O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Mała Ziemiańska – kultowa kawiarnia literacka i miejsce spotkań skamandrytów



Osobiście darzę ogromnym sentymentem wszelkie lokale, zwłaszcza kawiarnie, w których kiedyś spotykała się bohema artystyczna, zapewniając danemu miejscu status kultowego. Gros tego typu przybytków odnaleźć można oczywiście w Paryżu, gdzie punkty, w których bywali literaci czy malarze wyznaczają swoisty szlak dla ludzi przemierzających miasto śladami wielkich postaci.

Józef Rapacki <em>Wnętrze kawiarni Ziemiańska

Józef Rapacki Wnętrze kawiarni „Ziemiańska” | 1926, Muzeum Warszawy

Zapewne każde z dużych miast w każdym kraju ma tego typu „zabytki”, jednak w naszej stolicy, niemal całkowicie zburzonej w trakcie wojny, możemy jedynie w wyobraźni, na planie filmowym czy rekonstrukcji cyfrowej zwiedzić lokal, który w dwudziestoleciu międzywojennym cieszył się ogromną sławą i estymą, był miejscem jednoznacznie kojarzącym się z elitą, która w latach świeżo odzyskanej niepodległości tworzyła poetycki parnas zwany – skamandrytami.

Mowa o „Małej Ziemiańskiej”, cukierni mieszczącej się przy ulicy Mazowieckiej 12, w samym centrum Warszawy. Lokal został założony przez Karola Albrechta i Jana Skępskiego tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i działał jako filia większych kawiarni, usytuowanych w innych częściach centrum (stąd „Mała Ziemiańska”). Zyskał jednak największą popularność z całej „sieci” i wpisał się na stałe w krajobraz miasta, podczas gdy lokale główne przegrały z konkurencją. Mimo, iż w Stolicy było nadzwyczaj dużo cukierni, to właśnie „Mała Ziemiańska” zyskała status kultowej i stała się sławna na cały kraj jako nieformalna „miejscówka” skamandrytów.

Być może kluczowa była atmosfera, tak sprzyjająca artystom, a może kluczem do sukcesu była lokalizacja – ulica łącząca opanowany przez finansistów Plac Warecki (od 1921 r. Plac Napoleona, obecnie Powstańców Warszawy) z Placem Zielonym (obecnie Placem Dąbrowskiego). Istotna była bliskość galerii Zachęta, Uniwersytetu, a także zlokalizowane na Mazowieckiej liczne księgarnie, antykwariaty, siedziby wydawnictw jak również bary i restauracje, jak ta „U Wróbla”, w której towarzystwo literatów jadało obiady.

kawiarnia mała ziemiańska karykatura

W „Ziemiańskiej” o pierwszej, rys. Jerzy Szwajcer, w: Jeszcze o Warszawie, Warszawa 1958 (karykatura znajdowała się na jednej ze ścian Małej Ziemiańskiej)

Po tym, jak w 1919 r. przestała funkcjonować ciesząca się ogromną popularnością kawiarnia „Pod Pikadorem”, występujący w niej poeci (recytujący wiersz każdemu, kto zapłacił 5 marek za wstęp), tzw. „wielka piątka” czyli Julian Tuwim, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Antoni Słonimski i Jan Lechoń upodobali sobie właśnie „Małą Ziemiańską” jako miejsce, gdzie godzinami – począwszy od 12 w południe – dzień w dzień dyskutowano, żartowano, prezentowano swoje prace, spierano się, omawiając aktualne wydarzenia. Młodzi poeci tworząc nieformalną grupę skupioną wobec prowadzonego przez nich, nieregularnie ukazującego się pisma „Skamander” rozpoczynali swoje wielkie kariery literackie. Wkrótce mieli stać się opiniotwórczą elitą, którą złośliwie określano jako „lożę szyderców” czy „literacką mafię”.

W Ziemiańskiej starano się też zawsze być na czasie z nowinkami technicznymi, i tak wraz z popularyzacją telekomunikacji zaproponowano klientom możliwość odbywania rozmów z aparatów ustawionych wprost na stolikach, przy których siadano aby zjeść ciastko i wypić herbatę.

