O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Frederic Leighton i sekrety obrazu „Flaming June”



Potrzebujemy Twojej pomocy. Wesprzyj nas na PATRONITE »

120 lat temu, 25 stycznia 1896 roku, w domu położonym przy Holland Park umarł jeden z najsłynniejszych malarzy brytyjskich Frederic Leighton, twórca tajemniczego obrazu Flaming June. Londyn okrył się żałobą, artysta był jednym z najbardziej wziętych twórców epoki wiktoriańskiej, prezydentem Royal Academy of Arts (RA – Królewskiej Akademii Sztuki). Kondolencje przysłała osobiście Królowa Wiktoria, a uroczysty pogrzeb odbył się w Katedrze św. Pawła, gdzie spoczywają najwybitniejsi Anglicy. Na dzień przed śmiercią Leighton otrzymał tytuł lorda. To jedyny przypadek w historii Anglii, kiedy malarza uhonorowano takim zaszczytem. Nie należy tego mylić z tytułem szlacheckim, który przyznawany jest wielu artystom i osobistościom. W dziejach historii sztuki Leighton zasłynął jednym z najbardziej tajemniczych obrazów pt. Flaming June.

Frederic Leighton Flaming June

Frederic Leighton Flaming June | 1895 , fot.: wikipedia.org

Gdzieś na brzegu morza, w porażającym blasku słonecznym, na marmurowej ławce, w pozie zarówno niedbałej jak i embrionalnej śpi młoda kobieta, odziana w ognistą suknię. Obraz przykuwa uwagę ładunkiem tajemniczości i erotyzmu. Zachwyca maestria antycznej w stylu szaty, przywodzącej na myśl dzieła Fidiasza. Spod delikatnego szyfonu widać jej posągowe ciało, piersi, pupę. Kompozycja, dzięki wpisaniu w kwadrat, jest niezwykle energetyczna, nasz wzrok wędruje dookoła odnajdując kolejne szczegóły. Ponad głową śpiącej bogini widać gałązkę oleandra – symbol śmierci. Obraz ten uchodzi dzisiaj, na równi z takimi dziełami jak Mona Liza, Dziewczyna z perłą czy Maria Magdalena Caravaggia za jeden z najpiękniejszych i tajemniczych wizerunków kobiecych w dziejach sztuki.

Leighton był wybitnym przedstawicielem akademizmu i klasycyzmu w sztuce wiktoriańskiej, wiele łączyło go z ówcześnie dominującym nurtem Prerafaelitów. Sztuka 2 połowy XIX wieku znakomicie oddaje sens pojęcia „mody na obrazy”. Jedne w danym momencie zachwycają, a w innym są mijane niezauważone. Takie były też losy Flaming June.

W sali Prerafaelitów w londyńskim Tate Britain zawsze stoi tłum zachwyconych obrazem przedstawiającym kobietę leżącą w toni wodorostów. Dziś, kiedy wystawę z Ofelią Millaisa zobaczyło kilka milionów osób na świecie, trudno sobie wyobrazić, że jeszcze w latach 60-tych XX w. sztuka wiktoriańska nie była zbytnio ceniona. W czasach kiedy królował Andy Warhol i jego puszki, sztuka Prerafaelitów była symbolem złego gustu.

John Everett Millais, Ofelia, 1852, fot.: wikipedia.org

John Everett Millais Ofelia | 1852, fot.: wikipedia.org

A jak było z innymi dziełami, którymi się dziś zachwycamy? Wielu z tych, którzy byli w Luwrze i stali w tłumie ludzi, przywdziewając zagadkowe uśmiechy i wspinając się na palce by dojrzeć za szybą Mona Lizę, starając się odnaleźć w jej spojrzeniu coś dla siebie, nie wie, że jej ogromna sława przyszła dopiero wtedy, kiedy została skradziona na początku XX wieku. W połowie XIX wieku, gdy powstała Ofelia, damy mdlały, a panowie pisali sonety inspirując się znajdującym dzisiaj dokładnie na tej samej ścianie, co Mona Liza, ale po przeciwległej stronie tycjanowskim Koncertem.

Dzisiaj rzesze zachwyconych stają porażone światłem bijącym z płócien Caravaggia, w Rzymie, Paryżu, Londynie czy na Malcie. Trudno sobie wyobrazić, że ten barokowy artysta został odkryty na nowo dopiero w latach 50-tych XX wieku, po zorganizowanej w Rzymie monumentalnej retrospektywie buńczucznego twórcy.

Caravaggio, Wieczerza w Emmaus, 1601, fot.: wikipedia.org

Caravaggio Wieczerza w Emmaus | 1601, fot.: wikipedia.org

Za największe wydarzenie dekady lat 90-tych XX wieku uznano wystawę 35 obrazów Vermeera. Po raz pierwszy od śmierci artysty w 1675 roku pokazano je wspólnie na jednej ekspozycji. Kolejkę do muzeum w Waszyngtonie najlepiej byłoby widać z lotu ptaka, a w Hadze bilety wyprzedano na rok przed wystawą.

Dzieła Vermeera zachwyciły dopiero w połowie XIX wieku. Przełomem stał się tekst na temat jego twórczości, autorstwa słynnego francuskiego teoretyka sztuki Thore-Bürgera, który opisał swoje silne emocje wywołane spotkaniem z obrazem Widok Delft. Krąg ludzi omdlewających dzisiaj przy tym obrazie z Hagi, corocznie się powiększa.

Jan Vermeer Widok Delft | 1660–1661, fot.: wikipedia.org

Johannes Vermeer Widok Delft  |  1660-1661
olej, płótno, 96,5 × 115,7 cm, Mauritshuis, Haga

Wróćmy zatem do Frederica Leighton’a…

Uchodził on za jedną z najpopularniejszych postaci XIX-wiecznej socjety. Urodzony w Anglii 3 grudnia 1830 roku, ze względu na słabe zdrowie matki, wychował się we Włoszech i w Niemczech. Studiował w Rzymie i we Florencji, również we Frankfurcie pod okiem znanego Nazareńczyka (nurt bliski Prerafaelitom). W Paryżu zetknął się z twórczością Delacroix i Ingres’a, którzy wywarli na niego największy wpływ. Odebrał staranne wykształcenie, znał włoski, francuski, niemiecki. Wzorem edukacji gentlemenów i dam w Anglii dużą wagę przywiązywano do poszerzających horyzonty podróży. Leighton upodobał sobie wyjątkowo Północną Afrykę, gdzie niemal co roku wracał.

Jeszcze w 1855 roku, mieszkając w Europie, wystawił w Royal Academy jeden ze swoich pierwszych obrazów. Zaprezentowane monumentalne dzieło inspirowane wczesnorenesansowym malarstwem florenckim i weneckim, już pierwszego dnia kupiła Królowa Wiktora czyniąc go sławnym z dnia na dzień. W 1878 sam Leighton został Prezydentem Royal Academy, obejmując tym samym jedną z najintratniejszych posad w ówczesnej Anglii. Letnie wystawy w Royal Academy od XVIII wieku do dzisiaj należą do największych wydarzeń na rynku sztuki.

Artysta dużo podróżował, co roku jeździł do Włoch, jednak ponad wszystko ukochał Bliski Wschód. Inspiracje tymi regionami znajdziemy w jego domu, położonym w ekskluzywnej dzielnicy Kensington, gdzie spotykała się londyńska śmietanka towarzyska na dysputy literackie i artystyczne. Wejście do rozległej rezydencji stanowił Arabski Hall jakby żywcem przeniesiony Baśni tysiąca i jednej nocy. Wyłożony damasceńskimi kaflami, wygodnymi otomanami, pełen arabskich inskrypcji witał szemrzącą fontanną i przechadzającymi się pawiami.

Dom/ Muzeum Frederica Leighton'a Londynie

Dom/ Muzeum Frederica Leighton’a w Londynie, fot.: selvedge.org

Wokół jego domu zamieszkało wielu znanych artystów 2 połowy XIX wieku czyniąc okolicę kolonią artystyczną. Do grona jego przyjaciół należeli akademicy – Laurence Alma Tadema, George Watts oraz Prerafaelici – Dante Gabriel Rossetti i John Everett Millais. Malował dużo, średnia cena za jego obraz wynosiła 4 tysiące funtów.

Flaming June powstała u kresu jego życia, w 1895 roku. Po raz pierwszy w swojej profesjonalnej karierze Leighton nie miał siły wziąć udziału w wystawie z powodu postępującej choroby. Obraz odniósł sukces, ale artysta już tego nie doczekał zmarł osiem miesięcy po wystawie. Flaming June zmieniała kilkakrotnie właścicieli, by wreszcie zniknąć zupełnie na 30 lat i pojawić się nagle na rynku w 1962 roku.

Obraz zmieniał właścicieli i w końcu nabył go portorykański przedsiębiorca, Luis Ferre za 2 tysiące funtów. W wydanych wspomnieniach wyznaje, że wielokrotnie miał propozycje sprzedaży dzieła za sumę 60 milionów funtów. Cena ta nie dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, że szkic do Flaming June został sprzedany na aukcji w lipcu 2015 za niemal 200 tys. funtów. Tym samym uzyskując najwyższą w historii cenę za szkic kredą. Oto szkic, który uzyskał rekordową cenę w domu aukcyjnym Sotheby’ s w 2015. Kiedy porównamy go z obrazem Leightona, ukazują oba tę samą delikatną twarz kobiety o klasycznym profilu i burzy rudych – jak wiemy z obrazu – włosów.

