O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Zofia i Wojciech Czerwosz – zapomniani artyści z Saskiej Kępy



Przy ulicy Niekłańskiej stoi ukryty w zieleni ogrodu dom, o którego historii powinien dowiedzieć się każdy miłośnik sztuki powojennej. Wybudował go Jerzy Chojnacki jako uzupełnienie parceli, na której stała jego rzeźbiarska pracownia. Miejsce to połączyło wielu artystów, a przede wszystkim stało się skarbnicą prac artystycznej rodziny Czerwoszów: ojca Wojciecha (1913-1986), matki Zofii (1919-2009) i córki Magdaleny.

Dzisiaj cały dom pełen jest rzeźb i pamiątek po rodzicach; otwierając drzwi, pani Magdalena wskazuje na prace po obu ich stronach – po prawej płaskorzeźba ojca, po lewej malowana płyta ceramiczna matki.

Pracownia przy Niekłańskiej, fot.: Aleksandra Łata

Pracownia przy Niekłańskiej, fot.: Aleksandra Łata

I właśnie tak w dużym skrócie można byłoby przedstawić twórczość Czerwoszów: Zofia zawsze mówiła o sobie „malarka”, natomiast Wojciecha zajmowała głównie rzeźba. Niejako po dwóch przeciwnych stronach, tworzyli równolegle, nigdy sobie nie przeszkadzali. Jak mówi ich córka, pewnie to było sukcesem ich 40-letniego związku – nie konkurowali ze sobą, bo ich działalność nie nakładała się na siebie, nie spowalniali się wzajemnie, a co najważniejsze – matka nie musiała rezygnować z tworzenia na rzecz domu czy podarowania swobody twórczej mężowi.

Zofia Maria Czerwosz | lata 90-te, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Zofia Maria Czerwosz | lata 90-te, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Prywatnie również z przeciwnych biegunów, a jednak w jakiś sposób coś od zawsze ich łączyło. On – góral z Łopusznej, sercem zawsze w górach, ona – warszawianka wychowująca się w zamożnym domu przy Zakopiańskiej. Wojciech ukończył Szkołę Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, którego dyrektorem był Karol Stryjeński, w roku 1936 natomiast rozpoczął studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Edwarda Wittiga, który trzy lata później powołał zdolnego studenta na swojego asystenta otwierając mu drogę do kariery profesora ASP, jednak plany przerwała wojna.

Zofia Rendzner po maturze uczęszczała do Miejskiej Szkoły Sztuk Zdobniczych w Warszawie, a potem przez rok uczyła się malarstwa i scenografii na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W trakcie wojny zajmowała się pracą dydaktyczną współtworząc świetlicę przy ulicy Francuskiej, a także wystawiając z dziećmi scenki teatralne, rozwijając swoje pasje scenograficzne i tworząc lalki, które stały się potem bohaterami Kukiełek pod Barykadą, przedstawienia wystawianego podczas powstania warszawskiego. Była także łączniczką i zastępcą komendantki rejonu praskiego Wojskowej Służby Kobiet AK. Umiejętności pedagogiczne i potrzeba zaangażowania społecznego przełożyły się na powojenną pracę w charakterze nauczyciela w szkołach artystycznych, czego owocem były książki z dziedziny wychowania estetycznego, wśród nich Dzieci lubią rysować.

Wojciech Czerwosz | Kielce 1947, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Wojciech Czerwosz | Kielce 1947, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Wojciech także okazał się znakomitym działaczem społecznym i dydaktykiem; za działalność w antykomunistycznym stowarzyszeniu Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i niezawisłość” założonej w 1945 roku został aresztowany. Był także prezesem Zarządu Bratniej Pomocy Studentów ASP w Krakowie, a przez jakiś czas stanowisko wiceprezesa pełniła Zofia.

