O czym chcesz poczytać?
  • Słowa kluczowe

  • Tematyka

  • Rodzaj

  • Artysta

Obecność. Wystawa studentów fotografii ze Szkoły Filmowej w galerii ZPAF Katowice 2017



Pierwsza, krzywa.

Katowice, galeria ZPAF, czerwiec 2017, Obecność. Prezentacja prac fotograficznych studentów i absolwentów PWSFTviT w Łodzi: Van, Benda, Bugajczyk, Cichoń, Giza, Godlewski, Kalinowska-Werter, Klewaniec, Kościelska, Łukaszewska, Puławska, Serge, Strzelczyk, Szajnecka, Żabski, kurator: Joanna Chudy.

„Tożsamości Polaka nie wyznacza już znajomość Pana Tadeusza, Trylogia przestaje być obowiązkową lekturą dorastających młodzieńców. Do polski szeroką fala wlewa się światowa kultura mass mediów. (…) Fundamentalna więź międzypokoleniowa, od której zależą integralność i utrzymanie się narodów, nie jest równie trwała jak dawniej. Interioryzacja kanonu narodowego w świadomości jednostek i w świadomości zbiorowej jest skutecznym sposobem zachowania narodowej tożsamości, wymaga to jednak ciągłej, żmudnej pracy nad przekazem narodowych wartości w sztafecie pokoleń.” 1.

DSCF1419

Tytuł jest na wyrost. Póki co to raczej: Obęcność. Ślad po czymś co się zdarzyło, co skapnęło nie wiadomo skąd, mimowolnie, jak co rok. Chociaż akurat to, że czerwcowa wystawa piętnastu studentów fotografii z łódzkiej Szkoły Filmowej odbyła się , w katowickiej galerii, w Mieście Ogrodów jest niecodzienne, nie co roczne. Za rok, dwa katalog będzie śladem po kropli. Czy warto przyglądać się kropli? Jak najbardziej. Jak najpoważniej. Sprawa jest poważniejsza niż sugeruje tytuł. Nie chodzi o niewiele dziś znaczącą, taką czy inną obecność, chodzi o przyszłość. Czego można się dowiedzieć o nieistniejącym futurum przyglądając się badawczo kropli? Czort jeden wie, czy ta kropla z czasem zmieni się w prawdziwy, globalny ocean, morze, kałuże, a może nowoczesną zupę w płynie (liquid jak pisywał Bauman), czy zupę śmierci jak napisał Różewicz. Czy da się zobaczyć na fotografii, już dziś, jaki będzie smak i rozmiar przyszłej przyszłości? Da się, a to, że nie wiemy w jaki sposób nie zwalnia z próbowania. Dlatego wystawy pierwsze, wystawy debiutantów, zasługują na spojrzenie, na słowo bardziej niż te już rozpoznane, opatrzone, przyswojone, oswojone. W czasie kiedy miesiąc fotografii nakłada się na kolejny foto festiwal, a czasu między nimi zostaje tyle, że ostatni oldskulowi recenzenci ledwo zdążą tylko wymieć „nazwiska uczestników poprzedniej edycji, które są coraz głośniejsze we współczesnej fotografii”2. warto sobie przypomnieć, że nawet najgłośniejsze nazwiska nie są światłoczułe, nie fotografują. Być może robią wiele, by utrzymać natężenie szumu wokół siebie.

DSCF1412

Fotografia jest technicznym sposobem pokazywania wyobraźni. „Wyobraźnia jest tym jedynym miejscem, z którym czujemy się związani, którego możemy być pewni, że tu właśnie żyjemy i także umierając w niej umieramy.” 3. Pewnie dlatego tak lubimy patrzeć na fotografie, a potem pisać o punctum.

Tytuł jest – na wszelki wypadek- bez właściwości, hypoalergiczny jak biały jeleń, ale fotografie na tej wystawie są zaskakująco ludzkie. Są jakieś, jakieś są. Może i to co będzie, jakieś będzie. Warto to potraktować poważnie. Tak spojrzeć, jakby wiek harców z obrazem nie zostawił najmniejszego powidoku w naszej awangardowo zrytej pamięci.

DSCF1424

Obecność dziś, teraz? Jaka obecność jest jeszcze do pomyślenia? Po nieludzkim brutalizmie przez pierwsze pół poprzedniego stulecia w skali historycznej, jeden do jednego, a przez następne pół ciągnącym się od płócien Francisa Bacona przez setki tysięcy anonimowy stron, aż po dźwięki Helmuta Lachenmanna. Po takich wygłupach, takich gagach, tak zapętlonych memach, dzień w dzień, sekunda za sekundą walących ze wszystkich stron grubaśnymi światłowodami. Stuletnia prababcia (Ohma) Dada, skonała by ze zgrozy i śmiechu przed końcem uploadu pierwszej z brzegu dzisiejszej obecności z chmury.

„Hałaśliwość bytu jest podstawową zawadą dla myślenia. Miast namysłu: »nieustający jarmark całej barwnej gamy «problemów» i «tematów», które nie dotykają niczego i nikogo” (B, 19-20 (26)). Niepodobna już nawet zapytać, czego nie słychać. Znaczy to: niepodobna postawić pytania, które dałoby początek myśleniu.(…) Równie irytującą osobliwością epoki, o której mowa, jest to, że wszystko stało się widoczne. Hałaśliwości bytu towarzyszy równie wszędobylska i bezwstydna widzialność wszystkiego, co jest. Naoczność i oczywistość – to stygmaty obecności bytu. Co widać, kiedy widać wszystko, co jest? Z pewnością nie widać już nic. Na próżno wypatrywać tego co skryte.(…) Cóż po myśleniu w świecie wszechobecnie hałaśliwego i wszechobecnie widzialnego bytu? Nic tu po nim.(…) Powszechny terror zasady Obecności. »Nieskrytość«, która zarządzała pra- i pre- dziejami metafizyki – dziejami pra- i premetafizyki – przepadła »w świetle« Obecności.(…) Planetarna hegemonia zasady Obecności – »planetarna«, a więc nie dopuszczająca choćby dyskretnego istnienia jakiegokolwiek »zakątka ciszy« czy »prześwitu skrytości« – oznacza nie tylko, że wszystko, co jest, jest widzialne i słyszalne. Zasada jest bardziej destrukcyjna – oznacza bowiem definitywne zniesienie różnicy między widzialnym i niewidocznym, miedzy słyszalnym i niesłyszalnym. Wszyscy nosimy okulary i aparaty słuchowe Obecności. Nie ma różnicy między widomym i ślepcem, między słuchaczem i głuchym; raczej w świecie Obecności nie ma miejsca dla Ślepego i Głuchego.” 4.

Kim trzeba być by wziąć udział w wystawie: Obecność? Którymś z ironicznych wujków ze wschodu: Černým, Liberą , Kosołapowem, Ai WeiWei? Kosmiczną gimbazą w pelerynce superbohatera? Nieświadomym ryzykantem? Bezwolną ofiarą procesu dydaktycznego ugniatającego rok w rok coraz mniej dojrzałych? Dla przyszłości bardziej jeszcze niż dla pamięci nomina sunt odiosa. Dzielenie kropli na piętnaście obecnych w niej żyjątek to zadanie dla wykwalifikowanego mikrobiologa, nie dla recenzenta. Czy da się zauważyć jakieś cechy wspólne, w skali tej niedużej wystawy cechy globalne, które wypączkują, to co będzie przyszłością powszechną?

Jest na niej wiele fotografii fragmentów, poskładanych i rozsypanych. Trudno znaleźć ślad obecności nie przyciętej (J. Klewaniec, O. Van, K. Żabski), nie dziurawej (A. Cichoń), nie zamotanej (M. Benda,), nie zamaskowanej (P. Giza, M. Łukaszewska) nie muśniętej (choćby brokatem: N. Kościelska, czy pikselami: M. Strzelczyk). Gdyby taka wystawa była w roku 1917, wstrząsnęła by ikonosferą Europy. W 2017 nikt już się nie natęża na jakąkolwiek całość. Wszyscy zasuwają jak naspidowani kurierzy, jak drony z ostrym śmigłem, skręcając, montując kawałek za kawałkiem, przesyłając, łącząc, wiążąc, plotąc bez przerwy i na bieżąco komentując ten splot. Przyszłość jako rozległa kraina montowni, z logistyczną maestrią, a może nawet logicznie układających stosy głodnych kawałków w jakie się w tej nieustannej robocie rozsypujemy. Uczestnictwo jako niskokaloryczna, zdrowa wersja egzystencji. Trzeba uczestniczyć, brać udział, być obecnym. Trzeba umieć dać się zauważyć. Dla tego pokolenia oczywiste jest, to co wiedziała Telimena, że łatwiej wpada się w oko, trafia na okładki kiedy dysponuje człowiek odpowiednią maską (K. Godlewski), dobrze dobraną skórką. Pytanie o to czy za taką maskująca nakładką trzeba mieć coś jeszcze pozostaje otwarte. Ponad pół wieku temu fotografia w Polsce z ulgą odkryła, że – wbrew społecznym oczekiwaniom – może być subiektywna. Jak nazwać fotografie z wystawy: Obecność, bez posługiwania się postpozytywistycznymi dziwolągami: postsubiektywna, pseudorealistyczna?

Znalazło się na tej wystawie kilka zdjęć tak subiektywnych, że tylko autor będzie pewny, że reprodukcja w katalogu nie jest do góry nogami i w dobrych kolorach (A. Szajecka, O. Van). Jest kilka portretów wprost (J. Bugajczyk, A. Puławska), niektóre z nich klasycyzujące (A. Serge), niektóre enigmatyczne (A. Szajecka) i tyłem (A. Puławska). Zrozumiała wobec siły nacisku mediów potrzeba zacierania śladów indywidualnych powoduje, że nawet to na czym opierało się tradycyjne pisanie recenzji, próby osadzenia w kontekście, wskazania podobieństw traci znaczenie. Czy z zestawienia zdjęć Justyny Bugajczyk, na których obecność ubrana jest po prostu w koszule z tym samym motywem w twórczości Ch. Boltańskiego poświęconej dokumentowaniu obecności martwych Szwajcarów wynika cokolwiek przydatnego dla obrazu kultury dziś? Raczej nie. W niczym to nie pomoże tym delikatnym zdjęciom. Pseudoprywatnie, postobiektywnie lubię fotografie Sophie Kalinowskiej-Werter, może z powodu zdania kończącego w katalogu jej życiorys: „Kompletnie nie ma pojęcia co właściwie robi”. Cóż, kiedyś komentowało się to najbardziej znanym tytułem Kundery: nieznośna lekkość bycia, dziś brzmi to jak zdanie z oficjalnej biografii prezydenta USA.

„A gdyby tak ująć bycie w duchu pierwotnego myślenia greckiego jako prześwitująco- trwającą obecność tego, co każdorazowe, a nie tylko i nie przede wszystkim jako bycie ustanowionym w ustanawianiu przez intelekt?” 5. Nie jestem pewien, nie potrafię rozstrzygnąć, po prostu nie widzę, czy między wystawionymi fotografiami nie ma i takiej, która z dostateczną głębią ostrości uchwyciła ten, dziś staroświecki – prawie jak motto – zamysł. Wypowiedziany w żargonie fotografii: ująć bycie w duchu. Ujęcia, ubytki, ukruszenia, ucięcia. To jest w tej wystawie najbardziej radosne, bo zostawia szczelinę na ducha. To się lekko wymyka planetarnemu terrorowi zasady Obecności. To się wymknie narodowym kanonom estetyki. Jest to wystawa zachwycająco nieoczywista. Dużo bardziej nieoczywista niż czujna obecność. Tak bardzo nieoczywista, że nie kwalifikująca się jako sensowny projekt, zupełnie jak przyszłość.

Dobre recenzje bywają niesprawiedliwe. Nie pisze się ich po to, by głaskać autorów po twórczych głowach. Wręcz przeciwnie, recenzja jest – z punktu widzenia marketingowego lokowania produktu – niepotrzebną próbą dotknięcia do żywego. Podobnie jak fotografia. Czy ktoś starszy o kilkadziesiąt lat, sklerotycznie przyzwyczajony do typograficznego, kryptograficznego opisywania świata, jest w jakikolwiek sposób dotknąć do dzisiejszego żywego, do dzisiejszej fotografii? Wątpię. Taki piszący, starszy pan może tylko entuzjastycznie zadeklarować, że w razie potrzeby przykuje się łańcuchem do nieco kostropatej odbitki z przyszłości, tak jak ekoterroryści przykuwają się do pni, które są częścią organizmu wielokroć potężniejszego od swoich obrońców. Puszcze i przyszłość oprócz litery „p” łączy nie dająca się jeszcze zrozumieć dzikość. Obecność dzika versus obecność hodowlana, taka jest majacząca poza póki co poza zasięgiem obiektywu stawka. Taki jest pierwszy wybór przy budowaniu własnej „strategii artystycznej” także dla studentów fotografii.

Można próbować okleić, opakować, opatrzyć pokazane w Katowicach fotografie frazą ciut świeższą, frazą trzydziestolatków. Rapu solidarnie posłuchać w „sztafecie pokoleń”. Co prawda raper Łona na płycie nowosiecka rymuje o czymś dużo bardziej obęcnym niż zbiorowa wystawa fotografii. Rymuje o tym, co między ludźmi wciąż chyba najobęcniejszej, ale pewnie po tej wystawie kilkoro z uczestników zaczęło sobie uświadamiać, że publiczne pokazywanie (nawet fotografii) to w gruncie rzeczy sytuacja podobna: równocześnie intymna, lekko krępująca, a bywa, że całkiem przyjemna. Poza tym trudno o lepszy przykład, że słowa prawie zawsze odsyłają do starszych słów, a fotografia usiłuje naświetlić obraz światłem odbitym od jutra, od następnego świtu.

„Mniej was łączy niż można przypuszczać,
Zwłaszcza jakby tak wejść w parę detali,
(…)
Ja wiem, że to jest dla was teraz mało istotne, więc tak
W największym skrócie, dosłownie w paru zdaniach.
(Ref.)
Tu jest wszystko proszę Pani na zakręcie,
To wszystko stoi proszę Pana na głowie.
Tu się jakby mniej słucha, za to mówi się więcej,
Co zabawne o tyle, że wszyscy tłuką tę samą opowieść.
(…) I barykady mają tu o cztery rzędy mniej,
A poeci już nie stoją na nich zbyt twardo, bo,
Dawno temu wszyscy porobili MBA, a w ogóle teraz ich nie ma, bo poszli ćwiczyć kardio.
Te Pani kolory nie halo, niech Pani stroni od niehal,
Tu się maluje z głową – bielą i czernią (…)
Bo tu jest wszystko proszę Pani na serio.
Tu w przód patrzy każda bułka, każdy kęs, każdy ruch, każdy wyraz w każdej apostrofie,
Bo to wszystko proszę Pana odpowiedni ma sens,
I wizję ma, i misję oraz filozofię. (…)
A kryzys?
Proponuję pielęgnować, bo kto wie, czy to nie ostatnia ludzka rzecz w tym wszystkim.” 6.


  1. K. Sztalt, Poczucie wspólnej przeszłości jako korelat narodu, w: Wielość form dyskursów poznawczych, pod red. Piotra Madeyskiego, Wrocław 2004, s. 70.
  2. P. Kosiewski, Popatrz, „Tygodnik Powszechny”, nr 25 (3545), 18.06.2017, s. 67.
  3. W. Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli, Warszawa, s. 257.
  4. C. Wodziński, Eseje pierwsze, Gdańsk 2014, s. 6-8. Cytaty wewnątrz cytatu odnoszą się do Przyczynki do filozofii (z wydarzania), przeł. B. Baran J. Mizera, Kraków 1996, Beiträge  zur Philosophie (Vom Ereignis), Frankfurt am Main 1989.
  5. M. Heidegger, Kanta tezy o byciu, w: tenże, Znaki drogi, Warszawa 1995,  s. 263.
  6. Łona, Pierwsza prosta.
Krzysztof Cichoń

» Krzysztof Cichoń

Krytyk i historyk sztuki związany z Katedrą Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Studiował historię sztuki i filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Obronił doktorat w Lwowskiej Akademii Sztuk. Żyje z opowiadania o tym, co widzi. Krótkowidz. Specjalizuje się w niepisaniu i tekstach nieskończonych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



ns-wspieram-post

Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj nas »