Józef Rapacki W kawiarni – Ziemiańska

Józef Rapacki W kawiarni – Ziemiańska | ok. 1926, Muzeum Narodowe w Warszawie

W 1927 roku przeprowadzono remont i rozbudowę lokalu, który zyskał murale na ścianach (malowidła obrazowały pory roku), dodatkową salę i słynne pięterko – właśnie przy schodach na nie wiodących stał słynny stolik zarezerwowany dla skamandrytów, co potwierdzała przytwierdzona do ściany tabliczka.

Tuż po wkroczeniu do cukierni przez słynne obrotowe, bardzo nowoczesne w tamtych latach drzwi, natrafiało się na usytuowaną na lewo ladę pełną ciast i słynnych tortów, które można było zamówić z dostawą do domu, a dostarczano je na paterze, którą posłaniec odbierał następnego dnia. Goście uwielbiali faworki, ciastka firmowe i słynne „ziemianki” (małe pączki). Popijali je kawą, podobno niezbyt dobrej w porównaniu do innych lokali jakości. Podawano ją „po warszawsku” – w szklankach, określając jako „pół czarnej” (szklanka napełniona była płynem do połowy).

Wnętrze kawiarni było zawsze niemal zatłoczone, przy małych, okrągłych stoliczkach tłoczyli się głośno rozmawiający, śmiejący się goście, podczas gdy całe wnętrza wypełniał gęsty, papierosowy dym. Wyobraźmy to sobie: literacki parnas na półpięterku, przy stoliku, przy którym rozkwitały kariery, tworzono legendy, opowiadano dowcipy, które kilka godzin później powtarzała ulica.

Jako pierwszy ze skamandrytów teksty kabaretowe i humorystyczne zaczął pisać Julian Tuwim. Jego wielka kariera zaczęła się od kiedy w piśmie „Pro Arte et Studio” w 1918 roku ukazał się skandaliczny wiersz „Wiosna” (opowiadający o tym, jak zachowują się ludzie jako tłum, który wraz z nadejściem wiosny rusza na łowy i folguje najbardziej prymitywnym potrzebom ciała. „(…) I poczną sobą samców częstować samice!”).

Witkacy Portret Tuwima

Witkacy (Stanisław Ignacy Witkiewicz) Portret Juliana Tuwima  |  1929
pastel, papier, 64 × 48 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Julian Tuwim ze swoim „instynktem polskiego słowa”, był chyba pierwszym polskim twórcą masowym, tworzącym zarówno doskonałe poezje, jak i kabaretowe i humorystyczne teksty, wiersze dla dzieci oraz słowa do wielu przebojowych piosenek (np. „Miłość ci wszystko wybaczy” śpiewaną przez Hankę Ordonównę). Bardzo szybko zyskał sławę i pieniądze. Mimo powodzenia z trudem radził sobie z przejawami antysemityzmu wobec swojej osoby, miał też ogromny kompleks związany z dużym znamieniem, tzw. „myszką” szpecącą jego policzek. Mimo to udało mu się poślubić wielką piękność – zimną i wyniosłą Stefanię (z domu Marchew), której nie lubili pozostali skamandryci, uważając ją za mało inteligentną. Zorientowana materialnie żona poety nie tylko ostentacyjnie twierdziła, iż „nigdy nie czyta poezji Julka”, ale też żądała, by jej panieńskie nazwisko wymawiać z francuska „Marszew”. Małżeństwo, mimo różnych kryzysów, przetrwało do końca życia Tuwima (zmarł w 1953 r.)

Portret Stefanii Tuwimowej

Witkacy (Stanisław Ignacy Witkiewicz) Portret Stefanii Tuwimowej  |  1929
pastel, papier, 62 × 47 cm, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Kolejną postacią z „wielkiej piątki”, był Jarosław Iwaszkiewicz, który wpisał się na stałe do kanonu polskiej literatury. Debiutował w roku 1920 tomem nostalgicznych, inspirowanych kresami wierszy pt. „Okrostychy”.