Wojciech Czerwosz | Bałtów 1979, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Wojciech Czerwosz | Bałtów 1979, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Poznali się właśnie w Krakowie, w okresie drugiej młodości, kiedy młodzież dorastająca w latach 40. decydowała się na kontynuację studiów po wojnie. Pracownię rzeźby przejął Xawery Dunikowski i to pod jego kierunkiem Wojciech ukończył studia w 1947 roku. Na tej samej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie studiowała Zofia, która rozpoczęła II rok malarstwa u Wojciecha Weissa oraz scenografię u Karola Frycza. Malarstwo ukończyła w 1948 roku, a scenografię trzy lata później już w Warszawie, dokąd wróciła po ślubie z Wojciechem. Jak wspomniała po latach, przyszłego męża poznała podczas studenckiego wyjazdu w góry: „Był utalentowany, miał dobrą opinię jako kolega i jako prezes Bratniej Pomocy, ale mówiono o nim, że to małomówny, szorstki niedźwiedź. Myślałam: czy potrafię oswoić niedźwiedzia? Udało się dobrze, bo po pół roku zostałam jego żoną na kilkadziesiąt lat”. Zaraz po ślubie zamieszkali chwilowo w Kielcach, gdzie Wojciech pracował po studiach, a potem podjęli decyzję o przeprowadzce do stolicy, a dokładniej do domu rodzinnego Zofii na Saskiej Kępie.

To właśnie ta dzielnica stała się centrum ich artystycznej twórczości. Pierwsza wspólna warszawska pracownia mieściła się co prawda w garażu teścia przy Zakopiańskiej, a po śmierci najpierw Wojciecha w 1986, a potem Chojnackiego w 1988 roku, Zofia z córką Magdaleną przeprowadziła się do domu przy Niekłańskiej.

Wojciech Czerwosz, fot. z archiwalnych zbiorów rodziny Czerwosz

Wojciech pracował przy odbudowie stolicy, natomiast Zofia spełniała się jako wykładowca plastyki oraz autorka książek i artykułów z dziedziny wychowania estetycznego oraz pedagogiki artystycznej. Prawdziwy rozkwit twórczości nastąpił w latach 60. i 70. Wojciech rozpoczął współpracę z Mennicą Państwową, dla której wykonywał projekty okolicznościowych monet. Zajmował się głównie medalierstwem, biorąc udział w wystawach i konkursach w kraju i za granicą. W roku 1969 otrzymał pierwszą nagrodę konkursu Uni A Erre we Włoszech, podczas którego zaprezentował medal „Wioślarz”. Kompozycja przedstawia mocno zsyntezowanego sportowca pochylającego się nad wodą, w której – zamiast jego odbicia – sprawne okno ujrzy sylwetkę syreny. Zarówno sport, jak i syreny należały do jednych z ulubionych tematów rzeźbiarza i medaliera.

wojciech czerwosz wioślarz

Wojciech Czerwosz Wioślarz | 1967

Chętnie przedstawiał postaci w ruchu, a do jego ulubionych sportów należało narciarstwo i lekkoatletyka, choć zilustrował też podręcznik do nauki tańców ludowych. Syrenom natomiast poświęcił więcej uwagi jako rzeźbiarz, choć często te same motywy realizował w różnych technikach; na fasadzie na gmachu liceum im. Bolesława Prusa na rogu ulic Katowickiej i Zwycięzców można podziwiać niedawno odnowioną płaskorzeźbę przedstawiającą Syrenkę Warszawską, natomiast w zbiorach Muzeum Warszawy znajdują się wycinanki przedstawiające różne oblicza tego symbolu miasta.

wojciech czerwosz syrena

Wojciech Czerwosz Syrena, wycinanka z papieru, data nieznana

Powracającym niemal przez całą twórczość motywem jest jednak żubr. To majestatyczne zwierzę zrobiło na Wojciechu ogromne wrażenie, kiedy oglądał je w rezerwacie w Gorcach niedaleko jego rodzinnej Łopuszny. Nieudana (zwierzęta padły ofiarą pryszczycy) próba osadzenia żubra na Podhalu stała się ważnym impulsem dla późniejszej twórczości Wojciecha Czerwosza; przez całe swoje życie powielał bowiem sylwetki tych zwierząt w projektach monet, medalach, a później w swojej nowej ulubionej technice – wycinance.

Wojciech Czerwosz Żubr, wycinanka z płyty paździerzowej, II poł. lat 60.

Wojciech Czerwosz Żubr, wycinanka z płyty paździerzowej, II poł. lat 60.

Z początku była to forma odskoczni od męczących prac rekonstrukcji stolicy, potem jednak wycinanka stała się tą techniką, w której artysta dał wyraz swojego własnego stylu. W czarnym papierze, sklejce, płycie wiórowej lub paździerzowej wycinał formy uproszczone, zsyntetyzowane, czasem sprowadzone do znaków przypominających ceramiczne gmerki, a dzięki temu zyskujące na ekspresji. Serie wycinanek przedstawiających żubry, syrenki, czy tzw. Umarmaćki (oparte na treści piosenki „Umarł Maciek”) można interpretować jako rodzaj powrotu do sztuki swojego regionu, choć jest to raczej daleka inspiracja samą techniką niż formą, ponieważ wycinanki Wojciecha Czerwosza nie są symetryczne, pozbawione są też dekoracyjności i barwności wycinanek ludowych, a rodzaj stylizacji sylwetek ludzkich prowadzi bardziej do twórczości Henry’ego Mattise’a.

Zarówno w medalach, wycinankach i rzeźbie (jego ulubionym materiałem było drewno) interesowała go przede wszystkim sylwetka ludzka i kompozycje figuralne. Nie przestawiał krajobrazu ani architektury, które to z kolei szczególnie zajmowały jego żonę.

Największa spuścizna po Zofii Czerwosz to jej plakiety ceramiczne, które traktowała jak podobrazie dla kompozycji malarskich. Ceramika była jej ulubionym środkiem wyrazu, od 1974 współtworzyła Grupę Twórczą KERAMOS, której członkiem był również Wojciech, jak i wielu innych artystów warszawskich. Wspólna pracownia, a zarazem siedziba grupy, znajdowała się przy ulicy Krasińskiego na Żoliborzu, gdzie wybudowano odpowiedniej wielkości piec i stworzono najlepsze jak na tamte czasy warunki do pracy.

W czasach reglamentacji materiałów artystycznych, a szczególnie podczas stanu wojennego, ceramicy mogli liczyć na wsparcie zagranicznych kolegów po fachu, którzy wysyłali paczki ze szkliwami i innymi materiałami niezbędnymi do pracy. Jak można wyczytać ze wspomnień Zofii, cechą wyróżniającą grupę była współpraca artystów z różnych grup wiekowych, profesjonalistów z amatorami. Do tworzenia w glinie nie było wymagane wykształcenie ceramiczne, a wszystkim przyświecała idea współpracy i wzajemnego uczenia się od siebie. Grupa KERAMOS, przekształcona w roku 1990 na stowarzyszenie, była jednym z najważniejszych przedsięwzięć Zofii Czerwosz. Brała także udział w plenerach polskich i zagranicznych, oraz licznych wystawach i konkursach.

Charakterystyczne dla twórczości artystki są prostokątne płyty wykonane w glinie szamotowej. Tak jak w przypadku każdego podobrazia, w glinie zarysowywała Zofia swoją kompozycję, by po wypaleniu pokryć ją barwnymi szkliwami oraz złoceniami, uzyskując różne efekty w zależności od błysku i matowości szkliw. Najciekawsze prace artystki pochodzą z cyklu Miasta, interesowały ją także ptaki wodne podglądane podczas wakacyjnych pobytów w Szwajcarii Kaszubskej w Chmielnie i na Mazurach. Łabędzie, czaple, kormorany czy żurawie pojawiają się więc w wielu pracach Zofii, nierzadko w parach, portretowane z bliska lub z daleka, zestawiane w dyptykach. Spojrzenia perkozów do dyptyk przedstawiający dwa ptaki w profilu; kontur ptaka oraz szuwary zostały zarysowane w glinie, natomiast efekt malarski uzyskała artystka poprzez nałożenie szkliw i złoceń, z zachowaniem pęcherzy powstających w procesie wypalania. Zofia Czerwosz traktowała takie wypryski jako istotny element stosowanej technologii i potrafiła nadać im estetyczny walor.

Zofia Czerwosz, Perkoz Spojrzenia perkozów, część B dyptyku, szamot szkliwiony i złocony, data nieznana

Zofia Czerwosz, Perkoz Spojrzenia perkozów, część B dyptyku, szamot szkliwiony i złocony, data nieznana

Podejmowała też temat syren, a prace o tej tematyce często tworzyła wspólnie z mężem; Wojciech projektował kompozycję, a ona nakładała polichromię na wypaloną już glinę. Efektem takiej współpracy jest na przykład plakieta Syrena z dzieckiem na ogonie na fali z 1979 roku. Tytułowa syrena, a szczególnie jej głowa, jest mocno uproszczona, z twarzą niemal nieantropomorficzną, natomiast trzymany na jej ogonie chłopiec został przedstawiony bardziej realistycznie. Scena matczynej miłości, z sercem symbolicznie podzielonym na pół, może prowadzić nawet do motywu Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Tło kompozycji zostało sprowadzone do kilku linii fal, natomiast dekoracja kolorystyczna jest w tym przypadku również bardzo ascetyczna, co nietypowe dla twórczości Zofii. Użyła tu bowiem jedynie szarości i bieli, rezygnując z błyszczących szkliw i złoceń. Dzieło to jest jednak przykładem harmonijnej współpracy artystycznego małżeństwa, w którym sztuka i miłość przeplatały się wzajemnie, a otwartość na wzajemną inspirację doprowadziła do mieszania technik i tworzenia nowych środków ekspresji.

Zofia Czerwosz, Wojciech Czerwosz Syrena z dzieckiem na ogonie na fali | 1979, szamot szkliwiony, szer. 31 cm x 44 cm długości; grubość: 2 cm

Zofia Czerwosz, Wojciech Czerwosz Syrena z dzieckiem na ogonie na fali | 1979, szamot szkliwiony, szer. 31 cm x 44 cm długości; grubość: 2 cm

Twórczość małżeństwa Czerwoszów świetnie reprezentuje środowisko artystyczne Saskiej Kępy, która od lat powojennych skupiała wybitnych rzeźbiarzy i rzeźbiarki po prawej stronie Wisły. Dom Czerwoszów i Jerzego Chojnackiego przy Niekłańskiej, nieistniejąca już pracownia Stefana Momota przy Niekłańskiej, a także domy i pracownie artystów takich jak Wiktora Czechowska-Antoniewska, Wanda i Józef Gosławscy były i są skarbnicami nieznanych szerszej publiczności dzieł i modeli do niezrealizowanych zleceń na rzeźby i pomniki do przestrzeni miejskiej.

Rozpoczęty kilka lat temu projekt inwentaryzacji tych pracowni, zainicjowany i przeprowadzony przez studentów historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego oraz konserwacji Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, mający na celu ocalenie tej części (historii) warszawskiej rzeźby od zapomnienia doczekał się częściowego podsumowania w postaci wystawy prezentującej fragment dorobku saskokępskich artystów. Kilkadziesiąt rzeźb, w tym prace Wojciecha i Zofii Czerwoszów, można oglądać w Rotacyjnym Domu Kultury Jazdów 3/18 w Warszawie od 14 stycznia.


Tekst powstał przede wszystkim w oparciu o materiały udostępnione przez panią Magdalenę Czerwosz, za co bardzo dziękuję. Zdjęcia obiektów zostały wykonane podczas inwentaryzacji pracowni w roku 2013. Artykuł powstał w ramach Stypendium Artystycznego Warszawy 2017

Emiliana Konopka

» Emiliana Konopka

Od lat fascynuje się sztuką, a od niedawna głównie skandynawską. Planuje wiązać z tym swoją przyszłość historyczno-artystyczną i zajmować kulturą i sztuką Skandynawii, wciąż nieodkrytej dla szerszej publiczności w Polsce. Ponadto edukator Muzeum Narodowego w Warszawie i prezes Studenckiego Klubu Islandzkiego UW. 


ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »