Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret sześcioletniej Bożeny Steinborn, 1936
papier, pastel, 69 × 48,5 cm
Muzeum Narodowe we Wrocławiu



Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret sześcioletniej Bożeny Steinborn | 1936, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Jedna z najbardziej zasłużonych pracownic Muzeum Narodowego we Wrocławiu przekazała instytucji w darze swój portret pędzla Stanisława Ignacego Witkiewicza. Ta okoliczność skłania do przybliżenia postaci zasłużonej muzealniczki oraz działalności Firmy Portretowej „S.I. Witkiewicz”.
Założenie wspomnianego biznesu stanowiło ważną cezurę w życiu artysty, bowiem wiązało się z odejściem od „czystej formy” (terminu ukutego przez malarza oznaczającego malarstwo oddziałujące na odbiorcę, robiące na nim wrażenie), która według niego zanikała lub zaniknęła całkowicie. Jednym z powodów kierujących malarzem mógł być związek artysty z Neną Stachurską. Pragnął on zapewnić partnerce godziwe życie. Pomimo to nie chciał odchodzić od swojej koncepcji, portrety zamierzał malować równolegle tylko w celach zarobkowych. Odżegnywał się natomiast od innych form zarobkowania, jak malowanie krajobrazów czy pisanie komedii dla teatrów, które uważał za trywialne.



Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Portret Adama Steinborna | 1936, kolekcja prywatna, źródło: Wikipedia.org
Oczywiście działalność portretowa nie była niczym niezwykłym w świecie artystycznym, ale Witkiewicz nadał jej bardzo ciekawą formę. Aby zostać sportretowanym, trzeba było zaakceptować stworzony przez niego regulamin Firmy Portretowej. Przykładowy egzemplarz, który jest jednym z najciekawszych świadectw działalności firmy (oczywiście oprócz portretów), znajduje się w Muzeum Sztuki w Łodzi. Artysta kategoryzuje w nim rodzaje wytwarzanych przez niego konterfektów, określa ceny za poszczególne typy oraz zastrzega klientowi prawo do zakupu lub zwrotu dzieła z jednym mocnym zastrzeżeniem: nie wolno krytykować skończonego portretu! Można kupić lub nie, ale pod żadnym pozorem nie można wypowiedzieć nawet najmniejszych uwag.
Kornel Makuszyński zwraca uwagę w „Kurierze Codziennym Ilustrowanym”, że Witkacy a jego „firma” to zupełnie osobne byty:
„Dyrektor firmy, krótko nazwany Witkacy, szejtan na oko i demon, jest to, jak wiadomo, cholera, drapieżnie i piekielnie zdolna, w tym, co pisze, i w tym, co maluje. Sieje grozę wśród maluczkich […] kąsa i na każdy banał i na każdą wyświechtaną politurę ciska się jak tygrys. Nie czyni tego jednakże «firma» z ulicy Brackiej. Firma jest spokojna, wytworna i oparta na kalkulacji handlowej. Czyni to z diabelskim wprawdzie uśmiechem. […] wypełnia każde żądanie i w istocie, gwałcąc genialnego i wciąż szukającego swego ducha, robi portrety przepyszne, szybko i tanio”1.
Sporo w rozgłosie o jego działalności pomogła Wystawa Obrazów Tymona Niesiołowskiego i Portretów Stanisława Ignacego Witkiewicza w Salonie Czesława Garlińskiego w Warszawie. Wystawiono wówczas siedemdziesiąt trzy pastelowe portrety Stanisława. Duży zbiór jego prac zgromadziła swego czasu Inka Turowska, obiekt westchnień artysty. Często stronę techniczną działalności firmy przy wystawach brała na siebie żona artysty, Nina. Witkacy malował portrety głównie pastelami, używał też węgla, kredek i ołówka, zazwyczaj tworzył na kolorowych papierach, które po latach blakły.
Tak o popularności portretów Witkacego pisze Przemysław Pawlak w biografii artysty:
„Ogromny talent Witkacego w przenoszeniu na papier ludzkiego oblicza powoduje, że to właśnie te – wykonywane dla pieniędzy – dzieła staną się najbardziej rozpoznawalną częścią jego dorobku. Publika uzna je za sztukę, nie bacząc na to, co sam twórca o nich sądził i z jakiego powodu powstały”2.
Doktor Bożena Steinborn została sportretowana przez malarza w wieku sześciu lat. Miało to miejsce w Warszawie w założonej przez Witkacego Firmie Portretowej „S.I. Witkiewicz”. Po latach postanowiła przekazać swój portret do byłego miejsca pracy, aby cieszył oko zwiedzających. Tak o darze do wrocławskiego muzeum pisze Justyna Chojnacka z Działu Grafiki i Rysunku XX i XXI wieku Muzeum Narodowego we Wrocławiu:
„Ofiarowany portret jest nie tylko istotnym wzbogaceniem kolekcji wrocławskiego Muzeum Narodowego, lecz także czytelnym znakiem wieloletniej więzi dr Bożeny Steinborn z instytucją, z którą związana była przez najważniejszy rozdział swojej drogi zawodowej”3.
Sam portret ma w porównaniu do innych tego typu dzieł sporo atrybutów: książkę, kałamarz, pióro, owoce. Malarz zostawił też w prawym dolnym rogu słynne sygnatury, jakimi okraszał prace. Miały one charakter informacyjny, w jakim stanie tworzył dany wizerunek. Na portrecie w centrum widać sześcioletnią Bożenkę ubraną w odświętną zielonkawą sukienkę z białym kołnierzykiem w kształcie gwiazdy. W jej twarzy uwagę przykuwają duże niebieskie oczy. Wzrok sugeruje, że dziewczynka może być lekko przestraszona, zdziwiona lub zaintrygowana. Wyraz twarzy dziecka interpretować można jako dociekliwy i ciekawy świata, co dało o sobie znać w późniejszym życiu muzealniczki. Za głową modelki widać jasne pole podkreślające młodość i niewinność dziewczynki. Ta kompozycja sprawia wrażenie przedstawienia sakralnego motywu małego anioła.



Hanna Krzetuska, Portret Bożeny Steinborn | 1959, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Co ciekawe, Steinborn była również portretowana w swoim dorosłym życiu. W 1959 roku została namalowana przez Hannę Krzetuską – malarkę związaną z wrocławskim środowiskiem artystycznym. Praca ta również znajduje się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.
W serii wydawniczej Przypadki Wrocławskich Muzealników jedną z książek poświęcono byłej modelce Witkacego – Bożenie Steinborn. Jest to właściwie nietypowa autobiografia. Autorka użyła formy niewpisującej się w ramy typowej linearnej biografii. Jest to raczej zbiór przemyśleń i faktów związanych z działalnością muzealniczą Bożeny Steinborn czy otaczającą ją rzeczywistością. Publikacja niewiele mówi o sprawach ściśle prywatnych.
Wczesne życie Steinborn opierało się na ciągłych przemianach, do których przyszła muzealniczka musiała w taki czy inny sposób się zaadaptować – nauczyć się żyć w szybko zmieniających się realiach. Urodziła się w 1930 roku, więc jako dziecko zmagała się z rzeczywistością wojenną, a następnie próbowała odnaleźć się w totalitarnym systemie, który nie sprzyjał swobodnemu rozwijaniu działań kulturalnych. Na Śląsku znalazła się w pogoni za miłością. Zakochała się w Lwowiaku Leszku Wondrauschu, który w trakcie wojny walczył w szeregach Armii Krajowej. Po wojnie jak wielu innych wysiedleńców osiadł we Wrocławiu. Zawodowo był instruktorem narciarstwa oraz przewodnikiem PTTK.
Ciekawym zagadnieniem opisywanym przez Steinborn w książce jest ewolucja, jaką przechodzi w stosunku do dóbr kultury na terenie „poniemieckim”, gdzie przyszło jej działać. Chodzi tu o marginalizowanie oraz umyślne niszczenie dorobku kulturalnego znajdującego się na ziemiach zachodnich, jakie Polska uzyskała na mocy traktatów po zakończeniu działań wojennych. Postrzeganie przez Steinborn tego zagadnienia kształtowało się od aprobaty tej metody (w zjawisku tym czynnie brał udział jej mąż Leszek) do zupełnie odmiennych działań, mających na celu ochronę i dbanie o to, co Polska zastała na Ziemiach Odzyskanych.
Bożena Steinborn ciekawie opowiada w swoich wspomnieniach o – jak to nazywa – towarzyszach w „Zakonie”. Chodzi o swoistą lojalność w grupie muzealników i historyków sztuki różnych narodowości, podobną do tej, jaka istnieje w zakonach duchownych. Wątek ten najlepiej zobrazują słowa autorki wspomnień:
„Kiedy zastanawiałam się nad tym zjawiskiem […], spostrzegłam pewne podobieństwo do zakonu jezuitów. […] zakonników różnych narodowości jednoczyła bowiem wspólnota interesów korporacji. Moje osobiste doświadczenia każą mi widzieć podobieństwo kosmopolitycznych postaw i zakonników, i muzealników”4.
W „Zakonie” historyczki sztuki znalazły się w większości niemieckie koleżanki po fachu (głównie z NRD). Z nazwiska wymienione są na przykład: Elizabeth Hütter z Drezna, Marianne Prause i Irmgard Hiller z Lipska, Helga Weisegärber z Berlina.
Wrocławska historyczka sztuki odbyła wiele podróży służbowych do NRD i innych państw, nie tylko tych z bloku komunistycznego. Wizytowała muzea w RFN, Austrii, Szwecji, Włoszech, Francji i Holandii. Były to potajemne wyjazdy na kilka dni. Pytanie brzmi: czemu tak zdolna osoba władająca świetnie językiem niemieckim oraz komunikatywnie po francusku nie postanowiła uciec za granicę na stałe? Być może chodziło o życie rodzinne, a może kierowała się dewizą, jaką usłyszała od swojego taty: „Right or wrong, but my country”.



Bożena Steinborn | 1999, źródło: Wikipedia.org
Ważną cezurą w życiu wrocławskiej muzealniczki jest czas internowania za działalność patriotyczną w NSZZ Solidarność. Niezłomności i walki Bożena Steinborn mogła nauczyć się od swoich przodków. Jej niemiecki pradziadek Jan Steinborn został przysłany na Pomorze w celu germanizowania dzieci polskich. Odczuł niesprawiedliwość tego działania i nauczył się języka polskiego, tworząc tym samym więź z polskim narodem. Dziadek Bożeny, Otton, był związany z Toruniem. Działał tam jako społecznik, lekarz i polityk, był burmistrzem miasta. Został również senatorem w II Rzeczpospolitej. Natomiast ojciec Bożeny, Adam Steinborn, brał udział w wojnie w 1920 roku oraz wojnie obronnej w 1939 roku. W czasie okupacji działał najpierw w Związku Walki Zbrojnej, a następnie w Armii Krajowej (działał w kontrwywiadzie, KG Oddział II, świetnie znał język niemiecki).
Bożena Steinborn pracowała w Muzeum Narodowym we Wrocławiu – w latach 1953–1983 w Dziale Oświaty, a następnie w Dziale Malarstwa. W 1983 roku przeniosła się do Warszawy, gdzie pracowała w Zamku Królewskim, a od 1986 do 1990 roku w Muzeum Narodowym. Nie sposób wymienić jej wszystkie zasługi. Było to m.in. mnóstwo wystaw, wykładów i publikacji książkowych. Warto jednak wiedzieć i zapamiętać, że była jedną z popularyzatorek wiedzy o regionie, który odkrywała praktycznie od zera. Wraz z innymi koleżankami i kolegami opisywała i katalogowała dzieła, które tworzyły spuściznę wrocławskiego Muzeum Narodowego.


Bibliografia:
1. Chojnacka J., Wyjątkowy dar Bożeny Steinborn dla Muzeum Narodowego we Wrocławiu, strona internetowa Muzeum Narodowego we Wrocławiu, https://mnwr.pl/wyjatkowy-dar-bozeny-steinborn-dla-muzeum-narodowego-we-wroclawiu.
2. Degler J., Witkacego portret wielokrotny, Warszawa 2009.
3. Pawlak P., Witkacy. Biografia, Warszawa 2025.
4. Piskorska H., Otton Steinborn, Toruń 1947.
5. Przypadki Wrocławskich Muzealników. Bożena Steinborn, red. R. Heś, Wrocław 2022.
6. Tarnowski J., Estetyka Witkacego, Gdańsk 2025.
7. Vrazić M., Stanisław Witkiewicz i Witkacy, dwa paradygmaty sztuki, dwie koncepcje kultury, Warszawa 2013.
- P. Pawlak, Witkacy. Biografia, Warszawa 2025, s. 353. ↩
- Ibidem, s. 349. ↩
- J. Chojnacka, Wyjątkowy dar Bożeny Steinborn dla Muzeum Narodowego we Wrocławiu, strona internetowa Muzeum Narodowego we Wrocławiu, https://mnwr.pl/wyjatkowy-dar-bozeny-steinborn-dla-muzeum-narodowego-we-wroclawiu (dostęp: 04.05.2026. ↩
- Przypadki Wrocławskich Muzealników. Bożena Steinborn, red. R. Heś, Wrocław 2022, s. 39. ↩


© Wszelkie prawa zastrzeżone, w tym prawa autorów i wydawcy – Fundacji Niezła Sztuka. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części portalu Niezlasztuka.net bez zgody Fundacji Niezła Sztuka zabronione. Kontakt z redakcją ».


Dziękujemy Ci, że czytasz nasze artykuły. Właśnie z myślą o takich cudownych osobach jak Ty je tworzymy. Osobach, które lubią czytać i doceniają nasze publikacje. Wszystko, co widzisz na portalu jest dostępne bezpłatnie, a ponieważ wkładamy w to dużo serca i pracy, to również zajmuje nam to sporo czasu. Nie mamy na prowadzenie portalu grantu ani pomocy żadnej instytucji. Bez Waszych darowizn nie będziemy miały funduszy na publikacje. Dlatego Twoje wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Jeśli lubisz czytać niezłosztukowe artykuły – wesprzyj nas.
Dziękujemy Ci bardzo, Joanna i Dana, założycielki Fundacji Niezła sztuka






