W 1922 r. ożenił się z Anną Lilpop, piękną, wrażliwą i oczytaną dziedziczką fortuny fabrykanta Lilpopa, który nie był zadowolony z zięcia literata. Jarosław Iwaszkiewicz z wielkim trudem utrzymywał żonę pisząc i pracując na posadzie urzędniczej, nie chcąc korzystać z pomocy finansowej teścia. Z biegiem lat obok poezji zaczęła powstawać wspaniała proza, m.in. Brzezina i Panny z Wilka.

Jaroslaw Iwaszkiewicz

Jarosław Iwaszkiewicz, fot. NAC

W 1928 r. przeprowadził się z żoną i dwiema córkami do posiadłości zwanej „Stawiskiem” w Podkowie Leśnej, mimo oddalenia od życia miejskiego nadal systematycznie bywając w „Ziemiańskiej”.

Anna Iwaszkiewiczowa zmagała się z problemami o podłożu psychicznym, do czego w pewnej mierze mógł przyczynić się homoseksualizm męża. Autor wspaniałych opowiadań i poezji, pod koniec lat dwudziestych zyskał status jednego z najsławniejszych poetów, otoczony przez krąg wielbicieli i młodych twórców. Uprzejmy i sympatyczny w codziennych kontaktach, nie był dostatecznie podziwiany przez swoich przyjaciół z „Ziemiańskiej”, którzy mniej cenili jego narcystyczne wiersze niż umuzykalnioną prozę. Jak wynika ze wspomnień Iwaszkiewicza, poeta czuł się niedoceniony w grupie skamandrytów, a jego kariera poetycka nie wydawała mu się zadowalająca. Jednak w tym właśnie okresie napisał swoje najwspanialsze opowiadania, stanowiące arcydzieła literatury polskiej. W połowie lat 30. Iwaszkiewicz przebywał na placówce dyplomatycznej w Danii. Gdy wybuchła wojna, oboje z Anną przebywali na Stawisku.

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Portret Jarosława i Anny Iwaszkiewiczów

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Portret Jarosława i Anny Iwaszkiewiczów | 1923, Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku

Jan Lechoń (właściwie Leszek Serafinowicz), najmłodszy z „wielkiej piątki”, najwcześniej z nich zadebiutował, a w wieku 21 lat wydał świetnie przyjęty tom wierszy pt. Karmazynowy poemat (1920). Kolejne tomiki wierszy ugruntowały jego pozycję, jako poety patosu, zafascynowanego romantyzmem i twórczością Słowackiego, doskonale odnajdującego swój głos w klasycznej formie i tematyce sięgającej dziejów Polski. Jego słynne poczucie humoru podnosiło poziom codziennych posiedzeń, poświęconych wspólnemu tworzeniu skeczy i szopek. Dłuższy czas żyjąc tylko z poezji, wspierany był finansowo przez przyjaciół. Nie zwracając nigdy uwagi na strój, często w podartych skarpetkach i podartych ubraniach, już w czasach „Pikadora” zaczął nosić czarny żakiet i sztuczkowe spodnie, znoszone, z powypychanymi kolanami, do tego często nosił długi szal (uwieczniony został z tym akcesorium na obrazie Romana Kramsztyka) – taki wizerunek poety utrwalił się w okresie II RP. Przez kolejne lata nie mogąc sobie pozwolić na nowy strój, nieustannie aspirował do klasy wyższej.

Roman Kramsztyk, Portret poety Jana Lechonia

Roman Kramsztyk Portret poety Jana Lechonia (wersja III) | po 1920, Muzeum Narodowe w Warszawie

Snobizm i umiłowanie tradycji sprawiały, iż nie był w stanie zaakceptować swojego homoseksualizmu, co doprowadziło do w 1921 r. do nieudanej próby samobójczej. Finalnie właśnie problemy wynikające z orientacji seksualnej przyczyniły się do śmierci poety, który zginął skacząc z dwunastego piętra wieżowca w Nowym Jorku w 1956 r.

Antoni Słonimski (1895-1976), ukończył Akademię Sztuk Pięknych. Tworzył nie tylko poezję, ale również teksty satyryczne, skecze oraz artykuły prasowe (w tym słynne „Kroniki tygodniowe”). Przed wojną, oprócz kilku tomów wierszy opublikował dwie powieści science-fiction. Jako kompan był ceniony za zjadliwy, ostry humor. W obyciu był podobno szorstki, cyniczny, lecz sentymentalny, pełen delikatności ton jego wierszy świadczył o tym, iż wobec ludzi nie odkrywał swojego prawdziwego „ja”.

Antoni Słonimski Niezła sztuka

Antoni Słonimski fot. wikipedia

Kazimierz Wierzyński (1894-1969), piąty z podstawowego składu skamandrytów, intensywnie tworząc poezję zarabiał na życie jako dziennikarz (m.in. prowadząc „Przegląd Sportowy”). Książką, którą sam Wierzyński uznał za „dzieło swojego życia” była Wolność tragiczna (1936) – zbiór poematów w stylu romantycznym, których bohaterem był Marszałek Piłsudski.

Kazimierz Wierzyński

Kazimierz Wierzyński, fot. www.bc.wbp.lublin.pl

Jak pisze Sławomir Koper w Życiu artystycznym elit artystycznych drugiej Rzeczpospolitej, Lechoń był bliżej ze Słonimskim, Tuwim z Wierzyńskim, Iwaszkiewicza drażniło złośliwe poczucie Lechonia, Wierzyńskiego nigdy nie rozumiał.

Bardziej niż spójną ideowo grupę, skamandryci tworzyli grupę przyjaciół, mocno ze sobą związanych w latach młodzieńczych, kiedy kształtowały się ich artystyczne postawy i rozpoczynały kariery literackie. W drugiej połowie lat 20., kiedy już każdy z nich cieszył się sławą, różnili się nie tylko w ocenie wydarzeń politycznych czy stosunkiem do władzy, ale też coraz śmielej idąc swą indywidualną drogą zmierzali w przeciwnych kierunkach. Nieodwracalne podziały wywołał w grupie stosunek poszczególnych poetów do przewrotu majowego. Ich drogi definitywnie miały się rozejść w czasie wojny, a personalne więzi między Wierzyńskim, Lechoniem, Słonimskim a Tuwimem i Iwaszkiewiczem zerwano za sprawą stosunku tych dwóch ostatnich do władzy ludowej.

W latach 30. literacki parnas zaczął ustępować miejsca nowym, zdolnym literatom, takim jak choćby Gombrowicz, który bywał w „Ziemiańskiej” i miał swój stolik, ale jego „stałą siedzibą” był lokal pod nazwą „Zodiak”, mieszczący się na ulicy Traugutta.

Mimo, iż „Mała Ziemiańska” pojawia się na kartach niemal wszystkich dzienników z epoki (a pisało je wielu spośród znanych osobistości), zachowało się bardzo niewiele fotografii samego wnętrza i przesiadujących w nim ludzi. Najbardziej znanym wizerunkiem kawiarni jest obraz, namalowany przez Józefa Rapackiego Wnętrze kawiarni „Ziemiańska”.

Józef Rapacki Wnętrze kawiarni Ziemiańska

Józef Rapacki Wnętrze kawiarni „Ziemiańska” | 1926, Muzeum Warszawy

Ogłoszenie prasowe z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych tak zachęcało do odwiedzenia kawiarni:

„Cukiernia Ziemiańska. Poleca wszechświatowej dobroci wyroby cukiernicze. Na Mazowieckiej kawiarnia otwarta do godziny pierwszej w nocy. Koncertuje zespół Henryka Golda”.

Słynny stolik na półpięterku skupiał dzień w dzień tak znane osobistości warszawskie, iż wielu gości kawiarni przychodziło tam po to tylko, aby wypatrywać ówczesnych gwiazd, a były to czasy, gdy szeroko komentowano wydawane z dużą częstotliwością tomy poezji – wydarzeniem była premiera książki, a ludzie związani z literaturą byli rozpoznawani i uwielbiani niczym gwiazdy filmowe. W wyłożonej boazerią i lustrami dolnej sali było też wielu warszawskich snobów, finansistów, prawników, malarzy z pobliskiej Akademii Sztuk Pięknych. W letnim ogródku uwielbiał przesiadywać Stefan Żeromski, częstym gościem był też Bolesław Leśmian.

Równie znanym bywalcem „Ziemiańskiej” był generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski, sławny w całym kraju adiutant generała Piłsudskiego – poeta-amator, tłumacz, dusza towarzystwa, wspaniały kompan kawiarnianych posiedzeń, wielbiciel koni, zabawy i pięknych kobiet. Jak pisał o nim Słonimski w „Popiele i wietrze”: „Dzwoniąc szablą od progu idzie piękny Bolek. Ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek”.

Inną legendą lokalu był Franc (Franciszek) Fiszer – mężczyzna o potężnej tuszy, wielbiciel słodkości, filozof, erudyta i znawca sztuki, którego twórczość nie istniała na papierze, ale zawierała się w stylu bycia, anegdotach i rozprawach, którymi żyło towarzystwo przesiadujące w „Ziemiańskiej”.

franciszek fiszer

Juliusz Nagórski Portret Franciszka Fiszera, Muzeum Literatury w Warszawie

Kawiarnia była na tyle popularna i prestiżowa, że możliwość zasiadania na „półpięterku” utożsamiano z towarzyską i intelektualną nobilitacją. W swoich słynnych wspomnieniach pt. „Wyznania gorszycielki” Irena Krzywicka tak malowniczo opisała swoje pierwsze wejście (nota bene w trakcie pierwszej „randki” z Boy’em-Żeleńskim, wielką ówczesną osobistością) na cieszące się taką estymą półpiętro, iż nie sposób pominąć tego wspaniałego fragmentu:

„W słynnej cukierni „Ziemiańskiej” na ulicy Mazowieckiej znajdowało się magiczne półpiętro, gdzie stał tylko jeden stolik i gdzie schodzili się poeci „Skamandra” i różne znane osobistości ze świata artystycznego. Ileż razy marzyłam o tym stoliku poetów. Pisałam i drukowałam już trochę, ale nie miałam tam wstępu. Stolik był ekskluzywny, a straż, niesłychanie surową, pełnił przy nim Lechoń, odpędzając, przy pomocy morderczego dowcipu, wszystkich niepowołanych.
„Idziemy na półpiętro?” – zapytał Boy, wchodząc wraz ze mną do cukierni. Co byście odpowiedzieli, gdyby was zapytano, czy chcecie wygrać los na loterii? Raz przynajmniej znaleźć się w towarzystwie tych czarujących ludzi, śmiać się z ich dowcipów (wszyscy byli urzekająco dowcipni). Towarzystwo Boya było dla mnie biletem wstępu. (…)”

Witkacy Portret Ireny Krzywickiej

Witkacy (Stanisław Ignacy Witkiewicz) Portret Ireny Krzywickiej  |  1928
pastel, papier, 63 × 47 cm, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Krzywicka – dziennikarka, młoda matka, żona warszawskiego adwokata poznała bardzo popularnego Boya-Żeleńskiego, przeprowadzając z nim wywiad. Niemal od razu zakochała się w dużo od siebie starszym, elokwentnym pisarzu.

Jak dalej relacjonowała Irena Krzywicka, na słynnej „górce” bywali z Boyem codziennie przed obiadem. Kobiety rzadko bywały zapraszane, a te, które spotkał ten zaszczyt były wyjątkowe, zawsze piękne. Lechoń podobno krzywo patrzył na kobiety przy stoliku – przeszkadzały panom w rozmowach…

Oprócz sławnej i budzącej ogromnej kontrowersje Krzywickiej, spośród kobiet dopuszczonych na półpiętro wymienić należy Marię Morską, która była słynną muzą skamandrytów jeszcze z czasów „Pikadora”. W „Ziemiańskiej” bywały poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, słynne aktorki filmowe i kabaretowe, lecz nie można powiedzieć, iż należały do stałych bywalczyń1.

„Ziemiańska” przetrwała pierwsze bombardowania Warszawy w 1939 roku, funkcjonowała też w trakcie wojny, choć nie bywali już w niej stali bywalcy – większość znalazła się poza granicami Polski (spośród skamandrytów jedynie Iwaszkiewicz przebywał w kraju rzadko opuszczając Stawisko). Budynek spłonął w trakcie Powstania Warszawskiego – tak zakończyła się historia niezwykłej kawiarni, która w miarę upływu lat zyskała mocno wyidealizowany, zmitologizowany obraz. Aby przywołać czar i urok „Małej Ziemiańskiej”, należy mocno wytężyć wyobraźnię…

Jak pisze Andrzej Z. Makowiecki:

„(…) czasem ta atrakcyjna i pełna życia kawiarnia, zaludniona panteonem literatury i sztuki XX wieku, dla niektórych była miejscem odtrącenia, olimpem niemożliwym do zdobycia, rodzajem giełdy środowiskowej, ferującej nieodwołalne wyroki i decydującej o tym, kto się „liczy” w literaturze”.

Zacytuję jeszcze doskonały fragment z „Dzienników” Witolda Gombrowicza, w którym przebywając na emigracji w Argentynie w 1953 roku tak wspominał swoje „prowokacje” w „Ziemiańskiej”:

„(…) Przed wojną. Kawiarnia Ziemiańska w Warszawie. Dymna chmura. Stolik młodych pisarzy i poetów. Awangarda. Proletariat. Surrealizm. Socjalizm. Wyzwoleni z przesądów. Mówią: – Głupie snobizmy epoki kończącego się mieszczaństwa! Albo: – Śmieszne uprzedzenia klasowe feudalizmu!

Lecz ja przysiadam się i z miejsca zaznaczam, chociaż mimochodem, że moja babka była kuzynką Burbonów hiszpańskich. Po czym jak najuprzejmiej podsuwam im cukier – nie Kazimierzowi jednak (który wśród nich królował gdyż najlepszym był poetą) ale Henrykowi (który jest bardziej z towarzystwa i ojca ma pułkownika). Gdy zaczyna się dyskusja popieram zdanie Stefana, ponieważ on z ziemiańskiej rodziny. Albo mówię: – Stasiu, poezja poezją, ale przede wszystkim ci radzę: nie bądź gminny! Albo: – Sztuka jest zjawiskiem w pierwszym rzędzie heraldycznym! Śmieją się lub poziewają, albo protestują – ale ja tak miesiącami, latami całymi z niezłomną konsekwencją absurdu, z powagą nonsensu, z największą pracowitością dlatego właśnie iż rzecz nie warta pracy. – Nuda! Idiotyzm! Kretyństwo! – krzyczą, ale powolutku, jeden, potem drugi ulega, oto już ten bąknął że dziadek miał willę w Konstancinie, tamten daje do zrozumienia, że siostra babki była „ze wsi”, a inny jeszcze niby dla zabawy wyrysował swój herb na bibułce. Socrealizm? Surrealizm! Awangarda? Proletariat? Poezja? Sztuka? – Nie. Las drzew genealogicznych, a my w ich cieniu.

Powiedział mi poeta Broniewski. – Co pan robi? Co to za dywersja? Pan nawet komunistów zaraził herbarzem!”2


  1. Zainteresowanych szczegółowym opisem Ziemiańskiej odsyłam do książki Andrzeja Z. Makowieckiego Warszawskie kawiarnie literackie, w której autor przytacza nie tylko rzetelne fakty, ale cytuje też interesujące wspomnienia przeróżnych osób, które bywały w słynnej cukierni.
  2. „Dzienniki”, Wydawnictwo Literackie 1997 r., 5, środa 1953 r.).
Sylwia Zientek

» Sylwia Zientek

Pisarka, autorka powieści historycznych i obyczajowych (m.n. Hotel Varsovie, Kolonia Marusia, Próżna czy Miraże). Z wykształcenia prawniczka. Pasjonatka sztuki i historii Warszawy. Obecnie pracuje nad drugim tomem sagi Hotel Varsovie.


Portal NiezlaSztuka.net prowadzony jest przez Fundację Promocji Sztuki "Niezła Sztuka". Jeśli publikowane tu treści wydają Ci się inspirujące i chciałbyś/chciałabyś wesprzeć nas w tworzeniu miejsca w polskim internecie na temat sztuki, które nie ma reklam tu: www.niezlasztuka.net/wesprzyj-nas/ możesz przekazać nam darowiznę, nawet 1 zł ma dla nas ogromne znaczenie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »