O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Frida



Kiedy znaleźli się na przystanku, Alex pomógł Fridzie wsiąść do tramwaju. Nagle jęknęła i wyskoczyła z powrotem. – Co się stało?
– Moja parasolka! Ta, którą mi kupiłeś. Pewnie zostawiłam ją na którymś straganie, kiedy kupowaliśmy jedzenie! Chodź, wrócimy i poszukamy jej.
Cofnęli się po własnych śladach. Co prawda nie znaleźli parasolki, lecz udało się im odszukać handlarza, który ją sprzedał.
– Chodź, kupię ci drugą – powiedział Alex. – Przecież nie mogę pozwolić, by moja mała chamaca była nieszczęśliwa!
Ale parasolek już nie było. – Przykro mi, señor – rzekł sprzedawca. Może panience spodoba się coś innego. Proszę, tu mam ładne balero.
 I pokazał im drewniany kubek z przyczepioną do niego drewnianą kulką na sznurku. Zakręcił nią kilkakrotnie i złapał do kubka, aby pokazać, jakie to łatwe. Alex zapłacił, po czym ruszyli z powrotem.

Frida, fot.: Nickolas Muray

Frida, fot.: Nickolas Muray

Na rogu zatrzymał się drewniany autobus, pomalowany w wesołe wzory. W owym czasie autobusy były w Meksyku osobliwością; niedawno je wprowadzono i nadal przyciągały tłumy ludzi niczym kolejka w wesołym miasteczku. Czasem Frida zabierała mnie do miasta tylko po to, by przejechać się autobusem.
– Chodź, pojedziemy! Możemy później przesiąść się do tramwaju.
Pędem pobiegli w stronę masywnego pojazdu. Deskę rozdzielczą autobusu kierowca ozdobił obrazkami Świętej Dziewicy z Guadalupe i fotosami rozebranych dziewcząt o zastygłych, plastikowych uśmiechach. Z lusterka wstecznego zwisał rozkołysany różaniec.

Wzdłuż obu boków autobusu ciągnęły się zatłoczone ławki, lecz Alexowi i Fridzie udało się znaleźć z tyłu miejsca siedzące. Naprzeciwko nich kobieta w rebozo karmiła niemowlę, a robotnik w wielkim sombrero palił papierosa, jowialnie proponując skręty współtowarzyszom podróży. Na przedzie siedział malarz pokojowy w zachlapanym farbą kombinezonie, czekający z przymkniętymi oczami, aż autobus ruszy. Między nogami ściskał puszkę farby, w dłoni zaś trzymał paczkę złotego proszku.

Frida Kahlo Autobus

Frida Kahlo Autobus | 1929, prywatna kolekcja, fot. theredlist.com

Kierowca, młody wąsaty Metys, agresywnie uruchomił silnik i śmiało wyjechał z bocznej uliczki. Najwyraźniej sądził, że skoro autobus jest o tyle większy od aut i wozów konnych, to one powinny się go bać, toteż parł przed siebie, nie zważając na zagrożenie, niczym krewki rycerz rwący się do boju. Jakiś samochód, na którym wymuszono pierwszeństwo, ostro skręcił w lewo, trąbiąc jak opętany.

Kiedy dotarli do targu San Juan przy skrzyżowaniu ulic Cuahutemotzín i Cinco de Mayo, z przecznicy nadjechał tramwaj z Xochimilco. Kierowca autobusu zamierzał skręcić w Calzada de Tlalpán, ale tramwaj najwyraźniej mu przeszkadzał. Zahamował, po czym ponownie ocenił odległość i uznał, że zdąży. Tymczasem stateczny, nieśpieszny tramwaj zbliżał się nieubłaganie, jakby motorniczy postanowił wymusić na autobusie pierwszeństwo przejazdu. Jednak kierowca autobusu nie ustąpił.

I stało się. Tramwaj staranował autobus, uderzając go w sam środek, i wgniótł pojazd w ścianę domu. Autobus nie pękł od razu. Z niezwykłą elastycznością zdawał się wyginać i rozciągać w nieskończoność. Alex znienacka znalazł się twarzą w twarz z robotnikiem palącym papierosa, a Frida padła na podołek karmiącej matki. Wszystko trwało zaledwie ułamek sekundy, lecz Fridzie wydawało się, że wydarzenia przebiegają w zwolnionym tempie. Nad głowami pasażerów leniwie przelatywały różne przedmioty – gazeta, obrączka ślubna, kocyk dziecka, fotos, pędzel, klucze, papierosy, kłębek włóczki i drobiny złotego proszku. I wówczas, z przeraźliwym trzaskiem, pojazd się rozpadł. Ludzie wypadli na tory w potoku drzazg i odłamków metalu.

Frida Kahlo

A tymczasem tramwaj nieubłaganie posuwał się naprzód, jakby pieczętując zwycięstwo nad przeciwnikiem. Alex, rzucony pod wagon, otworzył oczy i ujrzał nad głową metalowe podwozie, a wokół pokrwawione ciała. Dwie lub trzy osoby nie żyły, inne umierały. Gdzieś płakało dziecko.
Momentalnie ocenił położenie kół. Gdyby tramwaj przesunął się choćby o centymetr, przeciąłby go na pół. Ostrożnie wysunął się z ciasnej przestrzeni. Miał wrażenie, że z wyjątkiem rozdartej marynarki nie odniósł żadnych strat.

Rozejrzał się za Fridą. Leżała na ulicy zupełnie naga – przy zderzeniu podmuch zdarł z niej ubranie. Wyglądała fantastycznie, wręcz karnawałowo, albowiem całe jej ciało pokrywał złoty proszek malarza.
Miren a la pequeña bailarina! – krzyknął jakiś człowiek. „Patrzcie na tę małą tancerkę!”. Pewnie uznał, że ma przed sobą tancerkę albo cyrkówkę o wiotkim, zgrabnym ciele, odzianą w czerwień i złoto.
Stosy tłuczonego szkła. Potoki krwi. Wyrwane wnętrzności, zmiażdżone czaszki. Skręcony metal i skręcone kończyny. Odór żółci i przerażenia. Krzyki. Łkanie. Syreny.

frida kahlo rok w szpitalu

Frida Kahlo

Frida krwawiła – żelazna poręcz przebiła jej miednicę. Nie wiedziała, co się z nią dzieje; może wpadła w histerię albo w stupor, a może po prostu nic nie czuła. Wciąż krzyczała:
– Moje balero! Gdzie jest moje balero? Tylko mi nie mów, że zgubiłam je także!
Alex patrzył struchlały, jak Frida wodzi rękami wokół siebie w poszukiwaniu zabawki, nieświadoma tkwiącego w niej pręta. Usiłował ją uspokoić i unieruchomić, wreszcie okrył ją strzępami marynarki i wziął na ręce. Frida jednak nadal się wyrywała.
– Moje balero! – wołała rozpaczliwie. Do Alexa podbiegł człowiek o znajomej twarzy. – Czy to Frida Kahlo? O Boże! Co z niej tak sterczy? Musimy to wyjąć! 
I chwycił metalowy pręt. Alex odchodził od zmysłów. – Kim pan jest? – wrzasnął. – Pracuję w szkole, w Prepie! Co to za różnica? Niech pan ją położy! I niech ktoś wezwie karetkę! Mężczyzna przygwoździł Fridę kolanem do ziemi i szarpnął. Frida zawyła. Z rany trysnęła krew. Razem z Alexem zanieśli ranną do pobliskiej sali bilardowej i położyli przy oknie. Alex gładził jej rękę, ale nawet nie zauważyła jego obecności. Była półprzytomna z bólu. Frida krzyczała tak głośno, że Alex nawet nie usłyszał syreny ambulansu Czerwonego Krzyża. Pomógł sanitariuszom ułożyć ją na noszach i pojechał z nią do szpitala na ulicy San Jeronimo.

W drodze nie przestawał się modlić:
– Dobry Boże, nie pozwól, by umarła. Proszę, nie daj jej umrzeć.
Jak wszyscy uważał się za rewolucjonistę, ale są chwile, gdy człowiek zapomina o polityce. Kiedy dojechali do szpitala, był całkowicie wyczerpany i na skraju histerii. Znużona pielęgniarka z myszką nad górną wargą przytrzymała go za rękę i coś do niego powiedziała. Myszka zdawała się kurczyć i rozszerzać w rytm jej słów i Alex, aby uchronić się przed omdleniem, ze wszystkich sił skupił na niej uwagę. Wszystkie siostry miały na sobie sięgające kostek białe fartuchy, związane paskiem w talii, oraz czepki ze znakiem Czerwonego Krzyża.

frida khalo strzaskana kolumna

Frida Kahlo Strzaskana kolumna

W ascetycznej atmosferze szpitala wyglądały jak duchy wynurzające się z niewyraźnych wnętrz i znów w nich znikające, drobiny światła migające tu i tam, anioły prowadzące oszołomionych pielgrzymów do miejsca schronienia.
– Proszę pana – powiedziała pielęgniarka. – Nie może pan tu zostać. Musimy przygotować tę panią do operacji.
– Przeżyje?
 Myszka nie poruszyła się. – Proszę powiedzieć, przeżyje? – Wszystko w rękach Boga – mruknęła w końcu pielęgniarka. – Jeśli jego życzeniem jest, by ocalała, przejawi swoją moc za naszym pośrednictwem.
Chciałem zmiażdżyć tę myszkę i głos, który zdawał się pochodzić od zjawy – opowiadał mi Alex. W myślach wrzeszczał na pielęgniarkę: „Przestań bredzić o Jezusie, gadaj, czy Frida będzie żyła!”. Ale nie powiedział tego głośno – był zbyt przejęty, zbyt wystraszony. Po prostu usiadł i czekał.
Rokowania nie były najlepsze – Frida odniosła wielokrotne złamania i wiele głębokich ran.


Frida Kahlo – Życie i twórczość >>


Fragment pochodzi z książki:

frida-marginesy
Bárbara Mujica

Frida

Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »