie powinno być w tym towarzystwie, ponieważ żałoba w czasach, kiedy działa się akcja książki, rządziła się rygorystycznymi prawami, przejawiającymi się zarówno w zachowaniu, jak i odzieniu.

Żałoba tarczą i więzieniem

Pomimo wdzianej czerni Scarlett nie w głowie był płacz i lamentowanie po stracie męża, który zmarł ledwie dwa miesiące po ślubie. W końcu wyszła za niego z młodzieńczego kaprysu, a nie z miłości. Nie przewidziała tylko, że szybkie wyzwolenie się z więzów, które nałożyła na siebie tak spiesznie i bez namysłu, nie zwróci jej swobody […] przedmałżeńskich dni2. Teraz w niesmak jej było spełniać wdowieńskie powinności, bo Bóg tylko jeden wie — myślała Scarlett […] — jak mało rozrywek mają mężatki. Lepiej już więc wdowy grzebać żywcem3. I choć nie miała w sobie ni krzty żalu, to musiała spełnić obowiązek i nosić czerń. Dlaczego? Tego oczekiwali od niej inni, a sprzeciwienie się tym zasadom prowadziło do wykluczenia społecznego – uznano by to za wyraz braku szacunku wobec zmarłego lub – co gorsza – za rozwiązłość seksualną. Bowiem prowadzenie się wdowy musiało być dwa razy bardziej nieskazitelne od postępowania mężatki4.

Fabuła zarówno powieści, jak i filmu, który powstał na jej kanwie w 1939 roku, rozgrywa się w latach 60. XIX stulecia w USA. Zwyczaje amerykańskiej socjety, nie tylko dotyczące rytuału żałoby, ściśle wiązały się z tym, co działo się w Wielkiej Brytanii. W końcu Stany Zjednoczone wzięły swój początek od trzynastu brytyjskich kolonii ulokowanych na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, które postanowiły uniezależnić się od Korony. A wówczas w obu krajach żałoba opanowała nie tylko serca i umysły, ale także świat biznesu i mody. Przyczyniła się do tego reakcja królowej Wiktorii na przedwczesną śmierć jej ukochanego męża, księcia Alberta, w 1861 roku. To wydarzenie symbolicznie zapoczątkowało formalizowanie się sposobu przeżywania i demonstrowania żałoby, którą opakowano w restrykcyjne wymogi etykiety oraz ceremoniał utkany wokół tak osobistych przeżyć, jak strata najbliższych. W głównej mierze wycelowano go w kobiety, które musiały sprostać licznym przepisom. Wizualne elementy okazywania rozpaczy stały się jednocześnie sposobem podkreślenia, z jakiej warstwy społecznej pochodzą żałobnicy. Bo nie chodziło tu tylko o żal i upamiętnienie zmarłych, ale również o pokazanie swojej pozycji. Nihil novi sub sole – nic nowego pod słońcem, historia ponownie zatoczyła koło w tańcu demonstrowania, kto stoi wyżej na drabinie dobrobytu.

Ilustracja modowa, Tygodnik Mód i Powieści: z dodatkiem illustrowanym ubrań i robót kobiecych, Muzealny Jednorożec, Niezła Sztuka

Ilustracja modowa, Tygodnik Mód i Powieści: z dodatkiem illustrowanym ubrań i robót kobiecych |1885, Biblioteka Jagiellońska, Kraków

Różnice społeczne przejawiały się zwłaszcza w dwóch kwestiach. Finansowej, związanej ze sprawieniem sobie odpowiedniego stroju, oraz obyczajowej, wymagającej wycofania się wdów z życia publicznego. Jedynym właściwym miejscem kontaktów towarzyskich został dla nich kościół; przyjmowania gości oraz wyjazdów zabraniano, a co dopiero zabaw i prac zarobkowych. Kobiety o niższym statusie materialnym nie mogły sobie pozwolić na taki „luksus”. No właśnie, czy był to rzeczywiście przywilej? Dla kogoś pogrążonego w rozpaczy możliwość przebywania w samotności mogła być kojąca. Dodatkowo wdowa nie musiała nikomu tłumaczyć swojego smutku i braku rozmowności czy wymigiwać się od spotkań, ponieważ jej ubiór od razu informował odbiorców o odejściu kogoś z jej rodziny. Dzięki temu unikano wpadek towarzyskich i krępujących sytuacji. Z drugiej strony, żałobę uznawano zarówno za osobistą, jak i publiczną sprawę, a konwenanse nie pozwalały na indywidualne jej przeżywanie. Krępowała żałobników fizycznie i psychicznie oraz mogła służyć za więzienną celę. W ten sposób odbierała ją Scarlett, dla której śmierć męża była kłopotliwą okolicznością, która sprawiła, że młoda dama znalazła się poza nawiasem wszystkich przyjemności! Jeszcze rok temu mogła tańczyć i nosić kolorowe suknie zamiast tej wstrętnej żałoby5 a teraz trudno jej było udawać, że serce jest w grobie — kiedy tak wcale nie było6.

Przypuszczam, że bohaterka Przeminęło z wiatrem działa na nerwy nie tylko mi, lecz za każdym razem staram się brać pod uwagę, że miała dopiero siedemnaście lat, gdy owdowiała. Już w tak młodym wieku rozpościerała się przed nią wizja noszenia żałobnych strojów aż do końca życia. Z jakiej racji tak długo? Normy, które uściślono po pogrzebie księcia Alberta, wymogły na kobietach wieloletnie poświęcenie. Początkowo naród solidaryzował się z królową, rozpaczając nad jej stratą i rozpadem romantycznej miłości. Nikt nie przewidział, że monarchini będzie nosić czarne szaty aż do ostatnich dni, czyli przez czterdzieści kolejnych lat, oraz zobliguje do nich cały dwór i pośrednio naród. Jeśli te wydarzenia połączymy z licznymi konfliktami zbrojnymi, epidemiami i dużą śmiertelnością, zwłaszcza dzieci, to uzyskamy idealne warunki dla rozwoju skomplikowanego ceremoniału żałobnego. Nie zapominajmy także o rewolucji przemysłowej, w której na tle Europy przodowała Wielka Brytania, już od XVIII stulecia budując gospodarkę kapitalistyczną. Dzięki rozwojowi technologii i wyzyskowi zagranicznych kolonii produkcja przyspieszyła i stale rosła, mając już zakusy, by zyskać miano masowej. Ludność wybiórczo się bogaciła, więc poszerzała się grupa konsumentów dla coraz liczniej wytwarzanych towarów. Klasy – burżuazyjna i średnia, czyli będące zarówno siłą roboczą, jak i nabywczą – dążyły ku podwyższeniu swojej pozycji. Najlepiej robić to poprzez naśladownictwo, dlatego zarobione pieniądze inwestowano między innymi w wygląd. Na tym gruncie wcześniej praktykowane zwyczaje spuchły i obrosły w rygorystyczne piórka, czy może raczej lista zasad wydłużyła się jak welon (weeping veil – zasłona łez), jeden z nieodzownych fragmentów stroju szanującej się wdowy. Z licznych historycznych portretów spoglądają na nas damy o głowach przysłoniętych przez czarne welony, nawet Matkę Boską z obrazu Chrystus w koronie cierniowej i Matka Boska Bolesna, artysta okrył wdowią chustą. Nie trudno byłoby pomylić je z zakonnicami, to właśnie z ich ubioru zaczerpnięto ten element garderoby. Kobiety, które poświęciły swoje życie Bogu – mniszki i zakonnice – zakrywały włosy, a czasem i twarze, co miało być symbolem przyzwoitości tudzież informacją, że ich ukochany – w końcu poślubione były Chrystusowi – nie przebywa już na tym świecie. I choć mors omnia aequat – śmierć zrównuje wszystkich, to żałoba nie przewidywała równości, ani klasowej, ani płciowej.

Panowie po śmierci żony lub bliskiej osoby niewiele musieli zmieniać w swoim życiu i odzieniu. Wystarczyło, że ciemny garnitur przyozdobili czarną wstążką zawiązaną na przedramieniu lub cylindrze. Pół roku opłakiwania małżonki uznawano za wystarczające, dłużej to już nie przystoi. Przy okazji w ten sposób odbierano im możliwość emocjonalnego przeżycia bólu w myśl zasady, że chłopaki nie płaczą. Jeśli natomiast to żona traciła partnera, obowiązywały ją trzy etapy żałoby, gdzie pierwszy – najgłębszy – trwał od roku do trzech lat. Jak już wspomniałam, w dobrym tonie było, żeby kobieta nie zdejmowała jednak wdowiej czerni do końca swych dni. To oczywiście tylko jeden ze scenariuszy. Zależnie od stopnia spokrewnienia oraz kraju żałoba po członkach rodziny miała odmienny czas trwania i obejmowała zróżnicowane tradycje i ubiór. Niekiedy niewiele brakowało, żeby nieświadomie popełnić błąd. Dlatego z pomocą przychodziły czasopisma i poradniki, jak opublikowany w 1840 roku The Workwoman’s Guide – Przewodnik dla pracownic. Czytelniczki mogły odnaleźć w nim instrukcję, jak odpowiednio opłakiwać zmarłych oraz wyszczególnienie przewidywanego czasu żałoby po śmierci różnych krewnych. Natomiast magazyny modowe reklamowały najnowsze trendy w strojach żałobnych w Europie i Stanach Zjednoczonych oraz podpowiadały, jak ubrać się stosownie, ale i nowocześnie. Jeżeli tego wszystkiego wyda nam się za wiele lub wręcz obudzi się w nas bunt przeciw tym przepisom, to pamiętajmy, że i dziś przy ważnych ceremoniach trzymamy się niepisanych zasad. Na pogrzeb nadal nie wypada przyjść w jasnym ubraniu, a na ślubie żadna z goszczących na nim pań – poza panną młodą – nie powinna pojawić się w białej sukience.

Garnitur, Muzealny Jednorożec, Niezła Sztuka

Garnitur | 1890-1895, Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

Wzrost popularności żałobnej garderoby nie był wyłącznie zasługą królowej Wiktorii. Przyczynił się do tego przemysł i możliwości, jakie dawała nowa technologia. Postęp w produkcji tekstyliów, w tym wynalezienie mechanicznego krosna, w połączeniu z apetytem konsumentów na tego typu odzież, doprowadził do powstania specjalnych działów w sklepach, a nawet całych domów towarowych poświęconych modzie pogrzebowej. Popyt, podaż, biznes. Jedno nakręcało drugie, a przedsiębiorcy zacierali ręce i prześcigali się w wymyślaniu coraz to nowszych rozwiązań. Tak na marginesie, żałobne ubiory, których nie szyto na zamówienie, tylko dopasowywano je do klientek przy zakupie, uznaje się za protoplastów gotowej odzieży podzielonej według rozmiarów oraz preludium do współczesnej produkcji konfekcji, którą już wtedy reklamowano w wysyłkowych katalogach odzieżowych. Natomiast coraz liczniejsze w XIX wieku towarzystwa pogrzebowe, w których majętni obywatele lokowali fundusze, aby opłacono z nich ich pochówki (w końcu wymogi pogrzebowe były kosztowne, a kostucha mogła wpaść niespodziewanie), stały się podwaliną towarzystw ubezpieczeniowych.
Zerknijmy jeszcze, jak ze stratą radzili sobie ubożsi obywatele. Najczęściej na pogrzeby i czas żałoby farbowali ubrania, których używali na co dzień. Zabieg ten był tańszy niż zakup całego żałobnego ekwipunku, nawet jeśli nie szytego na miarę, tylko gotowego. Farbowanie oszczędzało portfel, ale mogło prowadzić do utraty zdrowia i życia. Zresztą w epoce wiktoriańskiej i edwardiańskiej w różnych dziedzinach wytwórstwa roiło się od ryzykownych rozwiązań. Często za pięknymi tkaninami i modnymi akcesoriami kryła się długa lista toksycznych składników. Na moment opuścimy owiane czernią posępne klimaty i poznamy odmienne oblicze europejskich elit…


Muzealny Jednorożec. W ogrodzie rzeczy osobliwych. Tom II

Fragment pochodzi z książki:

Marta Norenberg

Muzealny Jednorożec.
W ogrodzie rzeczy osobliwych. Tom II »

Sztuk Kilka
Granica 2026


  1. M. Mitchell, Przeminęło z wiatrem, Warszawa 2015, s. 225. ↩
  2. Ibidem, s. 146. ↩
  3. Ibidem, s. 152. ↩
  4. Ibidem, s. 152. ↩
  5. Ibidem, s. 181. ↩
  6. Ibidem, s. 182. ↩


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Publikacje finansowane są głównie dzięki darowiznom Czytelników. Dlatego Twoja pomoc jest bardzo ważna. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni.

Wesprzyj »