Szkic do <em>Flaming June</em>, sothebys.com

Szkic do Flaming
June
, sothebys.com

Aukcja była sensacją, odbywała się podczas obleganej ekspozycji Flaming June w nowojorskiej galerii The Frick. Za każdym razem obraz wędruje na wystawy po świecie, wywołuje falę artykułów opatrzonych nagłówkami „skąd taki tytuł”, „jak interpretować ten obraz” i wreszcie – „kim jest modelka, która pozowała do Flaming June”?

Kim była ta kobieta?

Modelką była kobieta o pięknych proporcjach i figurze, wyjątkowo szlachetna. Szkic i niedawne ujawnienie sensacyjnej korespondencji pomiędzy przyjaciółmi Leightona, pozwalają stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że modelką Flaming June była aktorka Dorothy Dene.

Frederick Leighton, Crenaia, nimfa rzeki Dargle, 1880, fot.: wikipedia.org

Frederick Leighton Crenaia, nimfa rzeki Dargle | 1880, fot.: wikipedia.org

Tragiczna muza

Kiedy się spotkali, Dorothy miała lat 19, on 49. Po śmierci matki i opuszczeniu rodziny przez ojca opiekowała się gromadką młodszego rodzeństwa. Leighton poruszony ich losem zatrudnił ją jako modelkę. Przez ostatnie dwie dekady pozowała do wielu ważnych dzieł Leightona – m.in. W ogrodzie Hesperyd, Crenaia i Clytie. Coraz więcej wskazuje na to, że Dorothy Dene była dla Frederica Leightona kimś więcej niż tylko modelką.

Dorothy Dene miała aspiracje aktorskie. Po pierwszych występach krytyka zmiażdżyła ją recenzjami. By ratoąwać sytuację Leighton opłacił jej lekcje dykcji.

Leighton był znajomym słynnego pisarza Georga Bernarda Shaw’a. Obaj panowie byli też członkami Zarządu powierniczego w British Museum. Uważa się, że dzieje Leighton’a i Dene stanowią kanwę Pygmaliona Shaw’a. Inaczej niż to ma miejsce w sztuce, Leighton i Dene nigdy się nie pobrali. W wiktoriańskich czasach, pełnych pruderii i podziałów klasowych nie było to realne. On był na szczycie drabiny społecznej, ona znacznie niżej – pochodziła z niezamożnej londyńskiej rodziny. On był przyjmowany na herbatkach u Królowej, najwięksi zabiegali o jego uznanie, a ona była tylko aktorką.

Frederic Leighton, fot.: wikipedia.org / Dorothy Dene, fot.: woordenstorm.nl

Frederic Leighton, fot.: wikipedia.org / Dorothy Dene, fot.: woordenstorm.nl

Uważa się jednak, że w ostatnich dziełach Leighton uwiecznił właśnie Dorothy używając do tego symbolicznej ikonografii, pełnej poetyckich odniesień, tak lubianej w czasach mu współczesnych.

Aby zanurzyć się bez reszty w wiktoriańskiej Anglii, podumać o losach kolejnej pary niespełnionych kochanków warto odwiedzić dom Leightona w Londynie. Dzięki staraniom zaangażowanych tam osób, pod przewodnictwem znakomitego historyka sztuki, jednego z najważniejszych na świecie znawców twórczości Leightona – kuratora Daniela Robbinsa powstało miejsce w Londynie niezwykłej rangi i klasy. Tu nie czujemy się jak w muzeum, ale jak w domu, gdzie jesteśmy mile widzianym gościem. Przechadzamy się wśród obrazów, przeglądamy jego książki i zapiski, mamy poczucie, że zaraz malarz odłoży pędzle i przyjdzie do nas opowiedzieć o swoich obrazach.

Leighton museum

Leighton museum

Nike Farida

» Nike Farida

Polska pisarka mieszkającą w Londynie. Wydała bestsellerową Pannę Młodą o dorastaniu w postkolonialnej Libii, w cieniu rodzącego się terroryzmu. Autorka porusza się wokół fundamentalnej obecnie kwestii cywilizacyjnej w jakiej żyjemy, w splocie bogactwa i udręki świata kultury trzech podstawowych religii monoteistycznych. W marcu 2016 roku ukaże się powieść „Żona”, kontynuacja libijskiej trylogii. Jest historykiem sztuki, przygotowuje doktorat na temat roli Muzy w twórczości znanych malarzy.

Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Wszystkie publikacje finansowane są dzięki darowiznom Czytelników. Jeśli chcesz wesprzeć nas w tworzeniu tego miejsca w polskim internecie na temat sztuki, będziemy Ci bardzo wdzięczni. Nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.

Wesprzyj »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »